czwartek, 6 lipca 2017

Rozdział XXI: Ucieczka Glizdogona

Niski człowieczek trząsł się, patrząc na nich swoimi wodnistymi oczami. Skupił wzrok na Potterze.

- Harry... jesteś taki podobny do ojca... do Jamesa... - powiedział.
- Jak śmiesz wspominać przy nim Jamesa?! - krzyknął Lupin, odciągając go od chłopca. - Wydałeś Lily i Jamesa Voldemortowi, tak?
- N-nie... t-to on - wyjąkał Pettigrew, celując palcem w Syriusza.
- Nie kłam - odezwała się Ana. - Piszczałeś jak zarzynane prosię, gdy wyciągnęłam cię spod ławki na początku roku, po tym jak uciekłeś Ronowi. Boisz się mnie, bo jestem córką Blacka.
- Piszczałem, bo ściskałaś mnie za mocno - powiedział z wyrzutem.
- Gdybym wtedy wiedziała kim jesteś, to bym ścisnęła mocniej. I oddała cię Knotowi, a nie Weasleyowi - powiedziała.
- Wyjaśnij mi jedno, Peter. Skoro nie zdradziłeś Potterów, to dlaczego ukrywałeś się przez dwanaście lat? - zapytał Lupin.
- Wiedziałem, że on będzie szukał zemsty - powiedział Pettigrew, znowu wskazując na Syriusza.
- Prawda, bałeś się zemsty, ale nie mojej - powiedział Black. - Jak myślisz, jak bardzo ucieszą się śmierciożercy, gdy dowiedzą się, że człowiek, który doprowadził ich pana do miejsca, w którym spotkała go klęska, żyje? Na pewno będą chcieli cię ukarać...
- Byłeś Strażnikiem Tajemnicy Lily i Jamesa. Zamieniłeś się z Syriuszem miejscami, nie mówiąc mi o tym, bo ja byłem podejrzewany o zdradę - powiedział Remus.
- Nie wiecie jaki jest Voldemort! - wybuchnął Peter. - On by mnie zabił!
- I powinieneś umrzeć! Lepiej umrzeć, niż zdradzić przyjaciół! - krzyknął Syriusz.
- Pomoglibyśmy ci, Peter. Od tego są przyjaciele - powiedział Lupin.

Black jakby zrezygnowany usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.

- Uwierzcie mi, uwierzcie. Nigdy nie zdradziłem Lily i Jamesa, wolałbym umrzeć niż ich zdradzić. I nie zabiłem Ally. Kochałem ją, nadal kocham - wychrypiał cicho.
- Ja wierzę - powiedziała zdecydowanie Ana.

Spojrzała na Harry'ego. Chłopak pokiwał głową, bo głos nie chciał mu przejść przez gardło.

- W takim razie teraz możemy zabić Petera - powiedział Syriusz, wstając.
- Nie! - zawołali Harry i Ana jednocześnie.
- Nie chcę, żeby przyjaciele mojego ojca stali się mordercami - powiedział Potter.
- Jakbyś nie zauważył, to jeden z jego przyjaciół już został mordercą. - Black przewróciła oczami. - Ale to prawda, że nie możemy go zabić. Musimy dostarczyć go Knotowi żywego, żeby nie mógł się wymigać, wymyślić że ojciec pewnie zakopał jego ciało dwanaście lat temu, a teraz je odkopał, żeby tylko nie przyznać się do błędu.
- Po co miałby to robić? Poza tym ciało po dwunastu latach byłoby w rozkładzie - powiedział Harry.
- Widać, że nie znasz Knota. On bardzo kocha swoje stanowisko. A gdy wyjdzie na jaw, że ministerstwo więziło niewinnego człowieka, jego kariera zawiśnie na włosku - powiedziała Amy.
- Dokładnie, on jest miły tylko wtedy, gdy nic nie zagraża jego stołkowi - powiedziała Ana.
- D-dzięki wam, Harry, Ana - powiedział Pettigrew drżącym głosem.
- Chyba nie zrozumiałeś. Oddamy cię w ręce dementorów - powiedziała El.

Glizdogon zaczął trząść się ze strachu jeszcze bardziej. Podszedł do Gryfonów.

- Harry.. nie pozwolisz mnie oddać demenotorom, prawda? James by nie pozwolił... James by zrozumiał... oj tak - powiedział. Skierował swój wzrok na Black. - Ana... jesteś tak podobna do Ally... ona też by zrozumiała...
- Nie waż się wspominać jej matki - warknął Syriusz. - To ty musiałeś zdradzić kryjówkę Zakonu.
- R-Ron... to ja... Parszywek... twój szczurek... Nie oddasz mnie, prawda? - zapytał, zbliżając się do Weasleyea.
- Odczep się ode mnie! - krzyknął rudzielec. - Spałem w jednym łóżku z mordercą!
- Dziewczęta... może chociaż wy okażecie serce? - zapytał, patrząc na Hermionę, Mel i Eli.
- Już zostało ci okazane - powiedziała Ana. - Pocałunek dementora ponoć jest szybki. Oczywiście bardziej adekwatne byłoby najpierw zamknąć cię na dwanaście lat w Azkabanie, ale ty byś umarł tam jeszcze pierwszego dnia. Jeśli nie w ciągu pierwszej godziny.
- Dość tego! - zawołał Lupin, odciągając Glizdogona od nich. - Trzeba go związać i na wszelki wypadek przywiązać do dwójki z nas. Ja zgłaszam się na pierwszego ochotnika. Ktoś jeszcze? - zapytał.
- Ja - powiedział Ron.
- Dobrze, tylko czekaj, najpierw opatrzę ci tę nogę - powiedział. Wycelował różdżkę w złamaną kończynę Weasleya. - Ferula! - Noga została usztywniona i opatrzona.

Ron wstał, opierając ciężar ciała na zdrowej nodze. Lupin wycelował różdżkę w Pettigrew i związał go łańcuchami. Następnie przykuł go do siebie z jednej strony i do Rona z drugiej.

- My pójdziemy pierwsi, wy za nami - powiedział nauczyciel. - Ktoś tylko musi przetransportować Snape'a.
- Ja to zrobię - powiedział Syriusz. Wycelował różdżką mistrza eliksirów w niego i ten uniósł się w powietrze.

Krzywołap wszedł do tunelu pierwszy, machając ogonem przypominającym szczotkę. Za nim weszli Lupin i Ron z Glizdogonem, potem Hermiona, Amy i El, a na koniec Harry i Ana z Syriuszem, który ciągnął za sobą nieprzytomnego Snape'a. Zdawał się nie przejmować, gdy głowa nauczyciela uderzyła o strop. Można by uznać, że zrobił to specjalnie, bo wcale nie starał się ostrożnie manewrować mistrzem eliksirów.

- Ana, Harry... słuchajcie... zrozumiem jeśli nie zechcecie, ale... - zaczął Syriusz, gdy przeciskali się przez tunel.
- Ale co? - zapytał Potter.
- Nie wiem czy wiesz, ale jestem twoim ojcem chrzestnym - powiedział.
- Mama była jego chrzestną, a Potterowie moimi chrzestnymi. Wiemy o tym - powiedziała Black.
- Właśnie... więc tak sobie pomyślałem... że może zechcielibyście ze mną zamieszkać, gdy zostanę oczyszczony z zarzutów - powiedział Syriusz. - Oczywiście zrozumiem, jeśli wolicie zostać z wujostwami.
- Zostać z Dursleyami? Chyba żartujesz! Oczywiście, że chcę - powiedział Harry.
- Ale będę mogła odwiedzać Tonksów? A oni mnie? - zapytała Ana.
- Kiedy tylko zechcesz - powiedział Łapa.
- W takim razie chcę, tato - powiedziała, a Potter przytaknął.

Na wychudzonej twarzy Syriusza pojawił się uśmiech i można było dostrzec cień jego dawnej urody. Dalej już się nie odzywali. W końcu wyszli z tunelu, za co Ana była wdzięczna, bo już zaczynały boleć ją kolana. Szli w milczeniu w stronę Hogwartu. Nie mogła już się doczekać aż oddadzą Glizdogona dementorom i będzie mogła zamieszkać z tatą. Trochę przeszkadzał jej fakt, że Harry też z nimi zamieszka, bo wciąż za nim nie przepadała, ale nie mogła oczekiwać od ojca, że zostawi swojego chrześniaka z tymi okropnymi mugolami. Lily i James jej na pewno by nie zostawili w takiej sytuacji, ale na szczęście wychowała się w normalnej rodzinie. No może Tonks nie można nazwać do końca normalną, ale przynajmniej nie jest okropna jak kuzyn Pottera.

- Spójrzcie! - zawołała nagle Hermiona, wskazując na niebo.

Wszyscy spojrzeli w górę. Chmury właśnie odsłaniały pełnię księżyca. O nie... Ana zaklęła w myślach. Twarz, nogi i ręce Lupina zaczęły się wydłużać, urosły mu kły, a ciało pokryło futrem. Po chwili przed nimi stał wilkołak. W czasie przemiany pękły kajdanki, którymi był przykuty do Pettigrew, a Ron ze złamaną nogą nie był w stanie go sam utrzymać i ten zmienił się w szczura. Ana i Harry chcieli go złapać, ale Hermiona ich zatrzymała.

- Zostawcie - powiedziała.
- Nie możemy pozwolić mu uciec - powiedział Harry.
- Mamy większy problem. Snape nie kłamał, że Lupin zapomniał ostatniej dawki Wywaru Tojadowego - powiedział Syriusz.

Ana znowu zaklęła w myślach, widząc jak szczur ucieka i znika z jej pola widzenia. Jak mogła nie wpaść na to, że przywiązanie go do wilkołaka i trzynastolatka ze złamaną nogą to był najbardziej idiotyczny pomysł na świecie? Nagle Lupin zaczął zmierzać w ich kierunku. Wtedy Syriusz zmienił się w czarnego psa i stanął pomiędzy nimi. Zaczął walczyć z wilkołakiem, mimo że ten miał nad nim przewagę. Gryfonka chciała mu jakoś pomóc, ale wtedy przed nimi pojawił się Snape, który nie wiadomo kiedy odzyskał przytomność.

- Potter, Black... - zaczął, ale przerwał mu warkot wilkołaka i skowyt psa. Odwrócił się plecami do nich i rozłożył ramiona. - Cofnijcie się!

Szóstka Gryfonów wykonała polecenie. Ana i Harry ponad ramionami Snape'a obserwowali walkę Syriusza z Lupinem. Wilkołak rzucił psem tak, że ten odleciał daleko, a sam pobiegł do Zakazanego Lasu.

- Syriusz! - zawołał Harry, biegnąc do lasu.
- Tato! - zawołała jednocześnie Ana, biegnąc za nim.
- Potter, Black, wracajcie tu! - krzyknął nauczyciel, ale oni to zignorowali.

Biegli, nie przejmując się tym, że może ich zaatakować wilkołak. Potknęli się i upadli, akurat wtedy z naprzeciwka pojawił się Lupin. Nagle rozległo się wycie innego wilkołaka. Remus odwrócił łeb w kierunku, z którego dobiegał i pobiegł w tamtą stronę. Harry i Ana odetchnęli z ulgą, wstali i pobiegli dalej. Dotarli nad jezioro, Syriusz leżał tu, już w ludzkiej postaci, i był nieprzytomny. Klęknęli przy nim i potrząsnęli jego ramionami.

- Tato, obudź się, proszę - powiedziała.
- Ana, dlaczego jego oddech paruje? - zapytał Harry.
- Nie wiem - powiedziała zdziwiona, zauważając parę unoszącą się z ust ojca.

Oboje spojrzeli na jezioro, w które właśnie zamarzało, a potem na niebo. Nadlatywała chmara dementorów. Szybko wstali, wycelowali różdżki w kreatury i zawołali:

- Expecto Patronum! - Wyczarowali srebrne tarcze, od których odbiła się część dementorów, ale było ich za dużo. - EXPECTO PATRONUM!!! - ryknęli, skupiając się na najszczęśliwszym obecnie wspomnieniu, że zamieszkają z Syriuszem, gdy zostanie oczyszczony z zarzutów. Choć teraz, gdy Glizdogon uciekł, to chyba było już nieaktualne. Bez niego trudniej będzie udowodnić niewinność Blacka. W końcu oboje zaczęli tracić siły i po chwili padli na ziemię, a różdżki wyleciały im z rąk. Dwóch dementorów pochyliło się nad nimi i zdjęło swoje kaptury, ukazując ziejące czarne dziury zamiast ust. Ana czuła ogarniającą ją rozpacz, to był już koniec... Dementorzy zaraz wyssą dusze jej, Harry'emu i Syriuszowi. Kreatury już zbliżały "usta" do ich ust, gdy nagle oślepił ich blask. Gryfoni podnieśli się ledwo na łokciach i zobaczyli srebrnego jelenia szarżującego na dementorów i wielkiego srebrnego psa, przypominającego tego, w którego zmieniał się Black, atakującego potwory łapami, a za nimi... Nie, to przecież nie mógł być James i jej matka. Oni przecież nie żyją. Patronusy przegoniły demenorów, a oni stracili przytomność, zanim zniknęły.

***
Ana i Harry obudzili się nagle w skrzydle szpitalnym. Oślepiła ich biel, więc musieli zamrugać, żeby przyzwyczaić oczy do tego widoku.

- Tata - powiedziała Black. - Gdzie tata? - zapytała.
- Właśnie? - zapytał Potter.
- Cicho! - syknęła Hermiona, leżąca na łóżku obok Harry'ego, z zabandażowanym nadgarstkiem.

Podnieśli wzrok i zobaczyli Snape'a zawzięcie opowiadającego o czymś Knotowi i Dumbledore'owi. Zamknęli oczy, udając że śpią, i wytężyli słuch.

- Nie wiem jak to możliwe... Dlaczego dementorzy próbowali wyssać dusze z chłopca i dziewczynki?  Rozumiem, że chcieli od razu złożyć pocałunek na Blacku, ale na niewinnych uczniach? - zapytał minister, kręcąc swoim melonikiem.
- Zawsze uważałem, że ministerstwo powinno się ich pozbyć - powiedział dyrektor.
- Dumbledore... Dumbledore... - westchnął. - Ale co tam się właściwie stało?
- Zobaczyłem, że Potter i Black z przyjaciółmi wpadli w ręce Syriusza Blacka, panie ministrze, więc ruszyłem im na ratunek - powiedział Snape. - Ale Lupin dotarł tam pierwszy. Black skonfundował Gryfonów i oni mnie zaatakowali. Straciłem przytomność. - W Anie aż się zagotowało. Przecież on kłamał jak z nut. - Obudziłem się, gdy Lupin był już wilkołakiem. Osłoniłem Gryfonów, ale Potter i Black wyrwali się i pobiegli za zbiegiem. Nie mogłem ich zatrzymać, panie ministrze.
- Doskonale, doskonale, Severusie. Już wezwałem dementorów, będą za godzinę, żeby złożyć pocałunek... Niestety nie mogę oskarżyć o nic profesora Lupina, ponieważ nie mamy dowodów, że pomógł Blackowi, a Dumbledore ręczy za niego - powiedziała.
- Dokładnie - powiedział dyrektor.
- Nie! - krzyknęła Ana, podnosząc się z łóżka. Harry zrobił to samo. - On kłamie! Tata wcale nas nie skonfundował!
- Właśnie! Syriusz jest niewinny, to Peter Pettigrew zdradził moich rodziców i zabił tamtych dwunastu mugoli! - krzyknął Harry.
- On nie mógł go zobaczyć, bo był nieprzytomny, a potem on uciekł, gdy profesor Lupin przemienił się w wilkołaka - powiedziała Black.
- Tak! To mój szczur Parszywek był prawdziwym zdrajcą... to znaczy.... nie szczur, tylko... - powiedział Ron, jakby majaczył.
- Wystarczy, nie musicie się już o nic martwić, Black już nic wam nie zrobi. Teraz odpocznijcie - powiedział Knot.

Minister wyszedł razem ze Snape'em i w skrzydle został tylko Dumbledore.

- Panie profesorze, musi pan nam uwierzyć - powiedziała Ana.
- Wierzę, ale obawiam się, że słowa sześciorga trzynastolatków nic nie znaczą dla tych, którzy nie chcą słuchać - powiedział dyrektor.
- Ale oni wyssą duszę niewinnemu człowiekowi - powiedział Harry.
- Czas... to niezwykłe zjawisko... Panna Granger zna zasady, nikt nie może was zobaczyć. Jeśli wam się uda, ocalicie niejedno istnienie. Trzy obroty wystarczą - powiedział dyrektor. - Zamknę was od zewnątrz, żeby Knot pomyślał, że nie ruszaliście się ze skrzydła szpitalnego. Pamiętajcie tylko, żeby wrócić na czas. Syriusz Black jest zamknięty w gabinecie profesora Flitwicka, niedaleko Wieży Zachodniej - dodał i wyszedł, zamykając drzwi.
- O czym on gadał? - zapytał Ron.
- Nie obraź się, ale i tak nie możesz chodzić - powiedziała Hermiona. Wyjęła spod swojej bluzy jakieś urządzenie na łańcuszku, przypominające klepsydrę. - Zbliżcie się. - Gdy Ana, Harry, Amy i El się zbliżyli, zawiesiła łańcuszek na ich szyjach tak, że musieli być blisko siebie, żeby go nie rozerwać. Black i Potter próbowali dotknąć małej klepsydry, ale Granger uderzyła ich w dłonie. - Nie dotykajcie.

Hermiona  zakręciła trzy razy klepsydrą. Wszystko wokół zaczęło wirować. Ana zobaczyła panią Pomfrey i pacjentów skrzydła szpitalnego, przewijających się jak w filmie puszczonym do tyłu. O co tu chodzi?

środa, 25 stycznia 2017

Rozdział XX: Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz

- Ana - odezwał się Syriusz zachrypniętym głosem, nieużywanym od lat. - Jesteś taka podobna do matki.

Wciąż była w zbyt wielkim szoku, żeby coś powiedzieć. Po prostu stała bez ruchu i gapiła się na ojca. Powinna go zapytać co się stało dwanaście lat temu, kto zabił jej matkę...

- Witaj, Harry. - Mężczyzna zwrócił się do Pottera.
- Jeśli chcesz go zabić, musisz zabić i nas! - krzyknęła Hermiona, osłaniając chłopaka ciałem.
- Nie, tej nocy zginie tylko jedna osoba - powiedział Black.
- I to będziesz ty! - zawołał Potter, rzucając się na niego.
- Harry, przestań! - krzyknęła Ana, odzyskując zdolność mowy, ale chłopak jej nie słuchał.

Potter zaczął bić Blacka na oślep. Mężczyzna nawet się nie bronił, przyparty do ściany. Chłopak uderzał go jak w amoku.

- Harry, przestań! - krzyknęła Ana, próbując odciągnąć go od jej ojca, któremu zdążył już podbić oko.
- On... zdradził...  moich... rodziców... - wysyczał Potter, cały czas go okładając.

Nagle Krzywołap wskoczył na pierś Syriusza, jakby chciał osłonić go przed ciosami. Czyli miała rację. Ten kot pomagał jej ojcu.

- Masz rację, Harry... Tak jakbym ich zdradził - wychrypiał Syriusz.
- Jak można kogoś tak jakby zdradzić? - zapytała Ana.
- Wytłumaczę wam to, jeśli pozwolicie - powiedział.

Harry zatrzymał się w połowie kolejnego ciosu, jakby naszły go wątpliwości.

- Jeśli on naprawdę przyczynił się do śmierci twoich rodziców, nie będziesz lepszy od niego, jeśli go zabijesz, Potter - powiedziała Ana. - Wtedy to ja bym cię zabiła, chyba że Jess by mnie ubiegła - pomyślała.

Chłopak przystawił Syriuszowi różdżkę do policzka, ale widać było, że się wahał. Chciała zareagować, ale ktoś ją ubiegł.

- Expelliarmus!

Różdżki Harry'ego, Rona, Hermiony, Amy i El posłusznie poleciały do ręki profesora Lupina. Jedynie jej różdżka ani drgnęła.

- Remus - wychrypiał Black.
- Syriusz - powiedział Lupin, a następnie uściskał go jak starego przyjaciela.
- On tu jest, Remusie, on tu jest. - W jego oczach widać było obłęd.
- Wiem, ale najpierw musimy im to wytłumaczyć. Zwłaszcza Harry'emu - powiedział. - Zasługują na wyjaśnienia.
- Wiedziałam! To pan wpuścił Blacka do zamku! Ufałam panu, a tymczasem przez ten cały czas był pan jego przyjacielem! - krzyknęła Hermiona.
- To nie tak jak myślisz, Hermiono. Nie pomogłem Syriuszowi dostać się do zamku i nie byłem jego przyjacielem przez dwanaście lat, ale teraz znowu jestem - powiedział spokojnie Lupin.
- Nie słuchajcie go! To wilkołak! - Wycelowała w niego oskarżycielski palec.
- Jak się dowiedziałaś? - zapytał.
- Gdy profesor Snape zadał nam wypracowanie o wilkołakach - odpowiedziała.
- I pewnie zauważyłaś, że choruję zawsze w pełnię księżyca? Bystra z ciebie dziewczyna, Hermiono - powiedział.
- Nie powiedziałam innym nauczycielom, bo myślałam, że jest pan dobry - powiedziała.
- Ależ inni nauczyciele doskonale o tym wiedzą. Widzicie, Wrzeszcząca Chata wcale nie jest nawiedzona. Dumbledore zbudował ją dla mnie, żebym mógł się uczyć w Hogwarcie. W każdą pełnię przeczekiwałem tu przemianę. Wrzaski, które słyszeli mieszkańcy wioski, były moje. Przemiana w wilkołaka jest bardzo bolesna, a wtedy nie znano na to lekarstwa. Teraz istnieje Wywar Tojadowy, profesor Snape przez cały rok przyrządzał mi go na polecenie profesora Dumbledore'a - wyjaśnił.

Ana była w szoku. Lupin wilkołakiem? Tego nie spodziewała się nawet w najgorszych koszmarach. Jednak bardziej zastanawiało ją to, dlaczego jej jedynej zostawił różdżkę. Przecież Ollivander nie mówił, że różdżka z Mocą Trzech jest odporna na działanie Zaklęcia Rozbrajającego.

- Dlaczego mi jedynej nie odebrał pan różdżki, profesorze Lupin? - zapytała.
- Próbowałem, ale jakby coś nie pozwalało, żeby opuściła twoją dłoń i wskoczyła do mojej - odpowiedział.
- No tak! - Klepnęła się w czoło. - Ollivander mówił, że tylko prawowity właściciel może dobyć różdżkę z Mocą Trzech. Nie mógł jej pan mi odebrać, nie dlatego że Zaklęcie Rozbrajające na nią nie działa, ale dlatego że nie jest pan jej prawowitym właścicielem.
- Moc Trzech? Co to takiego? - zapytał Harry.
- Nie wiem, Ollivander za wiele nie powiedział. Mówił, że zawiera wszystkie trzy rdzenie, które razem tworzą ową Moc Trzech. Włókno ze smoczego serca symbolizuje moc, włos z ogona jednorożca wierność, a pióro feniksa to życie. Jest stworzona z cedru, który nazywany jest drzewem życia. Miała być zwykłą cedrową różdżką z włóknem smoczego serca, ale do niegotowej jeszcze różdżki dostały się pióro feniksa i włos z ogona jednorożca. Trzy rdzenie złączyły się ze sobą, nadając różdżce niezwykłą moc - wyjaśniła. - Ollivander mówił, że on prawie ją kupił, ale wybrała go hebanowa różdżka. - Wskazała głową na ojca. - Powiedział też, że różdżka powstała w 1960.
- Więc jednak ta różdżka istnieje - wychrypiał Syriusz. - Gdy uczyłem się w Hogwarcie, opowiadano legendy o różdżce z trzema rdzeniami.

Ana popatrzyła na różdżkę, na ojca i znowu na różdżkę. Skoro omal nie kupił tej różdżki i jest jej najbliższym krewnym, może będzie mógł ją dobyć? A nawet jeśli nie, to samo to czy będzie czuł, jak coś mu na to nie pozwala, czy nie, będzie świadczyło o tym, czy jest zdrajcą, czy nie. W końcu ta różdżka zawierała symbol wierności. Powoli podeszła do niego i wyciągnęła różdżkę końcówką w jego stronę.

- Co ty robisz, Ana? - zapytał Ron.
- Weź ją - powiedziała, patrząc ojcu w oczy tak podobne do jej oczu.
- Dlaczego oddajesz mi swoją różdżkę? - zapytał Syriusz.
- Nie oddaję, chcę coś sprawdzić. Jeśli będziesz mógł ją dobyć lub przynajmniej nie poczujesz, jak coś ci na to nie pozwala, to znaczy, że nie jesteś zdrajcą. Jak mówiłam, ta różdżka zawiera włos z ogona jednorożca, symbol wierności.

Syriusz powoli wyciągnął szponiastą dłoń i zacisnął ją na jej różdżce. Ana puściła ją, wstrzymując oddech. Różdżka nie wyleciała z jego ręki ani nic. Mógł ją dobyć.

- I jak? - zapytała. - Nie czujesz niczego dziwnego?
- Nie... czuję się tak, jakby łączyła mnie jakaś więź z tą różdżką. Nie jest to to samo, co z moją starą, hebanową, ale to pewnie dlatego że to nie mnie wybrała - powiedział, obracając różdżkę w palcach. - Różdżki pękały pod twoim dotykiem, prawda?
- Tak, jedna rozleciała się na kawałeczki. - Pokiwała głową.
- Ja zostawiałem tylko drobne ryski, nie niszczyłem, ale ich estetyka ucierpiała - wychrypiał.

Chciał oddać Anie różdżkę, ale ta sama wyskoczyła z jego ręki i wskoczyła do jej.

- Chyba nie lubi zbyt długo przebywać w ręce czarodzieja, który nie jest jej prawowitym właścicielem - powiedział Lupin. - Dobrze, skoro różdżka Any pokazała nam, że Syriusz nie jest zdrajcą, to pozwólcie, że teraz oddam wam wasze różdżki i moją, a wy nas wysłuchacie.

Potter skinął głową. Lupin oddał piątce Gryfonów różdżki, Harry'emu oddał także swoją.

- No dobra, myślę że powinieneś zacząć od tego, kto zabił mamę - powiedziała Ana. - Chcę w końcu się tego dowiedzieć.
- To była Bellatriks Lestrange - wychrypiał. - Walczyliśmy z poplecznikami Voldemorta, zgubiłem Ally w ferworze walki. Szukałem jej, usłyszałem jej krzyk i śmiech Ballatriks, i od razu pobiegłem w tamtą stronę. Oszołomiłem Lucjusza Malfoya. Twoja mama klęczała na środku tamtej piwnicy, dygotała. Nie miała jak się bronić, bo jej różdżka była kilka metrów dalej. Zacząłem walczyć z Bellatriks, ale ona jako jedyna zawsze sprawiała mi trudności. Była najpotężniejszą pośród popleczników Czarnego Pana. Nagle strzeliła zaklęciem w Ally i deportowała się, zanim zdążyłem zareagować.
- Jakie to było zaklęcie? - zapytała.
- Sectusempra, zadaje rany, jakby przeciwnik został pocięty niewidzialnymi nożami. Ally miała rany na piersi, nic nie byłem w stanie zrobić. Jeśli jest przeciwzaklęcie, to go nie znam. Pamiętam to jak dziś. Kazała mi obiecać, że będę cię chronił, Ana, zanim umarła w moich ramionach. Potem pojawił się Lupin, niechętnie puściłem jej ciało i wyszedłem - odpowiedział.
- Co?! - Poczuła ogarniającą ją złość. - Chcesz mi powiedzieć, że tak po prostu sobie wyszedłeś? Twoja żona umarła, jej morderczyni uciekła, a ty sobie zwyczajnie poszedłeś?
- Nie tak po prostu. Nie myślałem wtedy racjonalnie, dlatego nikomu nie powiedziałem, co tam się stało, a potem i tak to już nie miało znaczenia... - powiedział.
- Chwileczkę - powiedziała Hermiona. - Skąd pan wiedział, że tu jesteśmy, profesorze Lupin, skoro nie pomagał pan Blackowi?
- Zobaczyłem Syriusza na Mapie Huncwotów, jak wciąga Rona i Petera Pettigrew do tunelu pod Wierzbą Bijącą, a ty, Harry, Ana, El i Amy zniknęliście zaraz za nimi - powiedział nauczyciel.
- Przecież Peter Pettigrew nie żyje - zauważył Harry. - On go zabił. - Wskazał na Syriusza.
- Chciałem go zabić - syknął Black.

Anę nagle olśniło. Jak mogła na to nie wpaść, gdy Hermiona zdradziła im sekret Lupina?

- To pan jest Lunatykiem - powiedziała.
- Zgadza się, ja jestem Lunatyk, Syriusz to Łapa, jak pewnie już wiesz, James był Rogaczem, a Peter Glizdogonem - odparł Lupin. - To my stworzyliśmy Mapę Huncwotów.
- Dość tego gadania! Zabijmy go! - Zniecierpliwił się Syriusz.
- Za chwilę, Syriuszu, musimy im wyjaśnić - powiedział, dając mu swoją różdżkę.
- Tylko się pośpiesz - warknął.

Lupin zwrócił się do szóstki Gryfonów.

- Byłem małym chłopcem, gdy zostałem ugryziony. Nie było wtedy na to lekarstwa, Wywar Tojadowy to dość nowy wynalazek i bardzo drogi. Myślałem, że nie będę mógł się uczyć w Hogwarcie, ale Dumbledore przyjął mnie mimo mojego małego futerkowego problemu, jak określali to moi przyjaciele. Inni myśleli, że mam po prostu bardzo niesfornego królika. Dyrektor zbudował dla mnie Wrzeszczącą Chatę, żebym mógł tu przeczekiwać przemiany i posadził Wierzbę Bijącą, żeby strzegła wejścia do tunelu - powiedział. - W szkole spędziłem najlepsze lata mojego życia i poznałem trzech najwspanialszych przyjaciół - Jamesa Pottera, Syriusza Blacka i Petera Pettigrew. Oczywiście na początku nie powiedziałem im o mojej przypadłości, ale sami to odkryli. Ku mojemu zaskoczeniu, nie tylko się ode mnie nie odwrócili, ale i zostali animagami, żeby towarzyszyć mi podczas przemian, bo widzicie, wilkołak nie atakuje zwierząt, więc w tej formie byli bezpieczni.

Nagle usłyszeli jakiś trzask dobiegający zza drzwi.

- Ten dom chyba jednak jest nawiedzony - powiedziała Amy.
- To niemożliwe. - Lupin pokręcił głową. - Sprawdzę to.

Wyjrzał za drzwi, ale na schodach ani nigdzie nikogo nie było. - Pusto - powiedział, zamykając drzwi.
- A w jakie zwierzę zmie... - zaczął Harry, ale nie dokończył, bo do izby wpadł Snape, zrzucając jego pelerynę-niewidkę.
- Dzięki za prezent, Potter. Niezwykle przydatny - powiedział Snape mściwym tonem.

Ana miała ochotę udusić Harry'ego. Jak ten kretyn mógł zostawić pelerynę przed wejściem do tunelu?

- Severusie, to nie tak jak myślisz... Syriusz jest niewinny. Pozwól nam to wytłumaczyć - powiedział Lupin.
- Wiedziałem, że pomagasz Blackowi, a teraz mam na to dowód. Przyszedłem do twojego gabinetu, bo zapomniałeś ostatniej dawki Wywaru Tojadowego i zobaczyłem ciebie na Mapie, zmierzającego ku Wierzbie Bijącej - powiedział Snape. - Incarceurous! - Wycelował różdżkę w nauczyciela obrony i ten przewrócił się skrępowany linami. - Expelliarmus! - Rozbroił Blacka, zanim ten zdążył zareagować.
- Wracaj do zamku pobawić się swoimi eliksirkami, Smarkerusie - powiedział Syriusz.
- Marzyłem, że będę tym, który odda cię dementorom, Black. Już nie mogą się doczekać aż cię ucałują... - powiedział Snape, zbliżając się do niego. Black przełknął ślinę, ale nie pokazał po sobie strachu. - Tyle lat czekałem na zemstę...
- Severusie, posłuchaj - powiedział Lupin, próbując uwolnić się z więzów. - Popełniasz wielki błąd. Nie możesz karać niewinnego człowieka za jego dziecięcy wybryk.
- Jaki wybryk? - zapytała Ana.
- Byliśmy z Severusem na jednym roku. On bardzo interesował się gdzie znikam co pełnię. Syriusz postanowił sobie okrutnie z niego zażartować - odpowiedział nauczyciel.
- Należało mu się za wścibianie nosa w nieswoje sprawy! - zawołał Syriusz.
- Co zrobił? - zapytał Harry.
- Powiedział Snape'owi jak może przejść pod Wierzbą Bijącą i mnie śledzić - odparł Lupin. - Snape oczywiście to zrobił. Gdy James dowiedział się o żarcie Syriusza, pobiegł Severusowi na ratunek. W postaci jelenia wyciągnął go, ale niestety on zdążył zobaczyć mnie na końcu tunelu, przemienionego w wilkołaka. Dumbledore kazał mu potem przysiąc, że nikomu nie wyjawi mojego sekretu.
- Zejdźcie mi z drogi, Potter, Black - syknął Snape.

Ale Ana i Harry nie ruszyli się na krok.

- JEST PAN ŻAŁOSNY! - krzyknął Potter. - NIE CHCE PAN ICH NAWET WYSŁUCHAĆ, BO ZROBILI PANA W BALONA W SZKOLE! 
- NIECH PAN MI POWIE JAKIM IDIOTĄ TRZEBA BYĆ, ŻEBY POSŁUSZNIE IŚĆ TAM GDZIE WSKAŻE SZKOLNY WRÓG?! - ryknęła Ana.
- Jak śmiecie...? - syknął mistrz eliksirów.
- EXPELLIARMUS! - krzyknęli jednocześnie. Ku ich zaskoczeniu to samo zrobili Ron, Hermiona, Amy i El.

Snape'a odrzuciło z impetem i runął nieprzytomny na ścianę. Syriusz natychmiast zabrał mu jego różdżkę i różdżkę Lupina. Związał go za pomocą jego własnej różdżki, a następnie uwolnił przyjaciela z więzów i oddał mu jego różdżkę.

- Zaatakowaliśmy nauczyciela... Zaatakowaliśmy nauczyciela... - powtarzała Hermiona.
- Daj spokój, Hermiono, przecież nic mu nie jest - powiedział Ron.
- No dobra, więc mówcie - powiedział Harry, patrząc na Blacka i Lupina.

Ana spojrzała na nich wyczekująco.

- Gdy stało się jasne, że Voldemort czyha na życie Potterów, Lily i James postanowili się ukryć pod Zaklęciem Fideliusa. Ja miałem być Strażnikiem Tajemnicy - powiedział Syriusz.
- Zaklęcie Fideliusa zamyka sekret w duszy Strażnika. Voldemort nie zobaczyłby ich, nawet jeśli przycisnąłby nos do szyby w oknie ich domu - wyjaśnił Lupin, zanim którekolwiek z trzynastolatków zdążyło zapytać.
- W dniu rzucenia Fideliusa uznałem, że będą bezpieczniejsi, jeśli to Peter Pettigrew będzie ich Strażnikiem. Byłem przekonany, że Voldemort będzie szukał mnie. Zamieniliśmy się miejscami i to Peter został Strażnikiem Tajemnicy Potterów - kontynuował Black.
- Zakładając, że to prawda, to dlaczego Lupin o tym nie wiedział? - zapytał Harry.
- Czy to nie oczywiste? Mieli mnie za zdrajcę - odpowiedział nauczyciel. - Było jasne, że wśród przyjaciół jest zdrajca i podejrzenie padło na mnie. Dlatego James i Syriusz nie powiedzieli mi o zamianie.
- To prawda, byłem przekonany że to Remus jest zdrajcą - wychrypiał Syriusz. - Wybacz mi, Remusie, że cię podejrzewałem.
- Ja podejrzewałem ciebie i przez dwanaście lat miałem cię za mordercę i zdrajcę, więc jesteśmy kwita, Syriuszu - powiedział Lupin, klepiąc go po ramieniu.
- Co było dalej? Przecież Voldemort dowiedział się o kryjówce Potterów - powiedziała Ana.
- Byłem przekonany, że zapewniłem Jamesowi i Lily podwójne bezpieczeństwo, niczego nie podejrzewałem. Peter też się ukrył, a ja go odwiedzałem, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Gdybym wcześniej był bardziej czujny... Po śmierci twojej mamy postanowiłem znowu go odwiedzić, ale nie zastałem go w mieszkaniu, nie było żadnych śladów walki. Od razu zrozumiałem, co zrobił, co ja zrobiłem. On zdradził Potterów Voldemortowi - powiedział, łamiącym się głosem.
- Co to za bujdy? To ty zdradziłeś moich rodziców i zabiłeś Pettigrew! - krzyknął Harry.
- Tak jakbym ich zdradził, to ja zamieniłem się miejscami z tym zdrajcą. Nie zaprzeczam, że jestem winny ich śmierci. I nie zaprzeczam też, że chciałem zabić Pettigrew, ale ten mały szczur mi się wymknął - powiedział.
- W jaki sposób? - zapytała Ana. - Poszedłeś go zabić zaraz po wyjściu z jego pustej kryjówki?
- Nie, najpierw poszedłem do Potterów. Miałem jeszcze nadzieję, że nie jest za późno, ale było. Zastałem ich rozwalony dom i Hagrida, wynoszącego małego Harry'ego. Chciałem go zabrać ze sobą, ale Dumbledore miał już inne plany, więc dałem Hagridowi swój motocykl. Mi i tak nie był już potrzebny. Zapragnąłem zemsty na Pettigrew, ale najpierw udałem się do Tonksów poprosić ich, żeby zaopiekowali się Aną, gdyby coś mi się stało. Nie powiedziałem im, co mam zamiar zrobić.
- Obiecałeś wrócić. Kilka razy śniło mi się, jak obiecujesz wrócić, choć w pierwszych snach nie słyszałam, co mówisz. - Dziewczyna wbiła w niego pretensjonalne spojrzenie.
- Obiecałem, i wróciłem - odparł. - Nie planowałem zniknąć na tak długo... Osaczyłem Petera na ulicy, a on... ten mały szczur wzbudził we mnie litość, zawahałem się. Wykorzystał to i najpierw zabił dwunastu mugoli, a potem odciął sobie palec, zmienił się w szczura i zniknął. Dla naocznych świadków wyglądało to tak, jakbym ja zabił tych ludzi i rozwalił Pettigrew.
- Przecież animagowie muszą zarejestrować się w ministerstwie. Profesor McGonagall mówiła, a nie widziałam na liście nazwiska Pettigrew - powiedziała Hermiona.
- Oj Hermiono, naprawdę myślisz, że wszyscy animagowie przestrzegają tego przepisu? James, Syriusz i Peter zostali nielegalnymi animagami w wieku piętnastu lat. Wiedziałem o tym tylko ja, a później też Lily i Ally. - Lupin uśmiechnął się lekko, ale uśmiech natychmiast spełzł mu z twarzy. - Przez cały rok walczyłem ze sobą czy powiedzieć Dumbledore'owi, że Black jest nielegalnym animagiem. Wiedziałam że do zamku dostał się pod postacią psa, ale nie miałem odwagi powiedzieć o tym dyrektorowi. Byłem zbyt wielkim tchórzem, żeby przyznać się, że zawiodłem jego zaufanie. Miałem spokojnie przeczekiwać przemianę w Wrzeszczącej Chacie, a włóczyłem się po Zakazanym Lesie z trójką nielegalnych animagów.
- A jak uciekłeś z Azkabanu i jak to się stało, że nie straciłeś tam zmysłów? - zapytała El.
- Myśl o mojej niewinności nie była szczęśliwą myślą, bardziej obsesją, więc dementorzy nie mogli mi jej wyssać. W czerwcu na wizytację przyszedł minister Knot. Poprosiłem go o gazetę, żebym mógł sobie rozwiązać krzyżówkę i wtedy go zobaczyłem. Petera siedzącego na ramieniu tego chłopca. - Wskazał na Rona. po czym wyjął zza pazuchy gazetę. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Weasleyów na tle piramidy w Egipcie.
- On zwariował! - zawołał Weasley. - Na moim ramieniu nie było nikogo poza moim szczurem.
- Więc to dlatego Parszywek się mnie boi. Dlatego chorował, chudł i gubił sierść - powiedziała Ana. Jak mogła wcześniej tego nie zauważyć?
- Chorował, bo Krzywołap na niego polował! - Ron wycelował oskarżycielskim palcem w kota, który teraz siedział na łóżku.
- Nie, Ron, on zaczął chorować wcześniej, zanim Hermiona kupiła kota. Gdy Black uciekł z Azkabanu - powiedział Harry.
- Wyczuł, że zbliża się jego koniec - prychnął Syriusz. - Krzywołap pomagał mi go złapać. Od razu wyczuł, że... Parszywek, jak go nazywacie, jest animagiem i wiedział też, że nie jestem psem. Udało mi się zdobyć jego zaufanie. Próbował złapać dla mnie Petera. To on wykradł dla mnie hasła do Wieży Gryffindoru. Przepraszam że cię wtedy przestraszyłem, Ron. Krzywołap doniósł mi, że Peter znowu upozorował swoją śmierć. No cóż, to akurat wychodzi mu najlepiej.
- Dalej nie powiedziałeś jak uciekłeś - powiedziała Ana.
- A tak... gdy zobaczyłem Petera, wiedziałem że muszę chronić przed nim Harry'ego i ciebie. Resztkami sił zmieniłem się w psa. Dementorzy nie mają oczu, więc myśleli, że w końcu postradałem zmysły, gdy wyczuli, że mój umysł stał się mniej złożony. Byłem chudy... chudziutki... więc gdy otwarli moją celę, żeby dać mi jeść, przecisnąłem się przez szczelinę, którą zostawiły otwarte kraty i uciekłem - wyjaśnił Syriusz. - Aż dotarłem tutaj, ukrywałem się tu przez cały rok. Czasem wychodziłem popatrzeć, jak ty i Harry latacie na miotłach. Jesteście w tym dobrzy, Harry przypominał mi wtedy Jamesa. Nie wiem, czy pamiętacie, ale już się spotkaliśmy.
- Pamiętam, na Privet Drive - powiedział Potter.
- Tak, chciałem cię choć przez moment zobaczyć. Nie chciałem cię wtedy przestraszyć - powiedział.
- Zobaczyłam cię przez okno mojego pokoju, a potem na spacerze, na który wymknęłam się mimo zakazu ciotki i wuja - powiedziała Ana. - Chciałam cię zabrać do domu, a ty zacząłeś szczekać.
- Powinnaś była słuchać wujostwa. Wyczułem dementorów, dlatego zacząłem szczekać, chciałem, żebyś bezpiecznie dotarła do domu. Ty nie mogłaś ich wyczuć, bo byli daleko, ale ja, jako pies, tak - odparł. - Zresztą to z przygarnięciem mnie, to był głupi pomysł, nie powinienem był się w ogóle na to zgadzać. Widziałem waszą trójkę w Zakazanym Lesie. - Wskazał na nią, Mel i Eli. - Była z wami jeszcze jedna dziewczynka.
- Tak, Jess... szukałyśmy cię. Miałyśmy ze sobą Mapę Huncwotów, ale znaleźliśmy tylko ślady psich łap i kocich - przyznała.
- To było skrajnie nieodpowiedzialne, Ana - powiedział. - Co jakbym był mordercą?
- Byłam pewna, że nie jesteś. - Wzruszyła ramionami. - Poza tym nie powinieneś mnie pouczać. To nie ja dałam się wrobić.
- Kusiło mnie, żeby ci się pokazać, ale bałem się, że was wystraszę - przyznał.
- Przecież właśnie ciebie szukałyśmy i miałybyśmy się wystraszyć? - zapytała.
- Nigdy nie wiadomo  - powiedział. - Gdy dostałem się do Wieży Gryffindoru, zanim poszedłem do dormitorium chłopców, wszedłem do twojego. Na animagów nie działa zaklęcie uniemożliwiające chłopcom wspięcie się po schodach do dormitorium dziewcząt, więc nie miałem z tym problemów. Przemieniłem się z powrotem w człowieka i chwilę patrzyłem, jak spałaś.
- Co? Dlaczego mnie wtedy nie obudziłeś? - oburzyła się, a przez myśl przeszło jej, że Jess też będzie zła, gdy jej o tym powie.
- Nie byłem pewien, czy nie wierzysz w moją winę, chociaż poszukiwania mnie o tym świadczyły. Poza tym jakby wtedy przypadkiem obudziłby się też wasze koleżanki, podniosłyby alarm - westchnął. - I miałem zadanie do wykonania, musiałem dorwać Petera. A teraz siedzi tutaj. - Wskazał na Parszywka, wijącego się i piszczącego w dłoni Weasleya. Pozwólcie, że wam pokażę.
- Ron, oddaj im szczura - powiedział Harry.
- Ale... co oni z nim zrobią? - zapytał chłopak, gdy Lupin zabrał mu Parszywka.

Rzucił szczura pod stół i ten od razu zaczął biec, ale po drugiej stronie stanął Syriusz. Obaj mężczyźni wycelowali w niego różdżki i błysnęło. Parszywek zaczął rosnąć niczym błyskawicznie rosnące drzewo. Na jego miejscu leżał niski, gruby człowieczek o szczurzej twarzy, rzadkich jasnych włosach i niebieskich wodnistych oczach. Ana poczuła złość i satysfakcję zarazem. Oto przed nimi leżał dowód na niewinność Syriusza. Musiała zacisnąć pięści, żeby się na niego nie rzucić. To przez tego człowieka wychowała się bez ojca.

środa, 30 listopada 2016

Rozdział XIX: Wrzeszcząca Chata

Odkąd Syriusz Black wtargnął do Wieży Gryffindoru i zaatakował Rona, Weasley stał się sławny w całej szkole. Wszyscy chcieli usłyszeć od niego co się stało. Chłopak zaczął opowiadać różne wersje, a kolejne były coraz straszniejsze. W końcu tylko Ana, Jess, Eli, Amy, Harry i Hermiona znali tą prawdziwą. Po tym incydencie Sir Cadogan wrócił na swoje stare miejsce, a Gruba Dama zgodziła się znowu strzec wejścia do Wieży Gryffindoru, pod warunkiem że dostanie ochronę w postaci trolli, więc na korytarzu siódmego piętra stanęła dwa trolle. Zbliżał się koniec roku szkolnego, Gryfoni wygrali puchar quidditcha w w finale ze Ślizgonami. Oznaczało to też dużo nauki do zbliżających się egzaminów, więc Ana z przyjaciółkami musiała zmniejszyć częstotliwość poszukiwań ojca. Zresztą bez Mapy Huncwotów znalezienie go i tak wydawało się niemożliwe.

- Ugh, czasami zastanawiam się, czy nie pójść w ślady Hermiony i nie rzucić wróżbiarstwa - westchnęła. Ślęczały właśnie nad zadaniem z tego przedmiotu.
- Ja tam nawet lubię wróżbiarstwo, można się pośmiać z Trelawney - powiedziała Jess.
- Jedyny plus - przyznała. - Otwórzcie swoje wewnętrzne oko, a zobaczycie przyszłość - powiedziała, naśladując głos profesor Trelawney.
- Hej, a kiedy jest apelacja w sprawie Hardodzioba? - zapytała nagle El.
- Prawie bym zapomniała, Harry mówił że 6 czerwca, czyli już niedługo - odpowiedziała Black.
- Myślicie, że to coś da? - zapytała Amy.
- Wątpię, Lucjusz Malfoy na pewno przekupi albo zastraszy komisję - prychnęła Collet.

Ana żałowała, że nie mogły bardziej pomóc Hagridowi. Hermiona na pewno napisała mu dobrą apelację, ale Jess miała rację - Lucjusz Malfoy miał wpływy w całym Ministerstwie Magii, więc przekonanie komisji do swoich racji nie będzie dla niego problemem. Przez nawał nauki do egzaminów żadna z czwórki Gryfonek nie miała czasu, żeby odwiedzić gajowego. Black miała ochotę rzucić w Draco jakimś paskudnym zaklęciem za każdym razem, gdy go widziała. W końcu nadszedł czas egzaminów końcowych. Anie najbardziej spodobał się egzamin z OPCM - Lupin przygotował dla nich tor przeszkód, który miał sprawdzić nabyte przez nich umiejętności. Trzeba było m.in. pokonać druzgotka i bogina. Tym razem Ana sama nie mogła powstrzymać śmiechu, gdy bogin przemienił się w jej ojca, tańczącego kankana z dementorami. Wszystkim udało się przejść tor przeszkód, tylko Hermiona odpadła w trakcie. Wybiegła z niego przerażona, krzycząc:

- T-tam b-była M-McGonagall... Ona powiedziała, że nie zaliczyłam egzaminów!
- To był tylko bogin, Hermiono - powiedział łagodnie Lupin.
- A poza tym na pewno zaliczysz wszystkie egzaminy najlepiej ze wszystkich, jak zwykle - powiedział Harry.

Ostatnim egzaminem był ten z wróżbiarstwa. Trzecioklasiści ustawili się przed drabiną prowadzącą do klasy i czekali na swoją kolej. Ana miała nazwisko na B, więc została wywołana jako druga, po Hannie Abbott. Wspięła się po drabince do dusznego pomieszczenia. Na małym okrągłym stoliku stała kryształowa kula.

- Dzień dobry, pani profesor - przywitała się.
- Dzień dobry, moja droga - powiedziała Trelawney. - Proszę, powiedz mi, co widzisz w kryształowej kuli. - Zachęciła ją gestem ręki.

Dziewczynka usiadła przy stoliku i zaczęła się wpatrywać w kulę, w której nie widziała nic poza mgłą.  Już chciała powiedzieć, że będzie mgliście, ale wpadła na szatański plan.

- Spotka mnie coś niespodziewanego... obok mnie spadnie meteoryt. I będę miała wypadek... a ostatniego dnia roku szkolnego zginę pożarta przez wielką kałamarnicę - powiedziała. - O, i jeszcze czeka mnie dużo bólu i cierpienia. To wszystko, pani profesor.
- Doskonale, panno Black, masz predyspozycje do bycia znakomitą wróżbitką - pochwaliła ją Trelawney. - Niestety nie mogę dać ci Wybitnego, bo słyszałam wahanie w twoim głosie, ale dam ci Powyżej Oczekiwań.
- Dziękuję, pani profesor - powiedziała, z trudem zachowując powagę.
- Możesz już iść - powiedziała nauczycielka.

Gdy Ana znalazła się poza duszną salą odetchnęła głęboko, po czym wybuchnęła śmiechem.

- Z czego się śmiejesz? - zapytała Jess.
- Nakłamałam Trelawney, że widzę w kuli różne straszne rzeczy, a ona to łyknęła i powiedziała, że mam predyspozycje do bycia znakomitą wróżbitką. Dała mi Powyżej Oczekiwań, ale chyba chciała dać mi Wybitny, tylko wyczuła wahanie w moim głosie. Tak mi powiedziała - odpowiedziała Black, ocierając rękawem załzawione oczy.
- Ale numer, też tak zrobię - zaśmiała się.

Wkrótce nadeszła kolej Mel, a po niej Łapy. Podobnie jak Ana nakłamały, że widzą w kuli straszne rzeczy.

- I jak? - zapytała Ana, gdy Jess wyszła z sali.
- Wybitny - odpowiedziała Jess, szczerząc się.
- Muszę popracować nad moim głosem, żeby nie było w nim wahania - zaśmiała się.
- No to jeszcze Eli, jeśli nie dostanie Wybitnego, to możesz nazwać się wróżbitką roku, Jessy - powiedziała Amy.
- Raczej wróżbitką stulecia albo tysiąclecia - powiedziała Ana.

Żeby nie przeszkadzać oczekującym na egzamin, stanęły z dala od grupy stłoczonej pod klapą w suficie. Tłum powoli rozrzedzał się, nadeszła kolej Harry'ego. Chłopiec wspiął się po drabince do sali wróżbiarstwa. Po kilku minutach wyszedł, niemal zeskakując z drabiny. Miał bladą twarz, jakby coś go właśnie przeraziło. Ana widząc to pomyślała, że Trelawney pewnie znowu przepowiedziała mu śmierć.

- Ana, chodź szybko, muszę ci coś powiedzieć - powiedział, podchodząc do niej.
- Powiesz mi później, czekam na El - powiedziała, ale Potter pociągnął ją za nadgarstek. Puścił ją dopiero wtedy, gdy znaleźli się w opustoszałym Pokoju Wspólnym Gryffindoru. - O co chodzi? - zapytała.
- Trelawney przepowiedziała coś... i uznałem, że powinnaś wiedzieć. Nie wiem czy to prawdziwa przepowiednia, ale... - odpowiedział Harry.
- Na pewno nieprawdziwa, przecież to Trelawney, stara oszustka - przerwała mu.
- Tak, ale gdy mówiła tę przepowiednię jej głos był inny, głęboki i zachrypnięty, jakby nie jej. A jak już było po wszystkim to nie pamiętała, że w ogóle coś przed chwilą mówiła - wyjaśnił.
- No dobra, to co takiego przepowiedziała? - zapytała z nutką zaciekawienia w głosie.
- Powiedziała "To się stanie dzisiaj. Czarny Pan spoczywa samotny, bez przyjaciół, porzucony przez swoich wyznawców. Jego sługa był uwięziony przez dwanaście lat. Dzisiaj przed północą, sługa rozerwie łańcuchy i wyruszy w drogę, by połączyć się ze swoim panem. Czarny Pan powstanie z jego pomocą, jeszcze bardziej potężny i straszny niż przedtem... Dziś... przed północą... sługa... wyruszy... by połączyć się... ze swoim... panem..."  - odpowiedział.
- O cholera... to poważna sprawa... Powinieneś powiedzieć o tym Dumbledore'owi, Harry. Nie można ignorować żadnego znaku, że Voldemort wróci, nawet jeśli pochodzi on od Trelawney - powiedziała zszokowana. Czuła jak serce wali jej w piersi.
- Mam taki zamiar, ale najpierw chciałem powiedzieć tobie. - Pokiwał głową. - Myślisz, że on naprawdę wróci?
- Nie wiem. - Wzruszyła ramionami. - Ale skoro on tak naprawdę nie zginął, gdy pozbawiłeś go mocy dwanaście lat temu, to możliwe.
- A ten sługa? - zapytał. - Może to...
- Nie - przerwała mu. - Na pewno nie chodzi o mojego ojca.
- Skoro tak uważasz, idę do Dumbledore'a - powiedział.

Gdy Jess, Amy i El (, która dostała Powyżej Oczekiwań z egzaminu) wróciły do Wieży Gryffindoru, Ana opowiedziała im, co powiedział jej Harry. Wszystkie były tym przejęte.

- Bym zapomniała, spotkałyśmy Hagrida. Apelacja się nie udała, a co gorsza, Hardodzioba stracą dziś przed zachodem słońca - powiedziała Jess.
- To straszne, jak mogą coś takiego zrobić? - oburzyła się Ana.
- Musimy iść do Hagrida. Harry, Ron i Hermiona pewnie też pójdą - powiedziała Eli.
- Zgadzam się, Hagrid nie powinien być teraz sam - powiedziała Mel.
- Ja nie idę, jestem zbyt wrażliwa, żeby to oglądać. Przekażcie Hagridowi wyrazy współczucia ode mnie - powiedziała Łapa.

***
Ana, Amy, El, Harry, Ron i Hermiona szli do Hagrida. Granger była wyraźnie wzburzona.

- To straszne, jak oni mogą coś takiego zrobić?! - mówiła oburzona.

Niedaleko grządki dyni, na której był uwiązany Hardodziob, zobaczyli bandę Malfoya.

- Ale będzie się działo, niezła zabawa, co? Ojciec pozwolił mi wziąć głowę tego bydlaka na pamiątkę. Podrzucę ją do dormitorium Gryfonów - powiedział Draco.

Ana chciała zareagować, ale Hermiona była szybsza. Wycelowała różdżkę w gardło Ślizgona.

- Zamknij się, ty mały, wstrętny karaluchu! - krzyknęła.

Przerażony Malfoy zezował na jej różdżkę, której koniec dotykał jego krtani.

- Hermiono, nie! - powiedział Ron.

Granger opuściła różdżkę i odwróciła się od niego. Draco się zaśmiał, na co Gryfonka uderzyła go pięścią w twarz.

- Aua, walnęła mnie - powiedział Malfoy tonem skarżącego się dziecka, trzymając się za nos.
- Zmywajmy się stąd - powiedział Teodor Nott.

Ana czuła satysfakcję, widząc jak Ślizgoni uciekają. Gryfoni udali się do chatki Hagrida. Gajowy wpuścił ich do środka i szybko zamknął drzwi. Nawet Kieł nie przybiegł się przywitać.

- Hagridzie, naprawdę nam przykro - powiedział Harry.
- Jesteście kochane, dzieciaki - powiedział gajowy, ocierając łzę z policzka. Nalał im herbaty do kubków wielkości wiaderek.
- Jess kazała przekazać wyrazy współczucia. Nie chciała przyjść, bo jest zbyt wrażliwa - powiedziała Ana.
- Dziękuję, dobra z niej dziewczyna, cholibka - powiedział Hagrid. Łzy ginęły w jego gęstej brodzie. - A wiecie co? Dumbledore powiedział, że zostanie ze mną jak... jak to się stanie. Dobry chłop.
- My też chcemy zostać, Hagridzie - powiedziała Hermiona.
- Nie ma mowy, jesteście za młodzi, żeby oglądać takie rzeczy - powiedział. - Wypijcie herbatę i zmykajcie.

Nagle przez okno wleciał kamyk i rozbił wazon na pół. Potem wleciał drugi i uderzył Pottera w tył głowy.

- Au! - Pomasował sobie potylicę.
- Idą - powiedział Hagrid, patrząc przez okno. - Zmykajcie stąd!
- Ale... - zaprotestowała Ana.
- Żadnego ,,ale" - powiedział. - A, Ron, mam coś dla ciebie.

Gajowy otworzył pokrywkę dzbanka i wyjął z niej Parszywka. Nadal był przeraźliwie chudy, ale poza tym był cały i zdrowy.

- Parszywek! - ucieszył się Weasley, biorąc szczura.
- Zwierzaków trza pilnować, Ron - powiedział Hagrid.
- Powinieneś kogoś przeprosić - zauważyła Hermiona.
- Tak, jak spotkam Krzywołapa to go przeproszę - powiedział Ron.
- Przeproś mnie! - powiedziała Granger.
- No już, zmykajcie stąd, zaraz tu będą! - powiedział gajowy.

Wyszli tylnymi drzwiami, ale nie zamierzali wracać do zamku. Ukryli się za wielkim dynami na grządce i zobaczyli jak do chatki Hagrida wchodzi Komisja Likwidacji Magicznych Zwierząt, Korneliusz Knot, kat i Dumbledore. Z treści postanowienia wyczytanego przez Knota dowiedzieli się, że kat nazywał się Walden Macnair. Zanim kat wyszedł naostrzyć topór, pobiegli na wzgórze, by stamtąd zobaczyć egzekucję Hardodzioba. Ana czuła że jeszcze trochę i się rozpłacze. Gdy nadeszła pora, odwróciła się i przytuliła się z El i Amy, bo nie mogła na to patrzeć, tak samo jak one. Harry, Ron i Hermiona też nie mogli. Usłyszała tylko świst topora i głuchy plask.

- Parszywek, nie wyrywaj się! - powiedział Ron. Szczur piszczał i wił się w jego dłoniach. - Au! Parszywek! Ugryzł mnie! - Zwierzę wyskoczyło z jego rąk i pacnęło na trawę. - Wracaj tu! - Weasley pobiegł za nim.
- Ron, stój! - zawołał Harry, biegnąc za nim razem z Hermioną. Ana wymieniła spojrzenie z Mel i Eli, po czym one też pobiegły za rudzielcem.

Weasley złapał Parszywka dopiero w pobliżu Wierzby Bijącej, czego najwyraźniej nie zauważył.

- Ron, uciekaj! - zawołał Harry.
- Harry, Hermiona, Ana, Amy, El, uciekajcie! - zawołał Ron, wskazując na coś za nimi.

Black odwróciła się i zobaczyła wielkiego, czarnego psa, warczącego groźnie. Gdyby nie było tu Pottera, Weasleya i Granger, pewnie by do niego podbiegła i go przytuliła, choć tak naprawdę wciąż nie miała pewności, że to jej ojciec. Za chwilę się dowie... Pies zaczął biec, Harry wyciągnął różdżkę, ale on tylko przeskoczył ponad nimi i złapał Rona za nogę.

- Aaaa! - krzyknął Weasley, podczas gdy pies wciągał go do tunelu pod Wierzbą Bijącą. Ron próbując się ratować zahaczył nogą o pień. Rozległo się chrupnięcie łamanej kości i po chwili on i pies zniknęli w ciemnym tunelu.
- Musimy mu pomóc - powiedział Harry.
- Wezwijmy nauczyciela - powiedziała Hermiona.
- Nie ma na to czasu, ten pies może rozszarpać Rona - zauważył Potter.
- Ale jak dostaniemy się do tego tunelu? - zapytała Amy.
- Właśnie? To przecież Wierzba Bijąca. Zaatakuje nas jak tylko się zbliżymy - powiedziała El.
- Chyba wiem jak. Spójrzcie! - Ana wskazała na Krzywołapa, który zwinnie przeszedł pod konarami drzewa i nacisnął narośl na pniu. Wierzba Bijąca natychmiast się uspokoiła. A więc Krzywołap rzeczywiście przyjaźni się z tym wielkim psem. Może pomaga jej ojcu?

Kot wszedł do tunelu pierwszy, a oni za nim. Musieli się pochylić, żeby się zmieścić.

- To chyba Wrzeszcząca Chata - powiedział Harry, gdy wyszli z tunelu. Faktycznie byli teraz w drewnianej chatce z zabitymi oknami. Ana na wszelki wypadek wyjęła swoją różdżkę.

Z góry dobiegł ich krzyk bólu Rona. Wspięli się po skrzypiących schodach. Weasley siedział na dużym łożu i trzymał się za krwawiącą nogę, sterczącą pod dziwnym katem.

- Ron, nic ci nie jest? - zapytał Potter.
- Harry, to pułapka! To nie pies, tylko animag! - odpowiedział Weasley, wskazując na coś.

Ana, jednocześnie z Harrym, spojrzała na ślady psich łap na podłodze. Na ich końcu stał Syriusz Black.

- Tata - wyszeptała. W głowie kłębiły jej się tysiące myśli, miała ochotę go uściskać i zamordować jednocześnie. Ale najpierw musi poznać prawdę.

poniedziałek, 5 września 2016

Rozdział XIII: Syriusz Black w Wieży Gryffindoru

Nadszedł dzień kolejnego meczu Gryfonów. Tym razem grali z Krukonami. Wood jak zwykle zanudził drużynę, tłumacząc zawiłe wykresy przedstawiające ich strategię.

- Pogoda tym razem nam dopisuje. Na niebie nie ma ani jednej chmurki - powiedział dziarsko. - Szczęście, że Potter i Black odzyskali Błyskawice.

Ana miała nadzieję, że ten mecz wygrają i zmyją z siebie plamę ostatniej porażki, do której mogłoby nie dość, gdyby ona i Harry nie spadli z mioteł. Tym razem jednak będą przygotowani, gdyby pojawili się dementorzy.

- Masz różdżkę, Harry? - zapytała, gdy wychodzili na stadion.
- Tak - odpowiedział. - A ty?
- Też - powiedziała.

Drużyna Gryfonów wyszła na boisko jednocześnie z Krukonami i obie drużyny wzbiły się w powietrze. Pani Hooch objaśniła zasady. Wood i Roger Davies uścisnęli sobie ręce. Sędzia zadęła w gwizdek i mecz się zaczął. Ana wypatrywała czarnego psa, ale nigdzie go nie było. Złapała kafel rzucony jej przez Jess. Następnie podała go Angelinie, która zdobyła pierwszego gola dla Gryffindoru, co Lee Jordan obwieścił głośnym rykiem. Krukoni byli dobrymi graczami, zwłaszcza ich szukająca Cho Chang. Mecz trwał, obie drużyny zdobywały gole.

- Harry! - zawołała Ana, gdy była blisko niego, a w dole zobaczyła trzech dementorów.

Oboje wyciągnęli różdżki i krzyknęli;

- EXPECTO PATRONUM!!!

Z ich różdżek wystrzeliły srebrne mgły, które ugodziły w dementorów. Następnie Potter ruszył w pościg za zniczem. Chang szła z nim łeb w łeb, ale ostatecznie to on złapał znicz i zapewnił Gryfonom zwycięstwo.

- Ale załatwiliśmy tych dementorów - powiedziała Ana, gdy wszyscy wylądowali.
- Właśnie - powiedział Harry.
- T-tyle, że t-to n-nie b-byli d-dementorzy - powiedziała Hermiona z oczami pełnymi łez ze śmiechu.
- Co? - zapytała Black.
- Spójrzcie - powiedziała Amy, wskazując na dementorów.

To rzeczywiście nie byli prawdziwi dementorzy. Z murawy podnosili się właśnie Malfoy, Crabbe i Goyle, oszołomieni i zaplątani w czarne materiały. Ana i Harry wybuchnęli śmiechem, tak jak reszta drużyny.

- Najwyraźniej uznali, że to będzie świetny dowcip, ale nie przewidzieli, że będziecie się bronić - zaśmiała się El.

Szybkim krokiem nadeszła profesor McGonagall, której wcale nie było do śmiechu. Była czerwona ze złości, a jej wargi przypominały teraz jedną, cienką linię. Black jeszcze nigdy nie widziała jej tak wściekłej. Nauczycielka dosłownie wpadła w szał.

- MALFOY, CRABBE I GOYLE! WASZE ZACHOWANIE BYŁO KARYGODNE! PRZEBIERAĆ SIĘ ZA DEMENTORÓW! JESZCZE NIGDY W CAŁEJ MOJEJ KARIERZE... ODEJMUJĘ SLYTHERINOWI 50 PUNKTÓW OD KAŻDEGO I DOSTAJECIE SZLABAN! ZA MNĄ! -  ryknęła.

Ana trzymała się za brzuch ze śmiechu, gdy Malfoy, Crabbe i Goyle powlekli się za McGonagall.
Gryfoni w Wieży Gryffindoru urządzili imprezę, żeby uczcić zwycięstwo.

***
W dzień następnej wycieczki do Hogsmeade Harry poprosił Anę o ponowne pożyczenie Mapy Huncwotów.

- Dobra - powiedziała. - Tylko pamiętaj, żeby jej nie zgubić.
- Ok - odparł, chowając mapę do kieszeni.

Po południu Ana razem z Jess, Amy i El udała się do Hogsmeade. Po odwiedzeniu Miodowego Królestwa i Sklepu Zonka, poszły do Trzech Mioteł na kremowe piwo.

- Dawno nic nie pisali o Syriuszu - westchnęła Łapa.
- Lepiej żeby nic nie pisali, niż żeby napisali, że go złapali - powiedziała Black. - Dzisiaj w nocy popatrzę na mapę. Może się na niej pojawi.
- Popatrzę z tobą - powiedziała Jess.
- Ja się w to nie mieszam - powiedziała Mel.
- Ja też nie - dodała Eli.
- Jak chcecie - powiedziała Ana, wzruszając ramionami.

Po wypiciu kremowego piwa, Gryfonki postanowiły obejrzeć Wrzeszczącą Chatę, z daleka, bo nie chciało im się wspinać po klifie. Okazało się, że nie one jedne wpadły na ten pomysł. Zobaczyli jak Hermiona i Ron oglądają ją. Granger tłumaczyła Weasleoyowi, że to najbardziej nawiedzony dom w Wielkiej Brytanii. Potem pojawiła się banda Malfoya i ten zaczął nabijać się z Rona i jego rodziny. Nagle znikąd nadleciała śnieżka i ugodziła Draco. Zaczęły nadlatywać kolejne śnieżki. Niewidzialny dowcipniś ściągnął Ślizgonom gacie. Rozbiegli się w popłochu, a Ron i Hermiona ryczeli ze śmiechu.

- To nie jest zabawne, Harry - powiedziała Granger.

Gdy Potter zdjął pelerynę-niewidkę, Ana, Jess, Amy i El podeszły do niego.

- Zwariowałeś? Malfoy cię zobaczył, jak zsunęła ci się peleryna. Chcesz ją stracić razem z moją mapą? - zapytała Black.
- Nie - odpowiedział Potter. - Masz, wrócę bez niej. Lepiej nie ryzykować, jeśli Malfoy doniesie Snape'owi, a zrobi to na pewno - powiedział, oddając jej wyczyszczoną mapę.

Ana schowała pergamin do kieszeni. Wszyscy wrócili do zamku. Wieczorem ona i Jess poczekały aż Pokój Wspólny opustoszeje.

- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - powiedziała Black, stukając różdżką w pergamin, na którym natychmiast pojawiła się mapa Hogwartu.

Nagle ktoś wyszedł z dormitorium chłopców. Dziewczyny podskoczyły ze strachu, ale na szczęście był to tylko Harry.

- Co robicie? - zapytał.
- Tak sobie oglądamy mapę - skłamała Ana.
- Pooglądam sobie z wami - powiedział, siadając obok. - I tak nie mogę spać.

Black i Collet wymieniły znaczące spojrzenia, ale nic nie powiedziały. We trójkę obserwowali maleńkie ślady stóp na mapie. Przed długie godziny nie zobaczyli nic godnego uwagi. Aż nagle zauważyli na siódmym piętrze ślady stóp opatrzone imieniem i nazwiskiem Peter Pettigrew.

- To niemożliwe - powiedziała cicho Ana. - Idziemy, musimy go złapać.
- On wie co wydarzyło się dwanaście lat temu - powiedziała Jess, wstając równocześnie z nią.
- Dobra, ja też idę, chociaż to może być błąd na mapie - powiedział Harry.

We trójkę wyszli z Pokoju Wspólnego, oświetlając mapę różdżkami. Szli zapatrzeni w maleńkie ślady Petera Pettigrew wędrujące korytarzem.

- Nie, czemu akurat teraz? - jęknęła Ana, gdy zobaczyła ślady Snape'a, idącego prosto w ich stronę. Zobaczyła jak Pettigrew skręca i szybko wyczyściła mapę. Cała trójka zgasiła różdżki, a chwilę potem ich twarze oświetliło światło z różdżki Snape'a.

- Można wiedzieć, co robicie o tej porze? - zapytał.
- Lunatykowaliśmy - wymyślił szybko Harry.
- A to, co to jest, Black? - zapytał, wskazując na mapę.
- Kawałek pergaminu, panie profesorze - odpowiedziała.
- Czyżby? - zapytał. - Odsłoń swój sekret - powiedział, stukając różdżką w pergamin.

Anie mocniej zabiło serce, gdy na mapie pojawił się tekst.

- Czytaj - rozkazał Snape.
- Pan Lunatyk przesyła wyrazy szacunku profesorowi Snape'owi i uprasza go, by zechciał nie wtykać swojego długiego nochala w sprawy innych ludzi. Pan Rogacz zgadza się z Panem Lunatykiem i pragnie dodać, że profesor Snape jest wrednym głupolem. Pan Łapa pragnie wyrazić swoje zdumienie, jak taki kretyn mógł zostać profesorem. Pan Glizdogon życzy profesorowi Snape'owi miłego dnia i radzi mu umyć włosy, bo kleją się od łoju - przeczytała, próbując się nie roześmiać i patrząc na Snape'a po przeczytaniu każdego zdania.
- Uważacie to za zabawne? - warknął Snape, wyrywając jej mapę, która znów była czysta. - Potter, Black, jesteście tak samo aroganccy i napuszeni jak wasi ojcowie. I obaj jak skończyli? Jeden w grobie, drugiego czeka pocałunek dementora. Twój ojciec pewnie jest taki sam, Collet.
- Wcale się nie puszymy - powiedział Harry.
- I nasi ojcowie też się nie puszyli - powiedziała Ana.
- Mój ojciec jest szanowanym szefem Biura Aurorów w hiszpańskim Ministerstwie Magii - powiedziała Jess.
- Konfiskuję to, Black - powiedział Snape.

Nagle z ciemności wyłonił się Lupin.

- Dobrze, że pana widzę, profesorze Lupin. Właśnie skonfiskowałem to pannie Black. To aż zionie czarną magią, coś z twojej specjalności - powiedział, pokazując mu mapę.

Lupin wziął ją do ręki i rzucił na nią okiem.

- To mi wygląda na zwykły kawałek pergaminu, który obraża każdego, kto chce go odczytać. Pewnie od Zonka, co? - zapytał. - Ale sprawdzę, czy nie ma jakichś ukrytych właściwości. W końcu jak mówisz, to coś z mojej specjalności, Severusie - powiedział, zabierając mapę, gdy Snape po nią sięgał. - Harry, Ana, chodźcie za mną. Jess, wracaj do dormitorium.

Black i Potter podążyli za Lupinem, a Collet poszła z powrotem do Wieży Gryffindoru. Nauczyciel zaprowadził ich do swojego gabinetu, zamknął drzwi i odwrócił się w ich stronę.

- Skąd macie mapę? - zapytał. - Tak, wiem co to jest.
- Dostałam - odpowiedziała krótko Ana, nie chcąc wkopać bliźniaków Weasley. - Dwa razy pożyczyłam Harry'emu.
- Czy któreś z was pomyślało, że ta mapa w rękach Syriusza Blacka doprowadziłaby go do was? - zapytał ostro Lupin. Gryfonka jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Zawsze był spokojny, a teraz był zły. - Do tej pory cię kryłem, Harry, ale nie licz, że dalej będę cię krył, gdy wystawiasz się zbiegłemu mordercy jak na talerzu! Twoi rodzice oddali za ciebie życie, tak im się odpłacasz, włócząc się po nocy?
- Ja... panie profesorze, ja, Ana i Jess zobaczyliśmy na mapie kogoś, kto od dawna nie żyje - powiedział Harry.
- Kogo? - zapytał Lupin.
- Petera Pettigrew - odpowiedziała Ana.
- To niemożliwe - powiedział nauczyciel, patrząc gdzieś w dal. - Wracajcie do dormitoriów. I to najkrótszą drogą, bo jak nie, to będę wiedział. - Postukał palcem w mapę.

Wrócili do Wieży Gryffindoru i rozeszli się do swoich dormitoriów. Gdy Ana opowiedziała Jess, że Lupin zatrzymał Mapę Huncwotów, ta nie kryła zawodu.

- Akurat teraz. Jestem pewna, że to nie była pomyłka, że na mapie pojawił się Pettigrew - powiedziała Łapa.
- Wszystko przez Snape'a. Nadal miałabym mapę, gdyby się nie zjawił - powiedziała Black. - Ale tata i jego tajemniczy przyjaciele nieźle mu pocisnęli - uśmiechnęła się mściwie.
- Tak, i ta mina Snape'a jak to czytałaś - uśmiechnęła się złośliwie Jess.

***
Mijały dni, koniec roku szkolnego był coraz bliżej. Była noc, Ana spała, gdy nagle obudził ją krzyk Rona, tak jak wszystkie dziewczyny w dormitorium. Gryfonki wybiegły z dormitorium i pobiegły do dormitoriów chłopców z trzeciego roku. Kotara łóżka Rona była pocięta.

- Ron, co tu się stało? - zapytała Ana.
- Syriusz Black. Spałem, nagle poczułem powiew wiatru, obudziłem się, a on stał nade mną z nożem. Mój krzyk musiał go przepłoszyć, bo zniknął. Ten szaleniec pociął mi kotarę - odpowiedział Weasley.

Black musiała użyć całej siły woli, żeby nie podskoczyć z radości. Widziała, że Jess miała tak samo.

- Pewnie popełnił pomyłkę. Zobaczył że trafił na niewłaściwie łóżko i uciekł - powiedział Harry.
- I myślisz, że człowiek, który ponoć zamordował dwunastu mugoli, nie poradziłby sobie piątką zaspanych trzynastoletnich chłopców? - zapytała Łapa.
- No dobra, to faktycznie jest dziwne - powiedział. - Ale może zmiękł po Azkabanie?
- Na pewno nie - odparła Ana.

Zeszli do Pokoju Wspólnego, gdzie już zebrali się wszyscy Gryfoni. Po chwili weszła McGonagall.

- Co tu się stało? - zapytała.

Ron opowiedział jej o Syriuszu Blacku, stojącym nad nim z nożem.

- Coś takiego... - powiedziała nauczycielka, dysząc szybko. - Sir Cadoganie, dlaczego wpuścił pan Blacka? - zapytała portret.
- Znał hasło, pani profesor - odpowiedział sir Cadogan. - Miał listę haseł.
- Kto był taki mądry, żeby zrobić listę haseł i ją zgubić? - zapytała McGonagall, rozglądając się po uczniach.
- Ja - odpowiedział cicho Neville, czerwieniejąc się.
- Longbottom, za mną - powiedziała. - A reszta wracać do łóżek.

Neville ze zwieszoną głową poszedł za McGonagall. Jednak pozostali Gryfoni wcale nie wrócili do łóżek. Całą noc słuchali opowieści Rona, które były coraz bardziej ubarwione, aż w końcu wcale nie przypominały prawdziwej wersji. Weasley był z tego zadowolony, bo po raz pierwszy był w centrum uwagi. Ana i Jess cieszyły się, że Syriuszowi udało się włamać do Wieży Gryffindoru. Były pewne, że wybrał właściwe łóżko. Tylko nie wiedziały dlaczego.

czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział XII: Expecto Patronum

Po feriach świątecznych w Pokoju Wspólnym znowu zrobiło się tłoczno i gwarno. Tematem numer jeden były oczywiście Błyskawice Any i Harry'ego.

- Gdybyście mogli latać na Błyskawicach w następnym meczu, mielibyśmy wygraną w kieszeni. Bez problemu zdobylibyśmy Puchar Quidditcha - powiedział Wood.

Wkrótce nadeszła pierwsza lekcja Harry'ego i Any z Lupinem, na której miał ich nauczyć walczyć z dementorami. Gdy weszli do klasy OPCM, zobaczyli że wszystkie ławki i krzesła zostały przesunięte pod ścianę, a na środku stał wielki kufer. Gryfoni stanęli na środku, Potter trochę bardziej z przodu.

- Nadal jesteście pewni, że chcecie się tego uczyć? - zapytał Lupin.
- Tak - odpowiedzieli jednocześnie Ana i Harry.
- Dlaczego dementorzy pojawili się na meczu? - zapytał Potter.
- Zgłodnieli. Dumbledore zabronił im wchodzić na teren zamku, a tyle emocji naraz to dla nich obietnica uczty. Oni wysysają z człowieka szczęście, wszelką nadzieję, nawet mugole ich wyczuwają, chociaż nie mogą ich zobaczyć - odpowiedział nauczyciel.
- Jak pokonać dementora? - zapytała Black.
- Pokonać dementora nie jest łatwo. Zaklęcie przeciwko dementorowi brzmi Expecto Patronum. To magia znacznie przekraczająca zakres wiedzy czarodziejskiej. Patronus to coś w rodzaju opiekuna, który nie pozwala zbliżyć się dementorowi. Najpotężniejsi czarodzieje potrafią wyczarować cielesnego patronusa, w kształcie jakiegoś zwierzęcia, który oczywiście jest silniejszy od niecielesnego. Oczywiście sama formuła nie wystarczy, żeby wyczarować patronusa musi wypełnić was szczęście, czyli to, czego dementorzy żywiący się rozpaczą nienawidzą. Wybierzcie sobie jakieś szczęśliwe wspomnienie i skupcie się na nim. Niech szczęście was wypełni - powiedział nauczyciel, stając obok kufra. - Gotowi? - zapytał. - Różdżki w górę - dodał. Black i Potter unieśli różdżki. - Raz... dwa... trzy... - Stuknął różdżkę w wieko kufra i ten otworzył się.

Z kufra wychynął dementor. Ana i Harry, próbując opanować lęk i skupić się na szczęśliwych momentach, krzyknęli:

- Expecto Patronum! - Nic się nie stało. - Expecto Patronum! Expecto...

Harry i Ana zemdleli. Ocknęli się po chwili, dementora już nie było.

- Zjedzcie, dobrze wam zrobi - powiedział Lupin, dając im po kawałku czekolady. - Nie spodziewałem się, że uda wam się za pierwszym razem. Prawdę mówiąc bardzo bym się zdziwił - dodał.
- Ten dementor był straszny - stwierdził Harry.
- Nie, nie, to był tylko bogin. Z dementorem byłoby gorzej, o wiele gorzej - odparł nauczyciel. - Z ciekawości zapytam, jakie wspomnienia wybraliście? - zapytał.
- Mój pierwszy lot na miotle - odpowiedział chłopak.
- Jak dostałam list z Hogwartu w jedenaste urodziny - odpowiedziała Ana.
- To za słabe. Wspomnienie musi być naprawdę silne, inaczej nie wyczarujecie patronusa - powiedział Lupin.
- Chyba mam jedno, nie wiem czy prawdziwe i czy jest do końca szczęśliwe - stwierdził Potter.
- Ja też mam takie jedno - dodała Black.
- Chcecie spróbować jeszcze raz? - zapytał nauczyciel.

Oboje skinęli głową. Znowu stanęli przed kufrem, Harry znowu bardziej z przodu, gdyż oboje wiedzieli, że tylko wtedy bogin zmieni się w dementora. Lupin ponownie wypuścił bogina. Ana i Harry skupili się na szczęśliwych wspomnieniach i znowu krzyknęli:

- EXPECTO PATRONUM! - Z końca ich różdżek wystrzeliły srebrzyste tarcze, które naparły na dementora-bogina.
- Brawo! Wspaniale! - zawołał Lupin, klaszcząc w dłonie, gdy udało im się wpędzić bogina do kufra. Zamknął kufer i znowu dał im po kawałku czekolady. - Na dzisiaj wystarczy.
- Widziałem moich rodziców, coś do mnie mówili, nie wiem co. Nie wiem nawet, czy to wspomnienie jest prawdziwe - powiedział Harry, mimo że nauczyciel o nic nie pytał.
- Ja widziałam tatę, jak zostawiał mnie u ciotki i wuja. Obiecał wrócić. To chyba prawdziwe wspomnienie, ale nie wiem na pewno. Śniło mi się to kilka razy, ostatni raz w pierwszej klasie - powiedziała Ana.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Za tydzień kolejna lekcja - powiedział Lupin.

Ana i Harry pożegnali się i poszli do Wieży Gryffindoru.

***
Nadeszła pora kolejnej wycieczki do Hogsmeade. Ana, El, Amy i Jess już planowały co będą robić.

- Co robisz, Harry? - zapytała Ana, gdy zeszły do Pokoju Wspólnego i nakryły Pottera jak ubierał pelerynę-niewidkę.
- Chcę się dostać do Hogsmeade. Wuj Vernon nie podpisał mi pozwolenia - odpowiedział.

Ana zastanowiła się przez chwilę.

- Znam lepszy sposób, weź to - powiedziała, podając mu Mapę Huncwotów. - Tylko nie zgub i potem mi oddaj - zastrzegła.
- Po co mi kawałek pergaminu? - zapytał Harry, patrząc na pusty pergamin.
- To Mapa Huncwotów, dostałam ją od Freda i George'a - odpowiedziała. - Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - powiedziała, stukając różdżką w pergamin. Natychmiast zaczęła pojawiać się mapa Hogwartu z maleńkimi śladami stóp z imionami i nazwiskami. - Najlepiej będzie jak pójdziesz tędy, przez Garb Jednookiej Wiedźmy. Prowadzi prosto do Miodowego Królestwa. Tylko nie zapomnij powiedzieć Koniec psot - znowu stuknęła różdżką i mapa znów wyglądała jak zwykły pergamin - jak będziesz wracał, bo inaczej każdy ją odczyta.
- Dzięki, oddam ci jak wrócę z Hogsmeade - powiedział Potter, chowając Mapę Huncwotów do kieszeni. - Ale skąd Fred i George ją mieli? - zapytał.
- Mówili, że gwizdnęli Filchowi w pierwszej klasie - odpowiedziała Ana.
- Wiesz kim byli ci Huncwoci? Ci Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz? - zapytał Harry.
- Nie wiem - odpowiedziała.
- Rozumiem, jeszcze raz dzięki - powiedział Potter. - Mówiłem ci, że była rozprawa Hardodzioba? - zapytał.
- Nie - odpowiedziała Black, czując wstyd, że zapomniała o Hagridzie. - Jaki wynik? - zapytała, dobrze znając odpowiedź.
- Hardodzioba skazali na śmierć - odpowiedział gorzko. - W czerwcu będzie apelacja, ale wiem, że to nic nie da. Ojciec Malfoya na pewno przekupił komisję albo im zagroził.
- No jasne, jutro wpadniemy do Hagrida, zobaczyć jak się czuje - powiedziała Eli.
- Mam nadzieję, że jakoś się trzyma - dodała Mel.
- Nie jest zbyt szczęśliwy, wasze odwiedziny na pewno podniosą go na duchu - powiedział Potter.
- Możemy mu jakoś pomóc? - zapytała Jessy.
- Obiecaliśmy mu już z Ronem i Hermioną, że pomożemy mu napisać apelację - odpowiedział Harry i ubrał pelerynę-niewidkę, po czym wyszedł z Pokoju Wspólnego.

Ana, Amy, El i Jess wyszły chwilę później.

- Myślisz, że to był dobry pomysł? - zapytała Łapa. - Dawać mu mapę?
- Niech ma chłopak coś z życia - odpowiedziała Black. - Ale niech tylko spróbuje ją zgubić albo zniszczyć, to pożałuje.

W Hogsmeade Gryfonki najpierw poszły do Miodowego Królestwa. Wybierając słodycze usłyszały strzęp rozmowy.

- Ale Harry, nie zatrzymasz tej mapy, prawda? Oddasz ją McGonagall? - zapytała Hermiona.
- Jasne, razem z peleryną-niewidką - powiedział Ron.
- Już ci mówiłem, Hermiono, ta mapa nie jest moja. Ana mi pożyczyła - odezwał się Harry.

Więcej nie usłyszały, bo Harry, Ron i Hermiona zniknęli w tłumie. Potem udały się do Zonka, gdzie spędziły dobrą godzinę. Obładowane torbami ze słodyczami i gadżetami z Zonka, postanowiły wstąpić do Trzech Mioteł na piwo kremowe. Niemal wszystkie stoliki były zajęte, tylko przy tym, przy którym siedzieli Ron i Hermiona oraz Harry pod peleryną-niewidką, były wolne krzesła.

- Możemy się dosiąść? - zapytała Amy.
- Jasne, siadajcie - odpowiedział Ron i dziewczyny usiadły. Ana usiadła obok niewidzialnego Pottera.

Po chwili madame Rosmerta przyniosła im zamówienia. Hermiona patrząc, czy nikt poza nimi nie widzi, wsunęła jeden z kufli pod pelerynę Harry'emu. Rozmawiali popijając pyszny napój. Anie minęła już złość na Hermionę, choć nadal miała do niej żal. Nagle drzwi gospody otworzyły się i weszli minister magii Korneliusz Knot, Hagrid, McGonagall i Flitwick. Zajęli jeden stolik blisko nich.

Hermiona szepnęła Mobiliarbus i choinka uniosła się o kila cali i wylądowała przed ich stolikiem, tak że Ana widziała teraz tylko cztery pary stóp. Po chwili pojawiła się piąta para stóp w turkusowych bucikach na wysokich obcasach.

- Mała woda goździkowa? - Usłyszała głos Rosmerty.
- Dla mnie - powiedziała McGonagall.
- Cztery kwarty grzanego miodu z korzeniami...
- Tutaj, Rosmerto - odezwał się Hagrid.
- Syrop wiśniowy z wodą sodową, lodem i parasolką...
- Mniam! - odezwał się Flitwick, mlaskając głośno.
- A więc dla pana ministra rum porzeczkowy...
- Dziękuję ci, moja kochana Rosmerto - powiedział Knot. - Może napijesz się z nami, co? Nie daj się prosić...

Black zobaczyła parę stóp wędrującą do baru i po chwili wracającą z powrotem.

- No więc, co pana sprowadza na skraj puszczy, panie ministrze? - zapytała Rosmerta.
- A któż by inny niż Syriusz Black? - odpowiedział pytaniem Knot.
- O, to może wreszcie pan coś zrobi z tymi dementorami? Odstraszają mi klientów! - poskarżyła się barmanka.
- Moja droga, to ze względów bezpieczeństwa. Zbiegły morderca jest na wolności - powiedział minister.
- A cóż Syriusz Black miałby robić w Hogsmeade? - zapytała Rosmerta.
- Harry Potter i Ana Black - odpowiedział ściszonym głosem. Harry i Ana zamarli.
- A co oni mają z tym wspólnego? Poza tym, że Ana jest jego córką? - zapytała barmanka. Usłyszeli westchnięcie McGonagall.
- Dwanaście lat temu, gdy stało się jasne, że Voldemort czyha na życie Potterów, postanowili się ukryć pod Zaklęciem Fideliusa - powiedziała.
- To najsilniejsze zaklęcie ochronne. Zamyka tajemnicę w duszy Strażnika Tajemnicy i tylko on może ją wyjawić. Voldemort mógłby przycisnąć nos do szyby domu Potterów, a i tak nic by nie zobaczył - odezwał się Flitwick.
- Potterowie ustanowili swoim Strażnikiem Tajemnicy Syriusza Blacka, który niestety zdradził ich Voldemortowi. Ten mały Peter Pettigrew, który zawsze łaził za Potterem i Blackiem, chciał ich pomścić. Black osaczył go na ulicy w biały dzień. Pettigrew nie miał szans. Black się wściekł, on nie zabił Pettigrew, on go rozwalił. Został z niego tylko palec i kupka zakrwawionych szmat - powiedział Knot, unosząc jeden palec. - Zabił też dwunastu mugoli jednym zaklęciem. Pięćdziesięciu mugoli to widziało, oczywiście zmodyfikowano im pamięć i dziś mugole są przekonani, że tamci ludzie zginęli przez wybuch gazu - dodał.
- Wcześniej znaleziono ciało żony Blacka, Ally. Co prawda nikt nie widział kto ją zabił, a on nie chciał powiedzieć, no i profesor Lupin twierdził, że zastał go z martwą żoną w ramionach, ale... wielu uważa, że to Black zabił Ally, bo chciała ochronić przed nim Anę - powiedziała McGonagall.

Anie serce biło jak oszalałe. To niemożliwe. To nie mogła być prawda.

- Ale to nie jest jeszcze najgorsze. James i Lily Potterowie byli chrzestnymi Any, Ally była chrzestną Harry'ego, a co za tym idzie, Syriusz Black był i nadal pozostaje jego ojcem chrzestnym - kontynuowała nauczycielka.
- Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć. Potter i Black. Och, jak oni mnie rozbawiali - powiedziała Rosmerta.
- Pamiętam jak Black przyszedł do domu Potterów, gdy zabierałem Harry'ego. Chciał żebym mu go dał, ale ja miałem od Dumbledore'a inne polecenia. Pewnie by go gdzieś wyrzucił do rzeki, gdybym mu go dał. P-po-ociesza-a-łem m-mo-r-rdu-ującego z-z-zdrajcę - załkał Hagrid. - Aż dziwne, że Anę oddał pod opiekę Andromedy i Teda. Pewnie będzie chciał ją przekabacić na stronę Voldemorta. - Wydmuchał nos w wielką chusteczkę, wydając przy tym odgłos syreny okrętowej.

Ana poczuła obok siebie ruch, to Harry wstał, przy okazji przewracając krzesło. Nie zważając na nic, wybiegła za nim.

- Harry, zaczekaj! - zawołała, biegnąc za śladami stóp na śniegu.

Widząc że wbiega do Miodowego Królestwa, pobiegła do zamku. Poszła do Pokoju Wspólnego, by tam zaczekać na Pottera. Rzeczywiście pojawił się kilka minut później i zdjął pelerynę.
- Masz. - Oddał jej wyczyszczoną Mapę Huncwotów.
- Harry... ja to nie wierzę. Moja mama umarła mu w ramionach... - powiedziała.
- On zdradził moich rodziców! Był ich przyjacielem i ich zdradził! - wybuchnął Potter. - I zabił tego małego Pettigrew.
- Nie wierzę w to, nigdy nie uwierzę - odparła Black.
- Wiedziałaś, że on jest moim ojcem chrzestnym? - zapytał.
- Nie, ale wiedziałam że się przyjaźnili. Byli nawzajem świadkami na swoich ślubach. Ciotka i wuj powiedzieli, że byli tylko znajomymi, ale nie uwierzyłam w to - odpowiedział. - Czekaj, pokażę ci zdjęcia w moim albumie - dodała i pobiegła do swojego dormitorium. Wrzuciła do kufra mapę i wyjęła album. Otworzyła na zdjęciach ślubnych rodziców i rodziców chrzestnych. Wróciła do Pokoju Wspólnego. Okazało się, że Harry też poszedł po swój album. Były w nim takie same zdjęcia, tyle że pierwsze było zdjęcie ślubne Potterów.
- Widzisz? Czy tata na tym zdjęciu wygląda, jakby miał ich zdradzić? - zapytała Ana.
- Nie, może wtedy jeszcze tego nie planował - odpowiedział Harry. Westchnęła, zamykając album. Wiedziała, że go nie przekona. No i sama nie wiedziała co zaszło między jej ojcem a tym Pettigrew, ale nie wierzyła, że zabił go i tych mugoli.
- Słuchaj, Ana, do ciebie nic nie mam - powiedział Potter. - Wiem, że nigdy nie służyłabyś Voldemortowi.
- Dzięki - odparła, powstrzymując się od dodania, że jej ojciec też nie służył Voldemortowi.
- Idę do dormitorium - powiedział i tak zrobił. Ana poszła do swojego dormitorium, zaczekać na przyjaciółki. Była pewna, że Jess też nie wierzy, że jej ojciec zdradził Potterów. Przynajmniej stało się jasne, dlaczego ciotka i wuj nie przyznali, że Potterowie i Blackowie byli przyjaciółmi. James i Lily jej rodzicami chrzestnymi... Niedługo później do dormitorium wparowała Łapa, a za nią El i Amy.

- Nie wierz w to, Ana, słyszysz? Nie możesz w to uwierzyć. Syriusz nie może być zdrajcą - powiedziała Jess, chwytając ją za ramiona i potrząsając.
- Spokojnie, nie wierzę w to - odpowiedziała Ana. - Szkoda tylko, że Harry w to wierzy. Pokazałam mu zdjęcia ślubne moich rodziców i jego. Tak jak przypuszczałam ma w albumie takie same.
- Czemu mnie to nie dziwi - westchnęła Jessy, siadając na łóżku.
- Ale co z tym Pettigrew? - zapytała Eli.
- Nie wiem, chciałabym się dowiedzieć co między nim zaszło. Dowiemy się jak go znajdziemy - odpowiedziała Black.
- Czyli nadal chcesz go szukać? - zapytała Mel.
- No jasne! - odpowiedziała za nią Jess.
- Oczywiście, że nadal chcę, nawet bardziej niż wcześniej. Muszę wypytać Lupina na następnej lekcji Patronusa. Już wcześniej powiedział mi, że zastał mojego ojca z moją matką w ramionach. Powiedział wtedy, że na miejscu oprócz niego zastali też oszołomionego Lucjusza Malfoya. Możliwe, że to mój ojciec go oszołomił. Może to Malfoy ją zabił? Ale najbardziej istotne jest to, że Lupin twierdził, że on nie udawał rozpaczy, że takiej rozpaczy nie da się udawać - powiedziała Ana.
***
Ana i Harry nadal mieli lekcje Patronusa, na których robili coraz większe postępy. W końcu Black postanowiła wypytać Lupina o wydarzenia sprzed dwunastu lat.

- Profesorze, czy... wiedział pan, że Potterowie byli moimi chrzestnymi? - zapytała.
- A więc się dowiedzieliście. Tak, wiedziałem. James i Syriusz jeszcze w szkole obiecali sobie, że jak będą mieć dzieci, to uczynią się nawzajem ich chrzestnymi - odpowiedział Lupin.
- I wiedział pan, że on zdra... Zaraz... powiedział pan "James i Syriusz"? Był pan ich przyjacielem? - zapytał Potter
- Tak - przyznał nauczyciel.
- Czyli jest pan przyjacielem Blacka? - zapytał Harry.
- Dwanaście lat temu byłem przyjacielem Blacka, ale teraz już nie jestem - odpowiedział Lupin.
- Ale sam pan powiedział, że on nie udawał rozpaczy, gdy go pan znalazł z moją matką w ramionach. Ja nie wierzę, że on ją zabił, że zdradził Potterów - powiedziała Ana.
- Skąd o tym wszystkim wiecie? - zapytał nauczyciel. - Zresztą nieważne. Nie wiem, czy twój ojciec zabił Ally, ale... są dowody, że zdradził Jamesa i Lily. Nikomu innemu nie powierzyliby swojego życia. James i Syriusz byli jak bracia, zawsze nierozłączni - dodał.
- A może jednak? Może mówili coś panu, zanim zginęli? - zapytała Black.
- Nic nie mówili. Prawdę mówiąc, mieliśmy słaby kontakt. Przestałem widywać Jamesa i Lily, odkąd musieli się ukryć, a Syriusza i Ally rzadko widywałem - odpowiedział Lupin.
- A Peter Pettigrew? Znał go pan? - zapytał Harry.
- Oczywiście, ja, James, Syriusz i Peter, czwórka nierozłącznych przyjaciół - odpowiedział. - Peter zawsze był zapatrzony w Jamesa i Syriusza. Sam nigdy nie był zdolnym uczniem. Jakim on był głupcem, chcąc samemu ująć Blacka - westchnął.

Ana i Harry pożegnali się i wyszli z sali OPCM. Pierwszy odezwał się Potter:

- Chcę go odnaleźć... i zabić.
- I myślisz, że staniesz się wtedy lepszy od niego, jeśli rzeczywiście jest winny, w co nie wierzę? - zapytała Black. - Ja chcę go odnaleźć, ale po to, żeby poznać prawdę.

Potter nie odpowiedział. Milczeli przez całą drogę do Wieży Gryffindoru.
***
Następnego dnia Ana, El, Amy i Jess wybrały się do Hagrida.

- Wejdźcie, myślałem że już zapomniałyście o starym Hagridzie - powiedział olbrzym, wpuszczając ich do chatki. Kieł natychmiast podbiegł do Any, obśliniając jej szatę.
- Jak czuje się Hardodziob? - zapytała Black.
- Chyba coś przeczuwa, jest cały czas niespokojny. Muszę trzymać go uwiązanego w chatce - odpowiedział Hagrid, wskazując na hipogryfa leżącego na środku izby.
- Jeśli moglibyśmy jakoś pomóc, to powiedz - powiedziała Mel.
- Dzięki, jesteście kochane dziewczynki, ale Harry, Ron i Hermiona już obiecali mi pomóc z napisaniem apelacji - odparł gajowy, nalewając im herbaty do kubków wielkości wiaderek. Postawił na stole talerz bezkształtnych ciastek, ale Gryfonki grzecznie odmówiły.
- Mam nadzieję, że apelacja coś da - powiedział Jessy, chociaż wszystkie wiedziały, że ta sprawa jest z góry przegrana i Lucjusz Malfoy się o to postara.

Pożegnały się z Hagridem i wróciły do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Mijały dni, Gryfoni mieli już dość sir Cadogana, ponieważ ciągle zmieniał hasła, a zwłaszcza Neville, który zrobił sobie listę haseł, bo zawsze miał problem z ich zapamiętywaniem. Pewnego dnia Ana i Harry, wracając z lekcji Patronusa, zastali Rona i Hermionę kłócących się o coś i El, Amy i Jess próbujące ich uspokoić.

- Co się stało? - zapytała Black.
- Jej kocur zjadł mojego Parszywka! - odpowiedział Weasley, celując oskarżycielski palec w Granger.
- Ron po prostu zgubił swojego szczura! - zaoponowała Hermiona. - Trzeba było lepiej pilnować swojego zwierzaka!
- To znalazłem na swoim prześcieradle - powiedział Ron, pokazując kłaki szczurzej sierści. - Była też krew!
- To jeszcze nie dowód, że zjadł go Krzywołap - zauważył Potter. - On i tak był chory i pewnie niedługo by zdechł.
- Więc co? Więc Krzywołap mógł go zeżreć, bo był chory? - zapytał Weasley czerwony na twarzy. - Sam widziałeś, że polował na Parszywka!
- Polował, bo to kot! Koty, jakbyś chciał wiedzieć, polują na szczury! - krzyknęła Hermiona i pobiegła do dormitorium, zalewając się łzami.
- Ron, możesz mi pokazać tę krew na twoim prześcieradle? - zapytała Ana.
- Dobra - burknął.

Weasley zaprowadził ją do swojego dormitorium. Na jego łóżku faktycznie widać było plamy krwi. Ana nie wiedząc czemu przypomniała sobie, jak Parszywek piszczał, gdy chciała wyjąć go spod ławki, pod którą skulił się, kiedy uciekł Ronowi.

poniedziałek, 23 maja 2016

Rozdział XI: Ucieczka Grubej Damy i Błyskawice

Nadeszła Noc Duchów. W Hogwarcie jak zwykle odbyła się uczta. Wielka Sala była ozdobiona magicznie powiększonymi dyniami. Po uczcie Gryfoni udali się do Wieży Gryffindoru, jednak nagle zatrzymali się przed portretem Grubej Damy.

- Co się dzieje? Neville znowu zapomniał hasła? - zapytał Ron.
- Jestem tutaj - odpowiedział Longbottom, stojący tuż obok.

Przez tłum tłoczący się przed portretem przecisnęła się Ginny.

- Gruba Dama zniknęła - powiedziała.

Wtedy Ana to zobaczyła. Płótno obrazu było pocięte, a Grubej Damy nie było. Chwilę później zjawił się Dumbledore w towarzystwie Filcha.

- Panie Filch, trzeba zwołać duchy, niech przeszukają zamek - powiedział dyrektor, gładząc długim palcem pocięte płótno.
- Duchy nie będą potrzebne, Gruba Dama jest tam - odparł woźny, wskazując na jeden z obrazów.

Gryfoni mimo nawoływań prefekta Percy'ego pobiegli w tamtą stronę. Obraz przedstawiał świnię, Gruba Dama była schowana za nią. We włosach miała błoto i trociny, a w oczach przerażenie.

- Moja droga, kto ci to zrobił? - zapytał Dumbledore.
- Oczy jak u czorta jakiego... Chciał wejść do Wieży Gryffindoru, ale nie znał hasła. Powiedziałam mu, że nie mogę go wpuścić, a on wpadł w szał i mnie pociął! Syriusz Black! - odpowiedziała Gruba Dama, ostatnie dwa słowa wypowiedziała podniesionym głosem.

Ana prawie mimowolnie się uśmiechnęła, ale szybko się powstrzymała, widząc że wszyscy spojrzeli na nią.

- No co? Ja byłam cały czas na uczcie - powiedziała.
- Zamknąć bramę, uczniowie do Wielkiej Sali! - zarządził Dumbledore.

Uczniowie zostali położeni w Wielkiej Sali. Ana i Harry udawali, że śpią, gdy Filch chodził i sprawdzał czy nikogo nie brakuje. Chwilę później przyszli Dumbledore i Snape. Zaczęli przechadzać się między leżącymi.

- Sprawdzałem w lochach, ani śladu Blacka, dyrektorze - powiedział mistrz eliksirów.
- Doskonale, zdziwiłbym się, gdyby tu został - odparł Dumbledore.
- Pamięta pan jak poddałem w wątpliwość przyjęcie profesorze Lupina? - zapytał Snape.
- Nie wierzę żeby którykolwiek z nauczycieli pomógł Blackowi dostać się do zamku - odpowiedział stanowczo dyrektor.
- A co z Potterem i panną Black? Powinniśmy ich ostrzec? - spytał nauczyciel.
- Przyjdzie na to czas, na razie niech śpią. We śnie człowiek jest we własnym świecie, czasem stąpa wysoko w chmurach, a czasem chodzi twardo po ziemi - odpowiedział Dumbledore, patrząc na Anę i Harry'ego leżących plecami do niego, więc nie mógł zobaczyć, że mają otwarte oczy.

Następnego dnia Gryfoni i Ślizgoni mieli kolejną lekcję OPCM. Ku zdziwieniu tych pierwszych i zadowoleniu drugich, do klasy zamiast profesora Lupina wszedł Snape. Machnięciem różdżki pozamykał okna i zapanowała ciemność rozjaśniana tylko przez parę świec.

- Otwórzcie podręczniki na stronie 394 - powiedział nauczyciel.
- Przepraszam, ale gdzie jest profesor Lupin? - zapytał Harry.
- Zadziwiająca troska, co Potter? Wiedzcie że wasz drogi profesor Lupin nie jest obecnie w stanie prowadzić jakichkolwiek zajęć - odpowiedział Snape. - Strona 394! - Machnął różdżką w kierunku Rona, który powoli przewracał kartkę po kartce.
- Wilkołaki? Wilkołaki miały być za tydzień! Zaczęliśmy czerwone kapturki i zwodniki - powiedziała Hermiona.
- Cicho, Granger, minus 5 punktów - odparł nauczyciel. - Kto mi powie czym różni się wilkołak od animaga? - zapytał.

Ręka Hermiony natychmiast wystrzeliła w górę.

- Nikt? Jaka szkoda - powiedział Snape, ignorując ją.
- Może ja? Animag to ktoś, kto chce zamienić się w zwierzę. Wilkołak nie ma wyjścia, zmienia się w każdą pełnię i podczas przemiany nie pamięta kim jest - odezwała się Hermiona.

Malfoy wydał z siebie dźwięk mający być chyba wyciem wilkołaka.

- Dziękuję, panie Malfoy. Już drugi raz odzywasz się niepytana, Granger. Wzięłaś sobie za punkt honoru odstawiać zarozumialca? Minut 5 punktów - powiedział Snape.
- Ma gość trochę racji - szepnął Ron do Harry'ego.
- Mam wrażenie, że jeszcze przed chwilą jej tu nie było - powiedziała cicho Ana.
- Hermiony? Też nie zauważyłam jak wchodziła do klasy - stwierdziła Jess.

Snape zaczął mówić o wilkołakach. W trakcie wykładu Malfoy podrzucił Anie kawałek pergaminu przedstawiający karykaturę jej spadającej z miotły. Pomyślała że to żałosne i tylko zgniotła świstek. Zauważyła, że Potter dostał podobną kartkę.

- Za tydzień przyniesiecie wypracowania o wilkołakach, na dwie rolki pergaminu - oznajmił Snape na koniec lekcji.
- Ale w sobotę jest mecz - zauważył Harry.
- To niech lepiej pan uważa, panie Potter. Połamane kończyny to żadna wymówka - odparł nauczyciel.

***
Nadszedł dzień meczu, drużyna Gryfonów zebrała się w szatni.

- Mam złe wieści, gramy z Puchonami - poinformował Oliver Wood.
- Co? Ale mieliśmy grać ze Ślizgonami - zauważyła Ana.
- Zmienili grafik. Ślizgoni tłumaczyli się kontuzją ich szukającego - odparł Wood.
- Malfoy wcale nie jest kontuzjowany, Hardodziob ledwo go drasnął - powiedziała z oburzeniem Jess.
- To pewnie przez tę pogodę - stwierdził Fred.
- Ślizgoni boją się grać w takich warunkach - dodał George.

I rzeczywiście ostatnio cały czas było pochmurno i lało jak z cebra. Drużyna Gryfonów mimo to trenowała dwa razy dziennie. Dziś również lało i grzmiało.

- Jesteśmy w nieciekawej sytuacji, bo trenowaliśmy taktykę na Ślizgonów, a Puchoni stosują zupełnie inną grę - przyznał Oliver.
- Już wyobrażam sobie ten parszywy uśmiech na twarzy Malfoya - mruknął Harry.
- Jesteśmy silną i zgraną drużyną, trenowaliśmy codziennie dwa razy w trudnych warunkach. Możemy pokonać Puchonów, i zrobimy to, ale pamiętajcie, żeby ich nie lekceważyć. Oni też mają dobrą drużynę. Ich szukający, Cedrik Diggory, jest naprawdę świetny, więc zależy mi żebyś postarał się jak najszybciej złapać znicza, Potter - powiedział Wood. - Black, Collet, wiem że to dopiero wasz drugi mecz, ale pokazałyście już co potraficie. No i jest Angelina, stwórzcie zgrane trio, a nikt wam nie zabierze kafla. Fred, George... wiecie co robić. To mój ostatni rok w Hogwaricie i w tym roku na Pucharze Quidditcha musi widnieć nazwa naszej drużyny - zakończył.

Następnie Wood jak zwykle zanudzał ich wykładem i rozrysował taktykę na tablicy. W końcu drużyna Gryfonów wyszła na boisko, Puchoni także. Lało jak z cebra, grzmiało, było ciemno i pochmurno, co znacznie utrudniało widoczność. Pani Hooch jak zwykle przypomniała zasady i poprosiła o ładną i czystą grę. Kapitanowie podali sobie ręce i sędzia zadęła w gwizdek, wypuszczając w górę kafel. Ana szybko przejęła piłkę, ominęła tłuczek i podała do Jess, a ta rzuciła do Angeliny, której udało się zdobyć pierwszego gola.

- 10 PUNKTÓW DLA GRYFFINDORU! - krzyknął Lee Jordan przez megafon.

Gra była zacięta i wyrównana. Gdy Gryfoni mieli 10 punktów przewagi, Wood poprosił o przerwę. Drużyna zebrała się w kółku, szkarłatne szaty lepiły im się do ciał.

- Mamy przewagę, ale bardzo niewielką. Musisz szybko złapać znicz, Harry, jeśli mamy wygrać mecz - powiedział Oliver.
- To nie takie łatwe. Ledwo widzę przez ten deszcz, okulary mi zaparowały - odparł Potter.

Podeszła do niego Hermiona, skierowała różdżkę w jego okulary i powiedziała:

- Impervius!

Okulary Harry'ego przestały być zaparowane i zaczęły odbijać krople deszczu.

- Lepiej? - spytała Granger.
- Tak, dzięki Hermiono - odpowiedział Potter.
- Jesteś wielka, Hermiono - dodał Wood. - Wracamy do gry.

Mecz trwał dalej. Harry zaciekle szukał znicza, ale Cedrik Diggory był faktycznie świetnym graczem i trudnym przeciwnikiem. Ana, Jess i Angelina zdobywały gole, ale ścigający Puchonów też. Nagle Black go zauważyła. Stał nieopodal trybun. Wielki czarny pies. Przez chwilę patrzyła wprost na niego, zapominając o meczu. Czy to był jej ojciec jak podejrzewała? Zamierzała podlecieć do Łapy, by powiedzieć jej o psie, ale wtedy zauważyła, że Harry też go zobaczył i na jego twarzy pojawił się cień strachu. Po chwili pies zniknął. Ana postanowiła, że powie Jess po meczu, teraz starała się o nim nie myśleć. Właśnie zdobyła kolejnego gola, gdy zrobiło się zimniej i ciemniej. Rączka jej Nimbusa 2000 oblodziła się. Wtedy ich zauważyła. Dementorzy. Ale co oni robią na stadionie? Black nie zdążyła się jednak nad tym zastanowić, bo poczuła że spada z miotły. Ostatnim co zdążyła zarejestrować zanim straciła przytomność, to Potter również spadający z miotły.

***
- Kiepsko wyglądają, co? - Ana usłyszała głos Rona.
- Też byś kiepsko wyglądał, jakbyś gruchnął z pięćdziesięciu stóp - powiedział jeden z bliźniaków.

Otworzyła oczy i przekonała się, że jest w skrzydle szpitalnym. Na łóżku obok leżał Harry, też był już przytomny. Otaczała ich drużyna, Amy, El, Ron, Hermiona i Neville.

- Jak długo tu jesteśmy? - zapytała Black.
- Dwa tygodnie. Dumbledore was uratował, a potem się wściekł - odpowiedziała Jess.
- Dementorom już nie wolno wchodzić na teren zamku - dodała Hermiona.
- A mecz? Kto wygrał? - spytał Potter.
- Puchoni, Diggory złapał znicz. Chciał powtórzyć mecz, gdy dowiedział się co się stało, ale powiedziałem mu, że wygrali uczciwie - odparł Wood. - Nie martwcie się, to nie wasza wina, wciąż mamy szansę wygrać puchar - dodał.
- Harry, Ana... jest jeszcze coś o czym powinniście wiedzieć - powiedziała niepewnie Amy.
- Nie wiedzieliśmy jak wam to powiedzieć... - przyznała El.
- Gdy spadliście, wasze miotły uderzyły w Wierzbę Bijącą i... teraz tak wyglądają. - Neville pokazał im dwie kupki połamanego drewna, które kiedyś były miotłami.

Ana poczuła jak coś zaciska się na jej sercu. Nimbus 2000, jej pierwsza miotła, prezent od ciotki i wuja na jedenaste urodziny. Tylko dwa razy, wliczając w to ten mecz z Puchonami, zagrała mecz dosiadając tej miotły. Po wyrazie twarzy Harry'ego poznała, że on czuł się podobnie. Chwilę później pani Pomfrey wygoniła gości, tłumacząc że Ana i Harry potrzebują spokoju.

- To nie jest normalne, że dementorzy tak na nas działają - stwierdziła Black.
- Chciałbym umieć się przed nimi bronić - powiedział Potter.
- Ja też i myślę, że to da się zrobić - odparła Ana.
- Jak? - zapytał Harry.
- W pociągu Lupin poskromił dementora, pamiętasz? Mógłby nas nauczyć - odpowiedziała Gryfonka.
- Dobry pomysł - zgodził się chłopak. - Poprosimy go po najbliższej lekcji.
- Ok.

Przez chwilę zapadła cisza. W końcu przerwał ją Harry.

- Widziałaś coś jeszcze? Na przykład wielkiego czarnego psa? - zapytał.
- Tak - odpowiedziała Ana.
- Skoro go widziałaś... to znaczy, że to nie jest ponurak? - spytał Potter z ulgą w głosie.
- Daj spokój, ty w to wierzysz? - Black pokręciła głową z dezaprobatą. - To zwykły przybłęda. Przypadkiem zobaczyliśmy go chwilę przed tym jak pojawili się dementorzy. A przypominam ci, że w mojej filiżance nie było żadnego ponuraka - powiedziała.
- Skąd wiesz, że to zwykły przybłęda? - zainteresował się Harry.
- Pogłaskałam go - odparła Ana. - W wakacje, widziałam go dwa razy. Raz pod moim oknem, a drugi jak wyszłam na spacer. Był strasznie wychudzony. Chciałam go nawet przygarnąć. Już myślałam, że pójdzie za mną, ale on nagle nie wiem czemu zaczął szczekać i musiałam uciekać do domu. Potem widziałam go jeszcze na błoniach wieczorem po uczcie powitalnej - dodała, widząc jak rozszerzyły mu się oczy ze zdziwienia.
- Oszalałaś - powiedział Potter.
- To ty oszalałeś, jeśli wierzysz w te brednie o ponuraku - odparła Black. - Ten pies to nie może być żaden omen, skoro ma ciało.

Następnego dnia rano pani Pomfey na ich usilną prośbę wypuściła ich, marudząc że powinni jeszcze leżeć. Nadeszła kolejna lekcja OPCM. Ku uldze Gryfonów, tym razem pojawił się Lupin. Ana zauważyła, że miał bardziej podkrążone oczy niż zwykle. Nauczyciel anulował im wypracowanie od Snape'a, co powitali z zadowoleniem. Kontynuowali temat czerwonych kapturków i zwodników. Po lekcji Black i Potter celowo ociągali się z pakowaniem.

- Idźcie, zaraz do was dołączę - powiedziała Ana do Amy i El. To samo Harry powiedział Ronowi i Hermionie.
- Panie profesorze - zaczął Harry, gdy zostali sami w klasie.
- Chodźcie do mojego gabinetu - powiedział Lupin.

Chwilę później wszyscy troje weszli do jego gabinetu. Na biurku stało akwarium z druzgotkiem.

- Przygotowałem go na następną lekcję - powiedział nauczyciel. - O co chodzi? - zapytał.
- Chodzi o dementorów - odpowiedział Harry.
- Tak, dementorzy niewątpliwie działają na was bardziej niż na innych - powiedział Lupin.
- Niech pan nauczy nas jak się przed nimi bronić - poprosił Ana.
- Właśnie, w pociągu pan dementora poskromił - dodał Potter.
- W pociągu był tylko jeden - przypomniał Lupin. - Ale dobrze, nauczę was, skoro dementorzy tak na was działają, ale dopiero po feriach. Na razie muszę odpocząć - zgodził się.
- Dziękujemy - powiedzieli jednocześnie.
- Słyszałem o waszych miotłach. Nie da się nic zrobić? - zapytał nauczyciel.
- Niestety nie - odpowiedziała Black.
- Szkoda, to były bardzo dobre miotły, mogły jeszcze długo wam posłużyć - stwierdził Lupin.

***
- Widziałam go, tego psa - poinformowała Ana Amy, El i Jess, gdy zostały same w dormitorium. - Harry też go widział, myślał że to ponurak.
- Głupek. Nawet jeśli się pomyliłyśmy i to nie jest Syriusz, to znaczy, że jest to tylko zwykły przybłęda - odparła Collet.
- Nie mówiłaś mu chyba o podejrzeniach kim jest ten pies, co? - zapytała Mel.
- Jasne, że nie, nie jestem głupia - odpowiedziała Black. - Poprosiliśmy Lupina, żeby nauczył nas jak bronić się przed dementorami.
- I co? Zgodził się? - zaciekawiła się Eli.
- Tak, ale dopiero po feriach. Mówił że musi odpocząć - odparła Ana.

***
Nadszedł świąteczny poranek. Gdy Ana się obudziła, zobaczyła przy łóżku stosik prezentów. Wzięła pierwszy z góry i rozpakowała go. Był to zestaw miotlarski od Tonks. Black poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, jej kuzynka nie wiedziała, że Nimbus przepadł. Następny prezent był od ciotki i wuja, była to książka Quidditch przez wieki i domowe kociołkowe pieguski. Od Amy dostała fałszoskop, od El książkę o animagii, a od Jess poruszającą się miniaturkę Błyskawicy.

- Na prawdziwą mnie nie stać, a rodzice nie zgodziliby się, żebym dała komuś tak drogi prezent, więc pomyślałam, że kupię ci to, tak na pocieszenie po Nimbusie - powiedziała Jessy.
- Dzięki, jest super - odparła Ana, obserwując jak malutka miotła lata po dormitorium. - A jak ci się podoba mój prezent? - wyszczerzyła się.

Collet rozpakowywała prezent od niej. Był to plakat wyklejony zdjęciami Syriusza z gazet.

- Jest super! - zawołała Jess, ściskając przyjaciółkę tak, że omal nie zmiażdżyła jej żeber. Gryfonka od razu powiesiła plakat nad łóżkiem.
- Ana, tu jest jeszcze jeden prezent - zauważyła Amy.

Rzeczywiście obok jej łóżka leżał jeszcze jeden, podłużny pakunek, większy od innych.

- Ale od kogo to? - spytała Black, nie oczekując odpowiedzi.

Usiadła na łóżku, chwyciła pakunek i rozwinęła go. Wszystkie cztery wydały z siebie okrzyk zachwytu. To była prawdziwa Błyskawica.

- Nie wierzę - powiedziała Ana, gładząc lśniącą rączkę miotły. - Najszybsza miotła wyścigowa.
- Od kogo ją dostałaś? - zapytała Jess z nutką zazdrości w głosie.
- No właśnie nie wiem, nie ma żadnej karteczki... Albo czekaj... - Wygrzebała z pergaminu, w który zawinięta była miotła, karteczkę. Był na niej tylko odcisk psiej łapy. - Ale... jak on niby miałby mi kupić Błyskawicę? Przecież jest poszukiwany - zauważyła.
- Może coś wymyślił. Też chciałabym, żeby mój tata kupił mi Błyskawicę, no ale nie narzekam na swojego Nimbusa 2001 - powiedziała Łapa.
- Muszę ją pokazać Harry'emu - oznajmiła Black. - Nie powiem mu oczywiście o tej karteczce z odciskiem łapy - dodała.

Wzięła miotłę i wybiegła z dormitorium. Wpadła do dormitorium chłopców.

- Harry, zoba... - urwała, gdy zorientowała się, że Potter i Ron podziwiają taką samą miotłę jak jej. - Ty też dostałeś Błyskawicę? - zdziwiła się. Po co jej ojciec miałby kupować miotłę Harry'emu? O ile w ogóle to on kupił im miotły.
- Tak. Miałaś jakąś karteczkę z podpisem od kogo to, czy coś? - zapytał Potter.
- Nie - skłamała Black.

Ana, El, Amy, Jess, Harry i Ron zeszli do Pokoju Wspólnego i podziwiali Błyskawice Harry'ego i Any, i pokazali je Hermionie. Tylko ona była sceptyczna i nie podzielała ich zachwytu.

- Powinniście to zgłosić - powiedziała.
- Zgłosić? Po co? - zapytał Ron.
- Nie wiadomo od kogo te miotły - zauważyła Granger.
- I co z tego? Jakby ktoś chciał nam coś zrobić, to raczej nie kupowałby w tym celu najdroższych mioteł - odparła Ana.

Granger zrezygnowana pokręciła głową. Udali się do Wielkiej Sali, gdzie zamiast czterech stołów, przy których zasiadali uczniowie, był tylko jeden długi stół. Ana zauważyła że z innych Domów nikt nie został na święta w Hogwarcie. Przy stole siedzieli uradowany Dumbledore, Snape z miną jakby zjadł coś kwaśnego, profesor Sprout, profesor Flitwick i profesor McGonagall.

- Witajcie, moi kochani, ponieważ w tym roku mało osób zostało na święta w Hogwarcie, postanowiłem że zasiądziemy do Bożonarodzeniowej uczty przy jednym stole - uśmiechnął się Dumbledore.

Siódemka Gryfonów zajęła miejsca przy stole.

- Uśmiechnij się, Severusie, w końcu mamy święta! - zawołał Dumbledore. Snape zrobił grymas, który chyba miał być uśmiechem.

Nagle do sali weszła profesor Trelawney. Był to zaskakujący widok, bo ona rzadko wychodziła ze swojego gabinetu w Wiezy Północnej. Bardzo rzadko pojawiała się na posiłkach w Wielkiej Sali, twierdząc że tłum rozprasza jej wewnętrzne oko.

- Sybillo, cóż za niespodzianka - powiedział rozradowany Dumbledore.
- Moje wewnętrzne oko kazało mi tu zejść - przyznała Trelawney, rozglądając się nerwowo.
- Cieszę się, usiądź z nami, Sybillo - odparł dyrektor. Profesor Sprout przesunęła się, by zrobić jej miejsce.

Trelawney omiotła wszystkich wzrokiem.

- Nie mogę. Jeśli usiądę, będzie nas trzynaścioro - powiedziała.
- I co z tego? - zapytała McGonagall.
- Jak to "I co z tego?" - powtórzyła Trelawney z oburzeniem w głosie. - Gdy przy jednym stole zbierze się trzynaścioro osób, pierwsza osoba, która wstanie, umrze jako pierwsza - wyjaśniła.
- Dyrdymały - powiedziała McGonagall. - Siadaj, Sybillo, nikt dzisiaj nie umrze.

Trelawney prychnęła urażona lekceważeniem jej przedmiotu, ale usiadła między Sprout a Flitwickiem. Podczas uczty Dumbledore próbował podtrzymywać wspólną rozmowę.

- Panno Colen, panno Tagworth, dlaczego nie wyjechałyście na święta, jak wasi bracia? - zapytał.
- Rodzice i Lucas pojechali odwiedzić ciotkę, której nie znoszę - odpowiedziała Amy.
- A moi i Kevin polecieli do Polski, w Bieszczady, a ja nigdy nie miałam kondycji do łażenia po górach - odparła El.

Uczniowie w końcu postanowili odejść od stołu. Ana, Harry i Ron wstali niemal jednocześnie.

- Kto z was pierwszy wstał? - zapytała Trelawney przerażonym głosem.
- Ee... a jakie to ma za znaczenie? - zapytał Potter.
- To z was, które wstało najpierw, umrze jako pierwsze - odpowiedziała nauczycielka.
- Nie sądzę, żeby to miało jakieś znaczenie, chyba że za rogiem czyha szaleniec z siekierą, czekający by wszystkich wymordować - wtrąciła McGonagall.

Za Aną, Harrym i Ronem z Wielkiej Sali wyszły Jess, Amy i El. Jedynie Hermiona została, tłumacząc że chce porozmawiać z McGonagall o swoich ocenach.

- Już nie mogę się doczekać meczu - powiedziała Ana, gładząc rączkę miotły, gdy znaleźli się w Pokoju Wspólnym.
- Dasz się przelecieć? - wypaliła Jess.
- A ty mi, Harry? - zapytał Ron.
- Jasne, ale jak my polatamy - odpowiedział Potter.
- Hej, a może teraz pójdziemy polatać na błonia? - zaproponowała Black. - Jest zimno, ale pogoda ładna - dodała.
- Dobry pomysł - zgodził się Harry.
- Ja latam zaraz po tobie, Ana - powiedziała szybko Łapa.
- A ja po Harrym - dodał szybko Ron.
- Ja po Jess - zaklepała Amy.
- To ja po Ronie, bo nie chcę czekać aż wszystkie trzy polatacie - powiedziała El.

Nie zdążyli jednak nawet dobiec do dziury za portretem sir Cadogana, który jako jedyny zgodził się zastąpić Grubą Damę, ponieważ do Pokoju Wspólnego weszła McGonagall, a za nią Hermiona.

- Potter, Black, czy to prawda, że dostaliście miotły? - zapytała nauczycielka.
- Tak - odpowiedzieli jednocześnie Harry i Ana, łypiąc wściekle na Granger, bo domyślili się, że to ona doniosła McGonagall o Błyskawicach.
- I nie wiadomo kto je wam przysłał? - zapytała ponownie.
- Nie - skłamała Black, choć ona dobrze wiedziała kto przysłał im Błyskawice.
- Muszę zarekwirować wam te miotły - powiedziała McGonagall.
- Nie może pani! - krzyknął Harry, ściskając mocniej rączkę miotły, a Ana zrobiła to samo.
- Nie ty decydujesz co mogę, Potter - powiedziała ostro nauczycielka. Miotły muszą zostać zbadane pod kątem złowrogich zaklęć, czy nie zostały zostały zaczarowane. Pani Hooch je rozbierze i...
- Rozbierze?! - przerwała jej Black. - To jest bezczeszczenie świętości!
- Cicho! - powiedziała stanowczo. - Jeśli wszystko będzie w porządku, miotły zostaną wam zwrócone.
- Dostaniemy je z powrotem przed meczem? - zapytał Harry. Tak jak Ana nie był pewny, czy jeszcze zobaczy swoją Błyskawicę w jednym kawałku.
- Zobaczymy. Cały proces potrwa pewnie około dwóch tygodni - odpowiedziała, zabierając im miotły.

Gdy wyszła przez chwilę panowała grobowa cisza.

- Ty mała, podła donosicielko! - wybuchła Ana, celując oskarżycielskim palcem w Hermionę. - Musiałaś donieść McGonagall, co? Wcale nie zostałaś w Wielkiej Sali, żeby porozmawiać z nią o ocenach! Tak bardzo zazdrościsz, że to ja i Harry dostaliśmy najlepsze miotły wyścigowe, a nie ty? - warknęła.
- Nie... ja tylko... ja tylko pomyślałam, że te miotły mógł wam przysłać Syriusz Black! - powiedziała Granger na granicy płaczu.
- Syriusz Black? - prychnął Harry. - A niby jak? On jest poszukiwanym zbiegiem. Myślisz, że mógłby sobie tak po prostu wejść do sklepu i kupić Błyskawice? - zapytał.
- Nie wiem, ale... - jęknęła Hermiona. - Chciałam waszego dobra. Jeśli te miotły są zaczarowane, coś mogłoby wam się stać.
- Serio sądzisz, że mój ojciec nie znalazłby tańszego sposobu, żeby nas zabić? - zapytała chłodno Ana. Z jednym musiała się z nią zgodzić. Te miotły były prezentem od Syriusza Blacka. I prawdę mówiąc, mogła mieć rację co do ich zaczarowania. Przecież nie miała pewności, że jej ojciec naprawdę jest niewinny.
- Świetnie, dzięki twojej nadgorliwości możemy pewnie pożegnać się z lataniem na Błyskawicach w najbliższym meczu - powiedział Harry.
- Ron, Amy, El, Jess, powiedzcie coś - jęknęła rozpaczliwie Hermiona.
- Myślałem, że jesteś naszą przyjaciółką - powiedział chłodno Ron.
- Wiesz, mogłaś chociaż powiedzieć o swoich przypuszczeniach. Może przyznalibyśmy ci rację - stwierdziła Mel.
- Właśnie, jestem pewna, że Ana i Harry zgodziliby się poinformować McGonagall, ale ty wolałaś to zrobić za ich plecami - dodała Eli.

Black i Potter nic nie powiedzieli, ale wiedzieli, że taka była prawda. Sami pomyśleli, że Hermiona mogła mieć trochę racji, ale byli zbyt wściekli na to, że doniosła McGonagall o Błyskawicach, żeby się do tego przyznać.

- Ja mam tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę te miotły. I że będą sprawne - powiedziała Jessy.
- Jesteście okropni! - krzyknęła Hermiona, zanosząc się płaczem. - Obchodzą was tylko te durne miotły! - Ukrywając twarz w dłoniach, pobiegła do dormitorium.

Harry i Ron w milczeniu poszli do swojego dormitorium. Dziewczyny po chwili także poszły do łóżek. Nie zwracając uwagi na dźwięk pochlipywania, dobiegający zza zasłoniętych kotar łóżka Granger, przebrały się w piżamy i położyły w swoich łóżkach. Ana strąciła ze swojej kołdry Krzywołapa, który prychnął gniewnie, machnął swoim przypominającym szczotkę ogonem i wskoczył na łóżko Hermiony. Minęło kilka godzin, zanim Anie udało się zasnąć.