Nadszedł dzień kolejnego meczu Gryfonów. Tym razem grali z Krukonami. Wood jak zwykle zanudził drużynę, tłumacząc zawiłe wykresy przedstawiające ich strategię.
- Pogoda tym razem nam dopisuje. Na niebie nie ma ani jednej chmurki - powiedział dziarsko. - Szczęście, że Potter i Black odzyskali Błyskawice.
Ana miała nadzieję, że ten mecz wygrają i zmyją z siebie plamę ostatniej porażki, do której mogłoby nie dość, gdyby ona i Harry nie spadli z mioteł. Tym razem jednak będą przygotowani, gdyby pojawili się dementorzy.
- Masz różdżkę, Harry? - zapytała, gdy wychodzili na stadion.
- Tak - odpowiedział. - A ty?
- Też - powiedziała.
Drużyna Gryfonów wyszła na boisko jednocześnie z Krukonami i obie drużyny wzbiły się w powietrze. Pani Hooch objaśniła zasady. Wood i Roger Davies uścisnęli sobie ręce. Sędzia zadęła w gwizdek i mecz się zaczął. Ana wypatrywała czarnego psa, ale nigdzie go nie było. Złapała kafel rzucony jej przez Jess. Następnie podała go Angelinie, która zdobyła pierwszego gola dla Gryffindoru, co Lee Jordan obwieścił głośnym rykiem. Krukoni byli dobrymi graczami, zwłaszcza ich szukająca Cho Chang. Mecz trwał, obie drużyny zdobywały gole.
- Harry! - zawołała Ana, gdy była blisko niego, a w dole zobaczyła trzech dementorów.
Oboje wyciągnęli różdżki i krzyknęli;
- EXPECTO PATRONUM!!!
Z ich różdżek wystrzeliły srebrne mgły, które ugodziły w dementorów. Następnie Potter ruszył w pościg za zniczem. Chang szła z nim łeb w łeb, ale ostatecznie to on złapał znicz i zapewnił Gryfonom zwycięstwo.
- Ale załatwiliśmy tych dementorów - powiedziała Ana, gdy wszyscy wylądowali.
- Właśnie - powiedział Harry.
- T-tyle, że t-to n-nie b-byli d-dementorzy - powiedziała Hermiona z oczami pełnymi łez ze śmiechu.
- Co? - zapytała Black.
- Spójrzcie - powiedziała Amy, wskazując na dementorów.
To rzeczywiście nie byli prawdziwi dementorzy. Z murawy podnosili się właśnie Malfoy, Crabbe i Goyle, oszołomieni i zaplątani w czarne materiały. Ana i Harry wybuchnęli śmiechem, tak jak reszta drużyny.
- Najwyraźniej uznali, że to będzie świetny dowcip, ale nie przewidzieli, że będziecie się bronić - zaśmiała się El.
Szybkim krokiem nadeszła profesor McGonagall, której wcale nie było do śmiechu. Była czerwona ze złości, a jej wargi przypominały teraz jedną, cienką linię. Black jeszcze nigdy nie widziała jej tak wściekłej. Nauczycielka dosłownie wpadła w szał.
- MALFOY, CRABBE I GOYLE! WASZE ZACHOWANIE BYŁO KARYGODNE! PRZEBIERAĆ SIĘ ZA DEMENTORÓW! JESZCZE NIGDY W CAŁEJ MOJEJ KARIERZE... ODEJMUJĘ SLYTHERINOWI 50 PUNKTÓW OD KAŻDEGO I DOSTAJECIE SZLABAN! ZA MNĄ! - ryknęła.
Ana trzymała się za brzuch ze śmiechu, gdy Malfoy, Crabbe i Goyle powlekli się za McGonagall.
Gryfoni w Wieży Gryffindoru urządzili imprezę, żeby uczcić zwycięstwo.
***
W dzień następnej wycieczki do Hogsmeade Harry poprosił Anę o ponowne pożyczenie Mapy Huncwotów.
- Dobra - powiedziała. - Tylko pamiętaj, żeby jej nie zgubić.
- Ok - odparł, chowając mapę do kieszeni.
Po południu Ana razem z Jess, Amy i El udała się do Hogsmeade. Po odwiedzeniu Miodowego Królestwa i Sklepu Zonka, poszły do Trzech Mioteł na kremowe piwo.
- Dawno nic nie pisali o Syriuszu - westchnęła Łapa.
- Lepiej żeby nic nie pisali, niż żeby napisali, że go złapali - powiedziała Black. - Dzisiaj w nocy popatrzę na mapę. Może się na niej pojawi.
- Popatrzę z tobą - powiedziała Jess.
- Ja się w to nie mieszam - powiedziała Mel.
- Ja też nie - dodała Eli.
- Jak chcecie - powiedziała Ana, wzruszając ramionami.
Po wypiciu kremowego piwa, Gryfonki postanowiły obejrzeć Wrzeszczącą Chatę, z daleka, bo nie chciało im się wspinać po klifie. Okazało się, że nie one jedne wpadły na ten pomysł. Zobaczyli jak Hermiona i Ron oglądają ją. Granger tłumaczyła Weasleoyowi, że to najbardziej nawiedzony dom w Wielkiej Brytanii. Potem pojawiła się banda Malfoya i ten zaczął nabijać się z Rona i jego rodziny. Nagle znikąd nadleciała śnieżka i ugodziła Draco. Zaczęły nadlatywać kolejne śnieżki. Niewidzialny dowcipniś ściągnął Ślizgonom gacie. Rozbiegli się w popłochu, a Ron i Hermiona ryczeli ze śmiechu.
- To nie jest zabawne, Harry - powiedziała Granger.
Gdy Potter zdjął pelerynę-niewidkę, Ana, Jess, Amy i El podeszły do niego.
- Zwariowałeś? Malfoy cię zobaczył, jak zsunęła ci się peleryna. Chcesz ją stracić razem z moją mapą? - zapytała Black.
- Nie - odpowiedział Potter. - Masz, wrócę bez niej. Lepiej nie ryzykować, jeśli Malfoy doniesie Snape'owi, a zrobi to na pewno - powiedział, oddając jej wyczyszczoną mapę.
Ana schowała pergamin do kieszeni. Wszyscy wrócili do zamku. Wieczorem ona i Jess poczekały aż Pokój Wspólny opustoszeje.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - powiedziała Black, stukając różdżką w pergamin, na którym natychmiast pojawiła się mapa Hogwartu.
Nagle ktoś wyszedł z dormitorium chłopców. Dziewczyny podskoczyły ze strachu, ale na szczęście był to tylko Harry.
- Co robicie? - zapytał.
- Tak sobie oglądamy mapę - skłamała Ana.
- Pooglądam sobie z wami - powiedział, siadając obok. - I tak nie mogę spać.
Black i Collet wymieniły znaczące spojrzenia, ale nic nie powiedziały. We trójkę obserwowali maleńkie ślady stóp na mapie. Przed długie godziny nie zobaczyli nic godnego uwagi. Aż nagle zauważyli na siódmym piętrze ślady stóp opatrzone imieniem i nazwiskiem Peter Pettigrew.
- To niemożliwe - powiedziała cicho Ana. - Idziemy, musimy go złapać.
- On wie co wydarzyło się dwanaście lat temu - powiedziała Jess, wstając równocześnie z nią.
- Dobra, ja też idę, chociaż to może być błąd na mapie - powiedział Harry.
We trójkę wyszli z Pokoju Wspólnego, oświetlając mapę różdżkami. Szli zapatrzeni w maleńkie ślady Petera Pettigrew wędrujące korytarzem.
- Nie, czemu akurat teraz? - jęknęła Ana, gdy zobaczyła ślady Snape'a, idącego prosto w ich stronę. Zobaczyła jak Pettigrew skręca i szybko wyczyściła mapę. Cała trójka zgasiła różdżki, a chwilę potem ich twarze oświetliło światło z różdżki Snape'a.
- Można wiedzieć, co robicie o tej porze? - zapytał.
- Lunatykowaliśmy - wymyślił szybko Harry.
- A to, co to jest, Black? - zapytał, wskazując na mapę.
- Kawałek pergaminu, panie profesorze - odpowiedziała.
- Czyżby? - zapytał. - Odsłoń swój sekret - powiedział, stukając różdżką w pergamin.
Anie mocniej zabiło serce, gdy na mapie pojawił się tekst.
- Czytaj - rozkazał Snape.
- Pan Lunatyk przesyła wyrazy szacunku profesorowi Snape'owi i uprasza go, by zechciał nie wtykać swojego długiego nochala w sprawy innych ludzi. Pan Rogacz zgadza się z Panem Lunatykiem i pragnie dodać, że profesor Snape jest wrednym głupolem. Pan Łapa pragnie wyrazić swoje zdumienie, jak taki kretyn mógł zostać profesorem. Pan Glizdogon życzy profesorowi Snape'owi miłego dnia i radzi mu umyć włosy, bo kleją się od łoju - przeczytała, próbując się nie roześmiać i patrząc na Snape'a po przeczytaniu każdego zdania.
- Uważacie to za zabawne? - warknął Snape, wyrywając jej mapę, która znów była czysta. - Potter, Black, jesteście tak samo aroganccy i napuszeni jak wasi ojcowie. I obaj jak skończyli? Jeden w grobie, drugiego czeka pocałunek dementora. Twój ojciec pewnie jest taki sam, Collet.
- Wcale się nie puszymy - powiedział Harry.
- I nasi ojcowie też się nie puszyli - powiedziała Ana.
- Mój ojciec jest szanowanym szefem Biura Aurorów w hiszpańskim Ministerstwie Magii - powiedziała Jess.
- Konfiskuję to, Black - powiedział Snape.
Nagle z ciemności wyłonił się Lupin.
- Dobrze, że pana widzę, profesorze Lupin. Właśnie skonfiskowałem to pannie Black. To aż zionie czarną magią, coś z twojej specjalności - powiedział, pokazując mu mapę.
Lupin wziął ją do ręki i rzucił na nią okiem.
- To mi wygląda na zwykły kawałek pergaminu, który obraża każdego, kto chce go odczytać. Pewnie od Zonka, co? - zapytał. - Ale sprawdzę, czy nie ma jakichś ukrytych właściwości. W końcu jak mówisz, to coś z mojej specjalności, Severusie - powiedział, zabierając mapę, gdy Snape po nią sięgał. - Harry, Ana, chodźcie za mną. Jess, wracaj do dormitorium.
Black i Potter podążyli za Lupinem, a Collet poszła z powrotem do Wieży Gryffindoru. Nauczyciel zaprowadził ich do swojego gabinetu, zamknął drzwi i odwrócił się w ich stronę.
- Skąd macie mapę? - zapytał. - Tak, wiem co to jest.
- Dostałam - odpowiedziała krótko Ana, nie chcąc wkopać bliźniaków Weasley. - Dwa razy pożyczyłam Harry'emu.
- Czy któreś z was pomyślało, że ta mapa w rękach Syriusza Blacka doprowadziłaby go do was? - zapytał ostro Lupin. Gryfonka jeszcze nigdy nie widziała go w takim stanie. Zawsze był spokojny, a teraz był zły. - Do tej pory cię kryłem, Harry, ale nie licz, że dalej będę cię krył, gdy wystawiasz się zbiegłemu mordercy jak na talerzu! Twoi rodzice oddali za ciebie życie, tak im się odpłacasz, włócząc się po nocy?
- Ja... panie profesorze, ja, Ana i Jess zobaczyliśmy na mapie kogoś, kto od dawna nie żyje - powiedział Harry.
- Kogo? - zapytał Lupin.
- Petera Pettigrew - odpowiedziała Ana.
- To niemożliwe - powiedział nauczyciel, patrząc gdzieś w dal. - Wracajcie do dormitoriów. I to najkrótszą drogą, bo jak nie, to będę wiedział. - Postukał palcem w mapę.
Wrócili do Wieży Gryffindoru i rozeszli się do swoich dormitoriów. Gdy Ana opowiedziała Jess, że Lupin zatrzymał Mapę Huncwotów, ta nie kryła zawodu.
- Akurat teraz. Jestem pewna, że to nie była pomyłka, że na mapie pojawił się Pettigrew - powiedziała Łapa.
- Wszystko przez Snape'a. Nadal miałabym mapę, gdyby się nie zjawił - powiedziała Black. - Ale tata i jego tajemniczy przyjaciele nieźle mu pocisnęli - uśmiechnęła się mściwie.
- Tak, i ta mina Snape'a jak to czytałaś - uśmiechnęła się złośliwie Jess.
***
Mijały dni, koniec roku szkolnego był coraz bliżej. Była noc, Ana spała, gdy nagle obudził ją krzyk Rona, tak jak wszystkie dziewczyny w dormitorium. Gryfonki wybiegły z dormitorium i pobiegły do dormitoriów chłopców z trzeciego roku. Kotara łóżka Rona była pocięta.
- Ron, co tu się stało? - zapytała Ana.
- Syriusz Black. Spałem, nagle poczułem powiew wiatru, obudziłem się, a on stał nade mną z nożem. Mój krzyk musiał go przepłoszyć, bo zniknął. Ten szaleniec pociął mi kotarę - odpowiedział Weasley.
Black musiała użyć całej siły woli, żeby nie podskoczyć z radości. Widziała, że Jess miała tak samo.
- Pewnie popełnił pomyłkę. Zobaczył że trafił na niewłaściwie łóżko i uciekł - powiedział Harry.
- I myślisz, że człowiek, który ponoć zamordował dwunastu mugoli, nie poradziłby sobie piątką zaspanych trzynastoletnich chłopców? - zapytała Łapa.
- No dobra, to faktycznie jest dziwne - powiedział. - Ale może zmiękł po Azkabanie?
- Na pewno nie - odparła Ana.
Zeszli do Pokoju Wspólnego, gdzie już zebrali się wszyscy Gryfoni. Po chwili weszła McGonagall.
- Co tu się stało? - zapytała.
Ron opowiedział jej o Syriuszu Blacku, stojącym nad nim z nożem.
- Coś takiego... - powiedziała nauczycielka, dysząc szybko. - Sir Cadoganie, dlaczego wpuścił pan Blacka? - zapytała portret.
- Znał hasło, pani profesor - odpowiedział sir Cadogan. - Miał listę haseł.
- Kto był taki mądry, żeby zrobić listę haseł i ją zgubić? - zapytała McGonagall, rozglądając się po uczniach.
- Ja - odpowiedział cicho Neville, czerwieniejąc się.
- Longbottom, za mną - powiedziała. - A reszta wracać do łóżek.
Neville ze zwieszoną głową poszedł za McGonagall. Jednak pozostali Gryfoni wcale nie wrócili do łóżek. Całą noc słuchali opowieści Rona, które były coraz bardziej ubarwione, aż w końcu wcale nie przypominały prawdziwej wersji. Weasley był z tego zadowolony, bo po raz pierwszy był w centrum uwagi. Ana i Jess cieszyły się, że Syriuszowi udało się włamać do Wieży Gryffindoru. Były pewne, że wybrał właściwe łóżko. Tylko nie wiedziały dlaczego.
FF o Anie Black, córce Syriusza Blacka. Jest z nim w stałym kontakcie. Na jej czwartym roku w Hogwarcie z pewnością nie zabraknie wrażeń, bo w Hogwarcie odbędzie się Turniej Trójmagiczny. W dodatku w dziewczynie zaczną buzować hormony i przeżyje swoje pierwsze zauroczenie. Tymczasem w świecie czarodziejów pojawia się coraz więcej niepokojących znaków.
poniedziałek, 5 września 2016
czwartek, 21 lipca 2016
Rozdział XII: Expecto Patronum
Po feriach świątecznych w Pokoju Wspólnym znowu zrobiło się tłoczno i gwarno. Tematem numer jeden były oczywiście Błyskawice Any i Harry'ego.
- Gdybyście mogli latać na Błyskawicach w następnym meczu, mielibyśmy wygraną w kieszeni. Bez problemu zdobylibyśmy Puchar Quidditcha - powiedział Wood.
Wkrótce nadeszła pierwsza lekcja Harry'ego i Any z Lupinem, na której miał ich nauczyć walczyć z dementorami. Gdy weszli do klasy OPCM, zobaczyli że wszystkie ławki i krzesła zostały przesunięte pod ścianę, a na środku stał wielki kufer. Gryfoni stanęli na środku, Potter trochę bardziej z przodu.
- Nadal jesteście pewni, że chcecie się tego uczyć? - zapytał Lupin.
- Tak - odpowiedzieli jednocześnie Ana i Harry.
- Dlaczego dementorzy pojawili się na meczu? - zapytał Potter.
- Zgłodnieli. Dumbledore zabronił im wchodzić na teren zamku, a tyle emocji naraz to dla nich obietnica uczty. Oni wysysają z człowieka szczęście, wszelką nadzieję, nawet mugole ich wyczuwają, chociaż nie mogą ich zobaczyć - odpowiedział nauczyciel.
- Jak pokonać dementora? - zapytała Black.
- Pokonać dementora nie jest łatwo. Zaklęcie przeciwko dementorowi brzmi Expecto Patronum. To magia znacznie przekraczająca zakres wiedzy czarodziejskiej. Patronus to coś w rodzaju opiekuna, który nie pozwala zbliżyć się dementorowi. Najpotężniejsi czarodzieje potrafią wyczarować cielesnego patronusa, w kształcie jakiegoś zwierzęcia, który oczywiście jest silniejszy od niecielesnego. Oczywiście sama formuła nie wystarczy, żeby wyczarować patronusa musi wypełnić was szczęście, czyli to, czego dementorzy żywiący się rozpaczą nienawidzą. Wybierzcie sobie jakieś szczęśliwe wspomnienie i skupcie się na nim. Niech szczęście was wypełni - powiedział nauczyciel, stając obok kufra. - Gotowi? - zapytał. - Różdżki w górę - dodał. Black i Potter unieśli różdżki. - Raz... dwa... trzy... - Stuknął różdżkę w wieko kufra i ten otworzył się.
Z kufra wychynął dementor. Ana i Harry, próbując opanować lęk i skupić się na szczęśliwych momentach, krzyknęli:
- Expecto Patronum! - Nic się nie stało. - Expecto Patronum! Expecto...
Harry i Ana zemdleli. Ocknęli się po chwili, dementora już nie było.
- Zjedzcie, dobrze wam zrobi - powiedział Lupin, dając im po kawałku czekolady. - Nie spodziewałem się, że uda wam się za pierwszym razem. Prawdę mówiąc bardzo bym się zdziwił - dodał.
- Ten dementor był straszny - stwierdził Harry.
- Nie, nie, to był tylko bogin. Z dementorem byłoby gorzej, o wiele gorzej - odparł nauczyciel. - Z ciekawości zapytam, jakie wspomnienia wybraliście? - zapytał.
- Mój pierwszy lot na miotle - odpowiedział chłopak.
- Jak dostałam list z Hogwartu w jedenaste urodziny - odpowiedziała Ana.
- To za słabe. Wspomnienie musi być naprawdę silne, inaczej nie wyczarujecie patronusa - powiedział Lupin.
- Chyba mam jedno, nie wiem czy prawdziwe i czy jest do końca szczęśliwe - stwierdził Potter.
- Ja też mam takie jedno - dodała Black.
- Chcecie spróbować jeszcze raz? - zapytał nauczyciel.
Oboje skinęli głową. Znowu stanęli przed kufrem, Harry znowu bardziej z przodu, gdyż oboje wiedzieli, że tylko wtedy bogin zmieni się w dementora. Lupin ponownie wypuścił bogina. Ana i Harry skupili się na szczęśliwych wspomnieniach i znowu krzyknęli:
- EXPECTO PATRONUM! - Z końca ich różdżek wystrzeliły srebrzyste tarcze, które naparły na dementora-bogina.
- Brawo! Wspaniale! - zawołał Lupin, klaszcząc w dłonie, gdy udało im się wpędzić bogina do kufra. Zamknął kufer i znowu dał im po kawałku czekolady. - Na dzisiaj wystarczy.
- Widziałem moich rodziców, coś do mnie mówili, nie wiem co. Nie wiem nawet, czy to wspomnienie jest prawdziwe - powiedział Harry, mimo że nauczyciel o nic nie pytał.
- Ja widziałam tatę, jak zostawiał mnie u ciotki i wuja. Obiecał wrócić. To chyba prawdziwe wspomnienie, ale nie wiem na pewno. Śniło mi się to kilka razy, ostatni raz w pierwszej klasie - powiedziała Ana.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Za tydzień kolejna lekcja - powiedział Lupin.
Ana i Harry pożegnali się i poszli do Wieży Gryffindoru.
***
Nadeszła pora kolejnej wycieczki do Hogsmeade. Ana, El, Amy i Jess już planowały co będą robić.
- Co robisz, Harry? - zapytała Ana, gdy zeszły do Pokoju Wspólnego i nakryły Pottera jak ubierał pelerynę-niewidkę.
- Chcę się dostać do Hogsmeade. Wuj Vernon nie podpisał mi pozwolenia - odpowiedział.
Ana zastanowiła się przez chwilę.
- Znam lepszy sposób, weź to - powiedziała, podając mu Mapę Huncwotów. - Tylko nie zgub i potem mi oddaj - zastrzegła.
- Po co mi kawałek pergaminu? - zapytał Harry, patrząc na pusty pergamin.
- To Mapa Huncwotów, dostałam ją od Freda i George'a - odpowiedziała. - Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - powiedziała, stukając różdżką w pergamin. Natychmiast zaczęła pojawiać się mapa Hogwartu z maleńkimi śladami stóp z imionami i nazwiskami. - Najlepiej będzie jak pójdziesz tędy, przez Garb Jednookiej Wiedźmy. Prowadzi prosto do Miodowego Królestwa. Tylko nie zapomnij powiedzieć Koniec psot - znowu stuknęła różdżką i mapa znów wyglądała jak zwykły pergamin - jak będziesz wracał, bo inaczej każdy ją odczyta.
- Dzięki, oddam ci jak wrócę z Hogsmeade - powiedział Potter, chowając Mapę Huncwotów do kieszeni. - Ale skąd Fred i George ją mieli? - zapytał.
- Mówili, że gwizdnęli Filchowi w pierwszej klasie - odpowiedziała Ana.
- Wiesz kim byli ci Huncwoci? Ci Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz? - zapytał Harry.
- Nie wiem - odpowiedziała.
- Rozumiem, jeszcze raz dzięki - powiedział Potter. - Mówiłem ci, że była rozprawa Hardodzioba? - zapytał.
- Nie - odpowiedziała Black, czując wstyd, że zapomniała o Hagridzie. - Jaki wynik? - zapytała, dobrze znając odpowiedź.
- Hardodzioba skazali na śmierć - odpowiedział gorzko. - W czerwcu będzie apelacja, ale wiem, że to nic nie da. Ojciec Malfoya na pewno przekupił komisję albo im zagroził.
- No jasne, jutro wpadniemy do Hagrida, zobaczyć jak się czuje - powiedziała Eli.
- Mam nadzieję, że jakoś się trzyma - dodała Mel.
- Nie jest zbyt szczęśliwy, wasze odwiedziny na pewno podniosą go na duchu - powiedział Potter.
- Możemy mu jakoś pomóc? - zapytała Jessy.
- Obiecaliśmy mu już z Ronem i Hermioną, że pomożemy mu napisać apelację - odpowiedział Harry i ubrał pelerynę-niewidkę, po czym wyszedł z Pokoju Wspólnego.
Ana, Amy, El i Jess wyszły chwilę później.
- Myślisz, że to był dobry pomysł? - zapytała Łapa. - Dawać mu mapę?
- Niech ma chłopak coś z życia - odpowiedziała Black. - Ale niech tylko spróbuje ją zgubić albo zniszczyć, to pożałuje.
W Hogsmeade Gryfonki najpierw poszły do Miodowego Królestwa. Wybierając słodycze usłyszały strzęp rozmowy.
- Ale Harry, nie zatrzymasz tej mapy, prawda? Oddasz ją McGonagall? - zapytała Hermiona.
- Jasne, razem z peleryną-niewidką - powiedział Ron.
- Już ci mówiłem, Hermiono, ta mapa nie jest moja. Ana mi pożyczyła - odezwał się Harry.
Więcej nie usłyszały, bo Harry, Ron i Hermiona zniknęli w tłumie. Potem udały się do Zonka, gdzie spędziły dobrą godzinę. Obładowane torbami ze słodyczami i gadżetami z Zonka, postanowiły wstąpić do Trzech Mioteł na piwo kremowe. Niemal wszystkie stoliki były zajęte, tylko przy tym, przy którym siedzieli Ron i Hermiona oraz Harry pod peleryną-niewidką, były wolne krzesła.
- Możemy się dosiąść? - zapytała Amy.
- Jasne, siadajcie - odpowiedział Ron i dziewczyny usiadły. Ana usiadła obok niewidzialnego Pottera.
Po chwili madame Rosmerta przyniosła im zamówienia. Hermiona patrząc, czy nikt poza nimi nie widzi, wsunęła jeden z kufli pod pelerynę Harry'emu. Rozmawiali popijając pyszny napój. Anie minęła już złość na Hermionę, choć nadal miała do niej żal. Nagle drzwi gospody otworzyły się i weszli minister magii Korneliusz Knot, Hagrid, McGonagall i Flitwick. Zajęli jeden stolik blisko nich.
Hermiona szepnęła Mobiliarbus i choinka uniosła się o kila cali i wylądowała przed ich stolikiem, tak że Ana widziała teraz tylko cztery pary stóp. Po chwili pojawiła się piąta para stóp w turkusowych bucikach na wysokich obcasach.
- Mała woda goździkowa? - Usłyszała głos Rosmerty.
- Dla mnie - powiedziała McGonagall.
- Cztery kwarty grzanego miodu z korzeniami...
- Tutaj, Rosmerto - odezwał się Hagrid.
- Syrop wiśniowy z wodą sodową, lodem i parasolką...
- Mniam! - odezwał się Flitwick, mlaskając głośno.
- A więc dla pana ministra rum porzeczkowy...
- Dziękuję ci, moja kochana Rosmerto - powiedział Knot. - Może napijesz się z nami, co? Nie daj się prosić...
Black zobaczyła parę stóp wędrującą do baru i po chwili wracającą z powrotem.
- No więc, co pana sprowadza na skraj puszczy, panie ministrze? - zapytała Rosmerta.
- A któż by inny niż Syriusz Black? - odpowiedział pytaniem Knot.
- O, to może wreszcie pan coś zrobi z tymi dementorami? Odstraszają mi klientów! - poskarżyła się barmanka.
- Moja droga, to ze względów bezpieczeństwa. Zbiegły morderca jest na wolności - powiedział minister.
- A cóż Syriusz Black miałby robić w Hogsmeade? - zapytała Rosmerta.
- Harry Potter i Ana Black - odpowiedział ściszonym głosem. Harry i Ana zamarli.
- A co oni mają z tym wspólnego? Poza tym, że Ana jest jego córką? - zapytała barmanka. Usłyszeli westchnięcie McGonagall.
- Dwanaście lat temu, gdy stało się jasne, że Voldemort czyha na życie Potterów, postanowili się ukryć pod Zaklęciem Fideliusa - powiedziała.
- To najsilniejsze zaklęcie ochronne. Zamyka tajemnicę w duszy Strażnika Tajemnicy i tylko on może ją wyjawić. Voldemort mógłby przycisnąć nos do szyby domu Potterów, a i tak nic by nie zobaczył - odezwał się Flitwick.
- Potterowie ustanowili swoim Strażnikiem Tajemnicy Syriusza Blacka, który niestety zdradził ich Voldemortowi. Ten mały Peter Pettigrew, który zawsze łaził za Potterem i Blackiem, chciał ich pomścić. Black osaczył go na ulicy w biały dzień. Pettigrew nie miał szans. Black się wściekł, on nie zabił Pettigrew, on go rozwalił. Został z niego tylko palec i kupka zakrwawionych szmat - powiedział Knot, unosząc jeden palec. - Zabił też dwunastu mugoli jednym zaklęciem. Pięćdziesięciu mugoli to widziało, oczywiście zmodyfikowano im pamięć i dziś mugole są przekonani, że tamci ludzie zginęli przez wybuch gazu - dodał.
- Wcześniej znaleziono ciało żony Blacka, Ally. Co prawda nikt nie widział kto ją zabił, a on nie chciał powiedzieć, no i profesor Lupin twierdził, że zastał go z martwą żoną w ramionach, ale... wielu uważa, że to Black zabił Ally, bo chciała ochronić przed nim Anę - powiedziała McGonagall.
Anie serce biło jak oszalałe. To niemożliwe. To nie mogła być prawda.
- Ale to nie jest jeszcze najgorsze. James i Lily Potterowie byli chrzestnymi Any, Ally była chrzestną Harry'ego, a co za tym idzie, Syriusz Black był i nadal pozostaje jego ojcem chrzestnym - kontynuowała nauczycielka.
- Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć. Potter i Black. Och, jak oni mnie rozbawiali - powiedziała Rosmerta.
- Pamiętam jak Black przyszedł do domu Potterów, gdy zabierałem Harry'ego. Chciał żebym mu go dał, ale ja miałem od Dumbledore'a inne polecenia. Pewnie by go gdzieś wyrzucił do rzeki, gdybym mu go dał. P-po-ociesza-a-łem m-mo-r-rdu-ującego z-z-zdrajcę - załkał Hagrid. - Aż dziwne, że Anę oddał pod opiekę Andromedy i Teda. Pewnie będzie chciał ją przekabacić na stronę Voldemorta. - Wydmuchał nos w wielką chusteczkę, wydając przy tym odgłos syreny okrętowej.
Ana poczuła obok siebie ruch, to Harry wstał, przy okazji przewracając krzesło. Nie zważając na nic, wybiegła za nim.
- Harry, zaczekaj! - zawołała, biegnąc za śladami stóp na śniegu.
Widząc że wbiega do Miodowego Królestwa, pobiegła do zamku. Poszła do Pokoju Wspólnego, by tam zaczekać na Pottera. Rzeczywiście pojawił się kilka minut później i zdjął pelerynę.
- Masz. - Oddał jej wyczyszczoną Mapę Huncwotów.
- Harry... ja to nie wierzę. Moja mama umarła mu w ramionach... - powiedziała.
- On zdradził moich rodziców! Był ich przyjacielem i ich zdradził! - wybuchnął Potter. - I zabił tego małego Pettigrew.
- Nie wierzę w to, nigdy nie uwierzę - odparła Black.
- Wiedziałaś, że on jest moim ojcem chrzestnym? - zapytał.
- Nie, ale wiedziałam że się przyjaźnili. Byli nawzajem świadkami na swoich ślubach. Ciotka i wuj powiedzieli, że byli tylko znajomymi, ale nie uwierzyłam w to - odpowiedział. - Czekaj, pokażę ci zdjęcia w moim albumie - dodała i pobiegła do swojego dormitorium. Wrzuciła do kufra mapę i wyjęła album. Otworzyła na zdjęciach ślubnych rodziców i rodziców chrzestnych. Wróciła do Pokoju Wspólnego. Okazało się, że Harry też poszedł po swój album. Były w nim takie same zdjęcia, tyle że pierwsze było zdjęcie ślubne Potterów.
- Widzisz? Czy tata na tym zdjęciu wygląda, jakby miał ich zdradzić? - zapytała Ana.
- Nie, może wtedy jeszcze tego nie planował - odpowiedział Harry. Westchnęła, zamykając album. Wiedziała, że go nie przekona. No i sama nie wiedziała co zaszło między jej ojcem a tym Pettigrew, ale nie wierzyła, że zabił go i tych mugoli.
- Słuchaj, Ana, do ciebie nic nie mam - powiedział Potter. - Wiem, że nigdy nie służyłabyś Voldemortowi.
- Dzięki - odparła, powstrzymując się od dodania, że jej ojciec też nie służył Voldemortowi.
- Idę do dormitorium - powiedział i tak zrobił. Ana poszła do swojego dormitorium, zaczekać na przyjaciółki. Była pewna, że Jess też nie wierzy, że jej ojciec zdradził Potterów. Przynajmniej stało się jasne, dlaczego ciotka i wuj nie przyznali, że Potterowie i Blackowie byli przyjaciółmi. James i Lily jej rodzicami chrzestnymi... Niedługo później do dormitorium wparowała Łapa, a za nią El i Amy.
- Nie wierz w to, Ana, słyszysz? Nie możesz w to uwierzyć. Syriusz nie może być zdrajcą - powiedziała Jess, chwytając ją za ramiona i potrząsając.
- Spokojnie, nie wierzę w to - odpowiedziała Ana. - Szkoda tylko, że Harry w to wierzy. Pokazałam mu zdjęcia ślubne moich rodziców i jego. Tak jak przypuszczałam ma w albumie takie same.
- Czemu mnie to nie dziwi - westchnęła Jessy, siadając na łóżku.
- Ale co z tym Pettigrew? - zapytała Eli.
- Nie wiem, chciałabym się dowiedzieć co między nim zaszło. Dowiemy się jak go znajdziemy - odpowiedziała Black.
- Czyli nadal chcesz go szukać? - zapytała Mel.
- No jasne! - odpowiedziała za nią Jess.
- Oczywiście, że nadal chcę, nawet bardziej niż wcześniej. Muszę wypytać Lupina na następnej lekcji Patronusa. Już wcześniej powiedział mi, że zastał mojego ojca z moją matką w ramionach. Powiedział wtedy, że na miejscu oprócz niego zastali też oszołomionego Lucjusza Malfoya. Możliwe, że to mój ojciec go oszołomił. Może to Malfoy ją zabił? Ale najbardziej istotne jest to, że Lupin twierdził, że on nie udawał rozpaczy, że takiej rozpaczy nie da się udawać - powiedziała Ana.
***
Ana i Harry nadal mieli lekcje Patronusa, na których robili coraz większe postępy. W końcu Black postanowiła wypytać Lupina o wydarzenia sprzed dwunastu lat.
- Profesorze, czy... wiedział pan, że Potterowie byli moimi chrzestnymi? - zapytała.
- A więc się dowiedzieliście. Tak, wiedziałem. James i Syriusz jeszcze w szkole obiecali sobie, że jak będą mieć dzieci, to uczynią się nawzajem ich chrzestnymi - odpowiedział Lupin.
- I wiedział pan, że on zdra... Zaraz... powiedział pan "James i Syriusz"? Był pan ich przyjacielem? - zapytał Potter
- Tak - przyznał nauczyciel.
- Czyli jest pan przyjacielem Blacka? - zapytał Harry.
- Dwanaście lat temu byłem przyjacielem Blacka, ale teraz już nie jestem - odpowiedział Lupin.
- Ale sam pan powiedział, że on nie udawał rozpaczy, gdy go pan znalazł z moją matką w ramionach. Ja nie wierzę, że on ją zabił, że zdradził Potterów - powiedziała Ana.
- Skąd o tym wszystkim wiecie? - zapytał nauczyciel. - Zresztą nieważne. Nie wiem, czy twój ojciec zabił Ally, ale... są dowody, że zdradził Jamesa i Lily. Nikomu innemu nie powierzyliby swojego życia. James i Syriusz byli jak bracia, zawsze nierozłączni - dodał.
- A może jednak? Może mówili coś panu, zanim zginęli? - zapytała Black.
- Nic nie mówili. Prawdę mówiąc, mieliśmy słaby kontakt. Przestałem widywać Jamesa i Lily, odkąd musieli się ukryć, a Syriusza i Ally rzadko widywałem - odpowiedział Lupin.
- A Peter Pettigrew? Znał go pan? - zapytał Harry.
- Oczywiście, ja, James, Syriusz i Peter, czwórka nierozłącznych przyjaciół - odpowiedział. - Peter zawsze był zapatrzony w Jamesa i Syriusza. Sam nigdy nie był zdolnym uczniem. Jakim on był głupcem, chcąc samemu ująć Blacka - westchnął.
Ana i Harry pożegnali się i wyszli z sali OPCM. Pierwszy odezwał się Potter:
- Chcę go odnaleźć... i zabić.
- I myślisz, że staniesz się wtedy lepszy od niego, jeśli rzeczywiście jest winny, w co nie wierzę? - zapytała Black. - Ja chcę go odnaleźć, ale po to, żeby poznać prawdę.
Potter nie odpowiedział. Milczeli przez całą drogę do Wieży Gryffindoru.
***
Następnego dnia Ana, El, Amy i Jess wybrały się do Hagrida.
- Wejdźcie, myślałem że już zapomniałyście o starym Hagridzie - powiedział olbrzym, wpuszczając ich do chatki. Kieł natychmiast podbiegł do Any, obśliniając jej szatę.
- Jak czuje się Hardodziob? - zapytała Black.
- Chyba coś przeczuwa, jest cały czas niespokojny. Muszę trzymać go uwiązanego w chatce - odpowiedział Hagrid, wskazując na hipogryfa leżącego na środku izby.
- Jeśli moglibyśmy jakoś pomóc, to powiedz - powiedziała Mel.
- Dzięki, jesteście kochane dziewczynki, ale Harry, Ron i Hermiona już obiecali mi pomóc z napisaniem apelacji - odparł gajowy, nalewając im herbaty do kubków wielkości wiaderek. Postawił na stole talerz bezkształtnych ciastek, ale Gryfonki grzecznie odmówiły.
- Mam nadzieję, że apelacja coś da - powiedział Jessy, chociaż wszystkie wiedziały, że ta sprawa jest z góry przegrana i Lucjusz Malfoy się o to postara.
Pożegnały się z Hagridem i wróciły do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Mijały dni, Gryfoni mieli już dość sir Cadogana, ponieważ ciągle zmieniał hasła, a zwłaszcza Neville, który zrobił sobie listę haseł, bo zawsze miał problem z ich zapamiętywaniem. Pewnego dnia Ana i Harry, wracając z lekcji Patronusa, zastali Rona i Hermionę kłócących się o coś i El, Amy i Jess próbujące ich uspokoić.
- Co się stało? - zapytała Black.
- Jej kocur zjadł mojego Parszywka! - odpowiedział Weasley, celując oskarżycielski palec w Granger.
- Ron po prostu zgubił swojego szczura! - zaoponowała Hermiona. - Trzeba było lepiej pilnować swojego zwierzaka!
- To znalazłem na swoim prześcieradle - powiedział Ron, pokazując kłaki szczurzej sierści. - Była też krew!
- To jeszcze nie dowód, że zjadł go Krzywołap - zauważył Potter. - On i tak był chory i pewnie niedługo by zdechł.
- Więc co? Więc Krzywołap mógł go zeżreć, bo był chory? - zapytał Weasley czerwony na twarzy. - Sam widziałeś, że polował na Parszywka!
- Polował, bo to kot! Koty, jakbyś chciał wiedzieć, polują na szczury! - krzyknęła Hermiona i pobiegła do dormitorium, zalewając się łzami.
- Ron, możesz mi pokazać tę krew na twoim prześcieradle? - zapytała Ana.
- Dobra - burknął.
Weasley zaprowadził ją do swojego dormitorium. Na jego łóżku faktycznie widać było plamy krwi. Ana nie wiedząc czemu przypomniała sobie, jak Parszywek piszczał, gdy chciała wyjąć go spod ławki, pod którą skulił się, kiedy uciekł Ronowi.
- Gdybyście mogli latać na Błyskawicach w następnym meczu, mielibyśmy wygraną w kieszeni. Bez problemu zdobylibyśmy Puchar Quidditcha - powiedział Wood.
Wkrótce nadeszła pierwsza lekcja Harry'ego i Any z Lupinem, na której miał ich nauczyć walczyć z dementorami. Gdy weszli do klasy OPCM, zobaczyli że wszystkie ławki i krzesła zostały przesunięte pod ścianę, a na środku stał wielki kufer. Gryfoni stanęli na środku, Potter trochę bardziej z przodu.
- Nadal jesteście pewni, że chcecie się tego uczyć? - zapytał Lupin.
- Tak - odpowiedzieli jednocześnie Ana i Harry.
- Dlaczego dementorzy pojawili się na meczu? - zapytał Potter.
- Zgłodnieli. Dumbledore zabronił im wchodzić na teren zamku, a tyle emocji naraz to dla nich obietnica uczty. Oni wysysają z człowieka szczęście, wszelką nadzieję, nawet mugole ich wyczuwają, chociaż nie mogą ich zobaczyć - odpowiedział nauczyciel.
- Jak pokonać dementora? - zapytała Black.
- Pokonać dementora nie jest łatwo. Zaklęcie przeciwko dementorowi brzmi Expecto Patronum. To magia znacznie przekraczająca zakres wiedzy czarodziejskiej. Patronus to coś w rodzaju opiekuna, który nie pozwala zbliżyć się dementorowi. Najpotężniejsi czarodzieje potrafią wyczarować cielesnego patronusa, w kształcie jakiegoś zwierzęcia, który oczywiście jest silniejszy od niecielesnego. Oczywiście sama formuła nie wystarczy, żeby wyczarować patronusa musi wypełnić was szczęście, czyli to, czego dementorzy żywiący się rozpaczą nienawidzą. Wybierzcie sobie jakieś szczęśliwe wspomnienie i skupcie się na nim. Niech szczęście was wypełni - powiedział nauczyciel, stając obok kufra. - Gotowi? - zapytał. - Różdżki w górę - dodał. Black i Potter unieśli różdżki. - Raz... dwa... trzy... - Stuknął różdżkę w wieko kufra i ten otworzył się.
Z kufra wychynął dementor. Ana i Harry, próbując opanować lęk i skupić się na szczęśliwych momentach, krzyknęli:
- Expecto Patronum! - Nic się nie stało. - Expecto Patronum! Expecto...
Harry i Ana zemdleli. Ocknęli się po chwili, dementora już nie było.
- Zjedzcie, dobrze wam zrobi - powiedział Lupin, dając im po kawałku czekolady. - Nie spodziewałem się, że uda wam się za pierwszym razem. Prawdę mówiąc bardzo bym się zdziwił - dodał.
- Ten dementor był straszny - stwierdził Harry.
- Nie, nie, to był tylko bogin. Z dementorem byłoby gorzej, o wiele gorzej - odparł nauczyciel. - Z ciekawości zapytam, jakie wspomnienia wybraliście? - zapytał.
- Mój pierwszy lot na miotle - odpowiedział chłopak.
- Jak dostałam list z Hogwartu w jedenaste urodziny - odpowiedziała Ana.
- To za słabe. Wspomnienie musi być naprawdę silne, inaczej nie wyczarujecie patronusa - powiedział Lupin.
- Chyba mam jedno, nie wiem czy prawdziwe i czy jest do końca szczęśliwe - stwierdził Potter.
- Ja też mam takie jedno - dodała Black.
- Chcecie spróbować jeszcze raz? - zapytał nauczyciel.
Oboje skinęli głową. Znowu stanęli przed kufrem, Harry znowu bardziej z przodu, gdyż oboje wiedzieli, że tylko wtedy bogin zmieni się w dementora. Lupin ponownie wypuścił bogina. Ana i Harry skupili się na szczęśliwych wspomnieniach i znowu krzyknęli:
- EXPECTO PATRONUM! - Z końca ich różdżek wystrzeliły srebrzyste tarcze, które naparły na dementora-bogina.
- Brawo! Wspaniale! - zawołał Lupin, klaszcząc w dłonie, gdy udało im się wpędzić bogina do kufra. Zamknął kufer i znowu dał im po kawałku czekolady. - Na dzisiaj wystarczy.
- Widziałem moich rodziców, coś do mnie mówili, nie wiem co. Nie wiem nawet, czy to wspomnienie jest prawdziwe - powiedział Harry, mimo że nauczyciel o nic nie pytał.
- Ja widziałam tatę, jak zostawiał mnie u ciotki i wuja. Obiecał wrócić. To chyba prawdziwe wspomnienie, ale nie wiem na pewno. Śniło mi się to kilka razy, ostatni raz w pierwszej klasie - powiedziała Ana.
- Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Za tydzień kolejna lekcja - powiedział Lupin.
Ana i Harry pożegnali się i poszli do Wieży Gryffindoru.
***
Nadeszła pora kolejnej wycieczki do Hogsmeade. Ana, El, Amy i Jess już planowały co będą robić.
- Co robisz, Harry? - zapytała Ana, gdy zeszły do Pokoju Wspólnego i nakryły Pottera jak ubierał pelerynę-niewidkę.
- Chcę się dostać do Hogsmeade. Wuj Vernon nie podpisał mi pozwolenia - odpowiedział.
Ana zastanowiła się przez chwilę.
- Znam lepszy sposób, weź to - powiedziała, podając mu Mapę Huncwotów. - Tylko nie zgub i potem mi oddaj - zastrzegła.
- Po co mi kawałek pergaminu? - zapytał Harry, patrząc na pusty pergamin.
- To Mapa Huncwotów, dostałam ją od Freda i George'a - odpowiedziała. - Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego - powiedziała, stukając różdżką w pergamin. Natychmiast zaczęła pojawiać się mapa Hogwartu z maleńkimi śladami stóp z imionami i nazwiskami. - Najlepiej będzie jak pójdziesz tędy, przez Garb Jednookiej Wiedźmy. Prowadzi prosto do Miodowego Królestwa. Tylko nie zapomnij powiedzieć Koniec psot - znowu stuknęła różdżką i mapa znów wyglądała jak zwykły pergamin - jak będziesz wracał, bo inaczej każdy ją odczyta.
- Dzięki, oddam ci jak wrócę z Hogsmeade - powiedział Potter, chowając Mapę Huncwotów do kieszeni. - Ale skąd Fred i George ją mieli? - zapytał.
- Mówili, że gwizdnęli Filchowi w pierwszej klasie - odpowiedziała Ana.
- Wiesz kim byli ci Huncwoci? Ci Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz? - zapytał Harry.
- Nie wiem - odpowiedziała.
- Rozumiem, jeszcze raz dzięki - powiedział Potter. - Mówiłem ci, że była rozprawa Hardodzioba? - zapytał.
- Nie - odpowiedziała Black, czując wstyd, że zapomniała o Hagridzie. - Jaki wynik? - zapytała, dobrze znając odpowiedź.
- Hardodzioba skazali na śmierć - odpowiedział gorzko. - W czerwcu będzie apelacja, ale wiem, że to nic nie da. Ojciec Malfoya na pewno przekupił komisję albo im zagroził.
- No jasne, jutro wpadniemy do Hagrida, zobaczyć jak się czuje - powiedziała Eli.
- Mam nadzieję, że jakoś się trzyma - dodała Mel.
- Nie jest zbyt szczęśliwy, wasze odwiedziny na pewno podniosą go na duchu - powiedział Potter.
- Możemy mu jakoś pomóc? - zapytała Jessy.
- Obiecaliśmy mu już z Ronem i Hermioną, że pomożemy mu napisać apelację - odpowiedział Harry i ubrał pelerynę-niewidkę, po czym wyszedł z Pokoju Wspólnego.
Ana, Amy, El i Jess wyszły chwilę później.
- Myślisz, że to był dobry pomysł? - zapytała Łapa. - Dawać mu mapę?
- Niech ma chłopak coś z życia - odpowiedziała Black. - Ale niech tylko spróbuje ją zgubić albo zniszczyć, to pożałuje.
W Hogsmeade Gryfonki najpierw poszły do Miodowego Królestwa. Wybierając słodycze usłyszały strzęp rozmowy.
- Ale Harry, nie zatrzymasz tej mapy, prawda? Oddasz ją McGonagall? - zapytała Hermiona.
- Jasne, razem z peleryną-niewidką - powiedział Ron.
- Już ci mówiłem, Hermiono, ta mapa nie jest moja. Ana mi pożyczyła - odezwał się Harry.
Więcej nie usłyszały, bo Harry, Ron i Hermiona zniknęli w tłumie. Potem udały się do Zonka, gdzie spędziły dobrą godzinę. Obładowane torbami ze słodyczami i gadżetami z Zonka, postanowiły wstąpić do Trzech Mioteł na piwo kremowe. Niemal wszystkie stoliki były zajęte, tylko przy tym, przy którym siedzieli Ron i Hermiona oraz Harry pod peleryną-niewidką, były wolne krzesła.
- Możemy się dosiąść? - zapytała Amy.
- Jasne, siadajcie - odpowiedział Ron i dziewczyny usiadły. Ana usiadła obok niewidzialnego Pottera.
Po chwili madame Rosmerta przyniosła im zamówienia. Hermiona patrząc, czy nikt poza nimi nie widzi, wsunęła jeden z kufli pod pelerynę Harry'emu. Rozmawiali popijając pyszny napój. Anie minęła już złość na Hermionę, choć nadal miała do niej żal. Nagle drzwi gospody otworzyły się i weszli minister magii Korneliusz Knot, Hagrid, McGonagall i Flitwick. Zajęli jeden stolik blisko nich.
Hermiona szepnęła Mobiliarbus i choinka uniosła się o kila cali i wylądowała przed ich stolikiem, tak że Ana widziała teraz tylko cztery pary stóp. Po chwili pojawiła się piąta para stóp w turkusowych bucikach na wysokich obcasach.
- Mała woda goździkowa? - Usłyszała głos Rosmerty.
- Dla mnie - powiedziała McGonagall.
- Cztery kwarty grzanego miodu z korzeniami...
- Tutaj, Rosmerto - odezwał się Hagrid.
- Syrop wiśniowy z wodą sodową, lodem i parasolką...
- Mniam! - odezwał się Flitwick, mlaskając głośno.
- A więc dla pana ministra rum porzeczkowy...
- Dziękuję ci, moja kochana Rosmerto - powiedział Knot. - Może napijesz się z nami, co? Nie daj się prosić...
Black zobaczyła parę stóp wędrującą do baru i po chwili wracającą z powrotem.
- No więc, co pana sprowadza na skraj puszczy, panie ministrze? - zapytała Rosmerta.
- A któż by inny niż Syriusz Black? - odpowiedział pytaniem Knot.
- O, to może wreszcie pan coś zrobi z tymi dementorami? Odstraszają mi klientów! - poskarżyła się barmanka.
- Moja droga, to ze względów bezpieczeństwa. Zbiegły morderca jest na wolności - powiedział minister.
- A cóż Syriusz Black miałby robić w Hogsmeade? - zapytała Rosmerta.
- Harry Potter i Ana Black - odpowiedział ściszonym głosem. Harry i Ana zamarli.
- A co oni mają z tym wspólnego? Poza tym, że Ana jest jego córką? - zapytała barmanka. Usłyszeli westchnięcie McGonagall.
- Dwanaście lat temu, gdy stało się jasne, że Voldemort czyha na życie Potterów, postanowili się ukryć pod Zaklęciem Fideliusa - powiedziała.
- To najsilniejsze zaklęcie ochronne. Zamyka tajemnicę w duszy Strażnika Tajemnicy i tylko on może ją wyjawić. Voldemort mógłby przycisnąć nos do szyby domu Potterów, a i tak nic by nie zobaczył - odezwał się Flitwick.
- Potterowie ustanowili swoim Strażnikiem Tajemnicy Syriusza Blacka, który niestety zdradził ich Voldemortowi. Ten mały Peter Pettigrew, który zawsze łaził za Potterem i Blackiem, chciał ich pomścić. Black osaczył go na ulicy w biały dzień. Pettigrew nie miał szans. Black się wściekł, on nie zabił Pettigrew, on go rozwalił. Został z niego tylko palec i kupka zakrwawionych szmat - powiedział Knot, unosząc jeden palec. - Zabił też dwunastu mugoli jednym zaklęciem. Pięćdziesięciu mugoli to widziało, oczywiście zmodyfikowano im pamięć i dziś mugole są przekonani, że tamci ludzie zginęli przez wybuch gazu - dodał.
- Wcześniej znaleziono ciało żony Blacka, Ally. Co prawda nikt nie widział kto ją zabił, a on nie chciał powiedzieć, no i profesor Lupin twierdził, że zastał go z martwą żoną w ramionach, ale... wielu uważa, że to Black zabił Ally, bo chciała ochronić przed nim Anę - powiedziała McGonagall.
Anie serce biło jak oszalałe. To niemożliwe. To nie mogła być prawda.
- Ale to nie jest jeszcze najgorsze. James i Lily Potterowie byli chrzestnymi Any, Ally była chrzestną Harry'ego, a co za tym idzie, Syriusz Black był i nadal pozostaje jego ojcem chrzestnym - kontynuowała nauczycielka.
- Ja wciąż nie mogę w to uwierzyć. Potter i Black. Och, jak oni mnie rozbawiali - powiedziała Rosmerta.
- Pamiętam jak Black przyszedł do domu Potterów, gdy zabierałem Harry'ego. Chciał żebym mu go dał, ale ja miałem od Dumbledore'a inne polecenia. Pewnie by go gdzieś wyrzucił do rzeki, gdybym mu go dał. P-po-ociesza-a-łem m-mo-r-rdu-ującego z-z-zdrajcę - załkał Hagrid. - Aż dziwne, że Anę oddał pod opiekę Andromedy i Teda. Pewnie będzie chciał ją przekabacić na stronę Voldemorta. - Wydmuchał nos w wielką chusteczkę, wydając przy tym odgłos syreny okrętowej.
Ana poczuła obok siebie ruch, to Harry wstał, przy okazji przewracając krzesło. Nie zważając na nic, wybiegła za nim.
- Harry, zaczekaj! - zawołała, biegnąc za śladami stóp na śniegu.
Widząc że wbiega do Miodowego Królestwa, pobiegła do zamku. Poszła do Pokoju Wspólnego, by tam zaczekać na Pottera. Rzeczywiście pojawił się kilka minut później i zdjął pelerynę.
- Masz. - Oddał jej wyczyszczoną Mapę Huncwotów.
- Harry... ja to nie wierzę. Moja mama umarła mu w ramionach... - powiedziała.
- On zdradził moich rodziców! Był ich przyjacielem i ich zdradził! - wybuchnął Potter. - I zabił tego małego Pettigrew.
- Nie wierzę w to, nigdy nie uwierzę - odparła Black.
- Wiedziałaś, że on jest moim ojcem chrzestnym? - zapytał.
- Nie, ale wiedziałam że się przyjaźnili. Byli nawzajem świadkami na swoich ślubach. Ciotka i wuj powiedzieli, że byli tylko znajomymi, ale nie uwierzyłam w to - odpowiedział. - Czekaj, pokażę ci zdjęcia w moim albumie - dodała i pobiegła do swojego dormitorium. Wrzuciła do kufra mapę i wyjęła album. Otworzyła na zdjęciach ślubnych rodziców i rodziców chrzestnych. Wróciła do Pokoju Wspólnego. Okazało się, że Harry też poszedł po swój album. Były w nim takie same zdjęcia, tyle że pierwsze było zdjęcie ślubne Potterów.
- Widzisz? Czy tata na tym zdjęciu wygląda, jakby miał ich zdradzić? - zapytała Ana.
- Nie, może wtedy jeszcze tego nie planował - odpowiedział Harry. Westchnęła, zamykając album. Wiedziała, że go nie przekona. No i sama nie wiedziała co zaszło między jej ojcem a tym Pettigrew, ale nie wierzyła, że zabił go i tych mugoli.
- Słuchaj, Ana, do ciebie nic nie mam - powiedział Potter. - Wiem, że nigdy nie służyłabyś Voldemortowi.
- Dzięki - odparła, powstrzymując się od dodania, że jej ojciec też nie służył Voldemortowi.
- Idę do dormitorium - powiedział i tak zrobił. Ana poszła do swojego dormitorium, zaczekać na przyjaciółki. Była pewna, że Jess też nie wierzy, że jej ojciec zdradził Potterów. Przynajmniej stało się jasne, dlaczego ciotka i wuj nie przyznali, że Potterowie i Blackowie byli przyjaciółmi. James i Lily jej rodzicami chrzestnymi... Niedługo później do dormitorium wparowała Łapa, a za nią El i Amy.
- Nie wierz w to, Ana, słyszysz? Nie możesz w to uwierzyć. Syriusz nie może być zdrajcą - powiedziała Jess, chwytając ją za ramiona i potrząsając.
- Spokojnie, nie wierzę w to - odpowiedziała Ana. - Szkoda tylko, że Harry w to wierzy. Pokazałam mu zdjęcia ślubne moich rodziców i jego. Tak jak przypuszczałam ma w albumie takie same.
- Czemu mnie to nie dziwi - westchnęła Jessy, siadając na łóżku.
- Ale co z tym Pettigrew? - zapytała Eli.
- Nie wiem, chciałabym się dowiedzieć co między nim zaszło. Dowiemy się jak go znajdziemy - odpowiedziała Black.
- Czyli nadal chcesz go szukać? - zapytała Mel.
- No jasne! - odpowiedziała za nią Jess.
- Oczywiście, że nadal chcę, nawet bardziej niż wcześniej. Muszę wypytać Lupina na następnej lekcji Patronusa. Już wcześniej powiedział mi, że zastał mojego ojca z moją matką w ramionach. Powiedział wtedy, że na miejscu oprócz niego zastali też oszołomionego Lucjusza Malfoya. Możliwe, że to mój ojciec go oszołomił. Może to Malfoy ją zabił? Ale najbardziej istotne jest to, że Lupin twierdził, że on nie udawał rozpaczy, że takiej rozpaczy nie da się udawać - powiedziała Ana.
***
Ana i Harry nadal mieli lekcje Patronusa, na których robili coraz większe postępy. W końcu Black postanowiła wypytać Lupina o wydarzenia sprzed dwunastu lat.
- Profesorze, czy... wiedział pan, że Potterowie byli moimi chrzestnymi? - zapytała.
- A więc się dowiedzieliście. Tak, wiedziałem. James i Syriusz jeszcze w szkole obiecali sobie, że jak będą mieć dzieci, to uczynią się nawzajem ich chrzestnymi - odpowiedział Lupin.
- I wiedział pan, że on zdra... Zaraz... powiedział pan "James i Syriusz"? Był pan ich przyjacielem? - zapytał Potter
- Tak - przyznał nauczyciel.
- Czyli jest pan przyjacielem Blacka? - zapytał Harry.
- Dwanaście lat temu byłem przyjacielem Blacka, ale teraz już nie jestem - odpowiedział Lupin.
- Ale sam pan powiedział, że on nie udawał rozpaczy, gdy go pan znalazł z moją matką w ramionach. Ja nie wierzę, że on ją zabił, że zdradził Potterów - powiedziała Ana.
- Skąd o tym wszystkim wiecie? - zapytał nauczyciel. - Zresztą nieważne. Nie wiem, czy twój ojciec zabił Ally, ale... są dowody, że zdradził Jamesa i Lily. Nikomu innemu nie powierzyliby swojego życia. James i Syriusz byli jak bracia, zawsze nierozłączni - dodał.
- A może jednak? Może mówili coś panu, zanim zginęli? - zapytała Black.
- Nic nie mówili. Prawdę mówiąc, mieliśmy słaby kontakt. Przestałem widywać Jamesa i Lily, odkąd musieli się ukryć, a Syriusza i Ally rzadko widywałem - odpowiedział Lupin.
- A Peter Pettigrew? Znał go pan? - zapytał Harry.
- Oczywiście, ja, James, Syriusz i Peter, czwórka nierozłącznych przyjaciół - odpowiedział. - Peter zawsze był zapatrzony w Jamesa i Syriusza. Sam nigdy nie był zdolnym uczniem. Jakim on był głupcem, chcąc samemu ująć Blacka - westchnął.
Ana i Harry pożegnali się i wyszli z sali OPCM. Pierwszy odezwał się Potter:
- Chcę go odnaleźć... i zabić.
- I myślisz, że staniesz się wtedy lepszy od niego, jeśli rzeczywiście jest winny, w co nie wierzę? - zapytała Black. - Ja chcę go odnaleźć, ale po to, żeby poznać prawdę.
Potter nie odpowiedział. Milczeli przez całą drogę do Wieży Gryffindoru.
***
Następnego dnia Ana, El, Amy i Jess wybrały się do Hagrida.
- Wejdźcie, myślałem że już zapomniałyście o starym Hagridzie - powiedział olbrzym, wpuszczając ich do chatki. Kieł natychmiast podbiegł do Any, obśliniając jej szatę.
- Jak czuje się Hardodziob? - zapytała Black.
- Chyba coś przeczuwa, jest cały czas niespokojny. Muszę trzymać go uwiązanego w chatce - odpowiedział Hagrid, wskazując na hipogryfa leżącego na środku izby.
- Jeśli moglibyśmy jakoś pomóc, to powiedz - powiedziała Mel.
- Dzięki, jesteście kochane dziewczynki, ale Harry, Ron i Hermiona już obiecali mi pomóc z napisaniem apelacji - odparł gajowy, nalewając im herbaty do kubków wielkości wiaderek. Postawił na stole talerz bezkształtnych ciastek, ale Gryfonki grzecznie odmówiły.
- Mam nadzieję, że apelacja coś da - powiedział Jessy, chociaż wszystkie wiedziały, że ta sprawa jest z góry przegrana i Lucjusz Malfoy się o to postara.
Pożegnały się z Hagridem i wróciły do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Mijały dni, Gryfoni mieli już dość sir Cadogana, ponieważ ciągle zmieniał hasła, a zwłaszcza Neville, który zrobił sobie listę haseł, bo zawsze miał problem z ich zapamiętywaniem. Pewnego dnia Ana i Harry, wracając z lekcji Patronusa, zastali Rona i Hermionę kłócących się o coś i El, Amy i Jess próbujące ich uspokoić.
- Co się stało? - zapytała Black.
- Jej kocur zjadł mojego Parszywka! - odpowiedział Weasley, celując oskarżycielski palec w Granger.
- Ron po prostu zgubił swojego szczura! - zaoponowała Hermiona. - Trzeba było lepiej pilnować swojego zwierzaka!
- To znalazłem na swoim prześcieradle - powiedział Ron, pokazując kłaki szczurzej sierści. - Była też krew!
- To jeszcze nie dowód, że zjadł go Krzywołap - zauważył Potter. - On i tak był chory i pewnie niedługo by zdechł.
- Więc co? Więc Krzywołap mógł go zeżreć, bo był chory? - zapytał Weasley czerwony na twarzy. - Sam widziałeś, że polował na Parszywka!
- Polował, bo to kot! Koty, jakbyś chciał wiedzieć, polują na szczury! - krzyknęła Hermiona i pobiegła do dormitorium, zalewając się łzami.
- Ron, możesz mi pokazać tę krew na twoim prześcieradle? - zapytała Ana.
- Dobra - burknął.
Weasley zaprowadził ją do swojego dormitorium. Na jego łóżku faktycznie widać było plamy krwi. Ana nie wiedząc czemu przypomniała sobie, jak Parszywek piszczał, gdy chciała wyjąć go spod ławki, pod którą skulił się, kiedy uciekł Ronowi.
poniedziałek, 30 maja 2016
poniedziałek, 23 maja 2016
Rozdział XI: Ucieczka Grubej Damy i Błyskawice
Nadeszła Noc Duchów. W Hogwarcie jak zwykle odbyła się uczta. Wielka Sala była ozdobiona magicznie powiększonymi dyniami. Po uczcie Gryfoni udali się do Wieży Gryffindoru, jednak nagle zatrzymali się przed portretem Grubej Damy.
- Co się dzieje? Neville znowu zapomniał hasła? - zapytał Ron.
- Jestem tutaj - odpowiedział Longbottom, stojący tuż obok.
Przez tłum tłoczący się przed portretem przecisnęła się Ginny.
- Gruba Dama zniknęła - powiedziała.
Wtedy Ana to zobaczyła. Płótno obrazu było pocięte, a Grubej Damy nie było. Chwilę później zjawił się Dumbledore w towarzystwie Filcha.
- Panie Filch, trzeba zwołać duchy, niech przeszukają zamek - powiedział dyrektor, gładząc długim palcem pocięte płótno.
- Duchy nie będą potrzebne, Gruba Dama jest tam - odparł woźny, wskazując na jeden z obrazów.
Gryfoni mimo nawoływań prefekta Percy'ego pobiegli w tamtą stronę. Obraz przedstawiał świnię, Gruba Dama była schowana za nią. We włosach miała błoto i trociny, a w oczach przerażenie.
- Moja droga, kto ci to zrobił? - zapytał Dumbledore.
- Oczy jak u czorta jakiego... Chciał wejść do Wieży Gryffindoru, ale nie znał hasła. Powiedziałam mu, że nie mogę go wpuścić, a on wpadł w szał i mnie pociął! Syriusz Black! - odpowiedziała Gruba Dama, ostatnie dwa słowa wypowiedziała podniesionym głosem.
Ana prawie mimowolnie się uśmiechnęła, ale szybko się powstrzymała, widząc że wszyscy spojrzeli na nią.
- No co? Ja byłam cały czas na uczcie - powiedziała.
- Zamknąć bramę, uczniowie do Wielkiej Sali! - zarządził Dumbledore.
Uczniowie zostali położeni w Wielkiej Sali. Ana i Harry udawali, że śpią, gdy Filch chodził i sprawdzał czy nikogo nie brakuje. Chwilę później przyszli Dumbledore i Snape. Zaczęli przechadzać się między leżącymi.
- Sprawdzałem w lochach, ani śladu Blacka, dyrektorze - powiedział mistrz eliksirów.
- Doskonale, zdziwiłbym się, gdyby tu został - odparł Dumbledore.
- Pamięta pan jak poddałem w wątpliwość przyjęcie profesorze Lupina? - zapytał Snape.
- Nie wierzę żeby którykolwiek z nauczycieli pomógł Blackowi dostać się do zamku - odpowiedział stanowczo dyrektor.
- A co z Potterem i panną Black? Powinniśmy ich ostrzec? - spytał nauczyciel.
- Przyjdzie na to czas, na razie niech śpią. We śnie człowiek jest we własnym świecie, czasem stąpa wysoko w chmurach, a czasem chodzi twardo po ziemi - odpowiedział Dumbledore, patrząc na Anę i Harry'ego leżących plecami do niego, więc nie mógł zobaczyć, że mają otwarte oczy.
Następnego dnia Gryfoni i Ślizgoni mieli kolejną lekcję OPCM. Ku zdziwieniu tych pierwszych i zadowoleniu drugich, do klasy zamiast profesora Lupina wszedł Snape. Machnięciem różdżki pozamykał okna i zapanowała ciemność rozjaśniana tylko przez parę świec.
- Otwórzcie podręczniki na stronie 394 - powiedział nauczyciel.
- Przepraszam, ale gdzie jest profesor Lupin? - zapytał Harry.
- Zadziwiająca troska, co Potter? Wiedzcie że wasz drogi profesor Lupin nie jest obecnie w stanie prowadzić jakichkolwiek zajęć - odpowiedział Snape. - Strona 394! - Machnął różdżką w kierunku Rona, który powoli przewracał kartkę po kartce.
- Wilkołaki? Wilkołaki miały być za tydzień! Zaczęliśmy czerwone kapturki i zwodniki - powiedziała Hermiona.
- Cicho, Granger, minus 5 punktów - odparł nauczyciel. - Kto mi powie czym różni się wilkołak od animaga? - zapytał.
Ręka Hermiony natychmiast wystrzeliła w górę.
- Nikt? Jaka szkoda - powiedział Snape, ignorując ją.
- Może ja? Animag to ktoś, kto chce zamienić się w zwierzę. Wilkołak nie ma wyjścia, zmienia się w każdą pełnię i podczas przemiany nie pamięta kim jest - odezwała się Hermiona.
Malfoy wydał z siebie dźwięk mający być chyba wyciem wilkołaka.
- Dziękuję, panie Malfoy. Już drugi raz odzywasz się niepytana, Granger. Wzięłaś sobie za punkt honoru odstawiać zarozumialca? Minut 5 punktów - powiedział Snape.
- Ma gość trochę racji - szepnął Ron do Harry'ego.
- Mam wrażenie, że jeszcze przed chwilą jej tu nie było - powiedziała cicho Ana.
- Hermiony? Też nie zauważyłam jak wchodziła do klasy - stwierdziła Jess.
Snape zaczął mówić o wilkołakach. W trakcie wykładu Malfoy podrzucił Anie kawałek pergaminu przedstawiający karykaturę jej spadającej z miotły. Pomyślała że to żałosne i tylko zgniotła świstek. Zauważyła, że Potter dostał podobną kartkę.
- Za tydzień przyniesiecie wypracowania o wilkołakach, na dwie rolki pergaminu - oznajmił Snape na koniec lekcji.
- Ale w sobotę jest mecz - zauważył Harry.
- To niech lepiej pan uważa, panie Potter. Połamane kończyny to żadna wymówka - odparł nauczyciel.
***
Nadszedł dzień meczu, drużyna Gryfonów zebrała się w szatni.
- Mam złe wieści, gramy z Puchonami - poinformował Oliver Wood.
- Co? Ale mieliśmy grać ze Ślizgonami - zauważyła Ana.
- Zmienili grafik. Ślizgoni tłumaczyli się kontuzją ich szukającego - odparł Wood.
- Malfoy wcale nie jest kontuzjowany, Hardodziob ledwo go drasnął - powiedziała z oburzeniem Jess.
- To pewnie przez tę pogodę - stwierdził Fred.
- Ślizgoni boją się grać w takich warunkach - dodał George.
I rzeczywiście ostatnio cały czas było pochmurno i lało jak z cebra. Drużyna Gryfonów mimo to trenowała dwa razy dziennie. Dziś również lało i grzmiało.
- Jesteśmy w nieciekawej sytuacji, bo trenowaliśmy taktykę na Ślizgonów, a Puchoni stosują zupełnie inną grę - przyznał Oliver.
- Już wyobrażam sobie ten parszywy uśmiech na twarzy Malfoya - mruknął Harry.
- Jesteśmy silną i zgraną drużyną, trenowaliśmy codziennie dwa razy w trudnych warunkach. Możemy pokonać Puchonów, i zrobimy to, ale pamiętajcie, żeby ich nie lekceważyć. Oni też mają dobrą drużynę. Ich szukający, Cedrik Diggory, jest naprawdę świetny, więc zależy mi żebyś postarał się jak najszybciej złapać znicza, Potter - powiedział Wood. - Black, Collet, wiem że to dopiero wasz drugi mecz, ale pokazałyście już co potraficie. No i jest Angelina, stwórzcie zgrane trio, a nikt wam nie zabierze kafla. Fred, George... wiecie co robić. To mój ostatni rok w Hogwaricie i w tym roku na Pucharze Quidditcha musi widnieć nazwa naszej drużyny - zakończył.
Następnie Wood jak zwykle zanudzał ich wykładem i rozrysował taktykę na tablicy. W końcu drużyna Gryfonów wyszła na boisko, Puchoni także. Lało jak z cebra, grzmiało, było ciemno i pochmurno, co znacznie utrudniało widoczność. Pani Hooch jak zwykle przypomniała zasady i poprosiła o ładną i czystą grę. Kapitanowie podali sobie ręce i sędzia zadęła w gwizdek, wypuszczając w górę kafel. Ana szybko przejęła piłkę, ominęła tłuczek i podała do Jess, a ta rzuciła do Angeliny, której udało się zdobyć pierwszego gola.
- 10 PUNKTÓW DLA GRYFFINDORU! - krzyknął Lee Jordan przez megafon.
Gra była zacięta i wyrównana. Gdy Gryfoni mieli 10 punktów przewagi, Wood poprosił o przerwę. Drużyna zebrała się w kółku, szkarłatne szaty lepiły im się do ciał.
- Mamy przewagę, ale bardzo niewielką. Musisz szybko złapać znicz, Harry, jeśli mamy wygrać mecz - powiedział Oliver.
- To nie takie łatwe. Ledwo widzę przez ten deszcz, okulary mi zaparowały - odparł Potter.
Podeszła do niego Hermiona, skierowała różdżkę w jego okulary i powiedziała:
- Impervius!
Okulary Harry'ego przestały być zaparowane i zaczęły odbijać krople deszczu.
- Lepiej? - spytała Granger.
- Tak, dzięki Hermiono - odpowiedział Potter.
- Jesteś wielka, Hermiono - dodał Wood. - Wracamy do gry.
Mecz trwał dalej. Harry zaciekle szukał znicza, ale Cedrik Diggory był faktycznie świetnym graczem i trudnym przeciwnikiem. Ana, Jess i Angelina zdobywały gole, ale ścigający Puchonów też. Nagle Black go zauważyła. Stał nieopodal trybun. Wielki czarny pies. Przez chwilę patrzyła wprost na niego, zapominając o meczu. Czy to był jej ojciec jak podejrzewała? Zamierzała podlecieć do Łapy, by powiedzieć jej o psie, ale wtedy zauważyła, że Harry też go zobaczył i na jego twarzy pojawił się cień strachu. Po chwili pies zniknął. Ana postanowiła, że powie Jess po meczu, teraz starała się o nim nie myśleć. Właśnie zdobyła kolejnego gola, gdy zrobiło się zimniej i ciemniej. Rączka jej Nimbusa 2000 oblodziła się. Wtedy ich zauważyła. Dementorzy. Ale co oni robią na stadionie? Black nie zdążyła się jednak nad tym zastanowić, bo poczuła że spada z miotły. Ostatnim co zdążyła zarejestrować zanim straciła przytomność, to Potter również spadający z miotły.
***
- Kiepsko wyglądają, co? - Ana usłyszała głos Rona.
- Też byś kiepsko wyglądał, jakbyś gruchnął z pięćdziesięciu stóp - powiedział jeden z bliźniaków.
Otworzyła oczy i przekonała się, że jest w skrzydle szpitalnym. Na łóżku obok leżał Harry, też był już przytomny. Otaczała ich drużyna, Amy, El, Ron, Hermiona i Neville.
- Jak długo tu jesteśmy? - zapytała Black.
- Dwa tygodnie. Dumbledore was uratował, a potem się wściekł - odpowiedziała Jess.
- Dementorom już nie wolno wchodzić na teren zamku - dodała Hermiona.
- A mecz? Kto wygrał? - spytał Potter.
- Puchoni, Diggory złapał znicz. Chciał powtórzyć mecz, gdy dowiedział się co się stało, ale powiedziałem mu, że wygrali uczciwie - odparł Wood. - Nie martwcie się, to nie wasza wina, wciąż mamy szansę wygrać puchar - dodał.
- Harry, Ana... jest jeszcze coś o czym powinniście wiedzieć - powiedziała niepewnie Amy.
- Nie wiedzieliśmy jak wam to powiedzieć... - przyznała El.
- Gdy spadliście, wasze miotły uderzyły w Wierzbę Bijącą i... teraz tak wyglądają. - Neville pokazał im dwie kupki połamanego drewna, które kiedyś były miotłami.
Ana poczuła jak coś zaciska się na jej sercu. Nimbus 2000, jej pierwsza miotła, prezent od ciotki i wuja na jedenaste urodziny. Tylko dwa razy, wliczając w to ten mecz z Puchonami, zagrała mecz dosiadając tej miotły. Po wyrazie twarzy Harry'ego poznała, że on czuł się podobnie. Chwilę później pani Pomfrey wygoniła gości, tłumacząc że Ana i Harry potrzebują spokoju.
- To nie jest normalne, że dementorzy tak na nas działają - stwierdziła Black.
- Chciałbym umieć się przed nimi bronić - powiedział Potter.
- Ja też i myślę, że to da się zrobić - odparła Ana.
- Jak? - zapytał Harry.
- W pociągu Lupin poskromił dementora, pamiętasz? Mógłby nas nauczyć - odpowiedziała Gryfonka.
- Dobry pomysł - zgodził się chłopak. - Poprosimy go po najbliższej lekcji.
- Ok.
Przez chwilę zapadła cisza. W końcu przerwał ją Harry.
- Widziałaś coś jeszcze? Na przykład wielkiego czarnego psa? - zapytał.
- Tak - odpowiedziała Ana.
- Skoro go widziałaś... to znaczy, że to nie jest ponurak? - spytał Potter z ulgą w głosie.
- Daj spokój, ty w to wierzysz? - Black pokręciła głową z dezaprobatą. - To zwykły przybłęda. Przypadkiem zobaczyliśmy go chwilę przed tym jak pojawili się dementorzy. A przypominam ci, że w mojej filiżance nie było żadnego ponuraka - powiedziała.
- Skąd wiesz, że to zwykły przybłęda? - zainteresował się Harry.
- Pogłaskałam go - odparła Ana. - W wakacje, widziałam go dwa razy. Raz pod moim oknem, a drugi jak wyszłam na spacer. Był strasznie wychudzony. Chciałam go nawet przygarnąć. Już myślałam, że pójdzie za mną, ale on nagle nie wiem czemu zaczął szczekać i musiałam uciekać do domu. Potem widziałam go jeszcze na błoniach wieczorem po uczcie powitalnej - dodała, widząc jak rozszerzyły mu się oczy ze zdziwienia.
- Oszalałaś - powiedział Potter.
- To ty oszalałeś, jeśli wierzysz w te brednie o ponuraku - odparła Black. - Ten pies to nie może być żaden omen, skoro ma ciało.
Następnego dnia rano pani Pomfey na ich usilną prośbę wypuściła ich, marudząc że powinni jeszcze leżeć. Nadeszła kolejna lekcja OPCM. Ku uldze Gryfonów, tym razem pojawił się Lupin. Ana zauważyła, że miał bardziej podkrążone oczy niż zwykle. Nauczyciel anulował im wypracowanie od Snape'a, co powitali z zadowoleniem. Kontynuowali temat czerwonych kapturków i zwodników. Po lekcji Black i Potter celowo ociągali się z pakowaniem.
- Idźcie, zaraz do was dołączę - powiedziała Ana do Amy i El. To samo Harry powiedział Ronowi i Hermionie.
- Panie profesorze - zaczął Harry, gdy zostali sami w klasie.
- Chodźcie do mojego gabinetu - powiedział Lupin.
Chwilę później wszyscy troje weszli do jego gabinetu. Na biurku stało akwarium z druzgotkiem.
- Przygotowałem go na następną lekcję - powiedział nauczyciel. - O co chodzi? - zapytał.
- Chodzi o dementorów - odpowiedział Harry.
- Tak, dementorzy niewątpliwie działają na was bardziej niż na innych - powiedział Lupin.
- Niech pan nauczy nas jak się przed nimi bronić - poprosił Ana.
- Właśnie, w pociągu pan dementora poskromił - dodał Potter.
- W pociągu był tylko jeden - przypomniał Lupin. - Ale dobrze, nauczę was, skoro dementorzy tak na was działają, ale dopiero po feriach. Na razie muszę odpocząć - zgodził się.
- Dziękujemy - powiedzieli jednocześnie.
- Słyszałem o waszych miotłach. Nie da się nic zrobić? - zapytał nauczyciel.
- Niestety nie - odpowiedziała Black.
- Szkoda, to były bardzo dobre miotły, mogły jeszcze długo wam posłużyć - stwierdził Lupin.
***
- Widziałam go, tego psa - poinformowała Ana Amy, El i Jess, gdy zostały same w dormitorium. - Harry też go widział, myślał że to ponurak.
- Głupek. Nawet jeśli się pomyliłyśmy i to nie jest Syriusz, to znaczy, że jest to tylko zwykły przybłęda - odparła Collet.
- Nie mówiłaś mu chyba o podejrzeniach kim jest ten pies, co? - zapytała Mel.
- Jasne, że nie, nie jestem głupia - odpowiedziała Black. - Poprosiliśmy Lupina, żeby nauczył nas jak bronić się przed dementorami.
- I co? Zgodził się? - zaciekawiła się Eli.
- Tak, ale dopiero po feriach. Mówił że musi odpocząć - odparła Ana.
***
Nadszedł świąteczny poranek. Gdy Ana się obudziła, zobaczyła przy łóżku stosik prezentów. Wzięła pierwszy z góry i rozpakowała go. Był to zestaw miotlarski od Tonks. Black poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, jej kuzynka nie wiedziała, że Nimbus przepadł. Następny prezent był od ciotki i wuja, była to książka Quidditch przez wieki i domowe kociołkowe pieguski. Od Amy dostała fałszoskop, od El książkę o animagii, a od Jess poruszającą się miniaturkę Błyskawicy.
- Na prawdziwą mnie nie stać, a rodzice nie zgodziliby się, żebym dała komuś tak drogi prezent, więc pomyślałam, że kupię ci to, tak na pocieszenie po Nimbusie - powiedziała Jessy.
- Dzięki, jest super - odparła Ana, obserwując jak malutka miotła lata po dormitorium. - A jak ci się podoba mój prezent? - wyszczerzyła się.
Collet rozpakowywała prezent od niej. Był to plakat wyklejony zdjęciami Syriusza z gazet.
- Jest super! - zawołała Jess, ściskając przyjaciółkę tak, że omal nie zmiażdżyła jej żeber. Gryfonka od razu powiesiła plakat nad łóżkiem.
- Ana, tu jest jeszcze jeden prezent - zauważyła Amy.
Rzeczywiście obok jej łóżka leżał jeszcze jeden, podłużny pakunek, większy od innych.
- Ale od kogo to? - spytała Black, nie oczekując odpowiedzi.
Usiadła na łóżku, chwyciła pakunek i rozwinęła go. Wszystkie cztery wydały z siebie okrzyk zachwytu. To była prawdziwa Błyskawica.
- Nie wierzę - powiedziała Ana, gładząc lśniącą rączkę miotły. - Najszybsza miotła wyścigowa.
- Od kogo ją dostałaś? - zapytała Jess z nutką zazdrości w głosie.
- No właśnie nie wiem, nie ma żadnej karteczki... Albo czekaj... - Wygrzebała z pergaminu, w który zawinięta była miotła, karteczkę. Był na niej tylko odcisk psiej łapy. - Ale... jak on niby miałby mi kupić Błyskawicę? Przecież jest poszukiwany - zauważyła.
- Może coś wymyślił. Też chciałabym, żeby mój tata kupił mi Błyskawicę, no ale nie narzekam na swojego Nimbusa 2001 - powiedziała Łapa.
- Muszę ją pokazać Harry'emu - oznajmiła Black. - Nie powiem mu oczywiście o tej karteczce z odciskiem łapy - dodała.
Wzięła miotłę i wybiegła z dormitorium. Wpadła do dormitorium chłopców.
- Harry, zoba... - urwała, gdy zorientowała się, że Potter i Ron podziwiają taką samą miotłę jak jej. - Ty też dostałeś Błyskawicę? - zdziwiła się. Po co jej ojciec miałby kupować miotłę Harry'emu? O ile w ogóle to on kupił im miotły.
- Tak. Miałaś jakąś karteczkę z podpisem od kogo to, czy coś? - zapytał Potter.
- Nie - skłamała Black.
Ana, El, Amy, Jess, Harry i Ron zeszli do Pokoju Wspólnego i podziwiali Błyskawice Harry'ego i Any, i pokazali je Hermionie. Tylko ona była sceptyczna i nie podzielała ich zachwytu.
- Powinniście to zgłosić - powiedziała.
- Zgłosić? Po co? - zapytał Ron.
- Nie wiadomo od kogo te miotły - zauważyła Granger.
- I co z tego? Jakby ktoś chciał nam coś zrobić, to raczej nie kupowałby w tym celu najdroższych mioteł - odparła Ana.
Granger zrezygnowana pokręciła głową. Udali się do Wielkiej Sali, gdzie zamiast czterech stołów, przy których zasiadali uczniowie, był tylko jeden długi stół. Ana zauważyła że z innych Domów nikt nie został na święta w Hogwarcie. Przy stole siedzieli uradowany Dumbledore, Snape z miną jakby zjadł coś kwaśnego, profesor Sprout, profesor Flitwick i profesor McGonagall.
- Witajcie, moi kochani, ponieważ w tym roku mało osób zostało na święta w Hogwarcie, postanowiłem że zasiądziemy do Bożonarodzeniowej uczty przy jednym stole - uśmiechnął się Dumbledore.
Siódemka Gryfonów zajęła miejsca przy stole.
- Uśmiechnij się, Severusie, w końcu mamy święta! - zawołał Dumbledore. Snape zrobił grymas, który chyba miał być uśmiechem.
Nagle do sali weszła profesor Trelawney. Był to zaskakujący widok, bo ona rzadko wychodziła ze swojego gabinetu w Wiezy Północnej. Bardzo rzadko pojawiała się na posiłkach w Wielkiej Sali, twierdząc że tłum rozprasza jej wewnętrzne oko.
- Sybillo, cóż za niespodzianka - powiedział rozradowany Dumbledore.
- Moje wewnętrzne oko kazało mi tu zejść - przyznała Trelawney, rozglądając się nerwowo.
- Cieszę się, usiądź z nami, Sybillo - odparł dyrektor. Profesor Sprout przesunęła się, by zrobić jej miejsce.
Trelawney omiotła wszystkich wzrokiem.
- Nie mogę. Jeśli usiądę, będzie nas trzynaścioro - powiedziała.
- I co z tego? - zapytała McGonagall.
- Jak to "I co z tego?" - powtórzyła Trelawney z oburzeniem w głosie. - Gdy przy jednym stole zbierze się trzynaścioro osób, pierwsza osoba, która wstanie, umrze jako pierwsza - wyjaśniła.
- Dyrdymały - powiedziała McGonagall. - Siadaj, Sybillo, nikt dzisiaj nie umrze.
Trelawney prychnęła urażona lekceważeniem jej przedmiotu, ale usiadła między Sprout a Flitwickiem. Podczas uczty Dumbledore próbował podtrzymywać wspólną rozmowę.
- Panno Colen, panno Tagworth, dlaczego nie wyjechałyście na święta, jak wasi bracia? - zapytał.
- Rodzice i Lucas pojechali odwiedzić ciotkę, której nie znoszę - odpowiedziała Amy.
- A moi i Kevin polecieli do Polski, w Bieszczady, a ja nigdy nie miałam kondycji do łażenia po górach - odparła El.
Uczniowie w końcu postanowili odejść od stołu. Ana, Harry i Ron wstali niemal jednocześnie.
- Kto z was pierwszy wstał? - zapytała Trelawney przerażonym głosem.
- Ee... a jakie to ma za znaczenie? - zapytał Potter.
- To z was, które wstało najpierw, umrze jako pierwsze - odpowiedziała nauczycielka.
- Nie sądzę, żeby to miało jakieś znaczenie, chyba że za rogiem czyha szaleniec z siekierą, czekający by wszystkich wymordować - wtrąciła McGonagall.
Za Aną, Harrym i Ronem z Wielkiej Sali wyszły Jess, Amy i El. Jedynie Hermiona została, tłumacząc że chce porozmawiać z McGonagall o swoich ocenach.
- Już nie mogę się doczekać meczu - powiedziała Ana, gładząc rączkę miotły, gdy znaleźli się w Pokoju Wspólnym.
- Dasz się przelecieć? - wypaliła Jess.
- A ty mi, Harry? - zapytał Ron.
- Jasne, ale jak my polatamy - odpowiedział Potter.
- Hej, a może teraz pójdziemy polatać na błonia? - zaproponowała Black. - Jest zimno, ale pogoda ładna - dodała.
- Dobry pomysł - zgodził się Harry.
- Ja latam zaraz po tobie, Ana - powiedziała szybko Łapa.
- A ja po Harrym - dodał szybko Ron.
- Ja po Jess - zaklepała Amy.
- To ja po Ronie, bo nie chcę czekać aż wszystkie trzy polatacie - powiedziała El.
Nie zdążyli jednak nawet dobiec do dziury za portretem sir Cadogana, który jako jedyny zgodził się zastąpić Grubą Damę, ponieważ do Pokoju Wspólnego weszła McGonagall, a za nią Hermiona.
- Potter, Black, czy to prawda, że dostaliście miotły? - zapytała nauczycielka.
- Tak - odpowiedzieli jednocześnie Harry i Ana, łypiąc wściekle na Granger, bo domyślili się, że to ona doniosła McGonagall o Błyskawicach.
- I nie wiadomo kto je wam przysłał? - zapytała ponownie.
- Nie - skłamała Black, choć ona dobrze wiedziała kto przysłał im Błyskawice.
- Muszę zarekwirować wam te miotły - powiedziała McGonagall.
- Nie może pani! - krzyknął Harry, ściskając mocniej rączkę miotły, a Ana zrobiła to samo.
- Nie ty decydujesz co mogę, Potter - powiedziała ostro nauczycielka. Miotły muszą zostać zbadane pod kątem złowrogich zaklęć, czy nie zostały zostały zaczarowane. Pani Hooch je rozbierze i...
- Rozbierze?! - przerwała jej Black. - To jest bezczeszczenie świętości!
- Cicho! - powiedziała stanowczo. - Jeśli wszystko będzie w porządku, miotły zostaną wam zwrócone.
- Dostaniemy je z powrotem przed meczem? - zapytał Harry. Tak jak Ana nie był pewny, czy jeszcze zobaczy swoją Błyskawicę w jednym kawałku.
- Zobaczymy. Cały proces potrwa pewnie około dwóch tygodni - odpowiedziała, zabierając im miotły.
Gdy wyszła przez chwilę panowała grobowa cisza.
- Ty mała, podła donosicielko! - wybuchła Ana, celując oskarżycielskim palcem w Hermionę. - Musiałaś donieść McGonagall, co? Wcale nie zostałaś w Wielkiej Sali, żeby porozmawiać z nią o ocenach! Tak bardzo zazdrościsz, że to ja i Harry dostaliśmy najlepsze miotły wyścigowe, a nie ty? - warknęła.
- Nie... ja tylko... ja tylko pomyślałam, że te miotły mógł wam przysłać Syriusz Black! - powiedziała Granger na granicy płaczu.
- Syriusz Black? - prychnął Harry. - A niby jak? On jest poszukiwanym zbiegiem. Myślisz, że mógłby sobie tak po prostu wejść do sklepu i kupić Błyskawice? - zapytał.
- Nie wiem, ale... - jęknęła Hermiona. - Chciałam waszego dobra. Jeśli te miotły są zaczarowane, coś mogłoby wam się stać.
- Serio sądzisz, że mój ojciec nie znalazłby tańszego sposobu, żeby nas zabić? - zapytała chłodno Ana. Z jednym musiała się z nią zgodzić. Te miotły były prezentem od Syriusza Blacka. I prawdę mówiąc, mogła mieć rację co do ich zaczarowania. Przecież nie miała pewności, że jej ojciec naprawdę jest niewinny.
- Świetnie, dzięki twojej nadgorliwości możemy pewnie pożegnać się z lataniem na Błyskawicach w najbliższym meczu - powiedział Harry.
- Ron, Amy, El, Jess, powiedzcie coś - jęknęła rozpaczliwie Hermiona.
- Myślałem, że jesteś naszą przyjaciółką - powiedział chłodno Ron.
- Wiesz, mogłaś chociaż powiedzieć o swoich przypuszczeniach. Może przyznalibyśmy ci rację - stwierdziła Mel.
- Właśnie, jestem pewna, że Ana i Harry zgodziliby się poinformować McGonagall, ale ty wolałaś to zrobić za ich plecami - dodała Eli.
Black i Potter nic nie powiedzieli, ale wiedzieli, że taka była prawda. Sami pomyśleli, że Hermiona mogła mieć trochę racji, ale byli zbyt wściekli na to, że doniosła McGonagall o Błyskawicach, żeby się do tego przyznać.
- Ja mam tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę te miotły. I że będą sprawne - powiedziała Jessy.
- Jesteście okropni! - krzyknęła Hermiona, zanosząc się płaczem. - Obchodzą was tylko te durne miotły! - Ukrywając twarz w dłoniach, pobiegła do dormitorium.
Harry i Ron w milczeniu poszli do swojego dormitorium. Dziewczyny po chwili także poszły do łóżek. Nie zwracając uwagi na dźwięk pochlipywania, dobiegający zza zasłoniętych kotar łóżka Granger, przebrały się w piżamy i położyły w swoich łóżkach. Ana strąciła ze swojej kołdry Krzywołapa, który prychnął gniewnie, machnął swoim przypominającym szczotkę ogonem i wskoczył na łóżko Hermiony. Minęło kilka godzin, zanim Anie udało się zasnąć.
- Co się dzieje? Neville znowu zapomniał hasła? - zapytał Ron.
- Jestem tutaj - odpowiedział Longbottom, stojący tuż obok.
Przez tłum tłoczący się przed portretem przecisnęła się Ginny.
- Gruba Dama zniknęła - powiedziała.
Wtedy Ana to zobaczyła. Płótno obrazu było pocięte, a Grubej Damy nie było. Chwilę później zjawił się Dumbledore w towarzystwie Filcha.
- Panie Filch, trzeba zwołać duchy, niech przeszukają zamek - powiedział dyrektor, gładząc długim palcem pocięte płótno.
- Duchy nie będą potrzebne, Gruba Dama jest tam - odparł woźny, wskazując na jeden z obrazów.
Gryfoni mimo nawoływań prefekta Percy'ego pobiegli w tamtą stronę. Obraz przedstawiał świnię, Gruba Dama była schowana za nią. We włosach miała błoto i trociny, a w oczach przerażenie.
- Moja droga, kto ci to zrobił? - zapytał Dumbledore.
- Oczy jak u czorta jakiego... Chciał wejść do Wieży Gryffindoru, ale nie znał hasła. Powiedziałam mu, że nie mogę go wpuścić, a on wpadł w szał i mnie pociął! Syriusz Black! - odpowiedziała Gruba Dama, ostatnie dwa słowa wypowiedziała podniesionym głosem.
Ana prawie mimowolnie się uśmiechnęła, ale szybko się powstrzymała, widząc że wszyscy spojrzeli na nią.
- No co? Ja byłam cały czas na uczcie - powiedziała.
- Zamknąć bramę, uczniowie do Wielkiej Sali! - zarządził Dumbledore.
Uczniowie zostali położeni w Wielkiej Sali. Ana i Harry udawali, że śpią, gdy Filch chodził i sprawdzał czy nikogo nie brakuje. Chwilę później przyszli Dumbledore i Snape. Zaczęli przechadzać się między leżącymi.
- Sprawdzałem w lochach, ani śladu Blacka, dyrektorze - powiedział mistrz eliksirów.
- Doskonale, zdziwiłbym się, gdyby tu został - odparł Dumbledore.
- Pamięta pan jak poddałem w wątpliwość przyjęcie profesorze Lupina? - zapytał Snape.
- Nie wierzę żeby którykolwiek z nauczycieli pomógł Blackowi dostać się do zamku - odpowiedział stanowczo dyrektor.
- A co z Potterem i panną Black? Powinniśmy ich ostrzec? - spytał nauczyciel.
- Przyjdzie na to czas, na razie niech śpią. We śnie człowiek jest we własnym świecie, czasem stąpa wysoko w chmurach, a czasem chodzi twardo po ziemi - odpowiedział Dumbledore, patrząc na Anę i Harry'ego leżących plecami do niego, więc nie mógł zobaczyć, że mają otwarte oczy.
Następnego dnia Gryfoni i Ślizgoni mieli kolejną lekcję OPCM. Ku zdziwieniu tych pierwszych i zadowoleniu drugich, do klasy zamiast profesora Lupina wszedł Snape. Machnięciem różdżki pozamykał okna i zapanowała ciemność rozjaśniana tylko przez parę świec.
- Otwórzcie podręczniki na stronie 394 - powiedział nauczyciel.
- Przepraszam, ale gdzie jest profesor Lupin? - zapytał Harry.
- Zadziwiająca troska, co Potter? Wiedzcie że wasz drogi profesor Lupin nie jest obecnie w stanie prowadzić jakichkolwiek zajęć - odpowiedział Snape. - Strona 394! - Machnął różdżką w kierunku Rona, który powoli przewracał kartkę po kartce.
- Wilkołaki? Wilkołaki miały być za tydzień! Zaczęliśmy czerwone kapturki i zwodniki - powiedziała Hermiona.
- Cicho, Granger, minus 5 punktów - odparł nauczyciel. - Kto mi powie czym różni się wilkołak od animaga? - zapytał.
Ręka Hermiony natychmiast wystrzeliła w górę.
- Nikt? Jaka szkoda - powiedział Snape, ignorując ją.
- Może ja? Animag to ktoś, kto chce zamienić się w zwierzę. Wilkołak nie ma wyjścia, zmienia się w każdą pełnię i podczas przemiany nie pamięta kim jest - odezwała się Hermiona.
Malfoy wydał z siebie dźwięk mający być chyba wyciem wilkołaka.
- Dziękuję, panie Malfoy. Już drugi raz odzywasz się niepytana, Granger. Wzięłaś sobie za punkt honoru odstawiać zarozumialca? Minut 5 punktów - powiedział Snape.
- Ma gość trochę racji - szepnął Ron do Harry'ego.
- Mam wrażenie, że jeszcze przed chwilą jej tu nie było - powiedziała cicho Ana.
- Hermiony? Też nie zauważyłam jak wchodziła do klasy - stwierdziła Jess.
Snape zaczął mówić o wilkołakach. W trakcie wykładu Malfoy podrzucił Anie kawałek pergaminu przedstawiający karykaturę jej spadającej z miotły. Pomyślała że to żałosne i tylko zgniotła świstek. Zauważyła, że Potter dostał podobną kartkę.
- Za tydzień przyniesiecie wypracowania o wilkołakach, na dwie rolki pergaminu - oznajmił Snape na koniec lekcji.
- Ale w sobotę jest mecz - zauważył Harry.
- To niech lepiej pan uważa, panie Potter. Połamane kończyny to żadna wymówka - odparł nauczyciel.
***
Nadszedł dzień meczu, drużyna Gryfonów zebrała się w szatni.
- Mam złe wieści, gramy z Puchonami - poinformował Oliver Wood.
- Co? Ale mieliśmy grać ze Ślizgonami - zauważyła Ana.
- Zmienili grafik. Ślizgoni tłumaczyli się kontuzją ich szukającego - odparł Wood.
- Malfoy wcale nie jest kontuzjowany, Hardodziob ledwo go drasnął - powiedziała z oburzeniem Jess.
- To pewnie przez tę pogodę - stwierdził Fred.
- Ślizgoni boją się grać w takich warunkach - dodał George.
I rzeczywiście ostatnio cały czas było pochmurno i lało jak z cebra. Drużyna Gryfonów mimo to trenowała dwa razy dziennie. Dziś również lało i grzmiało.
- Jesteśmy w nieciekawej sytuacji, bo trenowaliśmy taktykę na Ślizgonów, a Puchoni stosują zupełnie inną grę - przyznał Oliver.
- Już wyobrażam sobie ten parszywy uśmiech na twarzy Malfoya - mruknął Harry.
- Jesteśmy silną i zgraną drużyną, trenowaliśmy codziennie dwa razy w trudnych warunkach. Możemy pokonać Puchonów, i zrobimy to, ale pamiętajcie, żeby ich nie lekceważyć. Oni też mają dobrą drużynę. Ich szukający, Cedrik Diggory, jest naprawdę świetny, więc zależy mi żebyś postarał się jak najszybciej złapać znicza, Potter - powiedział Wood. - Black, Collet, wiem że to dopiero wasz drugi mecz, ale pokazałyście już co potraficie. No i jest Angelina, stwórzcie zgrane trio, a nikt wam nie zabierze kafla. Fred, George... wiecie co robić. To mój ostatni rok w Hogwaricie i w tym roku na Pucharze Quidditcha musi widnieć nazwa naszej drużyny - zakończył.
Następnie Wood jak zwykle zanudzał ich wykładem i rozrysował taktykę na tablicy. W końcu drużyna Gryfonów wyszła na boisko, Puchoni także. Lało jak z cebra, grzmiało, było ciemno i pochmurno, co znacznie utrudniało widoczność. Pani Hooch jak zwykle przypomniała zasady i poprosiła o ładną i czystą grę. Kapitanowie podali sobie ręce i sędzia zadęła w gwizdek, wypuszczając w górę kafel. Ana szybko przejęła piłkę, ominęła tłuczek i podała do Jess, a ta rzuciła do Angeliny, której udało się zdobyć pierwszego gola.
- 10 PUNKTÓW DLA GRYFFINDORU! - krzyknął Lee Jordan przez megafon.
Gra była zacięta i wyrównana. Gdy Gryfoni mieli 10 punktów przewagi, Wood poprosił o przerwę. Drużyna zebrała się w kółku, szkarłatne szaty lepiły im się do ciał.
- Mamy przewagę, ale bardzo niewielką. Musisz szybko złapać znicz, Harry, jeśli mamy wygrać mecz - powiedział Oliver.
- To nie takie łatwe. Ledwo widzę przez ten deszcz, okulary mi zaparowały - odparł Potter.
Podeszła do niego Hermiona, skierowała różdżkę w jego okulary i powiedziała:
- Impervius!
Okulary Harry'ego przestały być zaparowane i zaczęły odbijać krople deszczu.
- Lepiej? - spytała Granger.
- Tak, dzięki Hermiono - odpowiedział Potter.
- Jesteś wielka, Hermiono - dodał Wood. - Wracamy do gry.
Mecz trwał dalej. Harry zaciekle szukał znicza, ale Cedrik Diggory był faktycznie świetnym graczem i trudnym przeciwnikiem. Ana, Jess i Angelina zdobywały gole, ale ścigający Puchonów też. Nagle Black go zauważyła. Stał nieopodal trybun. Wielki czarny pies. Przez chwilę patrzyła wprost na niego, zapominając o meczu. Czy to był jej ojciec jak podejrzewała? Zamierzała podlecieć do Łapy, by powiedzieć jej o psie, ale wtedy zauważyła, że Harry też go zobaczył i na jego twarzy pojawił się cień strachu. Po chwili pies zniknął. Ana postanowiła, że powie Jess po meczu, teraz starała się o nim nie myśleć. Właśnie zdobyła kolejnego gola, gdy zrobiło się zimniej i ciemniej. Rączka jej Nimbusa 2000 oblodziła się. Wtedy ich zauważyła. Dementorzy. Ale co oni robią na stadionie? Black nie zdążyła się jednak nad tym zastanowić, bo poczuła że spada z miotły. Ostatnim co zdążyła zarejestrować zanim straciła przytomność, to Potter również spadający z miotły.
***
- Kiepsko wyglądają, co? - Ana usłyszała głos Rona.
- Też byś kiepsko wyglądał, jakbyś gruchnął z pięćdziesięciu stóp - powiedział jeden z bliźniaków.
Otworzyła oczy i przekonała się, że jest w skrzydle szpitalnym. Na łóżku obok leżał Harry, też był już przytomny. Otaczała ich drużyna, Amy, El, Ron, Hermiona i Neville.
- Jak długo tu jesteśmy? - zapytała Black.
- Dwa tygodnie. Dumbledore was uratował, a potem się wściekł - odpowiedziała Jess.
- Dementorom już nie wolno wchodzić na teren zamku - dodała Hermiona.
- A mecz? Kto wygrał? - spytał Potter.
- Puchoni, Diggory złapał znicz. Chciał powtórzyć mecz, gdy dowiedział się co się stało, ale powiedziałem mu, że wygrali uczciwie - odparł Wood. - Nie martwcie się, to nie wasza wina, wciąż mamy szansę wygrać puchar - dodał.
- Harry, Ana... jest jeszcze coś o czym powinniście wiedzieć - powiedziała niepewnie Amy.
- Nie wiedzieliśmy jak wam to powiedzieć... - przyznała El.
- Gdy spadliście, wasze miotły uderzyły w Wierzbę Bijącą i... teraz tak wyglądają. - Neville pokazał im dwie kupki połamanego drewna, które kiedyś były miotłami.
Ana poczuła jak coś zaciska się na jej sercu. Nimbus 2000, jej pierwsza miotła, prezent od ciotki i wuja na jedenaste urodziny. Tylko dwa razy, wliczając w to ten mecz z Puchonami, zagrała mecz dosiadając tej miotły. Po wyrazie twarzy Harry'ego poznała, że on czuł się podobnie. Chwilę później pani Pomfrey wygoniła gości, tłumacząc że Ana i Harry potrzebują spokoju.
- To nie jest normalne, że dementorzy tak na nas działają - stwierdziła Black.
- Chciałbym umieć się przed nimi bronić - powiedział Potter.
- Ja też i myślę, że to da się zrobić - odparła Ana.
- Jak? - zapytał Harry.
- W pociągu Lupin poskromił dementora, pamiętasz? Mógłby nas nauczyć - odpowiedziała Gryfonka.
- Dobry pomysł - zgodził się chłopak. - Poprosimy go po najbliższej lekcji.
- Ok.
Przez chwilę zapadła cisza. W końcu przerwał ją Harry.
- Widziałaś coś jeszcze? Na przykład wielkiego czarnego psa? - zapytał.
- Tak - odpowiedziała Ana.
- Skoro go widziałaś... to znaczy, że to nie jest ponurak? - spytał Potter z ulgą w głosie.
- Daj spokój, ty w to wierzysz? - Black pokręciła głową z dezaprobatą. - To zwykły przybłęda. Przypadkiem zobaczyliśmy go chwilę przed tym jak pojawili się dementorzy. A przypominam ci, że w mojej filiżance nie było żadnego ponuraka - powiedziała.
- Skąd wiesz, że to zwykły przybłęda? - zainteresował się Harry.
- Pogłaskałam go - odparła Ana. - W wakacje, widziałam go dwa razy. Raz pod moim oknem, a drugi jak wyszłam na spacer. Był strasznie wychudzony. Chciałam go nawet przygarnąć. Już myślałam, że pójdzie za mną, ale on nagle nie wiem czemu zaczął szczekać i musiałam uciekać do domu. Potem widziałam go jeszcze na błoniach wieczorem po uczcie powitalnej - dodała, widząc jak rozszerzyły mu się oczy ze zdziwienia.
- Oszalałaś - powiedział Potter.
- To ty oszalałeś, jeśli wierzysz w te brednie o ponuraku - odparła Black. - Ten pies to nie może być żaden omen, skoro ma ciało.
Następnego dnia rano pani Pomfey na ich usilną prośbę wypuściła ich, marudząc że powinni jeszcze leżeć. Nadeszła kolejna lekcja OPCM. Ku uldze Gryfonów, tym razem pojawił się Lupin. Ana zauważyła, że miał bardziej podkrążone oczy niż zwykle. Nauczyciel anulował im wypracowanie od Snape'a, co powitali z zadowoleniem. Kontynuowali temat czerwonych kapturków i zwodników. Po lekcji Black i Potter celowo ociągali się z pakowaniem.
- Idźcie, zaraz do was dołączę - powiedziała Ana do Amy i El. To samo Harry powiedział Ronowi i Hermionie.
- Panie profesorze - zaczął Harry, gdy zostali sami w klasie.
- Chodźcie do mojego gabinetu - powiedział Lupin.
Chwilę później wszyscy troje weszli do jego gabinetu. Na biurku stało akwarium z druzgotkiem.
- Przygotowałem go na następną lekcję - powiedział nauczyciel. - O co chodzi? - zapytał.
- Chodzi o dementorów - odpowiedział Harry.
- Tak, dementorzy niewątpliwie działają na was bardziej niż na innych - powiedział Lupin.
- Niech pan nauczy nas jak się przed nimi bronić - poprosił Ana.
- Właśnie, w pociągu pan dementora poskromił - dodał Potter.
- W pociągu był tylko jeden - przypomniał Lupin. - Ale dobrze, nauczę was, skoro dementorzy tak na was działają, ale dopiero po feriach. Na razie muszę odpocząć - zgodził się.
- Dziękujemy - powiedzieli jednocześnie.
- Słyszałem o waszych miotłach. Nie da się nic zrobić? - zapytał nauczyciel.
- Niestety nie - odpowiedziała Black.
- Szkoda, to były bardzo dobre miotły, mogły jeszcze długo wam posłużyć - stwierdził Lupin.
***
- Widziałam go, tego psa - poinformowała Ana Amy, El i Jess, gdy zostały same w dormitorium. - Harry też go widział, myślał że to ponurak.
- Głupek. Nawet jeśli się pomyliłyśmy i to nie jest Syriusz, to znaczy, że jest to tylko zwykły przybłęda - odparła Collet.
- Nie mówiłaś mu chyba o podejrzeniach kim jest ten pies, co? - zapytała Mel.
- Jasne, że nie, nie jestem głupia - odpowiedziała Black. - Poprosiliśmy Lupina, żeby nauczył nas jak bronić się przed dementorami.
- I co? Zgodził się? - zaciekawiła się Eli.
- Tak, ale dopiero po feriach. Mówił że musi odpocząć - odparła Ana.
***
Nadszedł świąteczny poranek. Gdy Ana się obudziła, zobaczyła przy łóżku stosik prezentów. Wzięła pierwszy z góry i rozpakowała go. Był to zestaw miotlarski od Tonks. Black poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku, jej kuzynka nie wiedziała, że Nimbus przepadł. Następny prezent był od ciotki i wuja, była to książka Quidditch przez wieki i domowe kociołkowe pieguski. Od Amy dostała fałszoskop, od El książkę o animagii, a od Jess poruszającą się miniaturkę Błyskawicy.
- Na prawdziwą mnie nie stać, a rodzice nie zgodziliby się, żebym dała komuś tak drogi prezent, więc pomyślałam, że kupię ci to, tak na pocieszenie po Nimbusie - powiedziała Jessy.
- Dzięki, jest super - odparła Ana, obserwując jak malutka miotła lata po dormitorium. - A jak ci się podoba mój prezent? - wyszczerzyła się.
Collet rozpakowywała prezent od niej. Był to plakat wyklejony zdjęciami Syriusza z gazet.
- Jest super! - zawołała Jess, ściskając przyjaciółkę tak, że omal nie zmiażdżyła jej żeber. Gryfonka od razu powiesiła plakat nad łóżkiem.
- Ana, tu jest jeszcze jeden prezent - zauważyła Amy.
Rzeczywiście obok jej łóżka leżał jeszcze jeden, podłużny pakunek, większy od innych.
- Ale od kogo to? - spytała Black, nie oczekując odpowiedzi.
Usiadła na łóżku, chwyciła pakunek i rozwinęła go. Wszystkie cztery wydały z siebie okrzyk zachwytu. To była prawdziwa Błyskawica.
- Nie wierzę - powiedziała Ana, gładząc lśniącą rączkę miotły. - Najszybsza miotła wyścigowa.
- Od kogo ją dostałaś? - zapytała Jess z nutką zazdrości w głosie.
- No właśnie nie wiem, nie ma żadnej karteczki... Albo czekaj... - Wygrzebała z pergaminu, w który zawinięta była miotła, karteczkę. Był na niej tylko odcisk psiej łapy. - Ale... jak on niby miałby mi kupić Błyskawicę? Przecież jest poszukiwany - zauważyła.
- Może coś wymyślił. Też chciałabym, żeby mój tata kupił mi Błyskawicę, no ale nie narzekam na swojego Nimbusa 2001 - powiedziała Łapa.
- Muszę ją pokazać Harry'emu - oznajmiła Black. - Nie powiem mu oczywiście o tej karteczce z odciskiem łapy - dodała.
Wzięła miotłę i wybiegła z dormitorium. Wpadła do dormitorium chłopców.
- Harry, zoba... - urwała, gdy zorientowała się, że Potter i Ron podziwiają taką samą miotłę jak jej. - Ty też dostałeś Błyskawicę? - zdziwiła się. Po co jej ojciec miałby kupować miotłę Harry'emu? O ile w ogóle to on kupił im miotły.
- Tak. Miałaś jakąś karteczkę z podpisem od kogo to, czy coś? - zapytał Potter.
- Nie - skłamała Black.
Ana, El, Amy, Jess, Harry i Ron zeszli do Pokoju Wspólnego i podziwiali Błyskawice Harry'ego i Any, i pokazali je Hermionie. Tylko ona była sceptyczna i nie podzielała ich zachwytu.
- Powinniście to zgłosić - powiedziała.
- Zgłosić? Po co? - zapytał Ron.
- Nie wiadomo od kogo te miotły - zauważyła Granger.
- I co z tego? Jakby ktoś chciał nam coś zrobić, to raczej nie kupowałby w tym celu najdroższych mioteł - odparła Ana.
Granger zrezygnowana pokręciła głową. Udali się do Wielkiej Sali, gdzie zamiast czterech stołów, przy których zasiadali uczniowie, był tylko jeden długi stół. Ana zauważyła że z innych Domów nikt nie został na święta w Hogwarcie. Przy stole siedzieli uradowany Dumbledore, Snape z miną jakby zjadł coś kwaśnego, profesor Sprout, profesor Flitwick i profesor McGonagall.
- Witajcie, moi kochani, ponieważ w tym roku mało osób zostało na święta w Hogwarcie, postanowiłem że zasiądziemy do Bożonarodzeniowej uczty przy jednym stole - uśmiechnął się Dumbledore.
Siódemka Gryfonów zajęła miejsca przy stole.
- Uśmiechnij się, Severusie, w końcu mamy święta! - zawołał Dumbledore. Snape zrobił grymas, który chyba miał być uśmiechem.
Nagle do sali weszła profesor Trelawney. Był to zaskakujący widok, bo ona rzadko wychodziła ze swojego gabinetu w Wiezy Północnej. Bardzo rzadko pojawiała się na posiłkach w Wielkiej Sali, twierdząc że tłum rozprasza jej wewnętrzne oko.
- Sybillo, cóż za niespodzianka - powiedział rozradowany Dumbledore.
- Moje wewnętrzne oko kazało mi tu zejść - przyznała Trelawney, rozglądając się nerwowo.
- Cieszę się, usiądź z nami, Sybillo - odparł dyrektor. Profesor Sprout przesunęła się, by zrobić jej miejsce.
Trelawney omiotła wszystkich wzrokiem.
- Nie mogę. Jeśli usiądę, będzie nas trzynaścioro - powiedziała.
- I co z tego? - zapytała McGonagall.
- Jak to "I co z tego?" - powtórzyła Trelawney z oburzeniem w głosie. - Gdy przy jednym stole zbierze się trzynaścioro osób, pierwsza osoba, która wstanie, umrze jako pierwsza - wyjaśniła.
- Dyrdymały - powiedziała McGonagall. - Siadaj, Sybillo, nikt dzisiaj nie umrze.
Trelawney prychnęła urażona lekceważeniem jej przedmiotu, ale usiadła między Sprout a Flitwickiem. Podczas uczty Dumbledore próbował podtrzymywać wspólną rozmowę.
- Panno Colen, panno Tagworth, dlaczego nie wyjechałyście na święta, jak wasi bracia? - zapytał.
- Rodzice i Lucas pojechali odwiedzić ciotkę, której nie znoszę - odpowiedziała Amy.
- A moi i Kevin polecieli do Polski, w Bieszczady, a ja nigdy nie miałam kondycji do łażenia po górach - odparła El.
Uczniowie w końcu postanowili odejść od stołu. Ana, Harry i Ron wstali niemal jednocześnie.
- Kto z was pierwszy wstał? - zapytała Trelawney przerażonym głosem.
- Ee... a jakie to ma za znaczenie? - zapytał Potter.
- To z was, które wstało najpierw, umrze jako pierwsze - odpowiedziała nauczycielka.
- Nie sądzę, żeby to miało jakieś znaczenie, chyba że za rogiem czyha szaleniec z siekierą, czekający by wszystkich wymordować - wtrąciła McGonagall.
Za Aną, Harrym i Ronem z Wielkiej Sali wyszły Jess, Amy i El. Jedynie Hermiona została, tłumacząc że chce porozmawiać z McGonagall o swoich ocenach.
- Już nie mogę się doczekać meczu - powiedziała Ana, gładząc rączkę miotły, gdy znaleźli się w Pokoju Wspólnym.
- Dasz się przelecieć? - wypaliła Jess.
- A ty mi, Harry? - zapytał Ron.
- Jasne, ale jak my polatamy - odpowiedział Potter.
- Hej, a może teraz pójdziemy polatać na błonia? - zaproponowała Black. - Jest zimno, ale pogoda ładna - dodała.
- Dobry pomysł - zgodził się Harry.
- Ja latam zaraz po tobie, Ana - powiedziała szybko Łapa.
- A ja po Harrym - dodał szybko Ron.
- Ja po Jess - zaklepała Amy.
- To ja po Ronie, bo nie chcę czekać aż wszystkie trzy polatacie - powiedziała El.
Nie zdążyli jednak nawet dobiec do dziury za portretem sir Cadogana, który jako jedyny zgodził się zastąpić Grubą Damę, ponieważ do Pokoju Wspólnego weszła McGonagall, a za nią Hermiona.
- Potter, Black, czy to prawda, że dostaliście miotły? - zapytała nauczycielka.
- Tak - odpowiedzieli jednocześnie Harry i Ana, łypiąc wściekle na Granger, bo domyślili się, że to ona doniosła McGonagall o Błyskawicach.
- I nie wiadomo kto je wam przysłał? - zapytała ponownie.
- Nie - skłamała Black, choć ona dobrze wiedziała kto przysłał im Błyskawice.
- Muszę zarekwirować wam te miotły - powiedziała McGonagall.
- Nie może pani! - krzyknął Harry, ściskając mocniej rączkę miotły, a Ana zrobiła to samo.
- Nie ty decydujesz co mogę, Potter - powiedziała ostro nauczycielka. Miotły muszą zostać zbadane pod kątem złowrogich zaklęć, czy nie zostały zostały zaczarowane. Pani Hooch je rozbierze i...
- Rozbierze?! - przerwała jej Black. - To jest bezczeszczenie świętości!
- Cicho! - powiedziała stanowczo. - Jeśli wszystko będzie w porządku, miotły zostaną wam zwrócone.
- Dostaniemy je z powrotem przed meczem? - zapytał Harry. Tak jak Ana nie był pewny, czy jeszcze zobaczy swoją Błyskawicę w jednym kawałku.
- Zobaczymy. Cały proces potrwa pewnie około dwóch tygodni - odpowiedziała, zabierając im miotły.
Gdy wyszła przez chwilę panowała grobowa cisza.
- Ty mała, podła donosicielko! - wybuchła Ana, celując oskarżycielskim palcem w Hermionę. - Musiałaś donieść McGonagall, co? Wcale nie zostałaś w Wielkiej Sali, żeby porozmawiać z nią o ocenach! Tak bardzo zazdrościsz, że to ja i Harry dostaliśmy najlepsze miotły wyścigowe, a nie ty? - warknęła.
- Nie... ja tylko... ja tylko pomyślałam, że te miotły mógł wam przysłać Syriusz Black! - powiedziała Granger na granicy płaczu.
- Syriusz Black? - prychnął Harry. - A niby jak? On jest poszukiwanym zbiegiem. Myślisz, że mógłby sobie tak po prostu wejść do sklepu i kupić Błyskawice? - zapytał.
- Nie wiem, ale... - jęknęła Hermiona. - Chciałam waszego dobra. Jeśli te miotły są zaczarowane, coś mogłoby wam się stać.
- Serio sądzisz, że mój ojciec nie znalazłby tańszego sposobu, żeby nas zabić? - zapytała chłodno Ana. Z jednym musiała się z nią zgodzić. Te miotły były prezentem od Syriusza Blacka. I prawdę mówiąc, mogła mieć rację co do ich zaczarowania. Przecież nie miała pewności, że jej ojciec naprawdę jest niewinny.
- Świetnie, dzięki twojej nadgorliwości możemy pewnie pożegnać się z lataniem na Błyskawicach w najbliższym meczu - powiedział Harry.
- Ron, Amy, El, Jess, powiedzcie coś - jęknęła rozpaczliwie Hermiona.
- Myślałem, że jesteś naszą przyjaciółką - powiedział chłodno Ron.
- Wiesz, mogłaś chociaż powiedzieć o swoich przypuszczeniach. Może przyznalibyśmy ci rację - stwierdziła Mel.
- Właśnie, jestem pewna, że Ana i Harry zgodziliby się poinformować McGonagall, ale ty wolałaś to zrobić za ich plecami - dodała Eli.
Black i Potter nic nie powiedzieli, ale wiedzieli, że taka była prawda. Sami pomyśleli, że Hermiona mogła mieć trochę racji, ale byli zbyt wściekli na to, że doniosła McGonagall o Błyskawicach, żeby się do tego przyznać.
- Ja mam tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczę te miotły. I że będą sprawne - powiedziała Jessy.
- Jesteście okropni! - krzyknęła Hermiona, zanosząc się płaczem. - Obchodzą was tylko te durne miotły! - Ukrywając twarz w dłoniach, pobiegła do dormitorium.
Harry i Ron w milczeniu poszli do swojego dormitorium. Dziewczyny po chwili także poszły do łóżek. Nie zwracając uwagi na dźwięk pochlipywania, dobiegający zza zasłoniętych kotar łóżka Granger, przebrały się w piżamy i położyły w swoich łóżkach. Ana strąciła ze swojej kołdry Krzywołapa, który prychnął gniewnie, machnął swoim przypominającym szczotkę ogonem i wskoczył na łóżko Hermiony. Minęło kilka godzin, zanim Anie udało się zasnąć.
wtorek, 19 stycznia 2016
Rozdział X: Bogin
Następnego dnia na lekcji eliksirów trzecioklasiści musieli warzyć eliksir odmładzający. Snape jak zwykle przechadzał się po klasie i krytykował pracę Gryfonów, a chwalił Ślizgonów, choć wcale nie radzili sobie lepiej. W pewnym momencie zajrzał do kociołka Neville'a, który gorączkowo mieszał w cieczy koloru pomarańczowego.
- Longbottom! Czy ty umiesz czytać instrukcje? Jaki kolor powinien przybrać eliksir odmładzający? - zapytał chłodno Snape.
- Z-zielony - wyjąkał Neville.
- Właśnie, a to co ma pan w kociołku nawet nie jest zbliżone do tego koloru - zauważył mistrz eliksirów. - Pod koniec lekcji wleję twój eliksir do gardła twojej ropuchy, więc lepiej zacznij się wreszcie przykładać do lekcji - dodał z mściwą satysfakcją.
- Przecież to podchodzi pod znęcanie się nad zwierzętami - powiedziała Ana.
- Ropusze nie powinno się stać nic złego, jeśli eliksir Longbottoma będzie dobry, Black - zagrzmiał Snape. - Minus pięć punktów dla Gryffindoru.
Gdy Snape oddalił się, Neville z przerażeniem spojrzał na swój wywar. Zostało mu tylko pół lekcji, żeby go naprawić, a to wydawało się niemożliwe.
- Hermiono, ratuj - jęknął rozpaczliwie chłopiec.
Granger zaczeła szeptem dawać Longbottomowi wskazówki. Pod koniec lekcji jego eliksir odmładzający miał prawidłowy zielony kolor. Snape tylko pokręcił nosem, gdy napełnił nim fiolkę. Następnie wlał jej zawartość do gardła Teodory. Ropucha natychmiast zamieniła się w kijankę, tak jak być powinno.
- Tym razem masz szczęście, Longbottom. Minus 5 punktów za to, że panna Granger ci pomagała - powiedział Snape.
Po lekcji eliksirów nadeszła wyczekiwana lekcja obrony przed czarną magią z profesorem Lupinem. Trzecioroczni Gryfoni mieli oczywiście tę lekcję ze Ślizgonami. Po wejściu do klasy wszyscy zajęli miejsca i zaczęli wyjmować podręczniki.
- Nie wyciągajcie książek, nie będą wam potrzebne - powiedział Lupin. - Dzisiejsza lekcja odbędzie się w pokoju nauczycielskim. Zostawcie swoje rzeczy, potrzebne wam będą tylko różdżki - dodał.
Uczniowie powrzucali książki do toreb i odstawili je, po czym wyszli za profesorem z klasy.
- Żenada. Dumbledore co roku wynajduje coraz to gorszych nauczycieli obrony. Patrzcie jak ten Lupin wygląda. Jak menel albo nie wiem co... A te ubrania? Skąd on je wziął? Ze śmietnika? - zadrwił Malfoy.
- Dlaczego uważasz że profesor Lupin ubiera się w ciuchy z twojego rodzinnego domu? - zapytała Ana.
Kilka osób, w tym Amy, El i Jess, zakasłało żeby zatuszować śmiech. Malfoy wyciągnął różdżkę, ale w tym momencie obrócił się Lupin.
- Spokój, panie Malfoy, proszę opuścić tę różdżkę. Za chwilę będzie miał pan okazję wykazać się w czarach - powiedział stanowczo, ale spokojnie.
Draco niechętnie opuścił rękę, a Black z satysfakcją pomyślała, że nowy nauczyciel obrony nie da się tak łatwo wytrącić z równowagi. Do końca drogi do pokoju nauczycielskiego, Malfoy nie odezwał się już ani słowem. Chwilę później klasa weszła do długiego pomieszczenia wyłożonego ciemnymi panelami. Znajdowały się tu niepasujące do siebie krzesła oraz szafa. Był tu tylko Snape, który akurat siedział na jednym z krzeseł i czytał Proroka Codziennego. Na pierwszej stronie gazety oczywiście widniało zdjęcie Syriusza Blacka.
- Dzień dobry, profesorze Snape - powiedział Lupin. - Och, proszę zostać, ostatnio w szafie zagnieździł się ciekawy okaz. Poprosiłem profesora Dumbledore'a, żeby go zostawił, żebym mógł go wykorzystać na mojej lekcji.
- Kusząca propozycja, Lupin, ale nie skorzystam. Mam tylko nadzieję, że jesteś choć trochę bardziej kompetentny od poprzednich nauczycieli obrony - odparł Snape i złożył gazetę, po czym wyszedł, machając połami płaszcza niczym nietoperz.
- Podejdźcie bliżej, śmiało - powiedział Lupin. - Czy ktoś domyśla się co kryje się w szafie? - zapytał, wskazując na mebel, w którym ewidentnie coś było i próbowało się wydostać.
- To na pewno jest bogin - odpowiedziała natychmiast Hermiona.
- Doskonale, pięć punktów dla Gryffindoru, panno Granger - powiedział nauczyciel. - A może powiesz mi czym jest bogin? - zapytał.
- Nikt nie wie jak naprawdę wygląda bogin, ponieważ zmienia się w to, czego akurat dana osoba się boi - odparła Granger.
- Brawo, kolejne pięć punktów - powiedział Lupin. - Bogin nie posiada więc żadnej widzialnej postaci, gdyż zwykle kryje się w ciemnych zakamarkach, jak na przykład ta szafa. Bogin zawsze przybiera kształt naszego największego lęku tego kto go zobaczy. Jeśli bogin pojawiłby się przed dwoma osobami naraz, nie wiedziałby w co się przemienić, bo każdy boi się czegoś innego. Najprawdopodobniej zmieniałby się co chwilę w coś innego, nie mogąc się zdecydować. Dziś nauczę was jak pokonać bogina. Istnieje na to zaklęcie. Riddikulus. Na razie bez różdżek, poćwiczcie wymowę.
- Riddikulus! - ryknęła klasa.
- Doskonale - powiedział Remus, klaszcząc w dłonie. - Ale samo zaklęcie nie wystarczy. Tym co pokonuje bogina tak naprawdę jest śmiech, musicie wyobrazić sobie coś śmiesznego, a bogin przeobrazi się w to. Kto pierwszy? Może Neville?
Longbottom wyszedł na środek z dość niepewną miną.
- Powiedz nam, co najbardziej cię przeraża? - zapytał łagodnie Lupin.
- P-profesor Snape - odpowiedział Neville tak cicho, że nikt nie dosłyszał.
- Śmiało Neville - zachęcił go nauczyciel.
- Profesor Snape - powiedział głośniej chłopak i zaczerwienił się, a klasa się zaśmiała.
- Tak, profesor Snape potrafi być przerażający - stwierdził Lupin. - Słuchaj Neville, słyszałem że mieszkasz z babcią? - zapytał.
- Tak, ale nie chcę, żeby bogin się w nią zamienił - odpowiedział szybko Longbottom, co spowodowało kolejną salwę śmiechu.
- Nie, nie, interesują nas jej ubrania. Przypomnij sobie co twoja babcia nosi? - spytał nauczyciel.
- Ma czerwoną torebkę... - zaczął Neville po chwili namysłu.
- Nie mów tego głośno. Gdy otworzę szafę i pokaże się bogin, wyobraź sobie profesora Snape'a w ubraniach babci - powiedział Lupin. - Dasz radę? - zapytał.
Longbottom pokiwał głową, chociaż był blady jak ściana. Zacisnął mocniej rękę na różdżce.
- Na trzy - powiedział Remus. - Raz... unieś różdżkę, Neville... dwa... trzy! - Jednym ruchem otworzył szafę, z której natychmiast wyszedł bogin w postaci Snape'a.
- Riddikulus! - ryknął Neville.
Bogin-Snape natychmiast się przemienił. Był ubrany w zielony sweter, spódnicę tego samego koloru, na głowie miał wielki kapelusz z wypchanym sępem, na szyi szal z całego lisa, a w ręku trzymał czerwoną torebkę. Miał też rękawiczki bez palców. Zdezorientowany bogin kręcił się wokół własnej osi. Oczywiście wywołało to kolejną salwę śmiechu.
- Doskonale, Neville - powiedział Lupin.
- Snape będzie zachwycony jak się dowie - szepnęła z satysfakcją Ana do Jess.
- Kto następny? - zapytał Remus, uśmiechając się zachęcająco.
Uczniowie, pchając się do przodu, zaczęli się przepychać między sobą, bo każdy chciał zmierzyć się z boginem.
- Parvati - powiedział Lupin.
W czasie gdy bogin przemienił się w mumię, kiedy Patil przed nim stanęła, nauczyciel włączył muzykę na gramofonie.
- Riddikulus! - zawołała Parvati i mumia potknęła się o własne nogi i zaplątała się.
Następny w kolejce był Seamus. Bogin na jego widok zamienił się w szyszymorę.
- Riddikulus! - powiedział Finnigan i upiór zmienił się w klauna.
Jako kolejny z boginem zmierzył się Dean. Upiór zmienił się w odciętą rękę, poruszającą się niczym krab.
- Riddikulus! - krzyknął Thomas i ręka przewróciła się na grzbiet, wijąc się niby żuk przewrócony na plecy.
- Ron - powiedział uśmiechnięty Lupin, gdy przyszła kolej Weasleya.
Bogin natychmiast zmienił się w wielkiego pająka, który szedł wprost ku niemu. Ron blady jak ściana uniósł rękę z różdżką i zawołał:
- Riddikulus!
Długie odnóża pająka zaczęły ślizgać się po podłodze niczym po lodzie. Następna w kolejce była Amy. Bogin zmienił się w wielkiego karalucha.
- Riddikulus! - zawołała Mel i robal rozpłaszczył się na podłodze, nie mogąc ustać na odnóżach.
Kolejna była El. Bogin natychmiast zmienił się w zombie z wypływającymi wnętrznościami.
- Riddikulus! - krzyknęła Eli.
Zombie przemieniło się w zombie ubrane w różową sukienkę i pantofelki, a w ręce trzymał parasolkę tego samego koloru.
- Jessica - powiedział zachęcająco Lupin.
Jess stanęła przed boginem. Upiór zmienił się w mnóstwo małych pająków. Ron pobladł jeszcze bardziej niż wtedy, gdy bogin zamienił się przed nim w wielkiego pająka.
- Riddikulus! - zawołała Jessy i pająki zaczęły wirować niczym bąki do zabawy.
- Ana - powiedział Lupin.
Black stanęła przed boginiem. W przeciwieństwie do poprzedników, przed nią bogin przemieniał się powoli. Najpierw pojawił się jeden dementor. Nauczyciel chciał interweniować, ale bogin nadal się przemieniał, pojawił się drugi dementor... i Syriusz Black. Bogin Any przybrał postać dementorów chwytających jej ojca.
- Riddikulus! - krzyknęła Black.
Dementorzy wraz z Syriuszem zaczęli tańczyć kankana. Ana dopiero po chwili odważyła się spojrzeć na Lupina, który wyłączył muzykę. Nauczyciel patrzył zszokowany na bogina-Syriusza wymachującego nogami w tańcu. Uczniowie szeptali między sobą. Nawet Amy, El i Jess były zaskoczone formą bogina dziewczynki.
- Ja... nie wiem jak... - wyjąkała Ana.
- Czasami tak jest, że naszym największym lękiem jest to, czego byśmy się nie spodziewali - powiedział Lupin takim tonem, jakby sam siebie próbował do tego przekonać. - Harry.
Black wycofała się i teraz przed boginem stanął Potter. Jeden z dementorów i Syriusz zniknęli, został tylko jeden upiorny dementor, który sunął wprost na chłopaka. Zanim jednak Harry zdążył rzucić zaklęcie, Lupin wbiegł między niego a bogina, który zmienił się w srebrną kulę wiszącą w powietrzu.
- Riddikulus! - zawołał nauczyciel i kula zmieniła się w balon, z którego ze świstem ulatywało powietrze.
Lupin zagonił bogina do szafy i zamknął ją jednym ruchem różdżki. Bogin szamotał się w środku, ale nie mógł się wydostać.
- Przepraszam, z boginami nie ma żartów, nie należy przesadzać - powiedział nauczyciel. - Koniec lekcji na dzisiaj.
Klasa zawiedziona udała się do wyjścia, jedynie Ana i Harry nie ruszyli się z miejsca.
- Byłem przekonany, że twój bogin zmieni się w Voldemorta, Harry - powiedział Lupin.
- Na początku pomyślałem o Voldemorcie, ale potem przypomniałem sobie tę kreaturę w pociągu - odparł Potter. - No i ci dementorzy w boginie Any.
- To naprawdę ciekawe. Wygląda na to, że tym, czego się boisz tak naprawdę jest strach - stwierdził nauczyciel. - I nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. W tak młodym wieku przeszedłeś więcej niż niejeden dorosły. Nic dziwnego, że dementorzy tak na ciebie działają.
- Mnie wtedy też zaatakował dementor - zauważyła Black. - Nie mam pojęcia skąd taki bogin. Nawet nie pomyślałam o czymś konkretnym.
- Tak, Ana, ty też masz za sobą dużo przykrych wspomnień, a tym żywią się dementorzy. Nie przejmowałbym się tak twoim boginem. Zaskoczył mnie jego wygląd, ale z drugiej strony nie zapominajmy, że Syriusz był, i nadal pozostaje, twoim ojcem. Czasami naszym największym strachem jest to czego byśmy się nie spodziewali, a nawet chcieli, żeby to stało się prawdą - wyjaśnił Lupin.
Gryfonka nie zgodziła się z tym. Nigdy tak naprawdę jakoś specjalnie nie chciała, żeby złapali jej ojca, a odkąd Jess uświadomiła jej, że może być niewinny, absolutnie nie chciała tego. Ale żeby wizja jego schwytania była jej największym lękiem? Nagle zdała sobie sprawę, że Lupin nazwał jej ojca po imieniu.
- Pan znał Blacka, panie profesorze? - zapytał Harry, uprzedzając Anę.
- Tak, i znałem także twojego ojca - odpowiedział Lupin. - Chodziliśmy razem do szkoły.
Ana spojrzała na Harry'ego z satysfakcją w oczach. Teraz musiał uwierzyć, że jego ojciec znał jej ojca.
- Co będzie jak go złapią? - zapytała Black.
- Wtedy dementorzy złożą na nim swój pocałunek - odpowiedział Lupin.
- To znaczy, że go zabiją? - spytała Ana, z trudem ukrywając przerażenie.
- Nie, jego dusza zostanie wyssana, to gorsze niż śmierć. Widzisz, człowiek może istnieć bez duszy tak długo, jak działa mózg, ale to wtedy nie jest życie. Człowiek po prostu... istnieje, i nic więcej - wytłumaczył nauczyciel.
- Dobrze mu tak - powiedział Potter. - To znaczy... przecież zabił dwunastu mugoli, prawda? Zasługuje na karę - dodał.
- Naprawdę uważasz, że jest ktokolwiek, kto zasługuje na tak okrutną karę? - spytał spokojnie Lupin.
Harry nie odpowiedział na to pytanie. Ana była pewna, że Lupin wiedział coś jeszcze o jej ojcu, ale z jakiegoś powodu to ukrywał. Miała ochotę zapytać, ale stwierdziła, że i tak by jej nie odpowiedział.
- A jakby się jednak okazało, że jest niewinny? - wypaliła, zanim zdążyła się powstrzymać.
- Znowu z tym zaczynasz? - zirytował się Potter.
- Nie ciebie pytałam - odparła Black.
- Pięćdziesięciu mugoli widziało jak morduje tamtych ludzi - zauważył Lupin, choć w jego oczach pojawił się jakby błysk.
- Mogło im się wydawać - powiedziała Ana.
- Tak, ale musisz wiedzieć, że twój ojciec nigdy nie zachowywał się jak niewinny - odparł nauczyciel.
- Wiem, ciotka i wuj mówili, że był psotnikiem w szkole, ale chyba jest różnica między łamaniem szkolnego regulaminu a łamaniem prawa, prawda? - dziewczynka nie dała za wygraną. - Niech pan pomyśli, panie profesorze. Mój ojciec uciekł z Azkabanu po dwunastu latach. Jeśli jego celem jest zabicie Pottera, to po co tyle czekał? Łatwiej byłoby mu go przecież zabić, gdy był małym dzieckiem, gdy jeszcze nawet nie wiedział, że jest czarodziejem. Uważam że za jego ucieczką kryje się wyższy cel niż mordowanie wszystkiego wokół - powiedziała Ana.
- Ana... to... przyznam, to ma sens, ale... wtedy, gdy zginęli ci mugole, nie było na miejscu żadnego innego czarodzieja, który mógłby tego dokonać - odparł Lupin, ale po jego spojrzeniu widać było, że nie mówił do końca prawdy.
- A tamten czarodziej, którego rzekomo zabił? - zapytała Black.
- Był zbyt słaby, żeby zabić. Jego też znałem, nie był zbyt uzdolnionym uczniem. Nie dałby rady pokonać Syriusza - odpowiedział Lupin.
- Profesor McGonagall powiedziała, że moja mama umarła mu w ramionach - powiedziała Ana. - Czy tak zachowuje się ktoś, kto za chwilę idzie urządzać rzeź? - zapytała.
- Nie - odpowiedział Lupin. - Widziałem go wtedy, jako pierwszy. Nigdy wcześniej nie widziałem go tak zrozpaczonego. Nie powiedział mi co się stało. Po prostu wyszedł, a niedługo potem dotarła do mnie informacja, że Voldemort dopadł Potterów, a później... aresztowali Syriusza. Do dziś nie wiemy kto zabił Ally. Na miejscu był nieprzytomny Lucjusz Malfoy. Możliwe, że to twój ojciec go oszołomił. Niewykluczone, że był tam ktoś jeszcze, ale uciekł - wyjaśnił.
- Same bzdury - prychnął Harry. - Równie dobrze mógł udawać zrozpaczonego, na pokaz.
- On nie udawał - odparł Lupin. - Znam go... a przynajmniej znałem. Takiej rozpaczy nie da się udawać. To było zbyt prawdziwe.
- Czyli przyznaje mi pan rację, panie profesorze? - zapytała Ana.
- Nie zaprzeczę, że to co mówisz, ma sens, ale jednak nie należy zbyt szybko odrzucać, że jednak jest winny - odpowiedział nauczyciel.
- Biorę to pod uwagę - zapewniła Black. - Ale w to nie wierzę. I nie uwierzę dopóki sama się nie przekonam.
- Ana, ty chyba nie masz zamiaru go szukać? - zaniepokoił się Lupin.
- Nie, skąd - skłamała Ana. - Poczekam aż sam mnie znajdzie. Jeśli w ogóle o mnie pamięta - dodała.
- Sądząc po tym, że pozostał przy zdrowych zmysłach, pamięta - odparł nauczyciel.
Ana i Harry pożegnali się z Lupinem. Przez chwilę szli korytarzem w milczeniu.
- Szukasz go, prawda? - spytał Potter zadziwiająco spokojnym głosem. Można by pomyśleć, że pytał która godzina.
- Tak, ale bezskutecznie - odpowiedziała Black. - Zresztą i tak bym ci nie powiedziała, gdybym go znalazła - dodała.
- A co jeśli się okaże, że naprawdę jest mordercą?
- Nie wiem.
Gdy znaleźli się w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, rozeszli się w milczeniu. Harry poszedł do Rona i Hermiony, a Ana do Amy, El i Jess. Łapa spojrzała na nią i natychmiast wybuchła niepohamowanym śmiechem.
- K-ka-kank-an? - wykrztusiła wreszcie. - Naprawdę?
- No co? To było pierwsze co mi przyszło do głowy, a musiałam działać szybko, bo wiem że Lupin chciał mi przeszkodzić jak potem Potterowi - powiedziała Black. - Mój ojciec nie może się o tym dowiedzieć - dodała stanowczo.
- Dobra, o czym rozmawialiście z Lupinem? - zapytała Mel.
- No... o naszych boginach... i dlaczego dementorzy tak na nas działają. Powiedział, że znał mojego ojca i Jamesa Pottera. Mówiłam mu o wątpliwościach co do jego winy. Nie wiem czy go przekonałam, ale nie odrzucił argumentów jak Harry. Mówił, że jako pierwszy zobaczył go, gdy mama umarła mu w ramionach. Stwierdził, że nigdy wcześniej nie widział go tak zrozpaczonego. I powiedział też, że on nie udawał - odpowiedziała Ana. - Lupin zapytał mnie czy mam zamiar go szukać, ale skłamałam, że poczekam aż sam mnie znajdzie - dodała.
- Mam nadzieję, że Lupin zostanie dłużej niż rok - powiedziała Jess.
- Ja też - stwierdziła Black. - Powiedział mi co stanie się z moim ojcem jeśli go złapią. Pocałunek dementora, pozbawią go duszy.
- Nie możemy do tego dopuścić - oświadczyła Łapa.
- Nie możemy - potwierdziła Ana. - Aha, Potter wie szukam ojca. Powiedziałam mu bo pytał, a spytał spokojnie, nie wrzeszczał jak ostatnio.
Niedługo potem Gryfonki zeszły do Wielkiej Sali na lunch. Od razu dało się usłyszeć nietypowy gwar i przyciszone szepty.
- Co się stało? - zapytała Ana, gdy wszystkie cztery zajęły swoje miejsca przy stole Gryffindoru.
- Widziano twojego ojca w Hogsmeade. Piszą o tym w Proroku - odpowiedział Lucas.
- Wczoraj wieczorem - dodał Kevin.
- I co? Nie złapali go? - spytała Black, przełykając ślinę.
- Nie - odpowiedział brat Amy.
- Złapanie go to tak, jakbyś chciała złapać dym i to gołymi rękoma - zauważył brat El.
- Ale przecież są dementorzy - powiedziała Jess.
- Już raz ich wykiwał, może zrobić to drugi raz - odparł Dean.
Ana wymieniła zadowolone spojrzenia z Łapą. Syriusz Black nie da się tak łatwo schwytać.
- Longbottom! Czy ty umiesz czytać instrukcje? Jaki kolor powinien przybrać eliksir odmładzający? - zapytał chłodno Snape.
- Z-zielony - wyjąkał Neville.
- Właśnie, a to co ma pan w kociołku nawet nie jest zbliżone do tego koloru - zauważył mistrz eliksirów. - Pod koniec lekcji wleję twój eliksir do gardła twojej ropuchy, więc lepiej zacznij się wreszcie przykładać do lekcji - dodał z mściwą satysfakcją.
- Przecież to podchodzi pod znęcanie się nad zwierzętami - powiedziała Ana.
- Ropusze nie powinno się stać nic złego, jeśli eliksir Longbottoma będzie dobry, Black - zagrzmiał Snape. - Minus pięć punktów dla Gryffindoru.
Gdy Snape oddalił się, Neville z przerażeniem spojrzał na swój wywar. Zostało mu tylko pół lekcji, żeby go naprawić, a to wydawało się niemożliwe.
- Hermiono, ratuj - jęknął rozpaczliwie chłopiec.
Granger zaczeła szeptem dawać Longbottomowi wskazówki. Pod koniec lekcji jego eliksir odmładzający miał prawidłowy zielony kolor. Snape tylko pokręcił nosem, gdy napełnił nim fiolkę. Następnie wlał jej zawartość do gardła Teodory. Ropucha natychmiast zamieniła się w kijankę, tak jak być powinno.
- Tym razem masz szczęście, Longbottom. Minus 5 punktów za to, że panna Granger ci pomagała - powiedział Snape.
Po lekcji eliksirów nadeszła wyczekiwana lekcja obrony przed czarną magią z profesorem Lupinem. Trzecioroczni Gryfoni mieli oczywiście tę lekcję ze Ślizgonami. Po wejściu do klasy wszyscy zajęli miejsca i zaczęli wyjmować podręczniki.
- Nie wyciągajcie książek, nie będą wam potrzebne - powiedział Lupin. - Dzisiejsza lekcja odbędzie się w pokoju nauczycielskim. Zostawcie swoje rzeczy, potrzebne wam będą tylko różdżki - dodał.
Uczniowie powrzucali książki do toreb i odstawili je, po czym wyszli za profesorem z klasy.
- Żenada. Dumbledore co roku wynajduje coraz to gorszych nauczycieli obrony. Patrzcie jak ten Lupin wygląda. Jak menel albo nie wiem co... A te ubrania? Skąd on je wziął? Ze śmietnika? - zadrwił Malfoy.
- Dlaczego uważasz że profesor Lupin ubiera się w ciuchy z twojego rodzinnego domu? - zapytała Ana.
Kilka osób, w tym Amy, El i Jess, zakasłało żeby zatuszować śmiech. Malfoy wyciągnął różdżkę, ale w tym momencie obrócił się Lupin.
- Spokój, panie Malfoy, proszę opuścić tę różdżkę. Za chwilę będzie miał pan okazję wykazać się w czarach - powiedział stanowczo, ale spokojnie.
Draco niechętnie opuścił rękę, a Black z satysfakcją pomyślała, że nowy nauczyciel obrony nie da się tak łatwo wytrącić z równowagi. Do końca drogi do pokoju nauczycielskiego, Malfoy nie odezwał się już ani słowem. Chwilę później klasa weszła do długiego pomieszczenia wyłożonego ciemnymi panelami. Znajdowały się tu niepasujące do siebie krzesła oraz szafa. Był tu tylko Snape, który akurat siedział na jednym z krzeseł i czytał Proroka Codziennego. Na pierwszej stronie gazety oczywiście widniało zdjęcie Syriusza Blacka.
- Dzień dobry, profesorze Snape - powiedział Lupin. - Och, proszę zostać, ostatnio w szafie zagnieździł się ciekawy okaz. Poprosiłem profesora Dumbledore'a, żeby go zostawił, żebym mógł go wykorzystać na mojej lekcji.
- Kusząca propozycja, Lupin, ale nie skorzystam. Mam tylko nadzieję, że jesteś choć trochę bardziej kompetentny od poprzednich nauczycieli obrony - odparł Snape i złożył gazetę, po czym wyszedł, machając połami płaszcza niczym nietoperz.
- Podejdźcie bliżej, śmiało - powiedział Lupin. - Czy ktoś domyśla się co kryje się w szafie? - zapytał, wskazując na mebel, w którym ewidentnie coś było i próbowało się wydostać.
- To na pewno jest bogin - odpowiedziała natychmiast Hermiona.
- Doskonale, pięć punktów dla Gryffindoru, panno Granger - powiedział nauczyciel. - A może powiesz mi czym jest bogin? - zapytał.
- Nikt nie wie jak naprawdę wygląda bogin, ponieważ zmienia się w to, czego akurat dana osoba się boi - odparła Granger.
- Brawo, kolejne pięć punktów - powiedział Lupin. - Bogin nie posiada więc żadnej widzialnej postaci, gdyż zwykle kryje się w ciemnych zakamarkach, jak na przykład ta szafa. Bogin zawsze przybiera kształt naszego największego lęku tego kto go zobaczy. Jeśli bogin pojawiłby się przed dwoma osobami naraz, nie wiedziałby w co się przemienić, bo każdy boi się czegoś innego. Najprawdopodobniej zmieniałby się co chwilę w coś innego, nie mogąc się zdecydować. Dziś nauczę was jak pokonać bogina. Istnieje na to zaklęcie. Riddikulus. Na razie bez różdżek, poćwiczcie wymowę.
- Riddikulus! - ryknęła klasa.
- Doskonale - powiedział Remus, klaszcząc w dłonie. - Ale samo zaklęcie nie wystarczy. Tym co pokonuje bogina tak naprawdę jest śmiech, musicie wyobrazić sobie coś śmiesznego, a bogin przeobrazi się w to. Kto pierwszy? Może Neville?
Longbottom wyszedł na środek z dość niepewną miną.
- Powiedz nam, co najbardziej cię przeraża? - zapytał łagodnie Lupin.
- P-profesor Snape - odpowiedział Neville tak cicho, że nikt nie dosłyszał.
- Śmiało Neville - zachęcił go nauczyciel.
- Profesor Snape - powiedział głośniej chłopak i zaczerwienił się, a klasa się zaśmiała.
- Tak, profesor Snape potrafi być przerażający - stwierdził Lupin. - Słuchaj Neville, słyszałem że mieszkasz z babcią? - zapytał.
- Tak, ale nie chcę, żeby bogin się w nią zamienił - odpowiedział szybko Longbottom, co spowodowało kolejną salwę śmiechu.
- Nie, nie, interesują nas jej ubrania. Przypomnij sobie co twoja babcia nosi? - spytał nauczyciel.
- Ma czerwoną torebkę... - zaczął Neville po chwili namysłu.
- Nie mów tego głośno. Gdy otworzę szafę i pokaże się bogin, wyobraź sobie profesora Snape'a w ubraniach babci - powiedział Lupin. - Dasz radę? - zapytał.
Longbottom pokiwał głową, chociaż był blady jak ściana. Zacisnął mocniej rękę na różdżce.
- Na trzy - powiedział Remus. - Raz... unieś różdżkę, Neville... dwa... trzy! - Jednym ruchem otworzył szafę, z której natychmiast wyszedł bogin w postaci Snape'a.
- Riddikulus! - ryknął Neville.
Bogin-Snape natychmiast się przemienił. Był ubrany w zielony sweter, spódnicę tego samego koloru, na głowie miał wielki kapelusz z wypchanym sępem, na szyi szal z całego lisa, a w ręku trzymał czerwoną torebkę. Miał też rękawiczki bez palców. Zdezorientowany bogin kręcił się wokół własnej osi. Oczywiście wywołało to kolejną salwę śmiechu.
- Doskonale, Neville - powiedział Lupin.
- Snape będzie zachwycony jak się dowie - szepnęła z satysfakcją Ana do Jess.
- Kto następny? - zapytał Remus, uśmiechając się zachęcająco.
Uczniowie, pchając się do przodu, zaczęli się przepychać między sobą, bo każdy chciał zmierzyć się z boginem.
- Parvati - powiedział Lupin.
W czasie gdy bogin przemienił się w mumię, kiedy Patil przed nim stanęła, nauczyciel włączył muzykę na gramofonie.
- Riddikulus! - zawołała Parvati i mumia potknęła się o własne nogi i zaplątała się.
Następny w kolejce był Seamus. Bogin na jego widok zamienił się w szyszymorę.
- Riddikulus! - powiedział Finnigan i upiór zmienił się w klauna.
Jako kolejny z boginem zmierzył się Dean. Upiór zmienił się w odciętą rękę, poruszającą się niczym krab.
- Riddikulus! - krzyknął Thomas i ręka przewróciła się na grzbiet, wijąc się niby żuk przewrócony na plecy.
- Ron - powiedział uśmiechnięty Lupin, gdy przyszła kolej Weasleya.
Bogin natychmiast zmienił się w wielkiego pająka, który szedł wprost ku niemu. Ron blady jak ściana uniósł rękę z różdżką i zawołał:
- Riddikulus!
Długie odnóża pająka zaczęły ślizgać się po podłodze niczym po lodzie. Następna w kolejce była Amy. Bogin zmienił się w wielkiego karalucha.
- Riddikulus! - zawołała Mel i robal rozpłaszczył się na podłodze, nie mogąc ustać na odnóżach.
Kolejna była El. Bogin natychmiast zmienił się w zombie z wypływającymi wnętrznościami.
- Riddikulus! - krzyknęła Eli.
Zombie przemieniło się w zombie ubrane w różową sukienkę i pantofelki, a w ręce trzymał parasolkę tego samego koloru.
- Jessica - powiedział zachęcająco Lupin.
Jess stanęła przed boginem. Upiór zmienił się w mnóstwo małych pająków. Ron pobladł jeszcze bardziej niż wtedy, gdy bogin zamienił się przed nim w wielkiego pająka.
- Riddikulus! - zawołała Jessy i pająki zaczęły wirować niczym bąki do zabawy.
- Ana - powiedział Lupin.
Black stanęła przed boginiem. W przeciwieństwie do poprzedników, przed nią bogin przemieniał się powoli. Najpierw pojawił się jeden dementor. Nauczyciel chciał interweniować, ale bogin nadal się przemieniał, pojawił się drugi dementor... i Syriusz Black. Bogin Any przybrał postać dementorów chwytających jej ojca.
- Riddikulus! - krzyknęła Black.
Dementorzy wraz z Syriuszem zaczęli tańczyć kankana. Ana dopiero po chwili odważyła się spojrzeć na Lupina, który wyłączył muzykę. Nauczyciel patrzył zszokowany na bogina-Syriusza wymachującego nogami w tańcu. Uczniowie szeptali między sobą. Nawet Amy, El i Jess były zaskoczone formą bogina dziewczynki.
- Ja... nie wiem jak... - wyjąkała Ana.
- Czasami tak jest, że naszym największym lękiem jest to, czego byśmy się nie spodziewali - powiedział Lupin takim tonem, jakby sam siebie próbował do tego przekonać. - Harry.
Black wycofała się i teraz przed boginem stanął Potter. Jeden z dementorów i Syriusz zniknęli, został tylko jeden upiorny dementor, który sunął wprost na chłopaka. Zanim jednak Harry zdążył rzucić zaklęcie, Lupin wbiegł między niego a bogina, który zmienił się w srebrną kulę wiszącą w powietrzu.
- Riddikulus! - zawołał nauczyciel i kula zmieniła się w balon, z którego ze świstem ulatywało powietrze.
Lupin zagonił bogina do szafy i zamknął ją jednym ruchem różdżki. Bogin szamotał się w środku, ale nie mógł się wydostać.
- Przepraszam, z boginami nie ma żartów, nie należy przesadzać - powiedział nauczyciel. - Koniec lekcji na dzisiaj.
Klasa zawiedziona udała się do wyjścia, jedynie Ana i Harry nie ruszyli się z miejsca.
- Byłem przekonany, że twój bogin zmieni się w Voldemorta, Harry - powiedział Lupin.
- Na początku pomyślałem o Voldemorcie, ale potem przypomniałem sobie tę kreaturę w pociągu - odparł Potter. - No i ci dementorzy w boginie Any.
- To naprawdę ciekawe. Wygląda na to, że tym, czego się boisz tak naprawdę jest strach - stwierdził nauczyciel. - I nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie. W tak młodym wieku przeszedłeś więcej niż niejeden dorosły. Nic dziwnego, że dementorzy tak na ciebie działają.
- Mnie wtedy też zaatakował dementor - zauważyła Black. - Nie mam pojęcia skąd taki bogin. Nawet nie pomyślałam o czymś konkretnym.
- Tak, Ana, ty też masz za sobą dużo przykrych wspomnień, a tym żywią się dementorzy. Nie przejmowałbym się tak twoim boginem. Zaskoczył mnie jego wygląd, ale z drugiej strony nie zapominajmy, że Syriusz był, i nadal pozostaje, twoim ojcem. Czasami naszym największym strachem jest to czego byśmy się nie spodziewali, a nawet chcieli, żeby to stało się prawdą - wyjaśnił Lupin.
Gryfonka nie zgodziła się z tym. Nigdy tak naprawdę jakoś specjalnie nie chciała, żeby złapali jej ojca, a odkąd Jess uświadomiła jej, że może być niewinny, absolutnie nie chciała tego. Ale żeby wizja jego schwytania była jej największym lękiem? Nagle zdała sobie sprawę, że Lupin nazwał jej ojca po imieniu.
- Pan znał Blacka, panie profesorze? - zapytał Harry, uprzedzając Anę.
- Tak, i znałem także twojego ojca - odpowiedział Lupin. - Chodziliśmy razem do szkoły.
Ana spojrzała na Harry'ego z satysfakcją w oczach. Teraz musiał uwierzyć, że jego ojciec znał jej ojca.
- Co będzie jak go złapią? - zapytała Black.
- Wtedy dementorzy złożą na nim swój pocałunek - odpowiedział Lupin.
- To znaczy, że go zabiją? - spytała Ana, z trudem ukrywając przerażenie.
- Nie, jego dusza zostanie wyssana, to gorsze niż śmierć. Widzisz, człowiek może istnieć bez duszy tak długo, jak działa mózg, ale to wtedy nie jest życie. Człowiek po prostu... istnieje, i nic więcej - wytłumaczył nauczyciel.
- Dobrze mu tak - powiedział Potter. - To znaczy... przecież zabił dwunastu mugoli, prawda? Zasługuje na karę - dodał.
- Naprawdę uważasz, że jest ktokolwiek, kto zasługuje na tak okrutną karę? - spytał spokojnie Lupin.
Harry nie odpowiedział na to pytanie. Ana była pewna, że Lupin wiedział coś jeszcze o jej ojcu, ale z jakiegoś powodu to ukrywał. Miała ochotę zapytać, ale stwierdziła, że i tak by jej nie odpowiedział.
- A jakby się jednak okazało, że jest niewinny? - wypaliła, zanim zdążyła się powstrzymać.
- Znowu z tym zaczynasz? - zirytował się Potter.
- Nie ciebie pytałam - odparła Black.
- Pięćdziesięciu mugoli widziało jak morduje tamtych ludzi - zauważył Lupin, choć w jego oczach pojawił się jakby błysk.
- Mogło im się wydawać - powiedziała Ana.
- Tak, ale musisz wiedzieć, że twój ojciec nigdy nie zachowywał się jak niewinny - odparł nauczyciel.
- Wiem, ciotka i wuj mówili, że był psotnikiem w szkole, ale chyba jest różnica między łamaniem szkolnego regulaminu a łamaniem prawa, prawda? - dziewczynka nie dała za wygraną. - Niech pan pomyśli, panie profesorze. Mój ojciec uciekł z Azkabanu po dwunastu latach. Jeśli jego celem jest zabicie Pottera, to po co tyle czekał? Łatwiej byłoby mu go przecież zabić, gdy był małym dzieckiem, gdy jeszcze nawet nie wiedział, że jest czarodziejem. Uważam że za jego ucieczką kryje się wyższy cel niż mordowanie wszystkiego wokół - powiedziała Ana.
- Ana... to... przyznam, to ma sens, ale... wtedy, gdy zginęli ci mugole, nie było na miejscu żadnego innego czarodzieja, który mógłby tego dokonać - odparł Lupin, ale po jego spojrzeniu widać było, że nie mówił do końca prawdy.
- A tamten czarodziej, którego rzekomo zabił? - zapytała Black.
- Był zbyt słaby, żeby zabić. Jego też znałem, nie był zbyt uzdolnionym uczniem. Nie dałby rady pokonać Syriusza - odpowiedział Lupin.
- Profesor McGonagall powiedziała, że moja mama umarła mu w ramionach - powiedziała Ana. - Czy tak zachowuje się ktoś, kto za chwilę idzie urządzać rzeź? - zapytała.
- Nie - odpowiedział Lupin. - Widziałem go wtedy, jako pierwszy. Nigdy wcześniej nie widziałem go tak zrozpaczonego. Nie powiedział mi co się stało. Po prostu wyszedł, a niedługo potem dotarła do mnie informacja, że Voldemort dopadł Potterów, a później... aresztowali Syriusza. Do dziś nie wiemy kto zabił Ally. Na miejscu był nieprzytomny Lucjusz Malfoy. Możliwe, że to twój ojciec go oszołomił. Niewykluczone, że był tam ktoś jeszcze, ale uciekł - wyjaśnił.
- Same bzdury - prychnął Harry. - Równie dobrze mógł udawać zrozpaczonego, na pokaz.
- On nie udawał - odparł Lupin. - Znam go... a przynajmniej znałem. Takiej rozpaczy nie da się udawać. To było zbyt prawdziwe.
- Czyli przyznaje mi pan rację, panie profesorze? - zapytała Ana.
- Nie zaprzeczę, że to co mówisz, ma sens, ale jednak nie należy zbyt szybko odrzucać, że jednak jest winny - odpowiedział nauczyciel.
- Biorę to pod uwagę - zapewniła Black. - Ale w to nie wierzę. I nie uwierzę dopóki sama się nie przekonam.
- Ana, ty chyba nie masz zamiaru go szukać? - zaniepokoił się Lupin.
- Nie, skąd - skłamała Ana. - Poczekam aż sam mnie znajdzie. Jeśli w ogóle o mnie pamięta - dodała.
- Sądząc po tym, że pozostał przy zdrowych zmysłach, pamięta - odparł nauczyciel.
Ana i Harry pożegnali się z Lupinem. Przez chwilę szli korytarzem w milczeniu.
- Szukasz go, prawda? - spytał Potter zadziwiająco spokojnym głosem. Można by pomyśleć, że pytał która godzina.
- Tak, ale bezskutecznie - odpowiedziała Black. - Zresztą i tak bym ci nie powiedziała, gdybym go znalazła - dodała.
- A co jeśli się okaże, że naprawdę jest mordercą?
- Nie wiem.
Gdy znaleźli się w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, rozeszli się w milczeniu. Harry poszedł do Rona i Hermiony, a Ana do Amy, El i Jess. Łapa spojrzała na nią i natychmiast wybuchła niepohamowanym śmiechem.
- K-ka-kank-an? - wykrztusiła wreszcie. - Naprawdę?
- No co? To było pierwsze co mi przyszło do głowy, a musiałam działać szybko, bo wiem że Lupin chciał mi przeszkodzić jak potem Potterowi - powiedziała Black. - Mój ojciec nie może się o tym dowiedzieć - dodała stanowczo.
- Dobra, o czym rozmawialiście z Lupinem? - zapytała Mel.
- No... o naszych boginach... i dlaczego dementorzy tak na nas działają. Powiedział, że znał mojego ojca i Jamesa Pottera. Mówiłam mu o wątpliwościach co do jego winy. Nie wiem czy go przekonałam, ale nie odrzucił argumentów jak Harry. Mówił, że jako pierwszy zobaczył go, gdy mama umarła mu w ramionach. Stwierdził, że nigdy wcześniej nie widział go tak zrozpaczonego. I powiedział też, że on nie udawał - odpowiedziała Ana. - Lupin zapytał mnie czy mam zamiar go szukać, ale skłamałam, że poczekam aż sam mnie znajdzie - dodała.
- Mam nadzieję, że Lupin zostanie dłużej niż rok - powiedziała Jess.
- Ja też - stwierdziła Black. - Powiedział mi co stanie się z moim ojcem jeśli go złapią. Pocałunek dementora, pozbawią go duszy.
- Nie możemy do tego dopuścić - oświadczyła Łapa.
- Nie możemy - potwierdziła Ana. - Aha, Potter wie szukam ojca. Powiedziałam mu bo pytał, a spytał spokojnie, nie wrzeszczał jak ostatnio.
Niedługo potem Gryfonki zeszły do Wielkiej Sali na lunch. Od razu dało się usłyszeć nietypowy gwar i przyciszone szepty.
- Co się stało? - zapytała Ana, gdy wszystkie cztery zajęły swoje miejsca przy stole Gryffindoru.
- Widziano twojego ojca w Hogsmeade. Piszą o tym w Proroku - odpowiedział Lucas.
- Wczoraj wieczorem - dodał Kevin.
- I co? Nie złapali go? - spytała Black, przełykając ślinę.
- Nie - odpowiedział brat Amy.
- Złapanie go to tak, jakbyś chciała złapać dym i to gołymi rękoma - zauważył brat El.
- Ale przecież są dementorzy - powiedziała Jess.
- Już raz ich wykiwał, może zrobić to drugi raz - odparł Dean.
Ana wymieniła zadowolone spojrzenia z Łapą. Syriusz Black nie da się tak łatwo schwytać.
piątek, 21 sierpnia 2015
LBA 2
LBA 2
Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”.
Jest przyznawana dla blogów jeszcze nie rozpromowanych, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.
Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
Mnie nominowała Julia Dudzik http://nowagrygonka.blogspot.com/
1. Czy lubisz niespodzianki? Dlaczego?
Zależy jakie. Jeśli jest fajna to tak, ale jeśli nie, to nie.
2. Jakie piosenki / Jaką piosenkę lubisz najbardziej?
Nie mam ulubionej.
3. Jaką porę roku najbardziej lubisz?
Lato.
4. Jakiego koloru masz oczy?
Szare.
5. Wolał byś mieszkać w mieście czy na wsi?
W mieście.
6. Przez to, że zapomniałam o tym pytaniu, nie musisz odpowiadać. Co o tym sądzisz?
xD
7. Jak uważasz do jakiej postaci z HP jesteś najbardziej podobny?
Hm... z wyglądu to chyba do Hermiony, a z charakteru do Ginny i trochę do Syriusza.
8. Jak spędzasz wolny czas?
Przed komputerem. xD
9. Jakie imię żeńskie ci się podoba?
Musi być jedno? xD Julia (nie podlizuję się! xD), Alina, Natalia i Marta.
10. Ulubiony paring z HP?
Tonks i Lupin.
11. Cieszysz się z nominacji?
A mogę nie? xD Nie no, jasne że się cieszę. xD
Nominuję:
1.http://laura-w-hogwarcie.blogspot.com/
2.http://www.wizje-rudej.blogspot.com/
3.http://blackangelminiaturki.blogspot.com/
4.http://siostrzenica-czarnego-pana.blog.onet.pl/
5.http://angie-wallet-dziennik.blogspot.com/
6.http://wiktoriaprzybylo.blogspot.com/
7.http://princessmagicalisland.blogspot.com/
8.http://dark-love-riddle.blog.onet.pl/
9.http://i-am-avengers.blogspot.com/
10.http://miniaturkidosme.blogspot.com/
11.http://zatoka-snu.blogspot.com/
Moje pytania:
1. Ulubiona postać z HP?
2. Czy utożsamiasz się z bohaterem/ką swojego bloga? Dlaczego?
3. Ulubione książki poza HP?
4. Ulubione filmy poza HP?
5. Z którą z postaci z HP chciałbyś/abyś się zaprzyjaźnić?
6. Jeśli dostałbyś/abyś wybór życia w świecie jednej z książek/serii, które przeczytałeś/aś, to która by to była?
7. Czy jest coś, co byś zmienił/a w HP? Jeśli tak, to co?
8. Który film HP twoim zdaniem najlepiej odzwierciedla ksiażkę?
9. A który najgorzej?
10. Najlepszy reżyser HP?
`11. Ulubiony aktor z HP?
czwartek, 16 lipca 2015
Rozdział IX: Hardodziob i Mapa Huncwotów
Gdy Ana i Jess dotarły na błonia wszyscy Gryfoni i Ślizgoni już tam byli. Ci pierwsi byli albo zaniepokojeni albo podekscytowani. Natomiast ci drudzy mieli pogardliwe miny.
- Nie wierzę, że ten przygłup nas uczy. Niech no tylko mój ojciec się dowie... - powiedział Malfoy.
- Zamknij się, Malfoy! - warknął Potter.
- Jakbyś nie zauważył, twojego ojca tu nie ma, więc nikt nie osłoni ci tyłka. Poza tym nikt na siłę cię tu nie trzyma - zauważyła Ana.
Draco nic nie odpowiedział tylko oddalił się w stronę swojej bandy.
- Mam nadzieję, że Hagrid nie pokaże nam niczego groźnego - powiedziała Parvati, zerkając na Pottera.
- No nie, nie słyszałaś McGonagall? Trelawney co roku przepowiada komuś śmierć. Zresztą Hagrid nie pozwoli by komuś stała się krzywda - odpowiedziała Jess, kręcąc głową.
- No ale... wiecie... Hagrid jest trochę nieokrzesany... - odezwała się Lavender.
- Hagrid wcale nie jest nieokrzesany - zaoponował Harry.
- A cóż ja słyszę, Bliznowaty boi się ponuraka z fusów? - zadrwił Malfoy.
- Wcale się nie boję! - warknął Potter.
- Dementor, dementor! - zawołał Draco, wskazując palcem gdzieś nad Harrym.
Potter odwrócił się, ale oczywiście z tyłu nic nie było. Malfoy, Crabbe, Goyle, Parkinson, Bulstrode i Zabini założyli na głowy kaptury i wydali z siebie dźwięki, które bardziej przypominały te, które według mugoli wydają duchy, niż dementorów.
- Nie zwracaj na nich uwagi - powiedziała Hermiona, łapiąc Harry'ego za ramię, żeby odwrócił się od Ślizgonów.
- Naprawdę nabrałeś się na tę tanią sztuczkę? - zapytała Ana, patrząc na niego z pogardą.
Chłopak jednak nie zdążył odpowiedzieć, bo właśnie pojawił się Hagrid. Z jego szyi zwisały martwe fretki. Nawet Black nie mogła powstrzymać wzdrygnięcia.
- Witajcie, dzieciaki! Dzisiaj pokażę wam coś extra! - powiedział wyraźnie uradowany olbrzym. - Zobaczycie, spodoba wam się, musimy tylko podejść bliżej, uwiązałem je na skraju Zakazanego Lasu.
- Uwiązałeś? Hagridzie, czy one są niebezpieczne? - zapytała z niepokojem Amy.
- Tylko jeśli je obrazicie - odpowiedział. - Za mną!
Wszyscy ruszyli za nim, zaniepokojeni co przygotował Hagrid.
- Nie wierzę, ten kretyn naprawdę prowadzi nas do Zakanego Lasu - warknął Malfoy.
- Zamknij się, Malfoy. Wiem, że od czasu twojego szlabanu z Harrrym, Hermioną i Neville'em w pierwszej klasie pękasz na sam dźwięk słów "Zakazany Las", ale teraz jest dzień - odparowała Amy.
- Odezwała się ta, która nigdy nie była w Zakazanym Lesie nocą - powiedział Draco.
- Tak dla twojej informacji, to Amy była parę razy w Zakazanym Lesie nocą. Ze mną i El - syknęła Ana.
- Ten las nocą wcale nie jest taki straszny - dodała Jess.
- Tak, bo nie spotkałyście tam czegoś pijącego krew martwego jednorożca! - wściekł się Ślizgon.
Ana tylko pokręciła z zażenowaniem głową i razem z koleżankami oddaliła się od Malfoya.
- Mam nadzieję, że to nie jest nic, co będzie chciało nas pożreć - powiedziała El.
- Hagrid by na to nie pozwolił - zauważyła Ana.
- Może powiemy mu o ponuraku? - zapytała Parvati.
- Właśnie, on nic nie... - poparła ją Lavender, ale przerwała jej Jess:
- Czy wy w ogóle macie mózgi? Nikt nie umrze, a w każdym razie nie z powodu rzekomego ponuraka w fusach.
- To niewiarygodne, że możecie to tak lekceważyć! - oburzyła się Patil.
Ana zamierzała coś odpowiedzieć, ale Hagrid właśnie zatrzymał się tak nagle, że parę osób na przedzie omal na niego nie wpadło. Znajdowali się w zagrodzie na skraju lasu. Do drewnianych pali przywiązane były dziwne stworzenia. Miały głowę, przednie kończyny i skrzydła orła, a zad i tylne kończyny - konia. Każdy z nich miał inny kolor piór i sierści.
- Hagrid, co to właściwie jest? - zapytała Hermiona.
- To, dzieciaki, są hipogryfy - odpowiedział Hagrid. - Prawda, że są wspaniałe? - zapytał patrząc z czułością na stworzenia.
Ana nie była pewna, czy zgadza się z Hagridem. Rzeczywiście w hipogryfach było coś... majestatycznego, ale gdy zaczęły rozrywać mięso martwych fretek, które rzucił im gajowy, pomyślała, że wolałaby się z nimi bliżej nie zapoznawać.
- Na początek otwórzcie swoje książki - powiedział Hagrid.
- A niby jak mamy to zrobić? - zapytał drwiąco Malfoy.
- Pogłaszczcie ją po grzbiecie, cholibka - odpowiedział gajowy.
Ana przejechała palcem po grzbiecie książki i ta faktycznie znieruchomiała. Pozostali niepewnie zrobili to samo. Gdy wszyscy już otwarli swoje książki, rozległ się krzyk Neville'a atakowanego przez swój egzemplarz Potwornej Księgi Potworów.
- Neville, miałeś ją pogłaskać po grzbiecie - powiedział Seamus.
- Dzięki, nic mi nie jest - wydukał Longbottom. Cała jego szata była oblepiona strzępkami papieru.
- Cholibka, myślałem że wam się spodobają, to takie śmiszne książki - powiedział zmieszany Hagrid.
- Tak, bardzo "śmiszne", boki zrywać! Ta szkoła schodzi na psy - zakpił Malfoy.
Hagrid zaczął opowiadać o hipogryfach, ale Draco, jak zresztą wszyscy Ślizgoni, nie wydawał się być zainteresowany tym co mówił.
- ... Musicie wiedzieć, że hipogryfy to bardzo honorne stworzenia, łatwo je obrazić, a to może się źle skończyć - powiedział Hagrid. - Waszym dzisiejszym zadaniem będzie przywitanie się z hipogryfem. No, kto chce spróbować pierwszy? - zapytał.
Wszyscy odruchowo cofnęli się do tyłu. Wszyscy oprócz Pottera. Chłopak niepewnie podniósł rękę.
- Harry! - Hagrid był wyraźnie uradowany. - No chodź, śmiało!
- Harry, nie rób tego, pamiętasz co mówiła Trelawney? - zapytała Parvati stłumionym szeptem, ale Potter ją zignorował.
- Podejdź bliżej, Harry - powiedział Hagrid, ustawiając Harry'ego naprzeciw najbliższego z hipogryfów. - Patrz mu prosto w oczy, ukłoń się, byle nisko, poczekaj aż Hardodziob się odkłoni, wtedy będziesz mógł go pogłaskać. Jeśli nie, to trza szybko zwiewać. Tylko powoli, bez nerwów, powolutku...
Wszyscy wstrzymali oddech. Harry ukłonił się nisko hipogryfowi, zgodnie z zaleceniem Hagrida patrząc mu prosto w oczy. Hardodziob jednak nie odpowiedział ukłonem.
- Cofnij się, Harry, szybko! - nakazał Hagrid, stając przed hipogryfem, gotów ujarzmić zwierzę. - Spróbuj jeszcze raz, Harry, pamiętaj, powolutku.
Potter znowu powoli podszedł do Hardodzioba i ukłonił mu się patrząc mu prosto w oczy. Tym razem hipogryf odkłonił się.
- Wspaniale, Harry, teraz możesz go pogłaskać! - powiedział za zachwytem Hagrid.
Chłopak o wiele bardziej pewnie podszedł do Hardodzioba i poklepał go po dziobie. Całej klasie minął strach i zastąpiła go niecierpliwość kiedy oni będą mogli pogłaskać hipogryfa. Ana stwierdziła, że Hagrid miał rację, to naprawdę były wspaniałe zwierzęta.
- No, to pozwolisz, Harry, żebyś go dosiadł? - zapytał Hagrid.
- Co? Nie, Hagrid, nie! - zaprotestował Potter, ale gajowy już posadził go na Hardodziobie.
- Trzymaj mocno kolanami. Tylko mu nie powyrywaj piór, on tego nie lubi, skubany - ostrzegł go Hagrid i odwiązał hipogryfa od pala, klepnął go w zad i zwierzę rozpostarło skrzydła, wznosząc się w powietrze razem z Harrym na grzbiecie.
Klasa patrzyła z zazdrością jak Potter leci na hipogryfie. Z zachwytem wpatrywali się w odległą plamkę na niebie. Ana nie mogła się doczekać aż sama będzie mogła dosiąść tego stworzenia. Gdy Hardodziob wylądował i Hagrid pomógł Harry'emu zsiąść, wszyscy zaczęli klaskać. Następnie każdy ustawił się w kolejkach do przywitania się z hipogryfami. Black ukłoniła się Hardodziobowi, a ten ku jej uldze i zaskoczeniu od razu się odkłonił. Z uśmiechem podeszła do niego i poklepała go po dziobie.
- Mogę na nim polecieć? - poprosiła Ana, patrząc błagalnie na Hagrida.
- I ja? - zapytała Jess, której udało się przywitać z innym hipogryfem o imieniu Szponek.
- Jak już każdy przywita się z hipogryfem, dobra? - zapytał Hagrid.
Ana i Jess nie były z tego zadowolone, ale się zgodziły. Nagle Black poczuła, że coś ją odpycha. Był to Malfoy.
- Wcale nie jesteś niebezpieczny. Tak naprawdę jesteś łagodny jak baranek. Jesteś tylko strasznie brzydkie bydle, prawda? - zadrwił.
Nagle Hardodziob uderzył szponami w ramię Ślizgona. Hagrid szybko stanął przed hipogryfem, żeby uspokoić rozjuszone zwierzę.
- Dziobek, spokój! Hardodziob! - powiedział Hagrid, grożąc stworzeniu palcem i rzucił mu fretkę, co go uspokoiło.
Tymczasem Malfoy leżał na ziemi i jęczał, trzymając się za krwawiące ramię:
- Aaaa.... zabił mnie...
- Hagrid, trzeba zabrać się go do skrzydła szpitalnego - powiedziała Hermiona.
Gajowy podniósł Malfoya z ziemi.
- Zapłacicie za to! Ty i twoje bydle też! - groził Draco.
- Koniec lekcji na dziś - mruknął Hagrid. Hermiona otworzyła bramę, a Hagrid z jęczącym Malfoyem w ramionach skierował się w stronę zamku.
- Ja chyba zabiję tego idiotę! - syknęła Ana. - Chciałam polatać... A zresztą nic mu nie jest, Hardodziob tylko go drasnął.
- Na jego własne życzenie - dodała naburmuszona Jess.
- A jeśli Hagrida wyleją? - zmartwiła się Granger.
- Nie wyleją. Dumbledore na to nie pozwoli. My na to nie pozwolimy - odpowiedziała El.
- Powinnni go wylać! To bydle mogło zabić Draco! - rozpaczała Pansy Parkinson.
- Tylko go drasnął, idiotko! - warknęła Jess.
- Zresztą sam jest sobie winien! Hagrid mówił, że hipogryfy są bardzo honorne, ale twój głupi Dracuś wcale go nie słuchał - dodała wściekła Ana.
- Bądźmy szczerzy, Parkinson, myślisz, że podobasz się Malfoyowi? Że podobasz się komukolwiek? Podoba mu się tylko to, że tak do niego wzdychasz - powiedziała Mel.
- Pomijając, że on też nie jest ładny - dodała Eli.
- A co? Może ty mu się podobasz, Tagworth? Ty, zdrajczyni krwi? - zapytała drwiąco Parkinson.
- Pff, za wysokie progi dla Malfoya - odgryzła się Amy.
***
Późnym wieczorem, gdy wszyscy już spali, Ana, Jess, Amy i El szykowały plan wyprawy do Zakazanego Lasu w celu poszukiwań Syriusza Blacka.
- A jeśli ktoś nas po drodze złapie? - zapytała Mel.
- Miejmy nadzieję, że nie - odpowiedziała Ana. - Ej, a może wykradniemy pelerynę-niewidkę Pottera? Oddałybyśmy zanim by się obudził. Nawet nie zauważy - zaproponowała.
- Przecież już nieraz chodziłyśmy do Zakazanego Lasu bez żadnej ochrony i tylko raz w drugiej klasie McGonagall nas przyłapała - zauważyła El.
- Ale tym razem nie idziemy tam, żeby zwiedzać - zwróciła jej uwagę Amy.
- Ja mogę to zrobić - zaoferowała Jess.
Nagle Ana klepnęła się w czoło.
- Zapomniałyśmy o dementorach. Dumbledore mówił, że nie nabiorą się na żadne sztuczki czy przebieranki, a to znaczy, że nie wyjdziemy Salą Wejściową, nawet pod peleryną - zauważyła.
- No, no, no, knujemy co? - zapytał znajomy głos.
- Fred! George! Jeszcze nie śpicie? - zdumiała się El.
- Jak widać, nie - odpowiedział George. - Co kombinujecie? - zapytał.
- Tylko nie próbujcie kręcić, sami słyszeliśmy, że chciecie wykraść pelerynę Harry'ego - dodał Fred. - Swoją drogą, nie wiedziałem, że taką ma.
- Ee... chcemy iść do Zakazanego Lasu... żeby go zbadać... nigdy nie zapuszczałyśmy się zbyt głęboko - odpowiedziała wymijająco Ana.
- I nie chcecie, żeby ktoś was przyłapał? - spytał George. - I bezpiecznie ominąć straż dementorów?
- No to chyba oczywiste, nie? - odpowiedziała pytaniem Jess.
Bliźniacy wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Black nie była pewna, czy łyknęli bajeczkę o badaniu lasu.
- Zamierzaliśmy to dać Harry'emu... - zaczął Fred konspiracyjnym tonem.
- ... Ale sądzimy, że ty zrobisz z tego większy użytek, Ana - dokończył George.
Dziewczyna spojrzała na nich pytająco. Fred wyjął z kieszeni kawałek pergaminu i podał go jej. Musiał być stary, bo zdążył już zżółknąć.
- A niby jak mam zrobić użytek z kawałka starego pergaminu? - zapytała Black.
- Kawałka starego pergaminu! - oburzył się Fred.
- To tajemnica naszego sukcesu - oznajmił George. - Pokaż im, Fred.
Jego brat wyjął różdżkę, stuknął nią w pergamin i powiedział:
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
Cztery Gryfonki ze zdumieniem patrzyły jak na pergaminie na pojawiły się czarne linie, które następnie złączyły się, skrzyżowały i zebrały wachlarzowato w każdym rogu. Potem, na samym szczycie, ukazały się zielone ozdobne litery, układające się w następujące słowa
Panowie Lunatyk, Gilzdogon, Łapa i Rogacz,
zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW.*
Ana i Jess wymieniły się krótkimi spojrzeniami. Obie wpatrywały się w jedno słowo. Łapa. A więc to musiało należeć do Syriusza. Black rozłożyła pergamin i ich oczom ukazała się...
- To przecież jest mapa Hogwartu! - powiedziała podekscytowana Jess.
Istotnie była to mapa ukazująca wszystkie szczegóły zamku i przylegających do niego terenów szkolnych. Najbardziej zadziwiające były jednak maleńkie plamki poruszające się po mapie, każda opatrzona wypisanym drobnymi literami imieniem i nazwiskiem. Ana z zachwytem pochyliła się nad mapą. Kropka w lewym górnym rogu pokazywała profesora Dumbledore’a przechadzającego się po swoim gabinecie; po korytarzu na drugim piętrze skradała się kotka woźnego, Pani Norris, a poltergeist Irytek akurat grasował w izbie pamięci. Na mapie widać było także tajne wyjścia z zamku, o których Ana wcześniej nie miała pojęcia.
- Skąd to macie? - zapytała Amy.
- Ukradliśmy Filchowi w pierwszej klasie... - zaczął Fred.
- Wiecie, byliśmy młodzi, beztroscy i niewinni... - kontynuował George.
Ana prychnęła. Wątpiła by bliźniacy kiedykolwiek byli "niewinni".
- No, bardziej niewinni niż teraz... mieliśmy małe starcie z Filchem - wyjaśnił Fred.
- Podłożyliśmy łajnobombę w korytarzu i to go z jakiegoś powodu wnerwiło... - powiedział George.
- ...więc zaciągnął nas do swojego pokoju i zaczął grozić jak zwykle...
- ...szlabanem...
- ...wypatroszeniem...
- ...a my przypadkiem zauważyliśmy w jego kartotece szufladkę z napisem: SKONFISKOWANE I BARDZO NIEBEZPIECZNE.
- George odwrócił jego uwagę, rzucając jeszcze jedną łajnobombę, ja wyciągnąłem szufladę i znalazłem... TO. - Fred wskazał na mapę.
- Nie jest wcale takie groźne - powiedział George. - Sądzimy, że Filch nie odkrył, jak to działa. Prawdopodobnie tylko podejrzewał, co to jest, bo inaczej by tego nie skonfiskował.
- O kurczę, to jest super... Teraz rozumiem jakim cudem tak dobrze poznaliście ten zamek - stwierdziła Ana.
- Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz, tyle im zawdzięczamy - powiedział George z niemal nabożnością w głosie.
- Szlachetni mężowie, niezmordowani w udzielaniu pomocy kolejnym pokoleniom łamaczy prawa - dodał z dumą Fred.
- Z żalem ci to oddajemy, ale nam już nie jest potrzebna, a tobie bardziej się przyda - oznajmił George. - Są na niej zaznaczone takie tajne przejścia, o których nawet Filch nie wie.
- Tylko pamiętaj, żeby, jak będziesz wracać, stuknąć różdżką w mapę i powiedzieć Koniec psot! - Fred stuknął różdżką w mapę i pergamin znów zrobił się pusty. - Inaczej każdy ją odczyta.
Bliźniacy poszli do swojego dormitorium.
- Czyli nie musimy już kraść peleryny niewidki Pottera? - zapytała Amy.
- Nie, mamy coś znacznie lepszego - odpowiedziała Ana. - Pomyśl, co możemy osiągnąć dzięki tej mapie. I to jest dzieło mojego ojca - powiedziała z dumą.
- Gdyby Fred i George o tym wiedzieli... Ciekawe kim są ci Lunatyk, Glizdogon i Rogacz? - zastanawiała się Jess.
- Nie mam pojęcia, ale jeśli jeszcze żyją, to chciałabym ich poznać - odparła Black. - No ale dobra, nie siedźmy tak, bo nas ranek zastanie.
Dziewczyna wyjęła różdżkę, stuknęła nią w mapę i powiedziała:
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
- Mamy szczęście, Filch i Snape siedzą w swoich gabinetach. Pani Norris nadal jest na drugim piętrze, będziemy musiały tam uważać - stwierdziła El, patrząc na mapę.
- Dobra, zapalamy różdżki i idziemy - zadecydowała Black. - Ja będę oświetlać Mapę Huncwotów, a wy drogę - dodała.
Wszystkie cztery szepnęły Lumos i z końców ich różdżek wydobyło się jasne światło.
Ostrożnie przelazły przez dziurę za portretem Grubej Damy. Korzystając z tajnych przejść szybko znalazły się w Zakazanym Lesie. Panowała tu wyjątkowa cisza, nie było słychać nawet najcichszego szmeru.
- SY... - Jess chciała krzyknąć, ale Ana zatkała jej buzię dłonią.
- To nie jest dobry pomysł. Ktoś mógłby cię usłyszeć, a wątpię, żeby on wyszedł z ukrycia, bo woła go trzynastolatka, której nie powinno tu być - powiedziała Black.
- Racja - przyznała Collet. - No to od czego zaczynamy? - zapytała, nawet nie kryjąc podekscytowania w głosie.
- Ej, a może Syriusz jest na mapie? Skoro jest jednym z jej twórców... - zastanawiała się Amy.
Cztery Gryfonki pochyliły się nad Mapę Huncwotów, poszukując wzrokiem maleńkich śladów stóp opatrzonych nazwiskiem Black. Jednak po kilkukrotnym prześledzeniu mapy, z żalem musiały przyznać, że jedyne ślady opatrzone tym nazwiskiem znajdowały się właśnie w Zakazanym Lesie i należały do Any.
- Chodźmy dalej, może znajdziemy jakieś ślady - zaproponowała El.
W milczeniu ruszyły w głąb lasu. Black co chwilę zerkała na mapę w nadziei, że jej ojciec się na niej pojawi. Szły w milczeniu wypatrując śladów na ścieżce, ale jedyne jakie znajdywały z całą pewnością należały do tutejszych zwierząt. Przeszły już prawie cały las, gdy Jess nagle stanęła.
- Patrzcie! To ślady psa! Wyglądają na świeże! - Wskazała na ślady psich łap. Tuż obok znajdowały się mniejsze, należące do kota. Trop prowadził w głąb lasu.
- A więc Krzywołap mu towarzyszy albo towarzyszył - powiedziała Ana. - Schodzimy ze ścieżki, zobaczymy dokąd nas te ślady zaprowadzą.
- Emm... spójrzcie - odezwała się Amy.
Ana, Jess i El odwróciły się w kierunku, w którym patrzyła. Okazało się, że w drugą stronę lasu prowadziły takie same ślady.
- Musimy się rozdzielić - oznajmiła Black. - Ja pójdę z Jess śladami na prawo, a wy na lewo.
- Ej, to nie fair, wy macie Mapę Huncowotów, a ja nie mam ochoty gubić się w lesie - zaoponowała Colen.
- Przecież nie jesteś tu pierwszy raz. Poza tym możecie wrócić po śladach, a jakby co, to znajdziemy was na mapie - odparła Collet.
- Jak któraś znajdzie mojego ojca, to niech wystrzeli w powie... albo nie, to by mogło zaalarmować kogoś w zamku... Po prostu te, które go znajdą przyprowadzą go do pozostałych - zdecydowała Ana.
- I tu pojawia się jedno "ale". Co jeśli on jednak naprawdę jest mordercą? - zapytała Tagworth.
- Nie jest - odpowiedziała stanowczo Jess.
- Nie będziemy przecież podchodzić do niego tak nagle, z zaskoczenia. Najpierw przyjrzymy mu się z ukrycia, poobserwujemy przez chwilę. Jeśli nie zrobi nic, co by wskazywało, że jest niebezpieczny, to wtedy do niego podejdziemy - powiedziała Ana.
- W co my się wpakowałyśmy... - mruknęła niezadowolona Amy, ale razem z El poszła śladami na lewo.
- No to idziemy - powiedziała Łapa i skierowała się na prawo, a Ana zrobiła to samo.
Dwie Gryfonki szły w milczeniu obserwując ślady, które tym ciężej było dostrzec, im dalej zagłębiały się w gęstwinę. W końcu doszły tak daleko, że musiały dosłownie przedzierać się przez chaszcze. Nigdy wcześniej nie zaszły tak głęboko w las, a w dodatku ślady psa i kota zniknęły. Black i Collet rozglądały się w nadziei, że uda im się odnaleźć trop, ale było to bezcelowe. Nawet jeśli ślady wciąż tu były, zasłaniały je gęsto rosnące krzaki.
- Wracajmy, to nie ma sensu - powiedziała Ana. Czuła się zawiedziona. Co prawda nie spodziewała się, że odnajdą go już tej nocy, ale miała nadzieję, że znajdą chociaż jakiś trop, a tymczasem znalazły tylko ślady psa i Krzywołapa, nie mając tak naprawdę pewności, że ten pies to Syriusz Black.
- Ale jeszcze tu wrócimy, żeby go poszukać? - zapytała z nadzieją Jess.
- Tak - odpowiedziała Ana, choć w duchu wiedziała, że miały nikłe szanse znaleźć go w lesie.
Gdy w końcu wróciły na ścieżkę, Amy i El już na nie czekały. Były podrapane, a ich ubrania poszarpane. My nie wyglądamy lepiej - pomyślała Black.
- Znaleźliście coś? - zapytała Collet.
- Nic, ślady zniknęły w tych chaszczach - odpowiedziała Colen.
- Ech, wracajmy już, zaraz zacznie świtać - powiedziała Ana.
Kiedy cztery Gryfonki znalazły się w swoim dormitorium, była już czwarta rano.
- Nigdy więcej nie dam się na to namówić. Wszystko mnie boli od tych chaszczy - stwierdziła El, gdy przebierały się w piżamy.
Mel i Eli szybko zasnęły, ale Ana i Jess gapiły się na Mapę Huncwotów, w nadziei, że Syriusz jednak się na niej pojawi. Dopiero gdy zegar wybił szóstą, uznały że wypadałoby się przespać.
- Koniec psot - powiedziała Black, stukając w mapę różdżką.
Schowała mapę i różdżkę do kufra, po czym zasunęła kotary i zasnęła natychmiast, gdy tylko położyła głowę na poduszce.
______
*Harry też dowie się o mapie i będzie z niej korzystał, nie będzie tylko jej właścicielem jak w książkach.
- Nie wierzę, że ten przygłup nas uczy. Niech no tylko mój ojciec się dowie... - powiedział Malfoy.
- Zamknij się, Malfoy! - warknął Potter.
- Jakbyś nie zauważył, twojego ojca tu nie ma, więc nikt nie osłoni ci tyłka. Poza tym nikt na siłę cię tu nie trzyma - zauważyła Ana.
Draco nic nie odpowiedział tylko oddalił się w stronę swojej bandy.
- Mam nadzieję, że Hagrid nie pokaże nam niczego groźnego - powiedziała Parvati, zerkając na Pottera.
- No nie, nie słyszałaś McGonagall? Trelawney co roku przepowiada komuś śmierć. Zresztą Hagrid nie pozwoli by komuś stała się krzywda - odpowiedziała Jess, kręcąc głową.
- No ale... wiecie... Hagrid jest trochę nieokrzesany... - odezwała się Lavender.
- Hagrid wcale nie jest nieokrzesany - zaoponował Harry.
- A cóż ja słyszę, Bliznowaty boi się ponuraka z fusów? - zadrwił Malfoy.
- Wcale się nie boję! - warknął Potter.
- Dementor, dementor! - zawołał Draco, wskazując palcem gdzieś nad Harrym.
Potter odwrócił się, ale oczywiście z tyłu nic nie było. Malfoy, Crabbe, Goyle, Parkinson, Bulstrode i Zabini założyli na głowy kaptury i wydali z siebie dźwięki, które bardziej przypominały te, które według mugoli wydają duchy, niż dementorów.
- Nie zwracaj na nich uwagi - powiedziała Hermiona, łapiąc Harry'ego za ramię, żeby odwrócił się od Ślizgonów.
- Naprawdę nabrałeś się na tę tanią sztuczkę? - zapytała Ana, patrząc na niego z pogardą.
Chłopak jednak nie zdążył odpowiedzieć, bo właśnie pojawił się Hagrid. Z jego szyi zwisały martwe fretki. Nawet Black nie mogła powstrzymać wzdrygnięcia.
- Witajcie, dzieciaki! Dzisiaj pokażę wam coś extra! - powiedział wyraźnie uradowany olbrzym. - Zobaczycie, spodoba wam się, musimy tylko podejść bliżej, uwiązałem je na skraju Zakazanego Lasu.
- Uwiązałeś? Hagridzie, czy one są niebezpieczne? - zapytała z niepokojem Amy.
- Tylko jeśli je obrazicie - odpowiedział. - Za mną!
Wszyscy ruszyli za nim, zaniepokojeni co przygotował Hagrid.
- Nie wierzę, ten kretyn naprawdę prowadzi nas do Zakanego Lasu - warknął Malfoy.
- Zamknij się, Malfoy. Wiem, że od czasu twojego szlabanu z Harrrym, Hermioną i Neville'em w pierwszej klasie pękasz na sam dźwięk słów "Zakazany Las", ale teraz jest dzień - odparowała Amy.
- Odezwała się ta, która nigdy nie była w Zakazanym Lesie nocą - powiedział Draco.
- Tak dla twojej informacji, to Amy była parę razy w Zakazanym Lesie nocą. Ze mną i El - syknęła Ana.
- Ten las nocą wcale nie jest taki straszny - dodała Jess.
- Tak, bo nie spotkałyście tam czegoś pijącego krew martwego jednorożca! - wściekł się Ślizgon.
Ana tylko pokręciła z zażenowaniem głową i razem z koleżankami oddaliła się od Malfoya.
- Mam nadzieję, że to nie jest nic, co będzie chciało nas pożreć - powiedziała El.
- Hagrid by na to nie pozwolił - zauważyła Ana.
- Może powiemy mu o ponuraku? - zapytała Parvati.
- Właśnie, on nic nie... - poparła ją Lavender, ale przerwała jej Jess:
- Czy wy w ogóle macie mózgi? Nikt nie umrze, a w każdym razie nie z powodu rzekomego ponuraka w fusach.
- To niewiarygodne, że możecie to tak lekceważyć! - oburzyła się Patil.
Ana zamierzała coś odpowiedzieć, ale Hagrid właśnie zatrzymał się tak nagle, że parę osób na przedzie omal na niego nie wpadło. Znajdowali się w zagrodzie na skraju lasu. Do drewnianych pali przywiązane były dziwne stworzenia. Miały głowę, przednie kończyny i skrzydła orła, a zad i tylne kończyny - konia. Każdy z nich miał inny kolor piór i sierści.
- Hagrid, co to właściwie jest? - zapytała Hermiona.
- To, dzieciaki, są hipogryfy - odpowiedział Hagrid. - Prawda, że są wspaniałe? - zapytał patrząc z czułością na stworzenia.
Ana nie była pewna, czy zgadza się z Hagridem. Rzeczywiście w hipogryfach było coś... majestatycznego, ale gdy zaczęły rozrywać mięso martwych fretek, które rzucił im gajowy, pomyślała, że wolałaby się z nimi bliżej nie zapoznawać.
- Na początek otwórzcie swoje książki - powiedział Hagrid.
- A niby jak mamy to zrobić? - zapytał drwiąco Malfoy.
- Pogłaszczcie ją po grzbiecie, cholibka - odpowiedział gajowy.
Ana przejechała palcem po grzbiecie książki i ta faktycznie znieruchomiała. Pozostali niepewnie zrobili to samo. Gdy wszyscy już otwarli swoje książki, rozległ się krzyk Neville'a atakowanego przez swój egzemplarz Potwornej Księgi Potworów.
- Neville, miałeś ją pogłaskać po grzbiecie - powiedział Seamus.
- Dzięki, nic mi nie jest - wydukał Longbottom. Cała jego szata była oblepiona strzępkami papieru.
- Cholibka, myślałem że wam się spodobają, to takie śmiszne książki - powiedział zmieszany Hagrid.
- Tak, bardzo "śmiszne", boki zrywać! Ta szkoła schodzi na psy - zakpił Malfoy.
Hagrid zaczął opowiadać o hipogryfach, ale Draco, jak zresztą wszyscy Ślizgoni, nie wydawał się być zainteresowany tym co mówił.
- ... Musicie wiedzieć, że hipogryfy to bardzo honorne stworzenia, łatwo je obrazić, a to może się źle skończyć - powiedział Hagrid. - Waszym dzisiejszym zadaniem będzie przywitanie się z hipogryfem. No, kto chce spróbować pierwszy? - zapytał.
Wszyscy odruchowo cofnęli się do tyłu. Wszyscy oprócz Pottera. Chłopak niepewnie podniósł rękę.
- Harry! - Hagrid był wyraźnie uradowany. - No chodź, śmiało!
- Harry, nie rób tego, pamiętasz co mówiła Trelawney? - zapytała Parvati stłumionym szeptem, ale Potter ją zignorował.
- Podejdź bliżej, Harry - powiedział Hagrid, ustawiając Harry'ego naprzeciw najbliższego z hipogryfów. - Patrz mu prosto w oczy, ukłoń się, byle nisko, poczekaj aż Hardodziob się odkłoni, wtedy będziesz mógł go pogłaskać. Jeśli nie, to trza szybko zwiewać. Tylko powoli, bez nerwów, powolutku...
Wszyscy wstrzymali oddech. Harry ukłonił się nisko hipogryfowi, zgodnie z zaleceniem Hagrida patrząc mu prosto w oczy. Hardodziob jednak nie odpowiedział ukłonem.
- Cofnij się, Harry, szybko! - nakazał Hagrid, stając przed hipogryfem, gotów ujarzmić zwierzę. - Spróbuj jeszcze raz, Harry, pamiętaj, powolutku.
Potter znowu powoli podszedł do Hardodzioba i ukłonił mu się patrząc mu prosto w oczy. Tym razem hipogryf odkłonił się.
- Wspaniale, Harry, teraz możesz go pogłaskać! - powiedział za zachwytem Hagrid.
Chłopak o wiele bardziej pewnie podszedł do Hardodzioba i poklepał go po dziobie. Całej klasie minął strach i zastąpiła go niecierpliwość kiedy oni będą mogli pogłaskać hipogryfa. Ana stwierdziła, że Hagrid miał rację, to naprawdę były wspaniałe zwierzęta.
- No, to pozwolisz, Harry, żebyś go dosiadł? - zapytał Hagrid.
- Co? Nie, Hagrid, nie! - zaprotestował Potter, ale gajowy już posadził go na Hardodziobie.
- Trzymaj mocno kolanami. Tylko mu nie powyrywaj piór, on tego nie lubi, skubany - ostrzegł go Hagrid i odwiązał hipogryfa od pala, klepnął go w zad i zwierzę rozpostarło skrzydła, wznosząc się w powietrze razem z Harrym na grzbiecie.
Klasa patrzyła z zazdrością jak Potter leci na hipogryfie. Z zachwytem wpatrywali się w odległą plamkę na niebie. Ana nie mogła się doczekać aż sama będzie mogła dosiąść tego stworzenia. Gdy Hardodziob wylądował i Hagrid pomógł Harry'emu zsiąść, wszyscy zaczęli klaskać. Następnie każdy ustawił się w kolejkach do przywitania się z hipogryfami. Black ukłoniła się Hardodziobowi, a ten ku jej uldze i zaskoczeniu od razu się odkłonił. Z uśmiechem podeszła do niego i poklepała go po dziobie.
- Mogę na nim polecieć? - poprosiła Ana, patrząc błagalnie na Hagrida.
- I ja? - zapytała Jess, której udało się przywitać z innym hipogryfem o imieniu Szponek.
- Jak już każdy przywita się z hipogryfem, dobra? - zapytał Hagrid.
Ana i Jess nie były z tego zadowolone, ale się zgodziły. Nagle Black poczuła, że coś ją odpycha. Był to Malfoy.
- Wcale nie jesteś niebezpieczny. Tak naprawdę jesteś łagodny jak baranek. Jesteś tylko strasznie brzydkie bydle, prawda? - zadrwił.
Nagle Hardodziob uderzył szponami w ramię Ślizgona. Hagrid szybko stanął przed hipogryfem, żeby uspokoić rozjuszone zwierzę.
- Dziobek, spokój! Hardodziob! - powiedział Hagrid, grożąc stworzeniu palcem i rzucił mu fretkę, co go uspokoiło.
Tymczasem Malfoy leżał na ziemi i jęczał, trzymając się za krwawiące ramię:
- Aaaa.... zabił mnie...
- Hagrid, trzeba zabrać się go do skrzydła szpitalnego - powiedziała Hermiona.
Gajowy podniósł Malfoya z ziemi.
- Zapłacicie za to! Ty i twoje bydle też! - groził Draco.
- Koniec lekcji na dziś - mruknął Hagrid. Hermiona otworzyła bramę, a Hagrid z jęczącym Malfoyem w ramionach skierował się w stronę zamku.
- Ja chyba zabiję tego idiotę! - syknęła Ana. - Chciałam polatać... A zresztą nic mu nie jest, Hardodziob tylko go drasnął.
- Na jego własne życzenie - dodała naburmuszona Jess.
- A jeśli Hagrida wyleją? - zmartwiła się Granger.
- Nie wyleją. Dumbledore na to nie pozwoli. My na to nie pozwolimy - odpowiedziała El.
- Powinnni go wylać! To bydle mogło zabić Draco! - rozpaczała Pansy Parkinson.
- Tylko go drasnął, idiotko! - warknęła Jess.
- Zresztą sam jest sobie winien! Hagrid mówił, że hipogryfy są bardzo honorne, ale twój głupi Dracuś wcale go nie słuchał - dodała wściekła Ana.
- Bądźmy szczerzy, Parkinson, myślisz, że podobasz się Malfoyowi? Że podobasz się komukolwiek? Podoba mu się tylko to, że tak do niego wzdychasz - powiedziała Mel.
- Pomijając, że on też nie jest ładny - dodała Eli.
- A co? Może ty mu się podobasz, Tagworth? Ty, zdrajczyni krwi? - zapytała drwiąco Parkinson.
- Pff, za wysokie progi dla Malfoya - odgryzła się Amy.
***
Późnym wieczorem, gdy wszyscy już spali, Ana, Jess, Amy i El szykowały plan wyprawy do Zakazanego Lasu w celu poszukiwań Syriusza Blacka.
- A jeśli ktoś nas po drodze złapie? - zapytała Mel.
- Miejmy nadzieję, że nie - odpowiedziała Ana. - Ej, a może wykradniemy pelerynę-niewidkę Pottera? Oddałybyśmy zanim by się obudził. Nawet nie zauważy - zaproponowała.
- Przecież już nieraz chodziłyśmy do Zakazanego Lasu bez żadnej ochrony i tylko raz w drugiej klasie McGonagall nas przyłapała - zauważyła El.
- Ale tym razem nie idziemy tam, żeby zwiedzać - zwróciła jej uwagę Amy.
- Ja mogę to zrobić - zaoferowała Jess.
Nagle Ana klepnęła się w czoło.
- Zapomniałyśmy o dementorach. Dumbledore mówił, że nie nabiorą się na żadne sztuczki czy przebieranki, a to znaczy, że nie wyjdziemy Salą Wejściową, nawet pod peleryną - zauważyła.
- No, no, no, knujemy co? - zapytał znajomy głos.
- Fred! George! Jeszcze nie śpicie? - zdumiała się El.
- Jak widać, nie - odpowiedział George. - Co kombinujecie? - zapytał.
- Tylko nie próbujcie kręcić, sami słyszeliśmy, że chciecie wykraść pelerynę Harry'ego - dodał Fred. - Swoją drogą, nie wiedziałem, że taką ma.
- Ee... chcemy iść do Zakazanego Lasu... żeby go zbadać... nigdy nie zapuszczałyśmy się zbyt głęboko - odpowiedziała wymijająco Ana.
- I nie chcecie, żeby ktoś was przyłapał? - spytał George. - I bezpiecznie ominąć straż dementorów?
- No to chyba oczywiste, nie? - odpowiedziała pytaniem Jess.
Bliźniacy wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami. Black nie była pewna, czy łyknęli bajeczkę o badaniu lasu.
- Zamierzaliśmy to dać Harry'emu... - zaczął Fred konspiracyjnym tonem.
- ... Ale sądzimy, że ty zrobisz z tego większy użytek, Ana - dokończył George.
Dziewczyna spojrzała na nich pytająco. Fred wyjął z kieszeni kawałek pergaminu i podał go jej. Musiał być stary, bo zdążył już zżółknąć.
- A niby jak mam zrobić użytek z kawałka starego pergaminu? - zapytała Black.
- Kawałka starego pergaminu! - oburzył się Fred.
- To tajemnica naszego sukcesu - oznajmił George. - Pokaż im, Fred.
Jego brat wyjął różdżkę, stuknął nią w pergamin i powiedział:
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
Cztery Gryfonki ze zdumieniem patrzyły jak na pergaminie na pojawiły się czarne linie, które następnie złączyły się, skrzyżowały i zebrały wachlarzowato w każdym rogu. Potem, na samym szczycie, ukazały się zielone ozdobne litery, układające się w następujące słowa
Panowie Lunatyk, Gilzdogon, Łapa i Rogacz,
zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW.*
Ana i Jess wymieniły się krótkimi spojrzeniami. Obie wpatrywały się w jedno słowo. Łapa. A więc to musiało należeć do Syriusza. Black rozłożyła pergamin i ich oczom ukazała się...
- To przecież jest mapa Hogwartu! - powiedziała podekscytowana Jess.
Istotnie była to mapa ukazująca wszystkie szczegóły zamku i przylegających do niego terenów szkolnych. Najbardziej zadziwiające były jednak maleńkie plamki poruszające się po mapie, każda opatrzona wypisanym drobnymi literami imieniem i nazwiskiem. Ana z zachwytem pochyliła się nad mapą. Kropka w lewym górnym rogu pokazywała profesora Dumbledore’a przechadzającego się po swoim gabinecie; po korytarzu na drugim piętrze skradała się kotka woźnego, Pani Norris, a poltergeist Irytek akurat grasował w izbie pamięci. Na mapie widać było także tajne wyjścia z zamku, o których Ana wcześniej nie miała pojęcia.
- Skąd to macie? - zapytała Amy.
- Ukradliśmy Filchowi w pierwszej klasie... - zaczął Fred.
- Wiecie, byliśmy młodzi, beztroscy i niewinni... - kontynuował George.
Ana prychnęła. Wątpiła by bliźniacy kiedykolwiek byli "niewinni".
- No, bardziej niewinni niż teraz... mieliśmy małe starcie z Filchem - wyjaśnił Fred.
- Podłożyliśmy łajnobombę w korytarzu i to go z jakiegoś powodu wnerwiło... - powiedział George.
- ...więc zaciągnął nas do swojego pokoju i zaczął grozić jak zwykle...
- ...szlabanem...
- ...wypatroszeniem...
- ...a my przypadkiem zauważyliśmy w jego kartotece szufladkę z napisem: SKONFISKOWANE I BARDZO NIEBEZPIECZNE.
- George odwrócił jego uwagę, rzucając jeszcze jedną łajnobombę, ja wyciągnąłem szufladę i znalazłem... TO. - Fred wskazał na mapę.
- Nie jest wcale takie groźne - powiedział George. - Sądzimy, że Filch nie odkrył, jak to działa. Prawdopodobnie tylko podejrzewał, co to jest, bo inaczej by tego nie skonfiskował.
- O kurczę, to jest super... Teraz rozumiem jakim cudem tak dobrze poznaliście ten zamek - stwierdziła Ana.
- Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz, tyle im zawdzięczamy - powiedział George z niemal nabożnością w głosie.
- Szlachetni mężowie, niezmordowani w udzielaniu pomocy kolejnym pokoleniom łamaczy prawa - dodał z dumą Fred.
- Z żalem ci to oddajemy, ale nam już nie jest potrzebna, a tobie bardziej się przyda - oznajmił George. - Są na niej zaznaczone takie tajne przejścia, o których nawet Filch nie wie.
- Tylko pamiętaj, żeby, jak będziesz wracać, stuknąć różdżką w mapę i powiedzieć Koniec psot! - Fred stuknął różdżką w mapę i pergamin znów zrobił się pusty. - Inaczej każdy ją odczyta.
Bliźniacy poszli do swojego dormitorium.
- Czyli nie musimy już kraść peleryny niewidki Pottera? - zapytała Amy.
- Nie, mamy coś znacznie lepszego - odpowiedziała Ana. - Pomyśl, co możemy osiągnąć dzięki tej mapie. I to jest dzieło mojego ojca - powiedziała z dumą.
- Gdyby Fred i George o tym wiedzieli... Ciekawe kim są ci Lunatyk, Glizdogon i Rogacz? - zastanawiała się Jess.
- Nie mam pojęcia, ale jeśli jeszcze żyją, to chciałabym ich poznać - odparła Black. - No ale dobra, nie siedźmy tak, bo nas ranek zastanie.
Dziewczyna wyjęła różdżkę, stuknęła nią w mapę i powiedziała:
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
- Mamy szczęście, Filch i Snape siedzą w swoich gabinetach. Pani Norris nadal jest na drugim piętrze, będziemy musiały tam uważać - stwierdziła El, patrząc na mapę.
- Dobra, zapalamy różdżki i idziemy - zadecydowała Black. - Ja będę oświetlać Mapę Huncwotów, a wy drogę - dodała.
Wszystkie cztery szepnęły Lumos i z końców ich różdżek wydobyło się jasne światło.
Ostrożnie przelazły przez dziurę za portretem Grubej Damy. Korzystając z tajnych przejść szybko znalazły się w Zakazanym Lesie. Panowała tu wyjątkowa cisza, nie było słychać nawet najcichszego szmeru.
- SY... - Jess chciała krzyknąć, ale Ana zatkała jej buzię dłonią.
- To nie jest dobry pomysł. Ktoś mógłby cię usłyszeć, a wątpię, żeby on wyszedł z ukrycia, bo woła go trzynastolatka, której nie powinno tu być - powiedziała Black.
- Racja - przyznała Collet. - No to od czego zaczynamy? - zapytała, nawet nie kryjąc podekscytowania w głosie.
- Ej, a może Syriusz jest na mapie? Skoro jest jednym z jej twórców... - zastanawiała się Amy.
Cztery Gryfonki pochyliły się nad Mapę Huncwotów, poszukując wzrokiem maleńkich śladów stóp opatrzonych nazwiskiem Black. Jednak po kilkukrotnym prześledzeniu mapy, z żalem musiały przyznać, że jedyne ślady opatrzone tym nazwiskiem znajdowały się właśnie w Zakazanym Lesie i należały do Any.
- Chodźmy dalej, może znajdziemy jakieś ślady - zaproponowała El.
W milczeniu ruszyły w głąb lasu. Black co chwilę zerkała na mapę w nadziei, że jej ojciec się na niej pojawi. Szły w milczeniu wypatrując śladów na ścieżce, ale jedyne jakie znajdywały z całą pewnością należały do tutejszych zwierząt. Przeszły już prawie cały las, gdy Jess nagle stanęła.
- Patrzcie! To ślady psa! Wyglądają na świeże! - Wskazała na ślady psich łap. Tuż obok znajdowały się mniejsze, należące do kota. Trop prowadził w głąb lasu.
- A więc Krzywołap mu towarzyszy albo towarzyszył - powiedziała Ana. - Schodzimy ze ścieżki, zobaczymy dokąd nas te ślady zaprowadzą.
- Emm... spójrzcie - odezwała się Amy.
Ana, Jess i El odwróciły się w kierunku, w którym patrzyła. Okazało się, że w drugą stronę lasu prowadziły takie same ślady.
- Musimy się rozdzielić - oznajmiła Black. - Ja pójdę z Jess śladami na prawo, a wy na lewo.
- Ej, to nie fair, wy macie Mapę Huncowotów, a ja nie mam ochoty gubić się w lesie - zaoponowała Colen.
- Przecież nie jesteś tu pierwszy raz. Poza tym możecie wrócić po śladach, a jakby co, to znajdziemy was na mapie - odparła Collet.
- Jak któraś znajdzie mojego ojca, to niech wystrzeli w powie... albo nie, to by mogło zaalarmować kogoś w zamku... Po prostu te, które go znajdą przyprowadzą go do pozostałych - zdecydowała Ana.
- I tu pojawia się jedno "ale". Co jeśli on jednak naprawdę jest mordercą? - zapytała Tagworth.
- Nie jest - odpowiedziała stanowczo Jess.
- Nie będziemy przecież podchodzić do niego tak nagle, z zaskoczenia. Najpierw przyjrzymy mu się z ukrycia, poobserwujemy przez chwilę. Jeśli nie zrobi nic, co by wskazywało, że jest niebezpieczny, to wtedy do niego podejdziemy - powiedziała Ana.
- W co my się wpakowałyśmy... - mruknęła niezadowolona Amy, ale razem z El poszła śladami na lewo.
- No to idziemy - powiedziała Łapa i skierowała się na prawo, a Ana zrobiła to samo.
Dwie Gryfonki szły w milczeniu obserwując ślady, które tym ciężej było dostrzec, im dalej zagłębiały się w gęstwinę. W końcu doszły tak daleko, że musiały dosłownie przedzierać się przez chaszcze. Nigdy wcześniej nie zaszły tak głęboko w las, a w dodatku ślady psa i kota zniknęły. Black i Collet rozglądały się w nadziei, że uda im się odnaleźć trop, ale było to bezcelowe. Nawet jeśli ślady wciąż tu były, zasłaniały je gęsto rosnące krzaki.
- Wracajmy, to nie ma sensu - powiedziała Ana. Czuła się zawiedziona. Co prawda nie spodziewała się, że odnajdą go już tej nocy, ale miała nadzieję, że znajdą chociaż jakiś trop, a tymczasem znalazły tylko ślady psa i Krzywołapa, nie mając tak naprawdę pewności, że ten pies to Syriusz Black.
- Ale jeszcze tu wrócimy, żeby go poszukać? - zapytała z nadzieją Jess.
- Tak - odpowiedziała Ana, choć w duchu wiedziała, że miały nikłe szanse znaleźć go w lesie.
Gdy w końcu wróciły na ścieżkę, Amy i El już na nie czekały. Były podrapane, a ich ubrania poszarpane. My nie wyglądamy lepiej - pomyślała Black.
- Znaleźliście coś? - zapytała Collet.
- Nic, ślady zniknęły w tych chaszczach - odpowiedziała Colen.
- Ech, wracajmy już, zaraz zacznie świtać - powiedziała Ana.
Kiedy cztery Gryfonki znalazły się w swoim dormitorium, była już czwarta rano.
- Nigdy więcej nie dam się na to namówić. Wszystko mnie boli od tych chaszczy - stwierdziła El, gdy przebierały się w piżamy.
Mel i Eli szybko zasnęły, ale Ana i Jess gapiły się na Mapę Huncwotów, w nadziei, że Syriusz jednak się na niej pojawi. Dopiero gdy zegar wybił szóstą, uznały że wypadałoby się przespać.
- Koniec psot - powiedziała Black, stukając w mapę różdżką.
Schowała mapę i różdżkę do kufra, po czym zasunęła kotary i zasnęła natychmiast, gdy tylko położyła głowę na poduszce.
______
*Harry też dowie się o mapie i będzie z niej korzystał, nie będzie tylko jej właścicielem jak w książkach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
