piątek, 27 września 2019

Rozdział XXIII: Najlepsze wakacje

Ana pierwszego lipca obudziła się wyjątkowo wcześnie. To dzisiaj przyjeżdżają jej trzy przyjaciółki - Elisabeth Colen, Amelia Tagworth i Jessica Collet. Miała także kontakt ze swoim tatą, Syriuszem Blackiem. Ciotka Andromeda i wuj Ted wyrazili ubolewanie, że znowu uciekł. Nie powiedziała im, że jest niewinny, bo powiedział że sam im wszystko powie w swoim czasie. Pewnie nawet by jej nie uwierzyli, pomyśleliby że ją skonfundował. O 11:00 dziewczyny się zjawiły. Zaprowadziła je do pokoju, a Ted wniósł ich walizki. Amy postawiła klatkę ze śpiącą Iskierką obok klatki ze śpiącym Śnieżkiem. El wypuściła Merlina z transportera, a ten od razu wyłożył się na łóżku i uciął sobie drzemkę. Dzień wcześniej wuj Any postawił w jej pokoju trzy dodatkowe łóżka. Był dość duży, więc miejsca nie brakowało.

- Syriusz pisał? - zapytała Jess.
- Tak, jesteśmy w stałym kontakcie - powiedziała Ana. - Niestety nie mogę za często wysyłać Śnieżka z odpowiedziami, bo jest zbyt charakterystyczny. Pomińmy, że ostatni list od taty przyniósł mi rajski ptak.
- Chciałabym go wreszcie poznać - westchnęła.
- Na razie to nie jest możliwe. Ciotka i wuj nie wiedzą, że jest niewinny, więc wszczęliby alarm, gdyby się tu pojawił. Ale na pewno go jeszcze poznasz. Pisałam mu o tobie, że jesteś jego fanką - uśmiechnęła się lekko.

Zaczęły grać w Eksplodującego Durnia. Później jej ciocia zawołała je na obiad. Jess, Amy i El mogły w końcu poznać Nimfadorę. Jej kuzynka pokazała im swoje umiejętności, m.in. zmieniła twarz w świński ryjek i w kaczy dziób.

- Nimfadora, nie przy jedzeniu - upomniała ją Andromeda.
- Nie nazywaj mnie Nimfadora - powiedziała Tonks, akcentując każde słowo. Włosy jej się przy tym zmieniły z różowych jak balonowa guma do żucia w płomiennorude. Po chwili jej włosy wróciły do poprzedniego koloru. - A wiecie, że w tym roku w Hogwarcie odbędzie się...
- Dora, dość - powiedział Ted.
- Co się odbędzie w Hogwarcie? - zapytała Ana.
- Dowiecie się szkole - powiedziała jedynie jej ciotka.
- Moi rodzice też mówili coś o jakimś wydarzeniu w Hogwarcie - powiedziała Amy. Jej tata pracował w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a mama w Departamencie Magicznych Gier i Sportów. - I też nie chcieli powiedzieć o co chodzi.
- Mój tata też coś wspominał. To ciekawe, że nawet Szef Biura Aurorów hiszpańskiego Ministerstwa Magii wie co ma się wydarzyć w Hogwarcie - powiedziała Jess.
- Dumbledore wszystko powie na uczcie powitalnej - powiedziała Andromeda.

Dora opowiedziała im o szkoleniu aurora. Potem dziewczyny poszły grać w qudditcha. Ana i Jess kontra Mel i Eli, grały bez obrońcy, pałkarzy i szukającego. Mecz zakończył się 10:8 dla Black i Collet. Potem za namową Jess poszły tam, gdzie pierwszy raz stanęła twarzą w twarz z tatą, a raczej twarzą w pysk.

- Chciałabym dowiedzieć się gdzie jest Pettigrew i go dorwać - powiedziała Jessy.
- On może być już z Voldemortem. Wszystko się zgadza, sługa Voldemorta rozerwał łańcuchy - powiedziała ponuro Ana.
- To wina pani Weasley. Ona prawdopodobnie nie zabrała Parszywka do magizoologa, żeby zbadał szczura. On by odkrył, że ma 21 lat. Zresztą ona podobno jest nadopiekuńcza, a pozwoliła dziecku zatrzymać szczura, który wziął się nie wiadomo skąd? Przecież szczury mogą roznosić choroby - powiedziała Jess.
- Może nie było jej stać na wizytę u magizoologa, a szczura zatrzymać pozwoliła, bo nie miała pieniędzy na zwierzątko dla Percy'ego. Wiecie przecież, że Weasleyowie są biedni - powiedziała El.
- Moja mama jest magizoologiem. W nagłych przypadkach nie bierze pieniędzy, a według mnie szczur bez jednego palca zjawiający się znikąd jest nagłym przypadkiem. Pani Weasley pewnie ten brak palca nie zastanowił - powiedziała Collet.
- Jeśli już szukamy winnych, to zawiniło ministerstwo. Pomijając że przecież nie ma zaklęcia, które zostawiłoby tylko palec, to oni pewnie nie zrobili żadnych oględzin, nie przyjrzeli się palcu, a na pewno było widać, że został odcięty. Do tego nie trzeba być ekspertem. Ale nie, oddali palec matce Pettigrew bez przyjrzenia się mu. Moim zdaniem mój tata stał się kozłem ofiarnym. Chcieli szybko pokazać światu czarodziejów, że złapali odpowiedzialnego za to, że Voldemort znalazł i zabił Potterów. Tata był do tego idealny. Pochodzi z rodziny maniaków czystej krwi, z której niektórzy zostali śmierciożercami, sługami Voldemorta. Najpierw zginęła jego żona, a on nikomu nie powiedział co się stało. Potem James i Lily zginęli, Harry ocalał z blizną na czole, Voldemort poniósł klęskę. Oficjalnie to tata był ich Strażnikiem Tajemnicy. I został przyłapany na miejscu morderstwa dwunastu mugoli i rzekomo jednego czarodzieja, śmiejąc się maniakalnie - przynajmniej według Knota. Nie bronił się ani nie było nikogo, kto by mógł go obronić. Bo jedyna żyjąca osoba, która znała prawdę, upozorowała swoją śmierć - powiedziała Black.
- Prawo czarodziejów pozostawia wiele do życzenia. Taki Lucjusz Malfoy, który z całą pewnością służył Voldemortowi i wcale nie został do tego zmuszony, chodzi sobie po wolności. I pewnie nie on jeden - powiedziała Amy.
- I niestety nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić - westchnęła Jess.

Wróciły do domu Tonksów. Kolejne dni wyglądały podobnie, spędzały je na grze w Eksplodującego Durnia, szachy czarodziejów i quidditcha oraz na podziwianiu zdolności Dory i próbie wyciągnięcia od niej co wydarzy się w Hogwarcie. Niestety Andromeda pilnowała, żeby się nie wygadała. Ana pokazała przyjaciółkom okolice i pozwalała im czytać listy od jej taty. Była szczęśliwa, mimo że on nie mógł być przy niej, i że nie mogła z nim zamieszkać. Ani się obejrzała, a nadszedł pierwszy sierpnia, czyli jej 14-te urodziny. Rano dziewczyny obudziło stukanie w szybę. Ana wpuściła dwie sowy. Jedna z nich musiała być sową z Hogwartu, bo miała cztery listy z pieczęcią szkoły. Dumbledore musiał wiedzieć, że Jess, Amy i El są u Tonksów. Dziewczyna odłożyła list z Hogwartu i odwiązała paczkę i list od nóżki drugiej sowy. Otworzyła go i przeczytała na głos:

Kochana Ano, 

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Mam nadzieję że mijają ci przyjemnie. Mam też nadzieję, że prezent ci się spodoba. Należał do twojej mamy, a wcześniej do babci, prababci, praprababci itd. Żywię też nadzieję, że tort będzie smakował. Powodzenia w roku szkolnym. Pozdrów przyjaciółki. 
                                                                                                                                                        Tata

Otworzyła paczkę. W środku był tort krówkowy i złoty naszyjnik w kształcie feniksa. Założyła go na szyję. 

- Jest prześliczny - powiedziała Jess.
- Tak - powiedziała Ana, przesuwając lekko palcem po złotym feniksie. Jej mama go nosiła.

Jessy dała jej zestaw łajnobomb, Amy lunaskop, a El ujawniacz. Spróbowały tortu od Syriusza, który okazał się bardzo smaczny. Schowały listy z Hogwartu do kufrów i potem poszły do salonu, gdzie Tonksowie czekali już z dużym, czekoladowym tortem. Odśpiewali sto lat, Ana zdmuchnęła świeczki i ciotka i wuj oraz kuzynka dali jej prezenty. Od wujostwa dostała samotasujące się karty, a od kuzynki książkę "Łatwe zaklęcia do ogłupiania mugoli", oczywiście z taką okładką, żeby jej rodzice nic nie podejrzewali. 

- Ana, skąd masz naszyjnik Ally? - zapytała Andromeda, dopiero teraz go zauważając. Dziewczyna zaklęła w myślach, że go nie schowała.
- Dostałam od Aberfortha - skłamała. Pradziadek nigdy nawet nie przysłał jej życzeń na urodziny. Na szczęście ciotka nie drążyła.

Andromeda ukroiła każdemu po kawałku tortu. Ten też był przepyszny. Po południu ciotka stworzyła świstoklika ze starego pękniętego wiadra.

- Bądź tam grzeczna, Ana. Bawcie się dobrze - powiedziała. 
- Dobrze, ciociu - powiedziała Ana. Ona, Jess, Amy i El dotknęły zaczarowanego przedmiotu, trzymając mocno kufry, Black, Tagworth i Colen dodatkowo klatki z sowami i transporter z kotem. Wylądowały w ogrodzie domu Colletów. Rozległo się radosne szczekanie i do Jess przybiegła jej suczka Gwiazdka. Był to najzwyklejszy kundel. Nie mogła jej niestety przemycać do Hogwartu, nad czym bardzo ubolewała. Podeszła do nich kobieta podobna do Jessy.

- Dzień dobry, dziewczęta - uśmiechnęła się miło Carmen Collet.
- Dzień dobry, pani Collet - powiedziała Ana. Amy i El powtórzyły po niej powitanie.
- Cześć, mamo - powiedziała Jess.

Jessy zaprowadziła dziewczyny do swojego pokoju i oprowadziła je po domu. Później poznały jej ojca, Mancario Colleta, który właśnie wrócił z pracy. Próbowały go wypytać co wydarzy się w Hogwarcie, ale nie chciał nic powiedzieć. Wyszły z Jess na miasto. Ana, Amy i El nigdy jeszcze nie były w Barcelonie. Gdy zmęczyły się zwiedzaniem, poszły do mugolskiej lodziarni, żeby się ochłodzić. Tu było o wiele goręcej niż w Wielkiej Brytanii. Gdy weszły uwagę Any przykuli dwaj chłopacy w ich wieku, bliźniacy. Mieli ciemne włosy, śniadą cerę i brązowe oczy. Jeden z nich zwrócił jej szczególną uwagę. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Kątem oka dostrzegła, że Jessy miała to samo z drugim.

- Znasz ich? - zapytała Black.
- Tak, to Claudio i Conrado Acosta, są czystej krwi, tak jak ja i Amy. Uczyliśmy się razem na pierwszym roku, na drugi przeniosłam się do Hogwartu, a oni zostali. Wyrośli przez rok szkolny. Nie wyglądają już dziecinnie - odpowiedziała Collet.
- Podejdźmy do nich - powiedziała Ana.
- Koniecznie - powiedziała Jess.

Amy i El poszły za nimi, mówiąc pod nosem coś, co brzmiało jak "młodzieńcze zauroczenie".

- Cześć, chłopaki - uśmiechnęła się Jessy. - Poznajcie moje przyjaciółki z Hogwartu. To Ana Black, Amelia Tagworth i Elisabeth Colen.
- Cześć, Jess - uśmiechnęli się i przedstawili się trzem Angielkom.
- Możemy się dosiąść? - zapytała Ana, modląc się żeby serce nie wyskoczyło jej z piersi. Nigdy jeszcze się tak nie czuła.
- Jasne - powiedział Claudio.

Usiadły przy ich stoliku. Zamówiły sobie pucharki lodów czekoladowych z bitą śmietaną, sosem toffi i rurką z kremem. Ana cieszyła się, że nie tylko ona się zadurzyła. Wiedziała, że Hiszpanie są przystojni, ale nie aż tak. Rozmawiała z Claudio, Jess gadała z Conrado. Żaden z bliźniaków nie wspomniał o jej ojcu, za co była im wdzięczna. Żałowała, że nie uczą się w Hogwarcie. Może wtedy miałaby szanse u Claudio, a Jessy u Conrado? Oni już nie mogli się przenieść, bo obie szkoły tylko przez dwa pierwsze lata mają taką samą podstawę programową. Dziewczyny dostały lody. Czas upłynął im w przyjemnej atmosferze, ale w końcu musieli wracać do domu, podobnie bliźniacy. Wszyscy zapłacili za swoje desery i wyszli z lokalu.

- Widzimy się jutro? - zapytał Conrado.
- Tak - powiedziała Jess.

Dziewczyny wróciły do domu Colletów. Ana ciągle myślała o Claudio, choć wiedziała, że to nie ma sensu. Za miesiąc wraca do Hogwartu i najszybciej mogłaby go zobaczyć dopiero w święta.

- Jessy, dlaczego nie nakłoniłaś Claudio i Conrado, żeby przenieśli się z tobą? - zapytała.
- Gdybym wiedziała jak wyrosną, to bym ich nakłaniała - powiedziała Jessica.
- Ale wy wiecie, że związki na odległość czasem się udają? - zapytała Amy.
- Ale nie aż takie. Uczymy się w dwóch różnych szkołach z internatem w dwóch różnych krajach. Oni pewnie mają w szkole masę ładnych dziewczyn, więc czemu mieliby chcieć dziewczyny z daleka? - zapytała Black. - Wiem, napiszę list do taty. Wzięła pergamin i pióro i zaczęła pisać:

Kochany tato,


Jestem już z dziewczynami w Hiszpanii u Jess. Barcelona jest piękna. Urodziny mijają mi bardzo przyjemnie, tort był smaczny, a naszyjnik mamy jest śliczny. Dziękuję za nie, ale nie piszę tylko po to. Chciałam się poradzić. Co sądzisz o związkach na odległość? Poznałam fajnego chłopaka, problem w tym, że uczy się w starej szkole Jess i już nie może się przenieść do Hogwartu. Nie całowaliśmy się jeszcze ani nawet nie wiem czy ja mu się podobam, ale chciałabym wiedzieć czy związek z nim w ogóle miałby sens. Jess ma podobny problem z jego bliźniakiem. Mam nadzieję, że będziesz potrafił mi coś doradzić. Mam nadzieję, że jesteś zdrowy, bezpieczny i masz co jeść i pić. 
Ana

Spakowała list do koperty. Jess pozwoliła jej użyć swojego puchacza Mietka, bo nie był tak charakterystyczny jak Śnieżek. Obie patrzyły jak sowa odlatuje z listem. Pani Collet zawołała je na kolację. Usiedli do stołu w szóstkę.

- Mamo, tato, co uważacie o związkach na odległość? - zapytała Jessy.
- Cóż... związek na odległość na pewno nie jest łatwy i nie każda para to przetrwa. W takim związku ważne czy jest zaufanie i dość silne uczucie, żeby wytrzymać rozłąkę - powiedziała pani Collet.
- Dokładnie, taki związek może przetrwać, ale jest to trudne. Zależy też jaka to odległość i jak często para się widuje - powiedział pan Collet. - A właściwie czemu pytasz? - zapytał.
- Spotkałyśmy Claudio i Conrado. No... i Conrado zaczął mi się podobać. Anie spodobał się Claudio - przyznała jego córka.
- Oho, ktoś tu dorasta, a wydawałoby się, że jeszcze wczoraj latałaś na zabawkowej miotełce. - Uśmiechnął się mężczyzna. - A tak poważnie, to tylko wyłącznie wasza i bliźniaków decyzja czy spróbujecie, choć ja uważam, że po prostu przechodzicie właśnie młodzieńcze zauroczenie. Sam tak miałem, byłem zadurzony w innej dziewczynie, zanim zakochałem się w twojej mamie.

Po obiedzie dziewczyny spotkały się z bliźniakami Acosta. Amy i El nawet zostawiły Anę i Jess same z nimi. Przez pierwszy tydzień sierpnia spotykały się z Claudio i Conrado po przyjacielsku, aż oni sami zaprosili je na podwójną randkę. Zgodziły się bez wahania. Bliźniacy zabrali je do czarodziejskiej kawiarni, niewidocznej dla mugoli. Zamówili sobie po kremowym piwie i ciastku.

- Szkoda, że nie chodzicie do Hogwartu - powiedziała Ana.
- Albo że wy nie chodzicie do naszej szkoły. Znaczy w przypadku Jess to szkoda, że już nie chodzi - powiedział Claudio.
- Ale będziecie na mistrzostwach? - zapytała Jess.
- No raczej, nie moglibyśmy tego przegapić. Nasi rodzice kupili bilety - powiedział Conrado.

Rozmawiali na temat quiddicha i różnic między ich szkołami.

- Podobno w tym roku w Hogwarcie ma się coś wydarzyć. Może wiecie o co chodzi? - zapytała Black.
- Nie mamy pojęcia - odpowiedzieli jednocześnie bliźniacy. Nie spodziewała się innej odpowiedzi, ale chciała spróbować.

Później poszli na spacer. Claudio i Conrado nawet chwycili je za ręce. W myślach modliły się, żeby się nie zarumieniły. Chłopacy odprowadzili dziewczyny pod dom Jess. Poczuły motylki w brzuchu, gdy je pocałowali. Objęli się podczas pocałunków. W końcu się od siebie oderwali.

- Chcecie zaryzykować związek na odległość? Po wakacjach nie zobaczymy się szybciej niż na święta - powiedziała Ana.
- Chcemy, będziemy pisać do was listy i mamy nadzieje, że wy też - powiedział Claudio.
- Jasne, że będziemy - powiedziała Jess.
- Jakby któreś z nas zakochało się w kimś, kto jest bliżej albo po prostu się odkochało czy czuje, że związek na odległość to jednak nie dla niego, to napisze to do drugiego - powiedział Condrado.
- Oczywiście - powiedziały jednocześnie dziewczyny.

Pożegnały się i poszły do domu. Pochwaliły się, że zaczęły chodzić z Claudio i Conrado. Państwo Collet się ucieszyli. Kolejne dni upływały im na graniu w quidditcha, Eksplodującego Durnia i w szachy czarodziejów oraz na zwiedzaniu Barcelony. Ana i Jess oczywiście spotykały się ze swoimi chłopakami. Dzień przed mistrzostwami świata w quidditchu rajski ptak przyniósł Anie list od ojca. Otworzyła go i przeczytała na głos:

Kochana Ano,


Cieszę się, że tort smakował, a naszyjnik ci się podoba. Związek na odległość? Jesteś za młoda na jakikolwiek związek. Jesteś jeszcze dzieckiem. Masz jeszcze czas na umawianie się z chłopakami. Zapewniam, że jestem bezpieczny. Udanej zabawy na mistrzostwach. Żałuję, że mnie tam nie będzie, ale może kiedyś będę mógł cię zabrać na mistrzostwa quidditcha jak ojciec córkę. Skup się na nauce, nie na chłopakach. Na chłopaków przyjdzie czas jak będziesz starsza. 
Tata 

- Serio? Mam 14 lat, nie jestem już małym dzieckiem. Poza tym nie wierzę, że sam w tym wieku skupiał się na nauce. Ciotka i wuj mówili, że on nigdy nie garnął się do nauki, choć miał dobre oceny. Do dziewczyn chyba bardzo się garnął. Ponoć był kobieciarzem, zanim związał się z mamą - powiedziała. 
- Myślę, że jemu trudno zaakceptować, że jesteś już dorastającą nastolatką. Miałaś rok, gdy widział cię ostatni raz przed wylądowaniem w Azkabanie, a gdy zobaczył cię ponownie miałaś już 13 lat, prawie 14. Nie minęło wiele czasu, a on już się dowiedział, że się zakochałaś - powiedziała Amy. 
- To niech lepiej szybko to zaakceptuje - powiedziała Ana.

Napisała do ojca list zwrotny: 

Kochany tato,

Nie jestem już małym dzieckiem, mam 14 lat. Zaczęłam chodzić z Claudio tydzień po wysłaniu listu do ciebie, Jess chodzi z Conrado. Musisz się pogodzić, że nie jestem już małą dziewczynką. Poza tym dobrze wiem, że sam nie skupiałeś się na nauce w moim wieku, a na dziewczynach owszem. 
Ana

Tym razem pożyczyła Iskierkę Amy do wysłania listu. Czuła, że to były najlepsze wakacje w jej życiu i już nie mogła się doczekać finału mistrzostw quidditcha. 

niedziela, 1 kwietnia 2018

Rozdział XXII: Zmieniacz Czasu

Gdy wszystko wróciło do normy, Ana, Amy, El, Harry i Hermiona nadal stali w skrzydle szpitalnym, ale nie było tu Rona. Granger zdjęła z ich szyi łańcuszek i schowała klepsydrę pod koszulkę.

- Co jest grane? Gdzie jest Ron? - zapytała Black.
- Jest 20:00. Co robiliśmy o tej porze? - zapytała Hermiona, ignorując jej pytanie.
- Byliśmy u Hagrida - powiedział Potter.
- Idziemy - powiedziała. - Pamiętajcie, że nikt nie może nas zobaczyć.
- Możesz nam wytłumaczyć co tu się dzieje? - zapytała El, gdy biegli w stronę Sali Wejściowej.

Granger jednak nie odpowiedziała. Ana czuła się poirytowana. Najpierw ten jej dziwny naszyjnik sprawił, że znaleźli się jakby w środku filmu puszczonego od tyłu, teraz Weasley zniknął i niby jest godzina 20:00, ta o której byli u gajowego. A Hermiona nawet nie raczyła tego wyjaśnić.

- Kryć się, Malfoy idzie! - powiedziała Granger, gdy zbiegali po schodach na błonia. Szybko schowali się pod nimi i po chwili zaczął schodzić Draco z Nottem, Crabbe'em i Goyle'em.

Ślizgoni nabijali się z egzekucji Hardodzioba. Ana wytrzeszczyła oczy, gdy Malfoy powiedział zdanie, które już słyszeli:

- Ale będzie się działo, niezła zabawa, co? Ojciec pozwolił mi wziąć głowę tego bydlaka na pamiątkę. Podrzucę ją do dormitorium Gryfonów.

Chwilę później zobaczyli samych siebie razem z Ronem i jak Hermiona uderza Draco w nos.

- Co jest grane? - zapytał Harry.

Granger gestem ręki kazała im przysiąść. Wyciągnęła klepsydrę spod koszulki.

- To jest zmieniacz czasu - powiedziała. - Dostałam go od McGonagall na początku roku. Dlatego udało mi się zaliczyć wszystkie zajęcia.
- Chcesz powiedzieć, że cofnęliśmy się w czasie? - zapytała Amy.
- Tak - powiedziała. - Pamiętacie co powiedział Dumbledore? Jeśli nam się uda, ocalimy niejedno istnienie.
- Możemy ocalić Hardodzioba - powiedziała Ana.
- Właśnie, musimy tylko uważać, żeby nikt nas nie zobaczył i wrócić przed północą, inaczej utkniemy w przeszłości na zawsze - powiedziała Granger. Schowała klepsydrę i poszli dalej.

Skryli się za dyniami Hagrida. Doskonale widzieli stąd samych siebie i Rona, rozmawiających z Hagridem. Black poczuła gniew, gdy zobaczyła jak gajowy wyciągał Parszywka.

- To Glizdogon, muszę go złapać! - powiedziała, chcąc wstać i biec tam, żeby dorwać tego szczura. Potter chciał zrobić to samo.
- Nie możecie - powiedziała Hermiona, łapiąc ich za koszulki.
- On zdradził moich rodziców! - powiedział Harry.
- I wrobił w to mojego tatę! - powiedziała Ana. - Nie będę siedzieć bezczynnie!
- Ani ja! - poparł ją Potter.
- Musicie. Nikt nie może was zobaczyć - przypomniała im Granger. - Manipulacja czasem to niebezpieczna rzecz. Co byście pomyśleli, gdybyście zobaczyli samych siebie z przyszłości? - zapytała.

Ana wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Harrym.

- Że zwariowaliśmy - powiedziała.
- Albo że to jakaś czarna magia - dodał chłopak.
- Właśnie, dlatego nikt nie może nas zobaczyć - powiedziała Hermiona.

Niechętnie musieli przyznać jej rację. Nie mogli tam wpaść i zabrać Glizdogona. Anie było przykro, że jednak nie zamieszka jeszcze z ojcem, ale miała świadomość, że Potter miał gorzej, bo on wróci do wujostwa, które go nienawidzi. Ciekawe czy ona będzie mogła powiedzieć Tonksom prawdę o jej tacie?

- Knot się zbliża. Dlaczego nie wychodzimy? - zapytała Hermiona.

Black zauważyła, że faktycznie zbliżał się minister magii z dyrektorem i katem. Granger nagle wzięła mały kamień i rzuciła nim w okno chatki. Trafił w dzbanek, rozbijając go na pół. Wzięła drugi i trafiła nim przeszłego Harry'ego w potylicę.

- Au, to boli! - Teraźniejszy Potter pomasował sobie tył głowy.
- Przepraszam - powiedziała Hermiona.

Ich przeszłe wersje razem z Ronem wyszły tylnym wyjściem z chatki.

- Chodźcie, uwolnijmy Hardodzioba - powiedziała Amy.
- Nie, Knot musi go zobaczyć, inaczej pomyśli, że to Hagrid go uwolnił - powiedziała Hermiona.

Pobiegli i schowali się za drzewami, żeby ich nie zobaczyli. Granger odsunęła gałąź.

- Moja głowa naprawdę tak wygląda z tyłu? - zapytała.
- Hermiona! - zawołał cicho Harry.

Dziewczyna zdążyła puścić gałąź, zanim jej przeszła wersja się odwróciła, słysząc trzask. Gdy ich przeszłe wersje poszły, wrócili za dynie. Knot, Dumbledore i Macnair byli w chatce. Minister odczytywał właśnie wyrok, a Hagrid pociągał nosem, wydmuchując go w wielką chusteczkę.

- Teraz - powiedziała cicho Granger.

Przeszli przez ogrodzenie, odganiając kruki. Podeszli do Hardodzioba na bezpieczną odległość i ukłonili mu się. Hipogryf odkłonił się. Harry odwiązał jego łańcuch z kołka.

- Sio! - Machnął ręką na kruka, który go dziabnął.
- Chodź, Dziobku - powiedziała Hermiona, zachęcając go martwą fretką, ale hipogryf nie był chętny do wstania. - No chodź, dostaniesz fretkę.

Ana poczuła jak serce jej zamiera, gdy Knot i Dumbledore wyszli z chatki. Na szczęście stali tyłem do stworzenia. Dyrektor zaczął opowiadać i pokazywać ministrowi gdzie co rośnie.

- Hardodziob, rusz się! - ponagliła Granger.

Hipogryf w końcu wstał i połknął fretkę jednym kłapnięciem dzioba. Gryfonka wzięła resztę martwych zwierzątek i wabiła nimi Dziobka. Udało im się uciec do Zakazanego Lasu, zanim Knot się odwrócił.

- Gdzie on jest? - zapytał. - Jeszcze przed chwilą tu był!
- Dziobek - powiedział Hagrid, przestając płakać.
- Hagrid nie mógł go uwolnić. Był cały czas z nami - powiedział Dumbledore.
- Ale ktoś go odwiązał! Trzeba przeszukać teren! - powiedział kat.
- Jeśli pan chce, może pan szukać na niebie, a tymczasem ja napiłbym się herbaty. Albo szklaneczkę brandy - powiedział dyrektor, patrząc na Hagrida.
- Oczywiście, panie psorze - powiedział gajowy, zapraszając go do środka.

Ana, Amy, El, Harry i Hermiona zobaczyli jak Macnair ze złością uderza topoorem w dynię. Schowali się w Zakazanym Lesie. Zobaczyli jak Ron biegnie za Glizdogonem, jak Syriusz wciąga ich do tunelu pod Wierzbą Bijącą i jak reszta tam wchodzi.
- Trzeba czekać - powiedziała Ana.

Cała piątka usiadła. Hardodziob kłapał dziobem na kruki.

- Przynajmniej on się dobrze bawi - powiedziała Hermiona.
- Co z nim będzie? - zapytała El.
- Właśnie, nie może tu zostać - zauważyła Amy.
- Mój tata na nim odleci. Zaopiekuje się nim - powiedziała Black.

Czas mijał powoli. Nie rozmawiali ze sobą, nie chcąc przegapić momentu, w którym będą mogli ruszyć na ratunek Syriuszowi. W końcu zobaczyli jak ich przeszłe wersje wychodzą z tunelu.

- Byliśmy idiotami zgadzając się przywiązać Glizdogona do Rona ze złamaną nogą i wilkołaka, który zapomniał swojej ostatniej dawki Wywaru Tojadowego - westchnęła.
- Nie wiedzieliśmy, że pełnia będzie tej nocy - powiedziała Hermiona, klepiąc ją pocieszająco po ramieniu.
- Wiecie, wtedy, nad tym jeziorem zobaczyłem tatę. To on wyczarował patronusa - powiedział Harry.
- Ja widziałam mamę, ale to przecież niemożliwe. Oni nie żyją. Zresztą ona chyba nie miała patronusa w kształcie animagicznej formy taty, ale nie wiem na pewno. Nigdy o to nie pytałam ciotki i wuja. Nie wiem nawet czy wiedzą.
- Musisz zapytać swojego tatę, on będzie wiedział - powiedział Potter.
- To niemożliwe, żebyście zobaczyli swoich rodziców - powiedziała Hermiona.
- Wiemy, ale tak było - powiedzieli jednocześnie.

Obserwowali wszystko, co się wtedy działo. Lupina zmieniającego się w wilkołaka, Pettigrew uciekającego jako szczur. Hermionę powstrzymującą Anę i Harry'ego przed pobiegnięciem za nim. Syriusza-psa walczącego z wilkołakiem. Snape'a odzyskującego przytomność i osłaniającego ich i Rona, aż wreszcie przeszli Ana i Harry pobiegli w stronę jeziora, żeby ratować Blacka. Teraźniejsi schowali się, żeby ich nie zauważyli. Zobaczyli jak przeszli Black i Potter potknęli się i pojawił się Lupin-wilkołak. Granger wyjrzała zza drzewa i zawyła jak wilk.

- Co ty robisz? - zapytał Harry.
- Ratuję wam życie - powiedziała i znowu zawyła.
- Ekstra, teraz leci na nas - powiedziała Ana, gdy wilkołak zaczął biec w ich stronę.
- O tym nie pomyślałam. Wiejemy! - powiedziała i pobiegli.

Na szczęście udało im się zgubić wilkołaka. Zatrzymali się w pobliżu jeziora, skąd mieli dobry widok na Syriusza i przeszłych Black i Pottera. Zobaczyli jak próbowali obudzić mężczyznę. Po chwili nadlecieli dementorzy i zaczęli wysysać z nich dusze.

- Harry, Ana, wy umieracie - powiedziała Hermiona.
- Zaraz przyjdzie mój tata, zobaczycie - powiedział Harry.
- I moja mama - dodała Ana.

Nikt jednak nie nadchodził. Ale ktoś wtedy wyczarował patronusy. Nagle zrozumiała. To nie byli jej ojciec chrzestny i matka. Potter odgadł to, zanim otworzyła usta, żeby mu powiedzieć. Wyjęli różdżki i pobiegli nad jezioro.

- Harry, Ana, stójcie! - zawołała Hermiona, ale jej nie posłuchali. Nie przejmowali się tym, że ich przeszłe wersje ich zobaczą. I tak nie zorientowali się, że to oni sami.

Wycelowali różdżki w dementorów, skupili się na najszczęśliwszym wspomnieniu - tej krótkiej chwili, w której myśleli, że zamieszkają z Syriuszem i krzyknęli:

- EXPECTO PATRONUM! - Z różdżki Any wyskoczył wielki srebrny pies, podobny do animagicznej formy jej ojca. Patronus Harry'ego przybrał kształt jelenia.

Patronusy odgoniły dementorów, a ich przeszłe wersje zemdlały. Ostrożnie podeszli do srebrnych zwierząt. Black pogładziła psa po łbie, a Potter jelenia po pysku.

- Łapa i Rogacz - szepnęli i patronusy rozpłynęły się.

Schowali różdżki i pobiegli z powrotem do przyjaciół. Wsiedli na Hardodzioba i polecili w stronę Hogwartu, żeby uwolnić Syriusza. Wylądowali przy oknie gabinetu Flitwicka i zsiedli z Hipogryfa. Syriusz, siedzący pod ścianą, spojrzał na nich.

- Odsuńcie się! - nakazała Hermiona, wyciągając różdżkę i celując w kraty. - Bombarda! - Zaklęcie wysadziło kraty i Black był wolny.
- Jestem wam dozgonnie wdzięczny - powiedział.
- Chcę iść z tobą - powiedział Harry.
- Ja też - powiedziała Ana.
- Nie możecie. Moje życie przez jakiś czas nie będzie łatwe, a poza tym musicie się uczyć - powiedział Syriusz. - Jesteś naprawdę podobna do Ally, księżniczko. - Dotknął jej policzka.
- Księżniczko? - powtórzyła, marszcząc brwi.
- Mówiłem tak do ciebie, gdyby byłaś mała - wyjaśnił.
- Już nie jestem mała, tato. Mam trzynaście lat, prawie czternaście. - Przewróciła oczami. - Zresztą nieważne, chciałam się zapytać jakie patronusy mieliście ty i James oraz mama i Lily. Głównie mama i Lily, bo co do waszych domyślam się, że były takie jak wasze animagiczne formy.
- Zgadza się, mój patronus to wielki pies, przynajmniej taki był, gdy ostatni raz go wyczarowałem. James miał jelenia, Remus ma wilka, ale się go wstydzi i celowo wyczarowuje niecielesnego. Nie daliśmy rady przekonać go, że wilk jest niegroźny, jeśli się go nie sprowokuje. Glizdogon nigdy nie umiał wyczarować patronusa, ale pewnie byłby to szczur. Ally miała szakala złocistego, a Lily łanię - powiedział.
- Czyli dobrze rozpoznaliśmy swoje patronusy - powiedział Potter.
- Tak, jesteś prawdziwym synem swojego ojca, Harry - powiedział, klepiąc go po ramieniu.
- Mogę powiedzieć o tobie Tonksom? -zapytała.
- Sam im wszystko wyjaśnię w swoim czasie - powiedział. - Wyślę wam list. Będziemy w kontakcie.
- Uważaj na siebie, tato. I nie daj się złapać - powiedziała.
- Zatrzymam się gdzieś w tropikach. Tam dementorzy mnie dopadną - zapewnił.

Przytulili się krótko, po czym Syriusz pożegnał się z Harrym. Wsiadł na Hardodzioba.

- Hermiono, jesteś naprawdę mądrą uczennicą - powiedział, na co Gryfonka zarumieniła się. - Byłyście bardzo dzielne, Amy, El - zwrócił się do dziewczyn.
- My nic takiego nie zrobiłyśmy, Syriuszu - powiedziała Mel.
- Właśnie, jedynie towarzyszyłyśmy Anie, Harry'emu i Hermionie - zauważyła Eli.
- To dużo - powiedział Black. Klepnął hipogryfa w zad i wznieśli się w powietrze.

Obserwowali ich, dopóki nie znikli im z oczu. Zegar zaczął wybijać północ, więc pędem rzucili się w kierunku skrzydła szpitalnego, żeby zdążyć. Gdy nadbiegli, Dumbledore akurat wychodził, aby zamknąć ich w środku.

- Udało się? - zapytał Harry.
- Ale co? - zapytał Dumbledore. Ana jednak miała przeczucie, że doskonale wiedział co.

Gdy weszli do skrzydła, zobaczyli jak znikały ich przeszłe wersje.

- Harry, Hermiona, Ana, El, Amy? - zapytał Ron. - Co tu się dzieje, przecież przed chwilą staliście tu! - Wskazał palcem miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stali oni sami.
- Coś ty, Ron? Nie można być w dwóch miejscach naraz - powiedział Harry.
- Właśnie, masz przewidzenia - powiedziała Ana.
***
Ana razem z przyjaciółkami, Harrym i Ronem odpoczywała pod wielkim dębem. Wszyscy zdali egzaminy, Hermiona oczywiście miała najlepsze wyniki. Jessica wypytywała ich o Syriusza, będąc zła na samą siebie, że nie poszła z nimi do Hagrida.

- Gdybym tylko wiedziała... - mówiła.
- Na pewno jeszcze będziesz miała okazję poznać mojego tatę - pocieszała ją Ana.

Podszedł do nich Hagrid, cały rozpromieniony. Powiedział im, że Dziobek uciekł, ale nie wiadomo jak. Wymienili między sobą ukradkowe spojrzenia i stwierdzili, że to wspaniale. Gajowy wyraził też ubolewanie z powodu tego, że Syriusz Black znowu uciekł.

- Ale nie martwcie się, na pewno go złapią - powiedział. - Szkoda, że profesor Lupin złożył rezygnację.
- Co takiego? - zapytał Harry, podnosząc się na równe nogi.
- Jak to złożył rezygnację? - zapytała Ana, również wstając. - Przecież Dumbledore się za nim wstawił. Powiedział, że próbował uratować nas przed moim ta.. ojcem.
- Snape'owi "niechcący" wymsknęło się, że Lupin jest wilkołakiem - wyjaśnił Hagrid.
- Pewnie się mści za to, że jednak nie dostanie Orderu Merlina - prychnęła.
- Profesor właśnie się pakuje, może zdążycie się pożegnać - powiedział.

Wymieniła spojrzenie z Harrym i razem pobiegli do gabinetu profesora Obrony przed Czarną Magią. Lupin właśnie ruchem różdżki pakował książki. Wyglądał na jeszcze bardziej zmęczonego niż zwykle.

- Wyglądałem gorzej, o wiele gorzej - powiedział.
- Hagrid powiedział nam co się stało - powiedział Potter.
- Dlaczego Dumbledore się za panem nie wstawi? Był pan najlepszym nauczycielem OPCM jakiego mieliśmy - powiedziała Black.
- Miło mi to słyszeć, ale nawet Dumbledore nic nie zdziała, gdy rodzice zaczną przysyłać listy, że nie zgadzają się, żeby ich dzieci uczył ktoś taki jak ja. I tak wiele ryzykował, trzymając mnie tutaj - westchnął Lupin. - Dlaczego macie takie ponure miny?
- Pettigrew uciekł - powiedział Harry. - Nic się nie zmieniło.
- Gdybym tylko wtedy pomyślała o tym, że to głupota przywiązywać go do pana i Rona ze złamaną nogą - powiedziała Ana.
- Jedyną osobą, która może się obwiniać o ucieczkę Glizdogona, jestem ja. Ja zapomniałem ostatniej dawki Wywaru Tojadowego - powiedział Remus. - Zmieniło się bardzo wiele. Uratowaliście niewinnego człowieka przed straszliwym losem.

Lupin zamknął swoją walizkę machnięciem różdżki. Wziął do ręki pergamin, na którym znajdowała się mapa Hogwartu.

- Coś czuję, że się jeszcze spotkamy, ale na razie... Koniec psot! - stuknął różdżką w Mapę Huncwotów i po chwili znowu wyglądała jak zwykły kawałek pergaminu. - Cóż, skoro już tu nie uczę, nie czuję się ani trochę winny, że ci to oddaję, Ana - powiedział i podał jej złożoną mapę.
- Dziękuję, profesorze - powiedziała, chowając ją za pazuchę.
***
Ani się obejrzeli, a nadeszła uczta pożegnalna. Gryfoni znowu wygrali Puchar Domów. McGonagall nie ukrywała dumy, że jej gabinet będą zdobić dwa puchary, zwłaszcza Quidditcha, który wywalczyli pierwszy raz od dawna.

- Ana, El, Amy, napisał do mnie mój tata i powiedział, że ma  sześć biletów na mistrzostwa w quidditchu, więc pozwolił mi zaprosić trzy osoby. Przylecicie do mnie w sierpniu? - zapytała Jess.
- Jasne! - powiedziały jednocześnie.
- Jeśli wasi rodzicie nie mają nic przeciwko, możemy polecieć razem, bo chciałam was zaprosić do siebie. Ciotka i wuj nie powinni mieć nic przeciwko, że spędzicie u nas lipiec. No i poznacie moją kuzynkę, zobaczycie co potrafi - powiedziała Ana.
- Chętnie ją poznam. Muszę wrócić do domu, ale będę u ciebie pierwszego lipca - powiedziała Collet.
- Ja też będę - powiedziała Mel.
- I ja - dodała Eli.
- Super - uśmiechnęła się.

W pociągu do Londynu zajęli przedział razem z Harrym, Ronem i Hermioną. Grali w eksplodującego durnia, gdy przez okno wleciała mała sówka i upuściła list na kolana Any.

- To od taty - powiedziała. Otworzyła kopertę i zaczęła czytać na głos:

Drodzy Ano i Harry, 


Nie zdążyłem wam wszystkiego wyjaśnić, a jestem Wam to winny. Ana pewnie już się domyśliła, ale Błyskawice to były prezenty ode mnie. Zapłaciłem za nie pieniędzmi z mojej prywatnej skrytki. Potraktujcie to jako prezenty świąteczne za te wszystkie lata, kiedy mnie nie było. Ron, przeze mnie straciłeś Parszywka, więc ta sówka jest Twoja. Dla Ciebie, Harry, mam pozwolenie na wypady do Hogsmeade, a Tobie, Ana, przysłałem album. Domyślam się, że masz mało moich zdjęć w albumie od ciotki i wuja. Udało mi się trochę zdobyć, choć nie jest tego zbyt wiele. Nie martwcie się o mnie. Ukryłem się dobrze w tropikach. Tu dementorzy mnie nie dopadną.
Syriusz

Wyjęła z koperty kawałek pergaminu i podała go Harry'emu.

- Ja, Syriusz Black, ojciec chrzestny Harry'ego Pottera, udzielam mu pozwolenia na wycieczki do Hogsmeade - przeczytał. - Dumbledore'owi powinno to wystarczyć.

Wyciągnęła album i otworzyła go. Ze wszystkich stron uśmiechali się do niej rodzice. Syriusz był kiedyś naprawdę przystojny. Oczywiście zauważyła to już na zdjęciach w albumie od Andormedy i Teda, ale ich rzeczywiście było mało. Więcej było tam zdjęć jej mamy. Uśmiechnęła się i schowała album do kufra. Ron niepewnie spojrzał na sówkę, która latała radośnie po przedziale, ku dezaprobacie Hedwigi, Śnieżki i Iskierki. Merlin tylko leniwie wodził za ptakiem oczami, leżąc na kolanach El. Weasley złapał sówkę i podał ją do powąchania Krzywołapowi.

- Czy to jest na pewno sowa? - zapytał.

Kocur machnął ogonem, jakby na potwierdzenie.

- Czyli mogę ją przyjąć - powiedział.

Podróż szybko minęła. Pożegnali się na Dworcu King's Cross i rozeszli się w swoje strony. Ana zdołała usłyszeć jak Harry mówi swojemu wujowi, że ma ojca chrzestnego, który jest poszukiwanym mordercą, ale nie wspomniał mu, że był niewinny. Mogła przysiąc, że zrobił to celowo. Ucieszyła się widząc, że oprócz wuja i ciotki przyszła też Dora. Przywitała się z nimi i razem udali się do domu. Czuła, że będą to najwspanialsze wakacje w jej życiu.



czwartek, 6 lipca 2017

Rozdział XXI: Ucieczka Glizdogona

Niski człowieczek trząsł się, patrząc na nich swoimi wodnistymi oczami. Skupił wzrok na Potterze.

- Harry... jesteś taki podobny do ojca... do Jamesa... - powiedział.
- Jak śmiesz wspominać przy nim Jamesa?! - krzyknął Lupin, odciągając go od chłopca. - Wydałeś Lily i Jamesa Voldemortowi, tak?
- N-nie... t-to on - wyjąkał Pettigrew, celując palcem w Syriusza.
- Nie kłam - odezwała się Ana. - Piszczałeś jak zarzynane prosię, gdy wyciągnęłam cię spod ławki na początku roku, po tym jak uciekłeś Ronowi. Boisz się mnie, bo jestem córką Blacka.
- Piszczałem, bo ściskałaś mnie za mocno - powiedział z wyrzutem.
- Gdybym wtedy wiedziała kim jesteś, to bym ścisnęła mocniej. I oddała cię Knotowi, a nie Weasleyowi - powiedziała.
- Wyjaśnij mi jedno, Peter. Skoro nie zdradziłeś Potterów, to dlaczego ukrywałeś się przez dwanaście lat? - zapytał Lupin.
- Wiedziałem, że on będzie szukał zemsty - powiedział Pettigrew, znowu wskazując na Syriusza.
- Prawda, bałeś się zemsty, ale nie mojej - powiedział Black. - Jak myślisz, jak bardzo ucieszą się śmierciożercy, gdy dowiedzą się, że człowiek, który doprowadził ich pana do miejsca, w którym spotkała go klęska, żyje? Na pewno będą chcieli cię ukarać...
- Byłeś Strażnikiem Tajemnicy Lily i Jamesa. Zamieniłeś się z Syriuszem miejscami, nie mówiąc mi o tym, bo ja byłem podejrzewany o zdradę - powiedział Remus.
- Nie wiecie jaki jest Voldemort! - wybuchnął Peter. - On by mnie zabił!
- I powinieneś umrzeć! Lepiej umrzeć, niż zdradzić przyjaciół! - krzyknął Syriusz.
- Pomoglibyśmy ci, Peter. Od tego są przyjaciele - powiedział Lupin.

Black jakby zrezygnowany usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.

- Uwierzcie mi, uwierzcie. Nigdy nie zdradziłem Lily i Jamesa, wolałbym umrzeć niż ich zdradzić. I nie zabiłem Ally. Kochałem ją, nadal kocham - wychrypiał cicho.
- Ja wierzę - powiedziała zdecydowanie Ana.

Spojrzała na Harry'ego. Chłopak pokiwał głową, bo głos nie chciał mu przejść przez gardło.

- W takim razie teraz możemy zabić Petera - powiedział Syriusz, wstając.
- Nie! - zawołali Harry i Ana jednocześnie.
- Nie chcę, żeby przyjaciele mojego ojca stali się mordercami - powiedział Potter.
- Jakbyś nie zauważył, to jeden z jego przyjaciół już został mordercą. - Black przewróciła oczami. - Ale to prawda, że nie możemy go zabić. Musimy dostarczyć go Knotowi żywego, żeby nie mógł się wymigać, wymyślić że ojciec pewnie zakopał jego ciało dwanaście lat temu, a teraz je odkopał, żeby tylko nie przyznać się do błędu.
- Po co miałby to robić? Poza tym ciało po dwunastu latach byłoby w rozkładzie - powiedział Harry.
- Widać, że nie znasz Knota. On bardzo kocha swoje stanowisko. A gdy wyjdzie na jaw, że ministerstwo więziło niewinnego człowieka, jego kariera zawiśnie na włosku - powiedziała Amy.
- Dokładnie, on jest miły tylko wtedy, gdy nic nie zagraża jego stołkowi - powiedziała Ana.
- D-dzięki wam, Harry, Ana - powiedział Pettigrew drżącym głosem.
- Chyba nie zrozumiałeś. Oddamy cię w ręce dementorów - powiedziała El.

Glizdogon zaczął trząść się ze strachu jeszcze bardziej. Podszedł do Gryfonów.

- Harry.. nie pozwolisz mnie oddać demenotorom, prawda? James by nie pozwolił... James by zrozumiał... oj tak - powiedział. Skierował swój wzrok na Black. - Ana... jesteś tak podobna do Ally... ona też by zrozumiała...
- Nie waż się wspominać jej matki - warknął Syriusz. - To ty musiałeś zdradzić kryjówkę Zakonu.
- R-Ron... to ja... Parszywek... twój szczurek... Nie oddasz mnie, prawda? - zapytał, zbliżając się do Weasleyea.
- Odczep się ode mnie! - krzyknął rudzielec. - Spałem w jednym łóżku z mordercą!
- Dziewczęta... może chociaż wy okażecie serce? - zapytał, patrząc na Hermionę, Mel i Eli.
- Już zostało ci okazane - powiedziała Ana. - Pocałunek dementora ponoć jest szybki. Oczywiście bardziej adekwatne byłoby najpierw zamknąć cię na dwanaście lat w Azkabanie, ale ty byś umarł tam jeszcze pierwszego dnia. Jeśli nie w ciągu pierwszej godziny.
- Dość tego! - zawołał Lupin, odciągając Glizdogona od nich. - Trzeba go związać i na wszelki wypadek przywiązać do dwójki z nas. Ja zgłaszam się na pierwszego ochotnika. Ktoś jeszcze? - zapytał.
- Ja - powiedział Ron.
- Dobrze, tylko czekaj, najpierw opatrzę ci tę nogę - powiedział. Wycelował różdżkę w złamaną kończynę Weasleya. - Ferula! - Noga została usztywniona i opatrzona.

Ron wstał, opierając ciężar ciała na zdrowej nodze. Lupin wycelował różdżkę w Pettigrew i związał go łańcuchami. Następnie przykuł go do siebie z jednej strony i do Rona z drugiej.

- My pójdziemy pierwsi, wy za nami - powiedział nauczyciel. - Ktoś tylko musi przetransportować Snape'a.
- Ja to zrobię - powiedział Syriusz. Wycelował różdżką mistrza eliksirów w niego i ten uniósł się w powietrze.

Krzywołap wszedł do tunelu pierwszy, machając ogonem przypominającym szczotkę. Za nim weszli Lupin i Ron z Glizdogonem, potem Hermiona, Amy i El, a na koniec Harry i Ana z Syriuszem, który ciągnął za sobą nieprzytomnego Snape'a. Zdawał się nie przejmować, gdy głowa nauczyciela uderzyła o strop. Można by uznać, że zrobił to specjalnie, bo wcale nie starał się ostrożnie manewrować mistrzem eliksirów.

- Ana, Harry... słuchajcie... zrozumiem jeśli nie zechcecie, ale... - zaczął Syriusz, gdy przeciskali się przez tunel.
- Ale co? - zapytał Potter.
- Nie wiem czy wiesz, ale jestem twoim ojcem chrzestnym - powiedział.
- Mama była jego chrzestną, a Potterowie moimi chrzestnymi. Wiemy o tym - powiedziała Black.
- Właśnie... więc tak sobie pomyślałem... że może zechcielibyście ze mną zamieszkać, gdy zostanę oczyszczony z zarzutów - powiedział Syriusz. - Oczywiście zrozumiem, jeśli wolicie zostać z wujostwami.
- Zostać z Dursleyami? Chyba żartujesz! Oczywiście, że chcę - powiedział Harry.
- Ale będę mogła odwiedzać Tonksów? A oni mnie? - zapytała Ana.
- Kiedy tylko zechcesz - powiedział Łapa.
- W takim razie chcę, tato - powiedziała, a Potter przytaknął.

Na wychudzonej twarzy Syriusza pojawił się uśmiech i można było dostrzec cień jego dawnej urody. Dalej już się nie odzywali. W końcu wyszli z tunelu, za co Ana była wdzięczna, bo już zaczynały boleć ją kolana. Szli w milczeniu w stronę Hogwartu. Nie mogła już się doczekać aż oddadzą Glizdogona dementorom i będzie mogła zamieszkać z tatą. Trochę przeszkadzał jej fakt, że Harry też z nimi zamieszka, bo wciąż za nim nie przepadała, ale nie mogła oczekiwać od ojca, że zostawi swojego chrześniaka z tymi okropnymi mugolami. Lily i James jej na pewno by nie zostawili w takiej sytuacji, ale na szczęście wychowała się w normalnej rodzinie. No może Tonks nie można nazwać do końca normalną, ale przynajmniej nie jest okropna jak kuzyn Pottera.

- Spójrzcie! - zawołała nagle Hermiona, wskazując na niebo.

Wszyscy spojrzeli w górę. Chmury właśnie odsłaniały pełnię księżyca. O nie... Ana zaklęła w myślach. Twarz, nogi i ręce Lupina zaczęły się wydłużać, urosły mu kły, a ciało pokryło futrem. Po chwili przed nimi stał wilkołak. W czasie przemiany pękły kajdanki, którymi był przykuty do Pettigrew, a Ron ze złamaną nogą nie był w stanie go sam utrzymać i ten zmienił się w szczura. Ana i Harry chcieli go złapać, ale Hermiona ich zatrzymała.

- Zostawcie - powiedziała.
- Nie możemy pozwolić mu uciec - powiedział Harry.
- Mamy większy problem. Snape nie kłamał, że Lupin zapomniał ostatniej dawki Wywaru Tojadowego - powiedział Syriusz.

Ana znowu zaklęła w myślach, widząc jak szczur ucieka i znika z jej pola widzenia. Jak mogła nie wpaść na to, że przywiązanie go do wilkołaka i trzynastolatka ze złamaną nogą to był najbardziej idiotyczny pomysł na świecie? Nagle Lupin zaczął zmierzać w ich kierunku. Wtedy Syriusz zmienił się w czarnego psa i stanął pomiędzy nimi. Zaczął walczyć z wilkołakiem, mimo że ten miał nad nim przewagę. Gryfonka chciała mu jakoś pomóc, ale wtedy przed nimi pojawił się Snape, który nie wiadomo kiedy odzyskał przytomność.

- Potter, Black... - zaczął, ale przerwał mu warkot wilkołaka i skowyt psa. Odwrócił się plecami do nich i rozłożył ramiona. - Cofnijcie się!

Szóstka Gryfonów wykonała polecenie. Ana i Harry ponad ramionami Snape'a obserwowali walkę Syriusza z Lupinem. Wilkołak rzucił psem tak, że ten odleciał daleko, a sam pobiegł do Zakazanego Lasu.

- Syriusz! - zawołał Harry, biegnąc do lasu.
- Tato! - zawołała jednocześnie Ana, biegnąc za nim.
- Potter, Black, wracajcie tu! - krzyknął nauczyciel, ale oni to zignorowali.

Biegli, nie przejmując się tym, że może ich zaatakować wilkołak. Potknęli się i upadli, akurat wtedy z naprzeciwka pojawił się Lupin. Nagle rozległo się wycie innego wilkołaka. Remus odwrócił łeb w kierunku, z którego dobiegał i pobiegł w tamtą stronę. Harry i Ana odetchnęli z ulgą, wstali i pobiegli dalej. Dotarli nad jezioro, Syriusz leżał tu, już w ludzkiej postaci, i był nieprzytomny. Klęknęli przy nim i potrząsnęli jego ramionami.

- Tato, obudź się, proszę - powiedziała.
- Ana, dlaczego jego oddech paruje? - zapytał Harry.
- Nie wiem - powiedziała zdziwiona, zauważając parę unoszącą się z ust ojca.

Oboje spojrzeli na jezioro, w które właśnie zamarzało, a potem na niebo. Nadlatywała chmara dementorów. Szybko wstali, wycelowali różdżki w kreatury i zawołali:

- Expecto Patronum! - Wyczarowali srebrne tarcze, od których odbiła się część dementorów, ale było ich za dużo. - EXPECTO PATRONUM!!! - ryknęli, skupiając się na najszczęśliwszym obecnie wspomnieniu, że zamieszkają z Syriuszem, gdy zostanie oczyszczony z zarzutów. Choć teraz, gdy Glizdogon uciekł, to chyba było już nieaktualne. Bez niego trudniej będzie udowodnić niewinność Blacka. W końcu oboje zaczęli tracić siły i po chwili padli na ziemię, a różdżki wyleciały im z rąk. Dwóch dementorów pochyliło się nad nimi i zdjęło swoje kaptury, ukazując ziejące czarne dziury zamiast ust. Ana czuła ogarniającą ją rozpacz, to był już koniec... Dementorzy zaraz wyssą dusze jej, Harry'emu i Syriuszowi. Kreatury już zbliżały "usta" do ich ust, gdy nagle oślepił ich blask. Gryfoni podnieśli się ledwo na łokciach i zobaczyli srebrnego jelenia szarżującego na dementorów i wielkiego srebrnego psa, przypominającego tego, w którego zmieniał się Black, atakującego potwory łapami, a za nimi... Nie, to przecież nie mógł być James i jej matka. Oni przecież nie żyją. Patronusy przegoniły demenorów, a oni stracili przytomność, zanim zniknęły.

***
Ana i Harry obudzili się nagle w skrzydle szpitalnym. Oślepiła ich biel, więc musieli zamrugać, żeby przyzwyczaić oczy do tego widoku.

- Tata - powiedziała Black. - Gdzie tata? - zapytała.
- Właśnie? - zapytał Potter.
- Cicho! - syknęła Hermiona, leżąca na łóżku obok Harry'ego, z zabandażowanym nadgarstkiem.

Podnieśli wzrok i zobaczyli Snape'a zawzięcie opowiadającego o czymś Knotowi i Dumbledore'owi. Zamknęli oczy, udając że śpią, i wytężyli słuch.

- Nie wiem jak to możliwe... Dlaczego dementorzy próbowali wyssać dusze z chłopca i dziewczynki?  Rozumiem, że chcieli od razu złożyć pocałunek na Blacku, ale na niewinnych uczniach? - zapytał minister, kręcąc swoim melonikiem.
- Zawsze uważałem, że ministerstwo powinno się ich pozbyć - powiedział dyrektor.
- Dumbledore... Dumbledore... - westchnął. - Ale co tam się właściwie stało?
- Zobaczyłem, że Potter i Black z przyjaciółmi wpadli w ręce Syriusza Blacka, panie ministrze, więc ruszyłem im na ratunek - powiedział Snape. - Ale Lupin dotarł tam pierwszy. Black skonfundował Gryfonów i oni mnie zaatakowali. Straciłem przytomność. - W Anie aż się zagotowało. Przecież on kłamał jak z nut. - Obudziłem się, gdy Lupin był już wilkołakiem. Osłoniłem Gryfonów, ale Potter i Black wyrwali się i pobiegli za zbiegiem. Nie mogłem ich zatrzymać, panie ministrze.
- Doskonale, doskonale, Severusie. Już wezwałem dementorów, będą za godzinę, żeby złożyć pocałunek... Niestety nie mogę oskarżyć o nic profesora Lupina, ponieważ nie mamy dowodów, że pomógł Blackowi, a Dumbledore ręczy za niego - powiedziała.
- Dokładnie - powiedział dyrektor.
- Nie! - krzyknęła Ana, podnosząc się z łóżka. Harry zrobił to samo. - On kłamie! Tata wcale nas nie skonfundował!
- Właśnie! Syriusz jest niewinny, to Peter Pettigrew zdradził moich rodziców i zabił tamtych dwunastu mugoli! - krzyknął Harry.
- On nie mógł go zobaczyć, bo był nieprzytomny, a potem on uciekł, gdy profesor Lupin przemienił się w wilkołaka - powiedziała Black.
- Tak! To mój szczur Parszywek był prawdziwym zdrajcą... to znaczy.... nie szczur, tylko... - powiedział Ron, jakby majaczył.
- Wystarczy, nie musicie się już o nic martwić, Black już nic wam nie zrobi. Teraz odpocznijcie - powiedział Knot.

Minister wyszedł razem ze Snape'em i w skrzydle został tylko Dumbledore.

- Panie profesorze, musi pan nam uwierzyć - powiedziała Ana.
- Wierzę, ale obawiam się, że słowa sześciorga trzynastolatków nic nie znaczą dla tych, którzy nie chcą słuchać - powiedział dyrektor.
- Ale oni wyssą duszę niewinnemu człowiekowi - powiedział Harry.
- Czas... to niezwykłe zjawisko... Panna Granger zna zasady, nikt nie może was zobaczyć. Jeśli wam się uda, ocalicie niejedno istnienie. Trzy obroty wystarczą - powiedział dyrektor. - Zamknę was od zewnątrz, żeby Knot pomyślał, że nie ruszaliście się ze skrzydła szpitalnego. Pamiętajcie tylko, żeby wrócić na czas. Syriusz Black jest zamknięty w gabinecie profesora Flitwicka, niedaleko Wieży Zachodniej - dodał i wyszedł, zamykając drzwi.
- O czym on gadał? - zapytał Ron.
- Nie obraź się, ale i tak nie możesz chodzić - powiedziała Hermiona. Wyjęła spod swojej bluzy jakieś urządzenie na łańcuszku, przypominające klepsydrę. - Zbliżcie się. - Gdy Ana, Harry, Amy i El się zbliżyli, zawiesiła łańcuszek na ich szyjach tak, że musieli być blisko siebie, żeby go nie rozerwać. Black i Potter próbowali dotknąć małej klepsydry, ale Granger uderzyła ich w dłonie. - Nie dotykajcie.

Hermiona  zakręciła trzy razy klepsydrą. Wszystko wokół zaczęło wirować. Ana zobaczyła panią Pomfrey i pacjentów skrzydła szpitalnego, przewijających się jak w filmie puszczonym do tyłu. O co tu chodzi?

środa, 25 stycznia 2017

Rozdział XX: Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz

- Ana - odezwał się Syriusz zachrypniętym głosem, nieużywanym od lat. - Jesteś taka podobna do matki.

Wciąż była w zbyt wielkim szoku, żeby coś powiedzieć. Po prostu stała bez ruchu i gapiła się na ojca. Powinna go zapytać co się stało dwanaście lat temu, kto zabił jej matkę...

- Witaj, Harry. - Mężczyzna zwrócił się do Pottera.
- Jeśli chcesz go zabić, musisz zabić i nas! - krzyknęła Hermiona, osłaniając chłopaka ciałem.
- Nie, tej nocy zginie tylko jedna osoba - powiedział Black.
- I to będziesz ty! - zawołał Potter, rzucając się na niego.
- Harry, przestań! - krzyknęła Ana, odzyskując zdolność mowy, ale chłopak jej nie słuchał.

Potter zaczął bić Blacka na oślep. Mężczyzna nawet się nie bronił, przyparty do ściany. Chłopak uderzał go jak w amoku.

- Harry, przestań! - krzyknęła Ana, próbując odciągnąć go od jej ojca, któremu zdążył już podbić oko.
- On... zdradził...  moich... rodziców... - wysyczał Potter, cały czas go okładając.

Nagle Krzywołap wskoczył na pierś Syriusza, jakby chciał osłonić go przed ciosami. Czyli miała rację. Ten kot pomagał jej ojcu.

- Masz rację, Harry... Tak jakbym ich zdradził - wychrypiał Syriusz.
- Jak można kogoś tak jakby zdradzić? - zapytała Ana.
- Wytłumaczę wam to, jeśli pozwolicie - powiedział.

Harry zatrzymał się w połowie kolejnego ciosu, jakby naszły go wątpliwości.

- Jeśli on naprawdę przyczynił się do śmierci twoich rodziców, nie będziesz lepszy od niego, jeśli go zabijesz, Potter - powiedziała Ana. - Wtedy to ja bym cię zabiła, chyba że Jess by mnie ubiegła - pomyślała.

Chłopak przystawił Syriuszowi różdżkę do policzka, ale widać było, że się wahał. Chciała zareagować, ale ktoś ją ubiegł.

- Expelliarmus!

Różdżki Harry'ego, Rona, Hermiony, Amy i El posłusznie poleciały do ręki profesora Lupina. Jedynie jej różdżka ani drgnęła.

- Remus - wychrypiał Black.
- Syriusz - powiedział Lupin, a następnie uściskał go jak starego przyjaciela.
- On tu jest, Remusie, on tu jest. - W jego oczach widać było obłęd.
- Wiem, ale najpierw musimy im to wytłumaczyć. Zwłaszcza Harry'emu - powiedział. - Zasługują na wyjaśnienia.
- Wiedziałam! To pan wpuścił Blacka do zamku! Ufałam panu, a tymczasem przez ten cały czas był pan jego przyjacielem! - krzyknęła Hermiona.
- To nie tak jak myślisz, Hermiono. Nie pomogłem Syriuszowi dostać się do zamku i nie byłem jego przyjacielem przez dwanaście lat, ale teraz znowu jestem - powiedział spokojnie Lupin.
- Nie słuchajcie go! To wilkołak! - Wycelowała w niego oskarżycielski palec.
- Jak się dowiedziałaś? - zapytał.
- Gdy profesor Snape zadał nam wypracowanie o wilkołakach - odpowiedziała.
- I pewnie zauważyłaś, że choruję zawsze w pełnię księżyca? Bystra z ciebie dziewczyna, Hermiono - powiedział.
- Nie powiedziałam innym nauczycielom, bo myślałam, że jest pan dobry - powiedziała.
- Ależ inni nauczyciele doskonale o tym wiedzą. Widzicie, Wrzeszcząca Chata wcale nie jest nawiedzona. Dumbledore zbudował ją dla mnie, żebym mógł się uczyć w Hogwarcie. W każdą pełnię przeczekiwałem tu przemianę. Wrzaski, które słyszeli mieszkańcy wioski, były moje. Przemiana w wilkołaka jest bardzo bolesna, a wtedy nie znano na to lekarstwa. Teraz istnieje Wywar Tojadowy, profesor Snape przez cały rok przyrządzał mi go na polecenie profesora Dumbledore'a - wyjaśnił.

Ana była w szoku. Lupin wilkołakiem? Tego nie spodziewała się nawet w najgorszych koszmarach. Jednak bardziej zastanawiało ją to, dlaczego jej jedynej zostawił różdżkę. Przecież Ollivander nie mówił, że różdżka z Mocą Trzech jest odporna na działanie Zaklęcia Rozbrajającego.

- Dlaczego mi jedynej nie odebrał pan różdżki, profesorze Lupin? - zapytała.
- Próbowałem, ale jakby coś nie pozwalało, żeby opuściła twoją dłoń i wskoczyła do mojej - odpowiedział.
- No tak! - Klepnęła się w czoło. - Ollivander mówił, że tylko prawowity właściciel może dobyć różdżkę z Mocą Trzech. Nie mógł jej pan mi odebrać, nie dlatego że Zaklęcie Rozbrajające na nią nie działa, ale dlatego że nie jest pan jej prawowitym właścicielem.
- Moc Trzech? Co to takiego? - zapytał Harry.
- Nie wiem, Ollivander za wiele nie powiedział. Mówił, że zawiera wszystkie trzy rdzenie, które razem tworzą ową Moc Trzech. Włókno ze smoczego serca symbolizuje moc, włos z ogona jednorożca wierność, a pióro feniksa to życie. Jest stworzona z cedru, który nazywany jest drzewem życia. Miała być zwykłą cedrową różdżką z włóknem smoczego serca, ale do niegotowej jeszcze różdżki dostały się pióro feniksa i włos z ogona jednorożca. Trzy rdzenie złączyły się ze sobą, nadając różdżce niezwykłą moc - wyjaśniła. - Ollivander mówił, że on prawie ją kupił, ale wybrała go hebanowa różdżka. - Wskazała głową na ojca. - Powiedział też, że różdżka powstała w 1960.
- Więc jednak ta różdżka istnieje - wychrypiał Syriusz. - Gdy uczyłem się w Hogwarcie, opowiadano legendy o różdżce z trzema rdzeniami.

Ana popatrzyła na różdżkę, na ojca i znowu na różdżkę. Skoro omal nie kupił tej różdżki i jest jej najbliższym krewnym, może będzie mógł ją dobyć? A nawet jeśli nie, to samo to czy będzie czuł, jak coś mu na to nie pozwala, czy nie, będzie świadczyło o tym, czy jest zdrajcą, czy nie. W końcu ta różdżka zawierała symbol wierności. Powoli podeszła do niego i wyciągnęła różdżkę końcówką w jego stronę.

- Co ty robisz, Ana? - zapytał Ron.
- Weź ją - powiedziała, patrząc ojcu w oczy tak podobne do jej oczu.
- Dlaczego oddajesz mi swoją różdżkę? - zapytał Syriusz.
- Nie oddaję, chcę coś sprawdzić. Jeśli będziesz mógł ją dobyć lub przynajmniej nie poczujesz, jak coś ci na to nie pozwala, to znaczy, że nie jesteś zdrajcą. Jak mówiłam, ta różdżka zawiera włos z ogona jednorożca, symbol wierności.

Syriusz powoli wyciągnął szponiastą dłoń i zacisnął ją na jej różdżce. Ana puściła ją, wstrzymując oddech. Różdżka nie wyleciała z jego ręki ani nic. Mógł ją dobyć.

- I jak? - zapytała. - Nie czujesz niczego dziwnego?
- Nie... czuję się tak, jakby łączyła mnie jakaś więź z tą różdżką. Nie jest to to samo, co z moją starą, hebanową, ale to pewnie dlatego że to nie mnie wybrała - powiedział, obracając różdżkę w palcach. - Różdżki pękały pod twoim dotykiem, prawda?
- Tak, jedna rozleciała się na kawałeczki. - Pokiwała głową.
- Ja zostawiałem tylko drobne ryski, nie niszczyłem, ale ich estetyka ucierpiała - wychrypiał.

Chciał oddać Anie różdżkę, ale ta sama wyskoczyła z jego ręki i wskoczyła do jej.

- Chyba nie lubi zbyt długo przebywać w ręce czarodzieja, który nie jest jej prawowitym właścicielem - powiedział Lupin. - Dobrze, skoro różdżka Any pokazała nam, że Syriusz nie jest zdrajcą, to pozwólcie, że teraz oddam wam wasze różdżki i moją, a wy nas wysłuchacie.

Potter skinął głową. Lupin oddał piątce Gryfonów różdżki, Harry'emu oddał także swoją.

- No dobra, myślę że powinieneś zacząć od tego, kto zabił mamę - powiedziała Ana. - Chcę w końcu się tego dowiedzieć.
- To była Bellatriks Lestrange - wychrypiał. - Walczyliśmy z poplecznikami Voldemorta, zgubiłem Ally w ferworze walki. Szukałem jej, usłyszałem jej krzyk i śmiech Ballatriks, i od razu pobiegłem w tamtą stronę. Oszołomiłem Lucjusza Malfoya. Twoja mama klęczała na środku tamtej piwnicy, dygotała. Nie miała jak się bronić, bo jej różdżka była kilka metrów dalej. Zacząłem walczyć z Bellatriks, ale ona jako jedyna zawsze sprawiała mi trudności. Była najpotężniejszą pośród popleczników Czarnego Pana. Nagle strzeliła zaklęciem w Ally i deportowała się, zanim zdążyłem zareagować.
- Jakie to było zaklęcie? - zapytała.
- Sectusempra, zadaje rany, jakby przeciwnik został pocięty niewidzialnymi nożami. Ally miała rany na piersi, nic nie byłem w stanie zrobić. Jeśli jest przeciwzaklęcie, to go nie znam. Pamiętam to jak dziś. Kazała mi obiecać, że będę cię chronił, Ana, zanim umarła w moich ramionach. Potem pojawił się Lupin, niechętnie puściłem jej ciało i wyszedłem - odpowiedział.
- Co?! - Poczuła ogarniającą ją złość. - Chcesz mi powiedzieć, że tak po prostu sobie wyszedłeś? Twoja żona umarła, jej morderczyni uciekła, a ty sobie zwyczajnie poszedłeś?
- Nie tak po prostu. Nie myślałem wtedy racjonalnie, dlatego nikomu nie powiedziałem, co tam się stało, a potem i tak to już nie miało znaczenia... - powiedział.
- Chwileczkę - powiedziała Hermiona. - Skąd pan wiedział, że tu jesteśmy, profesorze Lupin, skoro nie pomagał pan Blackowi?
- Zobaczyłem Syriusza na Mapie Huncwotów, jak wciąga Rona i Petera Pettigrew do tunelu pod Wierzbą Bijącą, a ty, Harry, Ana, El i Amy zniknęliście zaraz za nimi - powiedział nauczyciel.
- Przecież Peter Pettigrew nie żyje - zauważył Harry. - On go zabił. - Wskazał na Syriusza.
- Chciałem go zabić - syknął Black.

Anę nagle olśniło. Jak mogła na to nie wpaść, gdy Hermiona zdradziła im sekret Lupina?

- To pan jest Lunatykiem - powiedziała.
- Zgadza się, ja jestem Lunatyk, Syriusz to Łapa, jak pewnie już wiesz, James był Rogaczem, a Peter Glizdogonem - odparł Lupin. - To my stworzyliśmy Mapę Huncwotów.
- Dość tego gadania! Zabijmy go! - Zniecierpliwił się Syriusz.
- Za chwilę, Syriuszu, musimy im wyjaśnić - powiedział, dając mu swoją różdżkę.
- Tylko się pośpiesz - warknął.

Lupin zwrócił się do szóstki Gryfonów.

- Byłem małym chłopcem, gdy zostałem ugryziony. Nie było wtedy na to lekarstwa, Wywar Tojadowy to dość nowy wynalazek i bardzo drogi. Myślałem, że nie będę mógł się uczyć w Hogwarcie, ale Dumbledore przyjął mnie mimo mojego małego futerkowego problemu, jak określali to moi przyjaciele. Inni myśleli, że mam po prostu bardzo niesfornego królika. Dyrektor zbudował dla mnie Wrzeszczącą Chatę, żebym mógł tu przeczekiwać przemiany i posadził Wierzbę Bijącą, żeby strzegła wejścia do tunelu - powiedział. - W szkole spędziłem najlepsze lata mojego życia i poznałem trzech najwspanialszych przyjaciół - Jamesa Pottera, Syriusza Blacka i Petera Pettigrew. Oczywiście na początku nie powiedziałem im o mojej przypadłości, ale sami to odkryli. Ku mojemu zaskoczeniu, nie tylko się ode mnie nie odwrócili, ale i zostali animagami, żeby towarzyszyć mi podczas przemian, bo widzicie, wilkołak nie atakuje zwierząt, więc w tej formie byli bezpieczni.

Nagle usłyszeli jakiś trzask dobiegający zza drzwi.

- Ten dom chyba jednak jest nawiedzony - powiedziała Amy.
- To niemożliwe. - Lupin pokręcił głową. - Sprawdzę to.

Wyjrzał za drzwi, ale na schodach ani nigdzie nikogo nie było. - Pusto - powiedział, zamykając drzwi.
- A w jakie zwierzę zmie... - zaczął Harry, ale nie dokończył, bo do izby wpadł Snape, zrzucając jego pelerynę-niewidkę.
- Dzięki za prezent, Potter. Niezwykle przydatny - powiedział Snape mściwym tonem.

Ana miała ochotę udusić Harry'ego. Jak ten kretyn mógł zostawić pelerynę przed wejściem do tunelu?

- Severusie, to nie tak jak myślisz... Syriusz jest niewinny. Pozwól nam to wytłumaczyć - powiedział Lupin.
- Wiedziałem, że pomagasz Blackowi, a teraz mam na to dowód. Przyszedłem do twojego gabinetu, bo zapomniałeś ostatniej dawki Wywaru Tojadowego i zobaczyłem ciebie na Mapie, zmierzającego ku Wierzbie Bijącej - powiedział Snape. - Incarceurous! - Wycelował różdżkę w nauczyciela obrony i ten przewrócił się skrępowany linami. - Expelliarmus! - Rozbroił Blacka, zanim ten zdążył zareagować.
- Wracaj do zamku pobawić się swoimi eliksirkami, Smarkerusie - powiedział Syriusz.
- Marzyłem, że będę tym, który odda cię dementorom, Black. Już nie mogą się doczekać aż cię ucałują... - powiedział Snape, zbliżając się do niego. Black przełknął ślinę, ale nie pokazał po sobie strachu. - Tyle lat czekałem na zemstę...
- Severusie, posłuchaj - powiedział Lupin, próbując uwolnić się z więzów. - Popełniasz wielki błąd. Nie możesz karać niewinnego człowieka za jego dziecięcy wybryk.
- Jaki wybryk? - zapytała Ana.
- Byliśmy z Severusem na jednym roku. On bardzo interesował się gdzie znikam co pełnię. Syriusz postanowił sobie okrutnie z niego zażartować - odpowiedział nauczyciel.
- Należało mu się za wścibianie nosa w nieswoje sprawy! - zawołał Syriusz.
- Co zrobił? - zapytał Harry.
- Powiedział Snape'owi jak może przejść pod Wierzbą Bijącą i mnie śledzić - odparł Lupin. - Snape oczywiście to zrobił. Gdy James dowiedział się o żarcie Syriusza, pobiegł Severusowi na ratunek. W postaci jelenia wyciągnął go, ale niestety on zdążył zobaczyć mnie na końcu tunelu, przemienionego w wilkołaka. Dumbledore kazał mu potem przysiąc, że nikomu nie wyjawi mojego sekretu.
- Zejdźcie mi z drogi, Potter, Black - syknął Snape.

Ale Ana i Harry nie ruszyli się na krok.

- JEST PAN ŻAŁOSNY! - krzyknął Potter. - NIE CHCE PAN ICH NAWET WYSŁUCHAĆ, BO ZROBILI PANA W BALONA W SZKOLE! 
- NIECH PAN MI POWIE JAKIM IDIOTĄ TRZEBA BYĆ, ŻEBY POSŁUSZNIE IŚĆ TAM GDZIE WSKAŻE SZKOLNY WRÓG?! - ryknęła Ana.
- Jak śmiecie...? - syknął mistrz eliksirów.
- EXPELLIARMUS! - krzyknęli jednocześnie. Ku ich zaskoczeniu to samo zrobili Ron, Hermiona, Amy i El.

Snape'a odrzuciło z impetem i runął nieprzytomny na ścianę. Syriusz natychmiast zabrał mu jego różdżkę i różdżkę Lupina. Związał go za pomocą jego własnej różdżki, a następnie uwolnił przyjaciela z więzów i oddał mu jego różdżkę.

- Zaatakowaliśmy nauczyciela... Zaatakowaliśmy nauczyciela... - powtarzała Hermiona.
- Daj spokój, Hermiono, przecież nic mu nie jest - powiedział Ron.
- No dobra, więc mówcie - powiedział Harry, patrząc na Blacka i Lupina.

Ana spojrzała na nich wyczekująco.

- Gdy stało się jasne, że Voldemort czyha na życie Potterów, Lily i James postanowili się ukryć pod Zaklęciem Fideliusa. Ja miałem być Strażnikiem Tajemnicy - powiedział Syriusz.
- Zaklęcie Fideliusa zamyka sekret w duszy Strażnika. Voldemort nie zobaczyłby ich, nawet jeśli przycisnąłby nos do szyby w oknie ich domu - wyjaśnił Lupin, zanim którekolwiek z trzynastolatków zdążyło zapytać.
- W dniu rzucenia Fideliusa uznałem, że będą bezpieczniejsi, jeśli to Peter Pettigrew będzie ich Strażnikiem. Byłem przekonany, że Voldemort będzie szukał mnie. Zamieniliśmy się miejscami i to Peter został Strażnikiem Tajemnicy Potterów - kontynuował Black.
- Zakładając, że to prawda, to dlaczego Lupin o tym nie wiedział? - zapytał Harry.
- Czy to nie oczywiste? Mieli mnie za zdrajcę - odpowiedział nauczyciel. - Było jasne, że wśród przyjaciół jest zdrajca i podejrzenie padło na mnie. Dlatego James i Syriusz nie powiedzieli mi o zamianie.
- To prawda, byłem przekonany że to Remus jest zdrajcą - wychrypiał Syriusz. - Wybacz mi, Remusie, że cię podejrzewałem.
- Ja podejrzewałem ciebie i przez dwanaście lat miałem cię za mordercę i zdrajcę, więc jesteśmy kwita, Syriuszu - powiedział Lupin, klepiąc go po ramieniu.
- Co było dalej? Przecież Voldemort dowiedział się o kryjówce Potterów - powiedziała Ana.
- Byłem przekonany, że zapewniłem Jamesowi i Lily podwójne bezpieczeństwo, niczego nie podejrzewałem. Peter też się ukrył, a ja go odwiedzałem, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Gdybym wcześniej był bardziej czujny... Po śmierci twojej mamy postanowiłem znowu go odwiedzić, ale nie zastałem go w mieszkaniu, nie było żadnych śladów walki. Od razu zrozumiałem, co zrobił, co ja zrobiłem. On zdradził Potterów Voldemortowi - powiedział, łamiącym się głosem.
- Co to za bujdy? To ty zdradziłeś moich rodziców i zabiłeś Pettigrew! - krzyknął Harry.
- Tak jakbym ich zdradził, to ja zamieniłem się miejscami z tym zdrajcą. Nie zaprzeczam, że jestem winny ich śmierci. I nie zaprzeczam też, że chciałem zabić Pettigrew, ale ten mały szczur mi się wymknął - powiedział.
- W jaki sposób? - zapytała Ana. - Poszedłeś go zabić zaraz po wyjściu z jego pustej kryjówki?
- Nie, najpierw poszedłem do Potterów. Miałem jeszcze nadzieję, że nie jest za późno, ale było. Zastałem ich rozwalony dom i Hagrida, wynoszącego małego Harry'ego. Chciałem go zabrać ze sobą, ale Dumbledore miał już inne plany, więc dałem Hagridowi swój motocykl. Mi i tak nie był już potrzebny. Zapragnąłem zemsty na Pettigrew, ale najpierw udałem się do Tonksów poprosić ich, żeby zaopiekowali się Aną, gdyby coś mi się stało. Nie powiedziałem im, co mam zamiar zrobić.
- Obiecałeś wrócić. Kilka razy śniło mi się, jak obiecujesz wrócić, choć w pierwszych snach nie słyszałam, co mówisz. - Dziewczyna wbiła w niego pretensjonalne spojrzenie.
- Obiecałem, i wróciłem - odparł. - Nie planowałem zniknąć na tak długo... Osaczyłem Petera na ulicy, a on... ten mały szczur wzbudził we mnie litość, zawahałem się. Wykorzystał to i najpierw zabił dwunastu mugoli, a potem odciął sobie palec, zmienił się w szczura i zniknął. Dla naocznych świadków wyglądało to tak, jakbym ja zabił tych ludzi i rozwalił Pettigrew.
- Przecież animagowie muszą zarejestrować się w ministerstwie. Profesor McGonagall mówiła, a nie widziałam na liście nazwiska Pettigrew - powiedziała Hermiona.
- Oj Hermiono, naprawdę myślisz, że wszyscy animagowie przestrzegają tego przepisu? James, Syriusz i Peter zostali nielegalnymi animagami w wieku piętnastu lat. Wiedziałem o tym tylko ja, a później też Lily i Ally. - Lupin uśmiechnął się lekko, ale uśmiech natychmiast spełzł mu z twarzy. - Przez cały rok walczyłem ze sobą czy powiedzieć Dumbledore'owi, że Black jest nielegalnym animagiem. Wiedziałam że do zamku dostał się pod postacią psa, ale nie miałem odwagi powiedzieć o tym dyrektorowi. Byłem zbyt wielkim tchórzem, żeby przyznać się, że zawiodłem jego zaufanie. Miałem spokojnie przeczekiwać przemianę w Wrzeszczącej Chacie, a włóczyłem się po Zakazanym Lesie z trójką nielegalnych animagów.
- A jak uciekłeś z Azkabanu i jak to się stało, że nie straciłeś tam zmysłów? - zapytała El.
- Myśl o mojej niewinności nie była szczęśliwą myślą, bardziej obsesją, więc dementorzy nie mogli mi jej wyssać. W czerwcu na wizytację przyszedł minister Knot. Poprosiłem go o gazetę, żebym mógł sobie rozwiązać krzyżówkę i wtedy go zobaczyłem. Petera siedzącego na ramieniu tego chłopca. - Wskazał na Rona. po czym wyjął zza pazuchy gazetę. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Weasleyów na tle piramidy w Egipcie.
- On zwariował! - zawołał Weasley. - Na moim ramieniu nie było nikogo poza moim szczurem.
- Więc to dlatego Parszywek się mnie boi. Dlatego chorował, chudł i gubił sierść - powiedziała Ana. Jak mogła wcześniej tego nie zauważyć?
- Chorował, bo Krzywołap na niego polował! - Ron wycelował oskarżycielskim palcem w kota, który teraz siedział na łóżku.
- Nie, Ron, on zaczął chorować wcześniej, zanim Hermiona kupiła kota. Gdy Black uciekł z Azkabanu - powiedział Harry.
- Wyczuł, że zbliża się jego koniec - prychnął Syriusz. - Krzywołap pomagał mi go złapać. Od razu wyczuł, że... Parszywek, jak go nazywacie, jest animagiem i wiedział też, że nie jestem psem. Udało mi się zdobyć jego zaufanie. Próbował złapać dla mnie Petera. To on wykradł dla mnie hasła do Wieży Gryffindoru. Przepraszam że cię wtedy przestraszyłem, Ron. Krzywołap doniósł mi, że Peter znowu upozorował swoją śmierć. No cóż, to akurat wychodzi mu najlepiej.
- Dalej nie powiedziałeś jak uciekłeś - powiedziała Ana.
- A tak... gdy zobaczyłem Petera, wiedziałem że muszę chronić przed nim Harry'ego i ciebie. Resztkami sił zmieniłem się w psa. Dementorzy nie mają oczu, więc myśleli, że w końcu postradałem zmysły, gdy wyczuli, że mój umysł stał się mniej złożony. Byłem chudy... chudziutki... więc gdy otwarli moją celę, żeby dać mi jeść, przecisnąłem się przez szczelinę, którą zostawiły otwarte kraty i uciekłem - wyjaśnił Syriusz. - Aż dotarłem tutaj, ukrywałem się tu przez cały rok. Czasem wychodziłem popatrzeć, jak ty i Harry latacie na miotłach. Jesteście w tym dobrzy, Harry przypominał mi wtedy Jamesa. Nie wiem, czy pamiętacie, ale już się spotkaliśmy.
- Pamiętam, na Privet Drive - powiedział Potter.
- Tak, chciałem cię choć przez moment zobaczyć. Nie chciałem cię wtedy przestraszyć - powiedział.
- Zobaczyłam cię przez okno mojego pokoju, a potem na spacerze, na który wymknęłam się mimo zakazu ciotki i wuja - powiedziała Ana. - Chciałam cię zabrać do domu, a ty zacząłeś szczekać.
- Powinnaś była słuchać wujostwa. Wyczułem dementorów, dlatego zacząłem szczekać, chciałem, żebyś bezpiecznie dotarła do domu. Ty nie mogłaś ich wyczuć, bo byli daleko, ale ja, jako pies, tak - odparł. - Zresztą to z przygarnięciem mnie, to był głupi pomysł, nie powinienem był się w ogóle na to zgadzać. Widziałem waszą trójkę w Zakazanym Lesie. - Wskazał na nią, Mel i Eli. - Była z wami jeszcze jedna dziewczynka.
- Tak, Jess... szukałyśmy cię. Miałyśmy ze sobą Mapę Huncwotów, ale znaleźliśmy tylko ślady psich łap i kocich - przyznała.
- To było skrajnie nieodpowiedzialne, Ana - powiedział. - Co jakbym był mordercą?
- Byłam pewna, że nie jesteś. - Wzruszyła ramionami. - Poza tym nie powinieneś mnie pouczać. To nie ja dałam się wrobić.
- Kusiło mnie, żeby ci się pokazać, ale bałem się, że was wystraszę - przyznał.
- Przecież właśnie ciebie szukałyśmy i miałybyśmy się wystraszyć? - zapytała.
- Nigdy nie wiadomo  - powiedział. - Gdy dostałem się do Wieży Gryffindoru, zanim poszedłem do dormitorium chłopców, wszedłem do twojego. Na animagów nie działa zaklęcie uniemożliwiające chłopcom wspięcie się po schodach do dormitorium dziewcząt, więc nie miałem z tym problemów. Przemieniłem się z powrotem w człowieka i chwilę patrzyłem, jak spałaś.
- Co? Dlaczego mnie wtedy nie obudziłeś? - oburzyła się, a przez myśl przeszło jej, że Jess też będzie zła, gdy jej o tym powie.
- Nie byłem pewien, czy nie wierzysz w moją winę, chociaż poszukiwania mnie o tym świadczyły. Poza tym jakby wtedy przypadkiem obudziłby się też wasze koleżanki, podniosłyby alarm - westchnął. - I miałem zadanie do wykonania, musiałem dorwać Petera. A teraz siedzi tutaj. - Wskazał na Parszywka, wijącego się i piszczącego w dłoni Weasleya. Pozwólcie, że wam pokażę.
- Ron, oddaj im szczura - powiedział Harry.
- Ale... co oni z nim zrobią? - zapytał chłopak, gdy Lupin zabrał mu Parszywka.

Rzucił szczura pod stół i ten od razu zaczął biec, ale po drugiej stronie stanął Syriusz. Obaj mężczyźni wycelowali w niego różdżki i błysnęło. Parszywek zaczął rosnąć niczym błyskawicznie rosnące drzewo. Na jego miejscu leżał niski, gruby człowieczek o szczurzej twarzy, rzadkich jasnych włosach i niebieskich wodnistych oczach. Ana poczuła złość i satysfakcję zarazem. Oto przed nimi leżał dowód na niewinność Syriusza. Musiała zacisnąć pięści, żeby się na niego nie rzucić. To przez tego człowieka wychowała się bez ojca.

środa, 30 listopada 2016

Rozdział XIX: Wrzeszcząca Chata

Odkąd Syriusz Black wtargnął do Wieży Gryffindoru i zaatakował Rona, Weasley stał się sławny w całej szkole. Wszyscy chcieli usłyszeć od niego co się stało. Chłopak zaczął opowiadać różne wersje, a kolejne były coraz straszniejsze. W końcu tylko Ana, Jess, Eli, Amy, Harry i Hermiona znali tą prawdziwą. Po tym incydencie Sir Cadogan wrócił na swoje stare miejsce, a Gruba Dama zgodziła się znowu strzec wejścia do Wieży Gryffindoru, pod warunkiem że dostanie ochronę w postaci trolli, więc na korytarzu siódmego piętra stanęła dwa trolle. Zbliżał się koniec roku szkolnego, Gryfoni wygrali puchar quidditcha w w finale ze Ślizgonami. Oznaczało to też dużo nauki do zbliżających się egzaminów, więc Ana z przyjaciółkami musiała zmniejszyć częstotliwość poszukiwań ojca. Zresztą bez Mapy Huncwotów znalezienie go i tak wydawało się niemożliwe.

- Ugh, czasami zastanawiam się, czy nie pójść w ślady Hermiony i nie rzucić wróżbiarstwa - westchnęła. Ślęczały właśnie nad zadaniem z tego przedmiotu.
- Ja tam nawet lubię wróżbiarstwo, można się pośmiać z Trelawney - powiedziała Jess.
- Jedyny plus - przyznała. - Otwórzcie swoje wewnętrzne oko, a zobaczycie przyszłość - powiedziała, naśladując głos profesor Trelawney.
- Hej, a kiedy jest apelacja w sprawie Hardodzioba? - zapytała nagle El.
- Prawie bym zapomniała, Harry mówił że 6 czerwca, czyli już niedługo - odpowiedziała Black.
- Myślicie, że to coś da? - zapytała Amy.
- Wątpię, Lucjusz Malfoy na pewno przekupi albo zastraszy komisję - prychnęła Collet.

Ana żałowała, że nie mogły bardziej pomóc Hagridowi. Hermiona na pewno napisała mu dobrą apelację, ale Jess miała rację - Lucjusz Malfoy miał wpływy w całym Ministerstwie Magii, więc przekonanie komisji do swoich racji nie będzie dla niego problemem. Przez nawał nauki do egzaminów żadna z czwórki Gryfonek nie miała czasu, żeby odwiedzić gajowego. Black miała ochotę rzucić w Draco jakimś paskudnym zaklęciem za każdym razem, gdy go widziała. W końcu nadszedł czas egzaminów końcowych. Anie najbardziej spodobał się egzamin z OPCM - Lupin przygotował dla nich tor przeszkód, który miał sprawdzić nabyte przez nich umiejętności. Trzeba było m.in. pokonać druzgotka i bogina. Tym razem Ana sama nie mogła powstrzymać śmiechu, gdy bogin przemienił się w jej ojca, tańczącego kankana z dementorami. Wszystkim udało się przejść tor przeszkód, tylko Hermiona odpadła w trakcie. Wybiegła z niego przerażona, krzycząc:

- T-tam b-była M-McGonagall... Ona powiedziała, że nie zaliczyłam egzaminów!
- To był tylko bogin, Hermiono - powiedział łagodnie Lupin.
- A poza tym na pewno zaliczysz wszystkie egzaminy najlepiej ze wszystkich, jak zwykle - powiedział Harry.

Ostatnim egzaminem był ten z wróżbiarstwa. Trzecioklasiści ustawili się przed drabiną prowadzącą do klasy i czekali na swoją kolej. Ana miała nazwisko na B, więc została wywołana jako druga, po Hannie Abbott. Wspięła się po drabince do dusznego pomieszczenia. Na małym okrągłym stoliku stała kryształowa kula.

- Dzień dobry, pani profesor - przywitała się.
- Dzień dobry, moja droga - powiedziała Trelawney. - Proszę, powiedz mi, co widzisz w kryształowej kuli. - Zachęciła ją gestem ręki.

Dziewczynka usiadła przy stoliku i zaczęła się wpatrywać w kulę, w której nie widziała nic poza mgłą.  Już chciała powiedzieć, że będzie mgliście, ale wpadła na szatański plan.

- Spotka mnie coś niespodziewanego... obok mnie spadnie meteoryt. I będę miała wypadek... a ostatniego dnia roku szkolnego zginę pożarta przez wielką kałamarnicę - powiedziała. - O, i jeszcze czeka mnie dużo bólu i cierpienia. To wszystko, pani profesor.
- Doskonale, panno Black, masz predyspozycje do bycia znakomitą wróżbitką - pochwaliła ją Trelawney. - Niestety nie mogę dać ci Wybitnego, bo słyszałam wahanie w twoim głosie, ale dam ci Powyżej Oczekiwań.
- Dziękuję, pani profesor - powiedziała, z trudem zachowując powagę.
- Możesz już iść - powiedziała nauczycielka.

Gdy Ana znalazła się poza duszną salą odetchnęła głęboko, po czym wybuchnęła śmiechem.

- Z czego się śmiejesz? - zapytała Jess.
- Nakłamałam Trelawney, że widzę w kuli różne straszne rzeczy, a ona to łyknęła i powiedziała, że mam predyspozycje do bycia znakomitą wróżbitką. Dała mi Powyżej Oczekiwań, ale chyba chciała dać mi Wybitny, tylko wyczuła wahanie w moim głosie. Tak mi powiedziała - odpowiedziała Black, ocierając rękawem załzawione oczy.
- Ale numer, też tak zrobię - zaśmiała się.

Wkrótce nadeszła kolej Mel, a po niej Łapy. Podobnie jak Ana nakłamały, że widzą w kuli straszne rzeczy.

- I jak? - zapytała Ana, gdy Jess wyszła z sali.
- Wybitny - odpowiedziała Jess, szczerząc się.
- Muszę popracować nad moim głosem, żeby nie było w nim wahania - zaśmiała się.
- No to jeszcze Eli, jeśli nie dostanie Wybitnego, to możesz nazwać się wróżbitką roku, Jessy - powiedziała Amy.
- Raczej wróżbitką stulecia albo tysiąclecia - powiedziała Ana.

Żeby nie przeszkadzać oczekującym na egzamin, stanęły z dala od grupy stłoczonej pod klapą w suficie. Tłum powoli rozrzedzał się, nadeszła kolej Harry'ego. Chłopiec wspiął się po drabince do sali wróżbiarstwa. Po kilku minutach wyszedł, niemal zeskakując z drabiny. Miał bladą twarz, jakby coś go właśnie przeraziło. Ana widząc to pomyślała, że Trelawney pewnie znowu przepowiedziała mu śmierć.

- Ana, chodź szybko, muszę ci coś powiedzieć - powiedział, podchodząc do niej.
- Powiesz mi później, czekam na El - powiedziała, ale Potter pociągnął ją za nadgarstek. Puścił ją dopiero wtedy, gdy znaleźli się w opustoszałym Pokoju Wspólnym Gryffindoru. - O co chodzi? - zapytała.
- Trelawney przepowiedziała coś... i uznałem, że powinnaś wiedzieć. Nie wiem czy to prawdziwa przepowiednia, ale... - odpowiedział Harry.
- Na pewno nieprawdziwa, przecież to Trelawney, stara oszustka - przerwała mu.
- Tak, ale gdy mówiła tę przepowiednię jej głos był inny, głęboki i zachrypnięty, jakby nie jej. A jak już było po wszystkim to nie pamiętała, że w ogóle coś przed chwilą mówiła - wyjaśnił.
- No dobra, to co takiego przepowiedziała? - zapytała z nutką zaciekawienia w głosie.
- Powiedziała "To się stanie dzisiaj. Czarny Pan spoczywa samotny, bez przyjaciół, porzucony przez swoich wyznawców. Jego sługa był uwięziony przez dwanaście lat. Dzisiaj przed północą, sługa rozerwie łańcuchy i wyruszy w drogę, by połączyć się ze swoim panem. Czarny Pan powstanie z jego pomocą, jeszcze bardziej potężny i straszny niż przedtem... Dziś... przed północą... sługa... wyruszy... by połączyć się... ze swoim... panem..."  - odpowiedział.
- O cholera... to poważna sprawa... Powinieneś powiedzieć o tym Dumbledore'owi, Harry. Nie można ignorować żadnego znaku, że Voldemort wróci, nawet jeśli pochodzi on od Trelawney - powiedziała zszokowana. Czuła jak serce wali jej w piersi.
- Mam taki zamiar, ale najpierw chciałem powiedzieć tobie. - Pokiwał głową. - Myślisz, że on naprawdę wróci?
- Nie wiem. - Wzruszyła ramionami. - Ale skoro on tak naprawdę nie zginął, gdy pozbawiłeś go mocy dwanaście lat temu, to możliwe.
- A ten sługa? - zapytał. - Może to...
- Nie - przerwała mu. - Na pewno nie chodzi o mojego ojca.
- Skoro tak uważasz, idę do Dumbledore'a - powiedział.

Gdy Jess, Amy i El (, która dostała Powyżej Oczekiwań z egzaminu) wróciły do Wieży Gryffindoru, Ana opowiedziała im, co powiedział jej Harry. Wszystkie były tym przejęte.

- Bym zapomniała, spotkałyśmy Hagrida. Apelacja się nie udała, a co gorsza, Hardodzioba stracą dziś przed zachodem słońca - powiedziała Jess.
- To straszne, jak mogą coś takiego zrobić? - oburzyła się Ana.
- Musimy iść do Hagrida. Harry, Ron i Hermiona pewnie też pójdą - powiedziała Eli.
- Zgadzam się, Hagrid nie powinien być teraz sam - powiedziała Mel.
- Ja nie idę, jestem zbyt wrażliwa, żeby to oglądać. Przekażcie Hagridowi wyrazy współczucia ode mnie - powiedziała Łapa.

***
Ana, Amy, El, Harry, Ron i Hermiona szli do Hagrida. Granger była wyraźnie wzburzona.

- To straszne, jak oni mogą coś takiego zrobić?! - mówiła oburzona.

Niedaleko grządki dyni, na której był uwiązany Hardodziob, zobaczyli bandę Malfoya.

- Ale będzie się działo, niezła zabawa, co? Ojciec pozwolił mi wziąć głowę tego bydlaka na pamiątkę. Podrzucę ją do dormitorium Gryfonów - powiedział Draco.

Ana chciała zareagować, ale Hermiona była szybsza. Wycelowała różdżkę w gardło Ślizgona.

- Zamknij się, ty mały, wstrętny karaluchu! - krzyknęła.

Przerażony Malfoy zezował na jej różdżkę, której koniec dotykał jego krtani.

- Hermiono, nie! - powiedział Ron.

Granger opuściła różdżkę i odwróciła się od niego. Draco się zaśmiał, na co Gryfonka uderzyła go pięścią w twarz.

- Aua, walnęła mnie - powiedział Malfoy tonem skarżącego się dziecka, trzymając się za nos.
- Zmywajmy się stąd - powiedział Teodor Nott.

Ana czuła satysfakcję, widząc jak Ślizgoni uciekają. Gryfoni udali się do chatki Hagrida. Gajowy wpuścił ich do środka i szybko zamknął drzwi. Nawet Kieł nie przybiegł się przywitać.

- Hagridzie, naprawdę nam przykro - powiedział Harry.
- Jesteście kochane, dzieciaki - powiedział gajowy, ocierając łzę z policzka. Nalał im herbaty do kubków wielkości wiaderek.
- Jess kazała przekazać wyrazy współczucia. Nie chciała przyjść, bo jest zbyt wrażliwa - powiedziała Ana.
- Dziękuję, dobra z niej dziewczyna, cholibka - powiedział Hagrid. Łzy ginęły w jego gęstej brodzie. - A wiecie co? Dumbledore powiedział, że zostanie ze mną jak... jak to się stanie. Dobry chłop.
- My też chcemy zostać, Hagridzie - powiedziała Hermiona.
- Nie ma mowy, jesteście za młodzi, żeby oglądać takie rzeczy - powiedział. - Wypijcie herbatę i zmykajcie.

Nagle przez okno wleciał kamyk i rozbił wazon na pół. Potem wleciał drugi i uderzył Pottera w tył głowy.

- Au! - Pomasował sobie potylicę.
- Idą - powiedział Hagrid, patrząc przez okno. - Zmykajcie stąd!
- Ale... - zaprotestowała Ana.
- Żadnego ,,ale" - powiedział. - A, Ron, mam coś dla ciebie.

Gajowy otworzył pokrywkę dzbanka i wyjął z niej Parszywka. Nadal był przeraźliwie chudy, ale poza tym był cały i zdrowy.

- Parszywek! - ucieszył się Weasley, biorąc szczura.
- Zwierzaków trza pilnować, Ron - powiedział Hagrid.
- Powinieneś kogoś przeprosić - zauważyła Hermiona.
- Tak, jak spotkam Krzywołapa to go przeproszę - powiedział Ron.
- Przeproś mnie! - powiedziała Granger.
- No już, zmykajcie stąd, zaraz tu będą! - powiedział gajowy.

Wyszli tylnymi drzwiami, ale nie zamierzali wracać do zamku. Ukryli się za wielkim dynami na grządce i zobaczyli jak do chatki Hagrida wchodzi Komisja Likwidacji Magicznych Zwierząt, Korneliusz Knot, kat i Dumbledore. Z treści postanowienia wyczytanego przez Knota dowiedzieli się, że kat nazywał się Walden Macnair. Zanim kat wyszedł naostrzyć topór, pobiegli na wzgórze, by stamtąd zobaczyć egzekucję Hardodzioba. Ana czuła że jeszcze trochę i się rozpłacze. Gdy nadeszła pora, odwróciła się i przytuliła się z El i Amy, bo nie mogła na to patrzeć, tak samo jak one. Harry, Ron i Hermiona też nie mogli. Usłyszała tylko świst topora i głuchy plask.

- Parszywek, nie wyrywaj się! - powiedział Ron. Szczur piszczał i wił się w jego dłoniach. - Au! Parszywek! Ugryzł mnie! - Zwierzę wyskoczyło z jego rąk i pacnęło na trawę. - Wracaj tu! - Weasley pobiegł za nim.
- Ron, stój! - zawołał Harry, biegnąc za nim razem z Hermioną. Ana wymieniła spojrzenie z Mel i Eli, po czym one też pobiegły za rudzielcem.

Weasley złapał Parszywka dopiero w pobliżu Wierzby Bijącej, czego najwyraźniej nie zauważył.

- Ron, uciekaj! - zawołał Harry.
- Harry, Hermiona, Ana, Amy, El, uciekajcie! - zawołał Ron, wskazując na coś za nimi.

Black odwróciła się i zobaczyła wielkiego, czarnego psa, warczącego groźnie. Gdyby nie było tu Pottera, Weasleya i Granger, pewnie by do niego podbiegła i go przytuliła, choć tak naprawdę wciąż nie miała pewności, że to jej ojciec. Za chwilę się dowie... Pies zaczął biec, Harry wyciągnął różdżkę, ale on tylko przeskoczył ponad nimi i złapał Rona za nogę.

- Aaaa! - krzyknął Weasley, podczas gdy pies wciągał go do tunelu pod Wierzbą Bijącą. Ron próbując się ratować zahaczył nogą o pień. Rozległo się chrupnięcie łamanej kości i po chwili on i pies zniknęli w ciemnym tunelu.
- Musimy mu pomóc - powiedział Harry.
- Wezwijmy nauczyciela - powiedziała Hermiona.
- Nie ma na to czasu, ten pies może rozszarpać Rona - zauważył Potter.
- Ale jak dostaniemy się do tego tunelu? - zapytała Amy.
- Właśnie? To przecież Wierzba Bijąca. Zaatakuje nas jak tylko się zbliżymy - powiedziała El.
- Chyba wiem jak. Spójrzcie! - Ana wskazała na Krzywołapa, który zwinnie przeszedł pod konarami drzewa i nacisnął narośl na pniu. Wierzba Bijąca natychmiast się uspokoiła. A więc Krzywołap rzeczywiście przyjaźni się z tym wielkim psem. Może pomaga jej ojcu?

Kot wszedł do tunelu pierwszy, a oni za nim. Musieli się pochylić, żeby się zmieścić.

- To chyba Wrzeszcząca Chata - powiedział Harry, gdy wyszli z tunelu. Faktycznie byli teraz w drewnianej chatce z zabitymi oknami. Ana na wszelki wypadek wyjęła swoją różdżkę.

Z góry dobiegł ich krzyk bólu Rona. Wspięli się po skrzypiących schodach. Weasley siedział na dużym łożu i trzymał się za krwawiącą nogę, sterczącą pod dziwnym katem.

- Ron, nic ci nie jest? - zapytał Potter.
- Harry, to pułapka! To nie pies, tylko animag! - odpowiedział Weasley, wskazując na coś.

Ana, jednocześnie z Harrym, spojrzała na ślady psich łap na podłodze. Na ich końcu stał Syriusz Black.

- Tata - wyszeptała. W głowie kłębiły jej się tysiące myśli, miała ochotę go uściskać i zamordować jednocześnie. Ale najpierw musi poznać prawdę.

poniedziałek, 5 września 2016

Rozdział XIII: Syriusz Black w Wieży Gryffindoru

Nadszedł dzień kolejnego meczu Gryfonów. Tym razem grali z Krukonami. Wood jak zwykle zanudził drużynę, tłumacząc zawiłe wykresy przedstawiające ich strategię.

- Pogoda tym razem nam dopisuje. Na niebie nie ma ani jednej chmurki - powiedział dziarsko. - Szczęście, że Potter i Black odzyskali Błyskawice.

Ana miała nadzieję, że ten mecz wygrają i zmyją z siebie plamę ostatniej porażki, do której mogłoby nie dość, gdyby ona i Harry nie spadli z mioteł. Tym razem jednak będą przygotowani, gdyby pojawili się dementorzy.

- Masz różdżkę, Harry? - zapytała, gdy wychodzili na stadion.
- Tak - odpowiedział. - A ty?
- Też - powiedziała.

Drużyna Gryfonów wyszła na boisko jednocześnie z Krukonami i obie drużyny wzbiły się w powietrze. Pani Hooch objaśniła zasady. Wood i Roger Davies uścisnęli sobie ręce. Sędzia zadęła w gwizdek i mecz się zaczął. Ana wypatrywała czarnego psa, ale nigdzie go nie było. Złapała kafel rzucony jej przez Jess. Następnie podała go Angelinie, która zdobyła pierwszego gola dla Gryffindoru, co Lee Jordan obwieścił głośnym rykiem. Krukoni byli dobrymi graczami, zwłaszcza ich szukająca Cho Chang. Mecz trwał, obie drużyny zdobywały gole.

- Harry! - zawołała Ana, gdy była blisko niego, a w dole zobaczyła trzech dementorów.

Oboje wyciągnęli różdżki i krzyknęli;

- EXPECTO PATRONUM!!!

Z ich różdżek wystrzeliły srebrne mgły, które ugodziły w dementorów. Następnie Potter ruszył w pościg za zniczem. Chang szła z nim łeb w łeb, ale ostatecznie to on złapał znicz i zapewnił Gryfonom zwycięstwo.

- Ale załatwiliśmy tych dementorów - powiedziała Ana, gdy wszyscy wylądowali.
- Właśnie - powiedział Harry.
- T-tyle, że t-to n-nie b-byli d-dementorzy - powiedziała Hermiona z oczami pełnymi łez ze śmiechu.
- Co? - zapytała Black.
- Spójrzcie - powiedziała Amy, wskazując na dementorów.

To rzeczywiście nie byli prawdziwi dementorzy. Z murawy podnosili się właśnie Malfoy, Crabbe i Goyle, oszołomieni i zaplątani w czarne materiały. Ana i Harry wybuchnęli śmiechem, tak jak reszta drużyny.

- Najwyraźniej uznali, że to będzie świetny dowcip, ale nie przewidzieli, że będziecie się bronić - zaśmiała się El.

Szybkim krokiem nadeszła profesor McGonagall, której wcale nie było do śmiechu. Była czerwona ze złości, a jej wargi przypominały teraz jedną, cienką linię. Black jeszcze nigdy nie widziała jej tak wściekłej. Nauczycielka dosłownie wpadła w szał.

- MALFOY, CRABBE I GOYLE! WASZE ZACHOWANIE BYŁO KARYGODNE! PRZEBIERAĆ SIĘ ZA DEMENTORÓW! JESZCZE NIGDY W CAŁEJ MOJEJ KARIERZE... ODEJMUJĘ SLYTHERINOWI 50 PUNKTÓW OD KAŻDEGO I DOSTAJECIE SZLABAN! ZA MNĄ! -  ryknęła.

Ana trzymała się za brzuch ze śmiechu, gdy Malfoy, Crabbe i Goyle powlekli się za McGonagall.
Gryfoni w Wieży Gryffindoru urządzili imprezę, żeby uczcić zwycięstwo.

***
W dzień następnej wycieczki do Hogsmeade Harry poprosił Anę o ponowne pożyczenie Mapy Huncwotów.

- Dobra - powiedziała. - Tylko pamiętaj, żeby jej nie zgubić.
- Ok - odparł, chowając mapę do kieszeni.

Po południu Ana razem z Jess, Amy i El udała się do Hogsmeade. Po odwiedzeniu Miodowego Królestwa i Sklepu Zonka, poszły do Trzech Mioteł na kremowe piwo.

- Dawno nic nie pisali o Syriuszu - westchnęła Łapa.
- Lepiej żeby nic nie pisali, niż żeby napisali, że go złapali - powiedziała Black. - Dzisiaj w nocy popatrzę na mapę. Może się na niej pojawi.
- Popatrzę z tobą - powiedziała Jess.
- Ja się w to nie mieszam - powiedziała Mel.
- Ja też nie - dodała Eli.
- Jak chcecie - powiedziała Ana, wzruszając ramionami.

Po wypiciu kremowego piwa, Gryfonki postanowiły obejrzeć Wrzeszczącą Chatę, z daleka, bo nie chciało im się wspinać po klifie. Okazało się, że nie one jedne wpadły na ten pomysł. Zobaczyli jak Hermiona i Ron oglądają ją. Granger tłumaczyła Weasleoyowi, że to najbardziej nawiedzony dom w Wielkiej Brytanii. Potem pojawiła się banda Malfoya i ten zaczął nabijać się z Rona i jego rodziny. Nagle znikąd nadleciała śnieżka i ugodziła Draco. Zaczęły nadlatywać kolejne śnieżki. Niewidzialny dowcipniś ściągnął Ślizgonom gacie. Rozbiegli się w popłochu, a Ron i Hermiona ryczeli ze śmiechu.

- To nie jest zabawne, Harry - powiedziała Granger.

Gdy Potter zdjął pelerynę-niewidkę, Ana, Jess, Amy i El podeszły do niego.

- Zwariowałeś? Malfoy cię zobaczył, jak zsunęła ci się peleryna. Chcesz ją stracić razem z moją mapą? - zapytała Black.
- Nie - odpowiedział Potter. - Masz, wrócę bez niej. Lepiej nie ryzykować, jeśli Malfoy doniesie Snape'owi, a zrobi to na pewno - powiedział, oddając jej wyczyszczoną mapę.

Ana schowała pergamin do kieszeni. Wszyscy wrócili do zamku. Wieczorem ona i Jess poczekały aż Pokój Wspólny opustoszeje.

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - powiedziała Black, stukając różdżką w pergamin, na którym natychmiast pojawiła się mapa Hogwartu.

Nagle ktoś wyszedł z dormitorium chłopców. Dziewczyny podskoczyły ze strachu, ale na szczęście był to tylko Harry.

- Co robicie? - zapytał.
- Tak sobie oglądamy mapę - skłamała Ana.
- Pooglądam sobie z wami - powiedział, siadając obok. - I tak nie mogę spać.

Black i Collet wymieniły znaczące spojrzenia, ale nic nie powiedziały. We trójkę obserwowali maleńkie ślady stóp na mapie. Przed długie godziny nie zobaczyli nic godnego uwagi. Aż nagle zauważyli na siódmym piętrze ślady stóp opatrzone imieniem i nazwiskiem Peter Pettigrew.

- To niemożliwe - powiedziała cicho Ana. - Idziemy, musimy go złapać.
- On wie co wydarzyło się dwanaście lat temu - powiedziała Jess, wstając równocześnie z nią.
- Dobra, ja też idę, chociaż to może być błąd na mapie - powiedział Harry.

We trójkę wyszli z Pokoju Wspólnego, oświetlając mapę różdżkami. Szli zapatrzeni w maleńkie ślady Petera Pettigrew wędrujące korytarzem.

- Nie, czemu akurat teraz? - jęknęła Ana, gdy zobaczyła ślady Snape'a, idącego prosto w ich stronę. Zobaczyła jak Pettigrew skręca i szybko wyczyściła mapę. Cała trójka zgasiła różdżki, a chwilę potem ich twarze oświetliło światło z różdżki Snape'a.

- Można wiedzieć, co robicie o tej porze? - zapytał.
- Lunatykowaliśmy - wymyślił szybko Harry.
- A to, co to jest, Black? - zapytał, wskazując na mapę.
- Kawałek pergaminu, panie profesorze - odpowiedziała.
- Czyżby? - zapytał. - Odsłoń swój sekret - powiedział, stukając różdżką w pergamin.

Anie mocniej zabiło serce, gdy na mapie pojawił się tekst.

- Czytaj - rozkazał Snape.
- Pan Lunatyk przesyła wyrazy szacunku profesorowi Snape'owi i uprasza go, by zechciał nie wtykać swojego długiego nochala w sprawy innych ludzi. Pan Rogacz zgadza się z Panem Lunatykiem i pragnie dodać, że profesor Snape jest wrednym głupolem. Pan Łapa pragnie wyrazić swoje zdumienie, jak taki kretyn mógł zostać profesorem. Pan Glizdogon życzy profesorowi Snape'owi miłego dnia i radzi mu umyć włosy, bo kleją się od łoju - przeczytała, próbując się nie roześmiać i patrząc na Snape'a po przeczytaniu każdego zdania.
- Uważacie to za zabawne? - warknął Snape, wyrywając jej mapę, która znów była czysta. - Potter, Black, jesteście tak samo aroganccy i napuszeni jak wasi ojcowie. I obaj jak skończyli? Jeden w grobie, drugiego czeka pocałunek dementora. Twój ojciec pewnie jest taki sam, Collet.
- Wcale się nie puszymy - powiedział Harry.
- I nasi ojcowie też się nie puszyli - powiedziała Ana.
- Mój ojciec jest szanowanym szefem Biura Aurorów w hiszpańskim Ministerstwie Magii - powiedziała Jess.
- Konfiskuję to, Black - powiedział Snape.

Nagle z ciemności wyłonił się Lupin.

- Dobrze, że pana widzę, profesorze Lupin. Właśnie skonfiskowałem to pannie Black. To aż zionie czarną magią, coś z twojej specjalności - powiedział, pokazując mu mapę.

Lupin wziął ją do ręki i rzucił na nią okiem.

- To mi wygląda na zwykły kawałek pergaminu, który obraża każdego, kto chce go odczytać. Pewnie od Zonka, co? - zapytał. - Ale sprawdzę, czy nie ma jakichś ukrytych właściwości. W końcu jak mówisz, to coś z mojej specjalności, Severusie - powiedział, zabierając mapę, gdy Snape po nią sięgał. - Harry, Ana, chodźcie za mną. Jess, wracaj do dormitorium.

Black i Potter podążyli za Lupinem, a Collet poszła z powrotem do Wieży Gryffindoru. Nauczyciel zaprowadził ich do swojego gabinetu, zamknął drzwi i odwrócił się w ich stronę.

- Skąd macie mapę? - zapytał. - Tak, wiem co to jest.
- Dostałam - odpowiedziała krótko Ana, nie chcąc wkopać bliźniaków Weasley. - Dwa razy pożyczyłam Harry'emu.
- Czy któreś z was pomyślało, że ta mapa w rękach Syriusza Blacka doprowadziłaby go do was? - zapytał ostro Lupin. Gryfonka jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Zawsze był spokojny, a teraz był zły. - Do tej pory cię kryłem, Harry, ale nie licz, że dalej będę cię krył, gdy wystawiasz się zbiegłemu mordercy jak na talerzu! Twoi rodzice oddali za ciebie życie, tak im się odpłacasz, włócząc się po nocy?
- Ja... panie profesorze, ja, Ana i Jess zobaczyliśmy na mapie kogoś, kto od dawna nie żyje - powiedział Harry.
- Kogo? - zapytał Lupin.
- Petera Pettigrew - odpowiedziała Ana.
- To niemożliwe - powiedział nauczyciel, patrząc gdzieś w dal. - Wracajcie do dormitoriów. I to najkrótszą drogą, bo jak nie, to będę wiedział. - Postukał palcem w mapę.

Wrócili do Wieży Gryffindoru i rozeszli się do swoich dormitoriów. Gdy Ana opowiedziała Jess, że Lupin zatrzymał Mapę Huncwotów, ta nie kryła zawodu.

- Akurat teraz. Jestem pewna, że to nie była pomyłka, że na mapie pojawił się Pettigrew - powiedziała Łapa.
- Wszystko przez Snape'a. Nadal miałabym mapę, gdyby się nie zjawił - powiedziała Black. - Ale tata i jego tajemniczy przyjaciele nieźle mu pocisnęli - uśmiechnęła się mściwie.
- Tak, i ta mina Snape'a jak to czytałaś - uśmiechnęła się złośliwie Jess.

***
Mijały dni, koniec roku szkolnego był coraz bliżej. Była noc, Ana spała, gdy nagle obudził ją krzyk Rona, tak jak wszystkie dziewczyny w dormitorium. Gryfonki wybiegły z dormitorium i pobiegły do dormitoriów chłopców z trzeciego roku. Kotara łóżka Rona była pocięta.

- Ron, co tu się stało? - zapytała Ana.
- Syriusz Black. Spałem, nagle poczułem powiew wiatru, obudziłem się, a on stał nade mną z nożem. Mój krzyk musiał go przepłoszyć, bo zniknął. Ten szaleniec pociął mi kotarę - odpowiedział Weasley.

Black musiała użyć całej siły woli, żeby nie podskoczyć z radości. Widziała, że Jess miała tak samo.

- Pewnie popełnił pomyłkę. Zobaczył że trafił na niewłaściwie łóżko i uciekł - powiedział Harry.
- I myślisz, że człowiek, który ponoć zamordował dwunastu mugoli, nie poradziłby sobie piątką zaspanych trzynastoletnich chłopców? - zapytała Łapa.
- No dobra, to faktycznie jest dziwne - powiedział. - Ale może zmiękł po Azkabanie?
- Na pewno nie - odparła Ana.

Zeszli do Pokoju Wspólnego, gdzie już zebrali się wszyscy Gryfoni. Po chwili weszła McGonagall.

- Co tu się stało? - zapytała.

Ron opowiedział jej o Syriuszu Blacku, stojącym nad nim z nożem.

- Coś takiego... - powiedziała nauczycielka, dysząc szybko. - Sir Cadoganie, dlaczego wpuścił pan Blacka? - zapytała portret.
- Znał hasło, pani profesor - odpowiedział sir Cadogan. - Miał listę haseł.
- Kto był taki mądry, żeby zrobić listę haseł i ją zgubić? - zapytała McGonagall, rozglądając się po uczniach.
- Ja - odpowiedział cicho Neville, czerwieniejąc się.
- Longbottom, za mną - powiedziała. - A reszta wracać do łóżek.

Neville ze zwieszoną głową poszedł za McGonagall. Jednak pozostali Gryfoni wcale nie wrócili do łóżek. Całą noc słuchali opowieści Rona, które były coraz bardziej ubarwione, aż w końcu wcale nie przypominały prawdziwej wersji. Weasley był z tego zadowolony, bo po raz pierwszy był w centrum uwagi. Ana i Jess cieszyły się, że Syriuszowi udało się włamać do Wieży Gryffindoru. Były pewne, że wybrał właściwe łóżko. Tylko nie wiedziały dlaczego.